Bóg
ma dla Ciebie plan! |
Tak mówi Pan W jaki sposób mają się wierzący zgromadzać według Słowa Bożego Słowo Boże
osądza myśli i intencje serca
ludzkiego (Heb 4,12). Zdolne jest ono
uczynić człowieka Bożego doskonałym i całkowicie zdatnym do każdego
dobrego dzieła (2 Tym 3,17). Dlatego
też nie możemy pozostać w niepewności co do sposobu zgromadzania się dzieci Bożych. Słowo Boże musi we
wszystkim mieć decydujące znaczenie (Iza 8,20; Mat 4,4; Jan 17,17; l Pio
2,2). Z całą powagą
powinno być badane ( Jan 5,39; Dz 17,11), zrozumiane (Mat 13,23; Łuk 24,45;
Dz 8,30; Kol 3,16) i przestrzegane ( Eze 9,4; Iza 66,2.5; l Tes 2,13; Jak
1,21.25), gdyż w przeciwnym razie
wkroczymy na błędną drogę (Mat 15,9; 22,29; Mar 7,7.9; Obj 22,18-19). l. Pan Jezus przebywał tutaj na ziemi wśród
Swych uczniów, których dał Mu Ojciec (Jan 6,37). Zostali do Niego
przyciągnięci (Jan 6, 44.65) dzięki działalności Ducha Świętego (Jan 3,5.8) i
Jego Słowa (Jan 4,41; 8,47; Jak 1,18), aby otrzymać od Niego życie wieczne
(Jan 5,24; 17,27). Zgromadzali
się wkoło Jego osoby (Mat 10,38; 19,27) i przestrzegali Jego przykazań (Łk
10,1; Jan 10,4), a także trzymali się Jego nauki (Mat 5,1.2; Łuk 11,1). Zanim
odszedł od nich, zapewnił im społeczność ze Sobą (Mat 18,20; Jan 14, 18), gdy dwoje lub więcej jest w
Jego Imieniu zgromadzonych. 2. Dokonawszy na krzyżu oczyszczenia naszych grzechów (Heb 1,3:1
Pio 2,24), zmartwychwstał i usiadł po prawicy majestatu Bożego na
wysokościach (Rzy 8,34; Heb 10,12.13; 12,2), nad wszystkie księstwa i
zwierzchności, moce i panowania, i wszelkie imię (Efz 1,20.21:1 Pio 3,22). Jest Głową
Swego Ciała, Zgromadzenia (Kol l, 18), które z Nim umarło grzechowi i światu
(Rzy 6,2,11; Kol 2,10), z Nim zostało wzbudzone z umarłych (Kol 3,1-3) i z
Nim przeniesione w niebieskie miejsca (Efz 2,5,6), gdzie znajduje się On,
nasze życie (Kol 3,4) i nasz pokój (Efz 2,14). Jesteśmy w
Nim, umiłowanym, ułaskawieni (Efz l,6), dopełnieni (Kol 2,10) i obdarzeni
wszelkimi duchowymi błogosławieństwami w niebieskich miejscach (Efz l,3),
jesteśmy dziedzicami Boga, Jego współdziedzicami, Jego Ciałem - pełnią Tego,
Który wszystko we wszystkich napełnia (Efz 1,23). 3. Zanim wstąpił do nieba (Łuk 24,51),
obiecał Swym uczniom, że nie pozostawi ich jako sieroty (Jan 14,18), lecz
będzie prosił Ojca, aby po Jego wstąpieniu do nieba (Jan l6,7) i wejściu do
chwały (Łuk 24,26; Jan 7,37-39; Dz 2,33) zesłał na Jego miejsce Orędownika,
Który pozostanie z nimi na zawsze.
Jest to Duch Święty (Jan 14,16. 26), Duch obietnicy (Łuk 24,49; Dz 2,33),
który uwielbił Go wśród uczniów (Jan 16,13.14:1 Ko 12, 3) i sprawił, że
ciągle mogą korzystać z obecności Jego i Ojca (Jan 15,26; l6,14.15;Efz
2,18:3, 16.17; l Jan 1,3; 2,24.27; 4,13). 4. Świat nie może otrzymać Ducha Świętego, lecz tylko ci, którzy uwierzą w Pana
Jezusa (Jan 6,37.39; 2 Kor 1,22; Gal 3,2-5.14; 4 ,6; Efz 1,13 ). 5. Taka
była obietnica naszego łaskawego Pana! Do Swoich
skierował wezwanie, aby oczekiwali tego chwalebnego wypełnienia po Swoim
wniebowstąpieniu (Łuk 24,49), co też się stało. Dar Ducha Świętego najpierw
otrzymali wierzący hebrajczycy (Dz 2,1-4.33.37-38); a później i wierzący z
narodów (Dz 10,44-46). 6. W zesłanym z nieba Duchu Świętym wierzący
Żydzi i poganie zostali ochrzczeni do jednego Ciała (l Kor 12,13; Kol
1,16-23; 3,15). To jest
Ciało Chrystusa (Rzy 12,5; l Kor 12, 27) albo Zgromadzenie, które pochodzi
z Jego ciała i Jego kości (Efz
5,29-32). Jest
świątynią Bożą (2 Kor 6,l6;Ef 2,20-22), w której wszyscy wierzący są jednym
Duchem z Panem (l Kor 6,17), Chrystusem, nadzieją chwały (Kol 1,27) posiadają
i są wspólnikami boskiej natury (2
Pio 1,4). Ciało
Chrystusowe, złożona z Żydów i narodów świątynia Ducha Bożego, to wielka
tajemnica, zakryta od wieków i pokoleń (Kol 1,24-28), lecz teraz objawiona
Jego świętym przez Ducha (Ef 3, 1-11; 5,29-32). 7. Duch
Święty nie tylko daje świadectwo wierzącym, iż są dziećmi Bożymi
(Rzy 8,15-17; Ga 4,6), ale także wlewa w ich serca ufność (2 Kor 5,5.6). Jest On
rękojmią ich dziedzictwa (Efz l, 13. 14), powoduje w nich owoc: miłość,
radość, pokój, pobłażliwość, uprzejmość,
dobrotliwość, wierność, wstrzemięźliwość (Gal 5,22), udziela im zmysłu
Chrystusowego oraz pozwala dochodzić
im nawet głębi boskości (Jan 16,13-15; l Kor 2, 9-16) i poznawać wszystkie
rzeczy (l Jan 2,20). Uczyniwszy
wierzących członkami jednego Ciała w Chrystusie (Rzy 12,5), Duch Święty daje
im dary (Rzy 12,3-8; Efz 4,7; 1 Pio 4,10), wprawdzie każdemu jak On chce (l
Kor 12,11; Heb 2,4). Dary te
mają służyć zbudowaniu Ciała, abyśmy wszyscy doszli do jedności wiary i
znajomości Syna Bożego, do dojrzałego męża (Efz 4,11-16).Pismo upomina
nas,abyśmy dążyli do otrzymania darów (l Kor 12,31), ćwiczyli się w nich i
czynili z nich użytek (Rży 12,5-6; l Kor 12, 14; l Tym 4,13-16; 2 Tym 1,7; l
Pio 4,10.11). 8. Cały
Kościół Chrystusa jest nie tylko powołany do istnienia
dzięki wierze zbawionych w Imię
Jezusa, zamieszkany i wybudowany przez Ducha, lecz w różnych miejscach
znajdujemy także upomnienia skierowane do wierzących, aby nie opuszczali
zejścia (Heb 10,25) do Jego Imienia
(Mat 18,20; l Kor 5,4). Jego Imię,
wiara w nie to jedyne drzwi do wejścia; wierzący byli też upomnieni,
aby słabych w wierze przyjmować (Rzy
14,1), duchów doświadczać (l Jan 4,1; Obj 2,2; Dz 9,26.27). Zabroniono
im także mieć społeczność z
niewierzącymi (2 Kor 6,14-18). A
ponieważ fałszywi bracia
po kryjomu chcą się wkraść do grona zbawionych (Gal 2,4), należy
ostrzegać niedbałych (l Tes 5,14) ,nie obcować z tymi, co chodzą
nieporządnie, wbrew Słowu Bożemu (Rzy
16,17.18; 2 Tes 3,6-14), a nie tylko usunąć spośród siebie złośnika (l Kor
5,9-13), lecz także pocieszać trwożliwych (l Tes 5,14), błądzących nakłonić łagodnie do powrotu
(Gal 6,1), a pokutującym odpuszczać (2 Kor 2,2-7). Wierzący
nie powinni zapominać o tym, że jakkolwiek jest ich wielu, stanowią jedno
Ciało (l Kor 10,16.17) i że trochę kwasu mnóstwo zakwasza (1 Kor 5,6-8; Gal 5,9; Heb 12,15,16). Dlatego
Pismo upomina ich, aby nie tylko wyrazili swą dezaprobatę wobec złego,ale
także ukarali je i odczuli boski smutek (2 Kor 7.11.12). W taki
sposób zgromadzając się, mają również napominać się wzajemnie (Heb 10,25), w
Duchu i w modlitwie budować się i pocieszać (Rzy 15, 14; Jud 20.21; l Tes 5,11), a Duchowi Pańskiemu pozostawić
jak największą swobodę działania (2 Kor 3,17), aby dary, które uważa za
odpowiednie, znalazły swoje zastosowanie i mogły się rozwijać według Jego upodobania (l Kor
14,30.31:1 Te 5,19.20). W Nowym
Testamencie czytamy o wierzących zgromadzonych w pierwszy dzień
tygodnia (Dz 20, 7) w celu wspólnego łamania chleba i dla obchodzenia śmierci
Pana, w oczekiwaniu Jego powtórnego przyjścia (l Kor 11,25.26). 9.Ci,
którzy przyjmowali jakiekolwiek imię a więc tworzyli sektę i nie poprzestawali na skromnym imieniu
"chrystianie" (Dz 11,26:1
Pi 4,16) lub na przezwisku
"sekta
nazarejczyków" (Dz 24,5), bywali poddawani krytyce (l Kor 1,12
13; 3,3-9). Co prawda
i tacy byliby ganieni, którzy - zamiast zachować jedność Ducha w związce
pokoju (Efz 4,3), aby osiągnąć jedność wiary (Efz 4,13) - odłączają się dla
utworzenia społeczności, ktore nie są zgodne z Duchem Świętym i Jemu
podporządkowane. 10. Pismo
Święte zapewnia nas o
obecności Pana Jezusa za pośrednictwem Ducha
Świętego w Zgromadzeniu, które
składa się z członków Jego Ciała. Gdy
wierzący uznają ją i uważają nie tylko za naukę, lecz za
żywą prawdę, wtedy działa tam obiecana moc Boża (Mat 18,15-19). Ona zaś
kieruje, sądzi, prowadzi, błogosławi, uczy i napomina (Dz 5,1-14; 13,1-4; l Kor 5,4-13;
11,20-32; 14,24.25; 2 Kor 2,6.7). 11. Gdzie są
więc płatni kaznodzieje,
wykształceni na uniwersytetach i ordynowani zgodnie z ludzkimi przepisami oraz inni dostojnicy kościelni? Wprawdzie
Słowo Boże mówi o pouczeniu i krasomóstwie (Mat 11,25-27; 13,10-16.51.52; Łuk
24 25.27.44-48; Dz 4,13-20; 18,24-28; l Kor l, 17; 2,16; 2 Kor 10,10; Gal
1,21.23), o uposażeniu (Dz 18,3; 20,33-35; l Kor 4,11.12; 9,7-18; 2 Ko
12,7-9; 12,13-18; Fip 4,10-18; l Tes 2,9; 2 Tes 3,7.8; l Pio 5,1-3). Wspomina
także o ordynowanych (ustanowionych) starszych (nazwanych także biskupami i
przełożonymi) (Dz 14,23) oraz o diakonach (sługach) w niektórych
zgromadzeniach Nowego Testamentu, ale wyznaczanych tylko przez apostołów (Dz
14, 23) lub przez takich, którzy, jak Tymoteusz i Tytus byli obdarzeni
szczególnym darem Ducha Świętego (2 Tym 1,6) albo upoważnieni przez jednego z
apostołów (Tyt 1,5) mogli obierać starszych (l Tym 3,1-13; 5,17-22; Tyt
1,5-9; Dz 6,3.6). Czytamy
też, że w owych dniach Duch i jego dary były udzielane przez włożenie
rąk (Dz 8,15 -19; 9,17; 19,6; l Tym 4,14; 2 Tym 1,6). Obecnie
czynność ta stała się zwyczajną formą, pozbawioną mocy, podobnie jak namaszczanie chorego olejkiem (Jak 5,14). Mimo to
nigdzie nie czytamy, żeby same zgromadzenia wybierały sobie przełożonych albo
mogły udzielać darów, a zupełnie wykluczoną rzeczą jest
otrzymywanie darów i urzędów
dzięki pieniądzom lub władzy
państwowej. Tylko Pan
żniwa, Arcypasterz (Mat 9,37.38; Ef 4,7.8) albo ktoś, kto obdarzony autorytem
i mocą przez Pana samego, a nie upoważniony przez jakiś kościół, mógłby udzielać
darów i ustanawiać urzędy. Gdyby ktoś
dostarczył dowodu, że posiada taki autorytet, aby mianować przełożonych oraz
ma moc, by udzielać duchowych darów, to i teraz mógłby tym służyć Zgromadzeniu. Lecz jeśli
nikt w wystarczający sposób nie może udowodnić, że posiada taki autorytet i moc, to w takim razie
przywłaszcza je sobie i narusza prawa
Ducha Świętego. 12. Chociaż apostołowie w niektórych
zgromadzeniach wyznaczali nadzorców i innych oraz udzielali duchowych darów,
Duchowi Świętemu nie przeszkadzało to wzbudzać dary i powoływać sług do
służby bez jakiegokolwiek
pośrednictwa ze strony apostołów (Dz 18,24-28; l Kor 3,6;l6,15). Wierzących
upominano (l Kor 16,16; l Tes 5, 12;
Heb 13,19), aby byli im uległymi w
bojaźni Chrystusowej (Efz 5,21) i świetle Jego Słowa (Dz 17,11). Czy
miałoby teraz być inaczej, gdy wszelka moc apostolska przestała istnieć
w sposób jawny? Nie, w
obecnym upadku nie pozostaje nic innego jak tylko spoglądać na błogosławionego Rzecznika, Który
pozostanie przy nas na wieki (Jan 4,16; l Jan 2,27) i zawsze będzie
obecny w Kościele. Z
wdzięcznością musimy uznać i przyjąć takie dary, które Jemu podoba się
wzbudzać i "rozdzielać każdemu, jak chce" (l Kor 12,11). Wiemy, że
w ostatnich czasach pojawią się gaduły,
fałszywi nauczyciele (2 Kor 11,13-15 ), bezbożni ludzie, którzy opierają się
prawdzie, wprowadzają ludzi na błędne drogi, szerzą nauki, waśnie i stare
babskie baśnie (Dz 20,29.30; l Ty 3,1-9; 4,3.4; Tyt 1,12-16; 2 Pit 2; 3,3-7:1
Jan 2,18.19; 4,1; Jud 23). Musimy
więc słuchać Pana, odłączając się od
wszystkiego i oczyszczając się (Mat 7,15-20;18, 17; Jan 10,5; Efz 5,11; l Tym
4,7.12.16;6,3-11; 2 Tym 2,14; 3,15; Tyt 2,7.8; 3,9-11; Heb 13,13; 2 Jan 8-11;
Obj 2,14.15.20; 18,4), dążąc do sprawiedliwości, wiary, miłości i pokoju
z tymi, którzy wzywają Pana z
czystego serca (2 Tym 2,22; Jud 20.21). Bóg
mówi: "Słuchajcie i bądźcie
posłuszni!" (l Sam 15,22). "Niech
Bóg będzie prawdziwy, a wszelki człowiek kłamcą" (Rzy 3,4). "Wszystkiego
doświadczajcie, a co dobre, tego się trzymajcie" (l Tes 5,21). "Kto
umie dobrze czynić, a nie czyni, grzech ma" (Jak 4,17). "Niech
odstąpi od niesprawiedliwości każdy,
który wzywa imienia Pańskiego" (2 Tym 2 ,19). "Nienawidźcie
zła, a trzymajcie się dobrego" (Rzy 12,9). "Jeśli
to wiecie, błogosławieni jesteście, jeśli to uczynicie" (Jan 13,17). "Nie
zasmucajcie Ducha Świętego" (Efz 4,30). "Ducha nie
zagaszajcie" (l Tes 5,
19). Tak
mówi Pan. A jeśli ja zgromadzam się w inny sposób, świadczy to
albo o mojej niewiedzy, albo o
samowoli i nieposłuszeństwie, poza tym tworzę lub akceptuję istnienie jakiejś
sekty, społeczności lub nauki, która jest w sprzeczności z zasadami Bożymi; a
zasadami tymi są jedność wiary i jedność
Ducha. "Przemawiam
jako do rozsądnych; rozsądźcie,
co mówię" (l Kor 10,15);
"albowiem nie możemy tego, cośmy
widzieli i słyszeli, nie mówić (Dz 4,20). Idźmy za Nim "Owce Moje
głosu Mego słuchają, a Ja je znam i idą za Mną" (Jan 10, 4.27). Przytaczamy
wydarzenia, które zaszły po zmartwychwstaniu Pana. Niestety, zdarzają się one
i dziś wśród wierzących, co świadczy o nieposłuszeństwie wobec Niego. W ową
pamiętną noc, kiedy Jezus został pojmany, rzekł do uczniów po ustanowieniu
wieczerzy, że dla nich jest pożyteczne, aby odszedł, ponieważ wtedy będzie
zesłany Jego Pełnomocnik (Orędownik,
Pocieszyciel - Jan 16,7; 14,26). Zgodnie z obietnicą Chrystusa uczniowie
mieli oczekiwać zesłania Ducha Świętego w Jerozolimie, przede wszystkim zaś
Jego samego, gdyż powiedział; "Maluczko, a nie ujrzycie mnie, i zasię
maluczko, a ujrzycie mnie" (Jan 16,17). Otrzymawszy Ducha Świętego,
wierzący zostali obdarzeni Jego mocą
i wprowadzeni w znajomość Bożą ku czynieniu woli Jego, aby mogli kroczyć
drogą, którą wyznaczył im w Swym Słowie (Ps 32,8; 37,5), tym większą więc
ponoszą odpowiedzialność za samowolne czyny. Jerozolima
była miastem błogosławieństw dopóty, dopóki Pan nie został odrzucony, w
następstwie czego miasto to zostało osądzone, Bóg jednak zwlekał z wykonaniem
sądu (Łuk 13,33-34; 21 20), ponieważ mieszkał w niej lud, który miał być
uratowany. Ludzie ci mieli jeszcze otrzymać świadectwo Boże przy i po
zesłaniu Ducha Świętego, aby uszli sądu i aby skorzystali z niebieskich
błogosławieństw będących udziałem tych, którzy przyjęli Syna Bożego (Dz
2,41.47; 4,4; 5.14.42) Bóg nie chce, aby ktokolwiek zginął, tym bardziej z
Jego ludu starotestamentowego, któremu pobłażał i którego we wielkiej
cierpliwości znosił (Iza 63,7-11). Apostoł Paweł, pragnący gorliwie służyć
swemu ludowi, miał w Jerozolimie widzenia i objawienia oraz otrzymał
posłannictwo do narodów (Dz 22,17-21). Uczniowie
opuścili Jerozolimę, lecz Pan szedł w miłości za nimi, aby zawrócić ich
na wskazane miejsce. Jezus przytacza
podobieństwo, jak pewien człowiek opuścił Jerozolimę, miasto błogosławieństw,
i uchodził do miasta przekleństwa - Jerycha. W tej ucieczce wpadł w ręce
zbójców, tj w moc szatana, od którego został uratowany przez miłosiernego
Samarytanina, tzn. przez Jezusa samego. W dzień
zmartwychwstania Pana dwaj z uczniów Jego opuścili miejsce przebywania Pana z
ucznia mi przed Jego śmiercią, udając się do wsi Emaus, oddalonej o dwie i
pół godziny drogi od Jerozolimy (Łuk 24,13). A przecież odebrali już wiadomość od niewiast, że Chrystus żyje,
ale to nie przekonało ich, mimo, że tak często przed śmiercią mówił im o Swym
zmartwychwstaniu. Dokąd by ich ta samowolna droga zaprowadziła? Ich życie
duchowe zanikałoby tym więcej, im bardziej by się oddalali, gdyby Pan w Swej
łasce nie szedł za nimi, nie przyłączył się do nich i nie dał się im poznać.
W Swej nieograniczonej miłości Zbawiciel podąża zawsze za każdym ze Swoich,
by zawrócić go z drogi nieposłuszeństwa.Uczniowie rozmawiali o Jezusie, co i
my powinniśmy czynić. Choć
miłowali Pana, ich serca były smutne, gdyż nie wierzyli Jego słowu. Jezus wzbudza w nas pałające serce; kiedy ono
zostanie wzruszone, wtedy odczuwamy
Jego działalność. Tak było z uczniami; gdy rozmawiał z nimi, ich serca
obudziły się i zaczęły pałać, a gdy dał się im poznać przy łamaniu chleba,
symbolu Jego śmierci, zrozumieli, że miejsce ich jest wśród współbraci. Pan
bowiem chce mieć zbawionych wkoło
Siebie - tam, gdzie On przebywa według Swej obietnicy (Mat 16,20). Następne
dwie i pół godziny drogi powrotnej nie były bezowocne, ponieważ podzielili
się z apostołami i innymi zgromadzonymi wiadomością o spotkaniu się z
Mistrzem. Pan sam stanął wśród nich ze słowami pokoju, pokazał im zranione
ręce, bok i nogi, a wszyscy się cieszyli.
Przede wszystkim On jest napełniony radością, gdy widzi Swoich wkoło
Siebie, poucza ich i widzi ich szczęśliwymi. Sercu ludzkiemu niełatwo pojąć
objawienie Boże pomimo jawnych dowodów. Owi uczniowie, jak i dziś wierzący,
mimo dowodu zmartwychwstania Pana wątpili (Łuk 24,41). Opuszczanie wspólnych
zejść dzieci Bożych przynosi niepowetowaną stratę, do czego dąży wróg
ludu Bożego, który chce odsunąć go jak najdalej od Słowa i społeczności
świętych. Lecz Pan, zawsze pełen łaskawości i dobrotliwości, zniża się do naszego poziomu, aby wzniecić w nas
wiarę i zaufanie do Siebie. Przy
pierwszym pojawieniu się Chrystus
przypomina uczniom o obietnicy zesłania Ducha Świętego (Łuk
24,49). Tomasz,
jeden z apostołów, zaniedbał schodzenia się z drugimi i poniósł duchową
stratę. Był z natury trochę powolny i leniwy, ale nie był niewierzący. Lecz
czy i dziś nie widzi się wśród wierzących zaniedbywania zgromadzania się do
imienia Pana i czy nie przeważa ufność w
samego siebie? Nie chce
On, abyśmy byli duchowo opieszali i gnuśni względem Niego, Słowa
Bożego i Jego ludu. Lecz w Swej łasce przychodzi nam jak Tomaszowi z pomocą,
okazując wielką cierpliwość i czułość. Jak dobrze uczynił Tomasz, że
posłuchał się apostołów i był obecny przy następnym spotkaniu z Panem.
Utracił jednak wiele błogosławieństw przez opuszczenie pierwszego zgromadzenia, nie będąc przy tym, jak Maria
oznajmiła o zmartwychwstaniu Jezusa (Jan 20,17-18). Wiele
zbawionych znajduje się w podobnym stanie duchowym jak Tomasz. Niemało przebudzonych dusz chciałoby najpierw
widzieć pewne zjawiska, mieć jakieś objawienia w śnie lub doznać radosnych
uczuć, a potem wierzyć, że Pan Jezus uczynił dla nich wszystko na krzyżu.
Lecz podstawą pokoju jest wiara w Słowo Boże, które mówi:
"Błogosławieni, którzy nie widzieli, a uwierzyli". Wiara Tomasza
nie odpowiada stanowisku synostwa. Ukazanie
się Pana opisane w ewangelii Jana 21 jest trzecim z kolei,
prawdopodobnie miało ono miejsce w
połowie czterdziestu dni jego pobytu na ziemi po zmartwychwstaniu. Tu -
zgodnie z Jego zleceniem - spotykamy uczniów w Galilei. Chrystus miał się z
nimi spotkać na pewnej górze, a nie nad morzem (Mat 28,16). Kilku apostołów
namówionych przez Piotra poszło za nim nad morze łowić ryby, a przecież Pan
rzekł na początku do niego i innych: "Pójdźcie za Mną,a uczynię was
rybakami ludzi" (Mat 4,19). To postępowanie nie było zgodne z myślami
Bożymi. Jak prędko zapomina się o tym, do czego Pan nas powołał i wybrał.
Często zdarza się wierzącym, że wracają do starych przyzwyczajeń i
skłonności, jednak Chrystus uwalnia od starych nałogów. Ciało nasze jest także
przeciwne Duchowi. Piotr przez swój zły przykład pociągnął za sobą
innych, Piękne
jest jednak to, że Pan bardzo wcześnie zajął się nimi w ich samowolnej pracy,
przyglądał się im ze współczuciem i czekał cierpliwie, aby im usłużyć,
"Pierwej niż zawołają, Ja się ozwę" (Iza 65,24). Jak delikatnie i
łagodnie postępuje Pan ze Swymi, którzy Go zasmucają. Pomimo wszystko
zagadnął ich słowami:"Dzieci!”. Zwraca się tak do Piotra, który odważył
się powiedzieć: "Nie znam tego człowieka" i do Tomasza, który rzekł: "Nie
wierzę". W swym nieposłuszeństwie nie zauważymy nawet, jak daleko
odsunęliśmy się od Pana; im bliżej zaś jesteśmy Niego, tym więcej korzystamy z Jego społeczności. W naszych
czasach spotykamy coraz częściej takich, którzy byli lub chcą być wodzami
wierzących, ale postępują jak Piotr, przy czym pociągają za sobą innych. Lecz
nad wszystkim góruje miłość i łaska
Pana naszego i to jest zdumiewające, że w każdej chwili możemy na Nim
spolegać, gdyż On jest zawsze ten sam; jakim był wczoraj, takim jest i
dzisiaj, i na zawsze. Potem uczniowie
wrócili się do Jerozolimy. Pomiędzy 20 a 21 rozdziałem ewangelii Jana
mógł być okres przerwy około dwudziestu dni.
Zmartwychwstanie Pana przedstawione przez Mateusza jest zgodne z
charakterem tej ewangelii, w której Jezus jest ukazany jako Mesjasz. Po
zmartwychwstaniu znalazł się znowu wśród
biednych Galilijczyków, którzy Go przed śmiercią tak chętnie słuchali
(Łuk 4,14-15). W porównaniu z 21 rozdziałem Jana, Mateusz informuje o pewnym
spotkaniu Pana z uczniami w Galilei, a nie o Jego objawieniu. W Galilei
Chrystus chciał być razem ze wzgardzonymi przez lud, poza obozem
jerozolimskim, który Go odrzucił. Mateusz
mówi o spotkaniu Jezusa na górze z uczniami, zlekceważonymi Galilejczykami.Tam
też Pan im powiedział: „Idźcie tedy i czyńcie uczniami wszystkie narody”.
Jako odrzucony król wysyła ich do narodów. Miejsca z Mateusza 28 wskazują na łaskę ratującą, a z Jana 21
na łaskę leczącą - łaskę, która doprowadza do dawnego stanu. Lecz jak
uczniowie wrócili do stanu przed upadkiem, tak i ostatki izraelskie wrócą ze
swych dróg, aby wejść w tysiącletnie
królestwo. Mimo wszystko Pan wyprowadza nas cudownie z naszych
własnych dróg. Pobyt
uczniów na górze i nad morzem w Galilei to dwa osobne wydarzenia. Pierwsze
jest zgodne ze zleceniem Pana, drugie odpowiadało ludzkiemu, naturalnemu
sercu uczniów. Mateusz informuje o
jednym z tych faktów, nie chodzi tu jednak o górę, gdzie Pan rozstał się z
uczniami i skąd został wzięty do nieba (Łuk 24,50). Lecz i
nad Morzem Tyberiadzkim apostołowie
doznali błogosławieństwa, gdy w
posłuszeństwie i zależności zastosowali się do słowa Pańskiego (Przy
10,22). Niech On nas zachowa od
spolegania na sobie i innych, w przeciwnym razie spotka nas zawód,
smutek i rozczarowanie. Pan chce nam pokazać, jakimi jesteśmy w
rzeczywistości i odsłania nam źródło, skąd pochodzi owa ufność. „Kto ufa w
sercu swym, głupi jest” (Przy 28, 26). Apostoł Paweł ostrzega tych, którzy
sądzą, że wszystko wiedzą (l Kor 8,2; 3,18). Musimy czuwać nad sobą i chodzić
przed Panem w samozaparciu i uległości wobec Niego, a tylko w ten sposób
możemy zostać zachowani od podstępu i mocy
przeciwnika naszych dusz (Jud 24 - 25; Ps 16,2; Ps 34,9). W
małej księdze Pieśni nad Pieśniami oglądamy Oblubienicę, która utraciła
społeczność z Oblubieńcem.
Znajduje się ona w osamotnieniu, doznaje niepokoju, a wkoło niej jest ciemno.
Taki jest stan serca wierzącego kroczącego bez społeczności z Panem i dziećmi Bożymi. Pyta się podobnych
sobie, którzy chodzą tu i tam, o zdanie, o potwierdzenie słuszności swego
postępowania, ale nie o zdanie swego Umiłowanego. Lecz skoro dusza zostanie
obudzona z duchowego uśpienia, miłość
jej do Oblubieńca doprowadza ją do samooskarżenia. Gdy ośrodkiem
zainteresowania stanie się własne "ja" i świat ma szeroki dostęp do
serca wierzącego, to nie dziwmy się,
że w jego duszy zapanuje słabość, ciemność i nieład duchowy. Utracenie
społeczności z Panem prowadzi również do zerwania z ludem Bożym, w takim
stanie wierzący staje się zaprzeczeniem prawdziwego chrześcijanina, a także
jest surowo potraktowany przez świat (PnP 5,6-7). Jaką poważną naukę i ostrzeżenie daje nam prorok Jeremiasz: "Jeśli
zawrócisz, tedy cię przyprowadzę na powrót, abyś przede Mną stał ". Do wiernego odnosi się druga
zasada: "Jeśli
kosztowne odłączysz od pospolitego, będziesz jako usta Moje", a
następnie trzecia zasada: "Oni niech zawrócą się do ciebie, lecz ty nie
zawracaj się do nich" (Jer 15,19). Po stronie
Bożej drzwi są zawsze otwarte. Dlaczego więc nie skorzystać z miłościwego
wezwania? Umiejętność oddzielenia kosztownego od pospolitego równa się
wyrokowi ust Bożych. Gdy zajmujemy
takie stanowisko, nie przyłączymy się
do niewiernych. Słowo Pana skierowane do proroka aktualne jest zawsze dla wierzących.
Urzeczywistniajmy naukę, która jest oparta na Słowie łaski Bożej. Jest ono źródłem pociechy i zapewnieniem
bliskości Pana. Przez pielęgnowanie społeczności z Nim doświadczamy w sercu radości, przez co bywamy ożywieni.
Posłuszeństwo wobec Boga prowadzi do odłączenia od wielu rzeczy (2 Ty 2,21).
Taka ścieżka jest uciążliwa; święte drogi są samotnymi drogami. Oby w tym
chaosie i oziębieniu wśród ludu Bożego Pan udzielił nam łaski i mocy urzeczywistniać w całej pełni Swe Słowo i
wolę ku Jego czci i chwale. "Spoglądajmy wzwyż na Wodza zbawienia
naszego i wielkiego Pasterza owiec, którego Bóg pokoju wywiódł od umarłych we
krwi przymierza wiecznego Pana naszego, Jezusa" (Heb 13,21-22). Przytoczymy
teraz wypowiedzi na temat ewangelii Jana 21,1-14. W pewną niedzielę zestawiłem początek Dziejów Apostolskich
z początkiem ewangelii Łukasza. Obie
księgi napisał Łukarz, lekarz (Kol 4,14). Spostrzegamy w nich jednakową
dokładność i pewność oraz ostrożność we wskazywaniu tego, co istotnie się
zdarzyło. W wierszu 1 Łukasz stwierdza, że wielu podjęło się spisania tych
wydarzeń. Wymienia naocznych świadków i sług Słowa (w.2), dalej mówi o sobie
(w.3), że od początku śledził uważnie sprawy tyczące się Jezusa. W w.4
powiada: abyś poznał pewność tych rzeczy, o których zostałeś poinformowany.
Ów początek, jak i koniec, jest oczywisty. Lecz narodzenie Pana jako
człowieka (Łuk l i 2) i zmartwychwstanie są sprawami wiary dla tych, którzy
nie widzieli. Dlatego wymienia naocznych świadków, którzy od początku uważnie
śledzili autentyczność tych spraw. Stwierdzamy,
że w Dziejach Apostolskich l, Łukasz zwraca się do tego samego Teofila co
w ewangelii, a więc ten sam pisarz do tego samego odbiorcy. Pierwsze
sprawozdanie Łukasza tyczyło się ściśle Jezusa. Fragment
Dziejów Ap. l, 1-14 należy jeszcze do ewangelii Łukasza, ale od 15 w.
przedstawione są czyny i działania
apostołów. Pierwsze wiersze odnoszą się jeszcze do Pana Jezusa: co On czynił,
czego uczył, jak został wzięty w
górę, jak ukazywał się po Swym zmartwychwstaniu przez czterdzieści dni. A
więc Łukasz dokładnie i konsekwentnie przedstawia życie Jezusa Chrystusa i
dzieje jego uczniów. Stał się narzędziem
Ducha Świętego, Który go użył do napisania tych dwóch ksiąg. Uczniowie
Pana po dwukrotnym "Pokój wam" (Jan 20,19-21 i Łuk 24,36)
usłyszeli: "A wy zostańcie w mieście Jerozolimie, dopóki nie będziecie
przyobleczeni mocą z wysokości". W Dz Ap l, 4-5 mamy potwierdzenie:
"A zgromadziwszy ich, przykazał im, aby nie odchodzili z Jerozolimy, ale
iżby czekali obietnicy Ojcowskiej, o której słyszeli od Niego, albowiem Jan
chrzcił wodą, ale oni mieli być ochrzczeni Duchem Świętym po niewielu
dniach". Potem
następuje wydarzenie z Jana 21,1-14, a więc po słowach: "Pokój
wam", jak też po rozkazie Pana: "Pozostańcie w mieście" (Łuk
24, 49). Według Mateusza 28,10 Pan wyznaczył uczniom Galileę na miejsce
spotkania z Nim. Po Swej śmierci ukazał się tym, którzy Go przyjęli.
"Jedenastu uczniów poszło do Galilei na górę, gdzie im był naznaczył
Jezus" (Mat 28,16), a więc nie nad morze. Byli posłuszni, a z posłuszeństwem
jest zawsze połączone błogosławieństwo. Tam ujrzeli Jezusa i otrzymali od
Niego dalsze polecenia. Możliwe, że tutaj odebrali nakaz, aby nie oddalać się
z Jerozolimy, lecz tam wrócić i czekać na obietnicę Ojca (Dz 1,4). Zanim się jednak uczniowie wybrali do Galilei,
mieli jeszcze pojedynczo i wspólnie widzieć Zmartwychwstałego, zgodnie ze
Słowem, że Chrystus "ukazywał się im żywym w wielu niewątpliwych
dowodach przez czterdzieści dni" (Dz 1,3). Czy
uczniowie powrócili do Jerozolimy po objawieniu się Pana na bliżej nam nie
znanej górze, czy też zatrzymali się w Galilei wbrew Jego poleceniu? Potem
znajdujemy ich nad Morzem
Tyberiadzkim (jezioro Genezaret), gdzie namówieni przez Szymona Piotra
poszli łowić ryby. Lecz dlaczego postanowienie Piotra porywa uczniów? Czy był
przy tym Jan, który leżał na piersi Pana?
"Idę ryby łowić" - powiedział Piotr. Na to inni: Idziemy
również. Jest ich siedmiu, są to bardzo znani uczniowie. Tak może być i
dzisiaj, że ci najbardziej znani bracia udają się inną drogą, a ci prości lub
słabi czekają, aż Pan rzeczywiście wskaże im drogę. W rozdziale 21, 4 Pan
udaje się za tymi, którzy znacznie oddalili się od wyznaczonego im miejsca.
Ale nie z wyrzutem zwraca się do nich, lecz z czułością: "Dzieci, a
macież co jeść?" Teraz musieli się
przekonać, jaką samowolną drogą kroczyli, jak utrudzili się w ciągu
nocy i nie mieli nic do zjedzenia. Nie złowili nic, a mieli zostać rybakami
ludzi (Mar 1,1; Mat 4,19). Uczniowie
poznali swego Mistrza. Jan mówi: "Pan jest" (w.7). Piotr idzie natychmiast do Pana - to jest właściwa
droga. Poprzednio poszedł własną drogą, wyparł się Jezusa, a potem
powiedział: "Pójdę ryby łowić!", do czego też nakłonił innych. Lecz
dzięki miłości Jezusa powrócił do swego dawnego stanu i jemu poruczył Pan
potrójną służbę pasterską. Już przed
jego upadkiem Chrystus wzniósł Swe modlące ręce do Ojca za niego (Łuk
22,31). Oczy Jezusa pełne smutku i
litości spojrzały na Piotra po jego zaparciu się i spowodowały uznanie winy i
łzy szczerej pokuty (Łuk 22,61-62). Usta Pana posłały mu nadzwyczajne
poselstwo (Mar 16,7), wypowiedziały Słowa łaski i odpuszczenia dla niego, gdy
po zmartwychwstaniu mu się ukazał (Łuk 24,34; l Kor 15,5). Lecz chociaż łaska
oddaliła winę, to jednak uczeń, który upadł, musi osądzić swój czyn, osądzić
starą naturę mieszkającą w nim. Teraz dopiero Piotr mógł być wprowadzony
wobec wszystkich w służbę pasterską. Lecz jak daleko odszedł od swego
Mistrza, tak daleko musiał wrócić. Wewnętrznie, z oczyszczonym sumieniem i
zewnętrznie wrócić do Jerozolimy, gdzie Pan chciał ich mieć, ponieważ nakazał
im, by się z niej nie oddalali. "Każdy
w powołaniu, do którego jest powołany, niech zostaje". "Każdy tedy,
jakim jest powołany, bracia, takim niechaj zostaje przed Bogiem" (l Kor
7,20.24). Naturalnie dotyczy to nawróconego człowieka i należy to duchowo
rozumieć. Jeśli
oddalimy się od miejsca uwielbienia,
musimy znowu wrócić na to miejsce,co do którego Pan dał obietnicę: "Bo
gdzie dwaj lub trzej zgromadzeni są w Imieniu Moim, tam Ja jestem wśród
nich" (Mat 18,20). Górna sala stała się miejscem modlitwy, a przestała
nim być świątynia. Potem zgromadzenia do Imienia Pana odbywały się i na
innych miejscach. W górnej sali odbywały się modlitwy, a także został
dokooptowany dwunasty apostoł, tu prawdopodobnie nastąpiło wylanie Ducha
Świętego. Odtąd powstawało coraz więcej zgromadzeń ,ale nieprzyjaciel starał
się, aby wielu doprowadzić do
samowoli. Z tej drogi trzeba wrócić. Uczniowie wracali od Morza Tyberiadzkiego,
położonego ponad sto kilometrów od Jerozolimy. Dla nas
stanowi to pouczenie. Najpierw Pan dał im pokarm (9-12), i my powinniśmy
dziś tak czynić. Nie możemy ganić
tych, którym chcemy służyć, musimy podać im coś, co jest lepsze. Jeśli nie
przyjmuje się pokarmu, to jak można mieć siłę w drodze? Jak można posiadać
siłę do porzucenia przewrotnej drogi? Z tym spotykamy się w historii Eliasza.
Przed Izabelą ucieka do Beerseby, stąd na arabską pustynię i chce umrzeć pod
krzakiem jałowca. Lecz Bóg szukał swego
sługi. Jak daleko odszedł od swego miejsca - Samarii, gdzie jego
zadaniem było świadczyć, tak daleko musiał wrócić się. Zbyteczna droga! Sam
pozbawił się mocy do spełnienia jeszcze trzech poleceń (l Kro 19). Ale Bóg przez anioła daje mu pokarm i napój
i w tej mocy idzie czterdzieści dni i czterdzieści nocy do góry Horeb. Czy nie
bywa podobnie i w naszym życiu? Może znajdujesz się na drodze będącej nie
według myśli Bożej? Czy chcesz jeszcze przedłużyć tę zbędną, długą drogę? Jak
długo zamierzasz zdążać w przeciwnym kierunku do miejsca, które Bóg darował
nam w Swoim umiłowanym Synu? Jakub szedł niejednokrotnie własną drogą, jednak
musiał zawsze zawrócić. Na przykład zawrócił do Betelu, do miejsca ołtarza (Dom Boży - l Moj
35,1-7)gdzie Bóg mu się ukazał. Szczerym Bóg daje powodzenie (Ps 112,4), a
pokornym łaskę (Jak 4,6; l Pio 5, 5). Nawet Abraham udał się do Egiptu. Najpierw zbudował ołtarz w ziemi obietnicy
(l Moj 12,8) i dokąd musiał wrócić, aby Bóg mógł z nim mówić. W kraju
faraona, będącym obrazem wroga, nie mógł rozmawiać z Bogiem, tam nie miał
żadnego ołtarza. Abraham musiał przyjść na miejsce, gdzie znajdował się
ołtarz, który oznaczał połączenie się z Bogiem (l Moj 13,4). Owych siedmiu
apostołów nie miało otrzymać Ducha Świętego nad Morzem Tyberiadzkim, a
pozostałych pięciu w Jerozolimie, lecz wspólnie mieli pokazać światu wzajemną
przynależność, jaka istniała w początkach Kościoła. A owego mnóstwa ludzi,
którzy stali się wierzącymi, było serce jedno i dusza jedna (Dz 4,32).
Dziś musimy się trapić z powodu
rozdarcia dzieci Bożych, dlatego nie przedłużaj twej własnej drogi, gdyż
będziesz musiał tym dłużej wracać. Czy możliwe jest ujrzeć człowieka, który w krótkim czasie chciałby osiągnąć cel,
a przy tym długo chodzi na manowcach? Tak dzieje się w cielesnym, jak i
w duchowym życiu. Zatem przyjdź z powrotem do ołtarza, który już
istnieje; innego ołtarza według Słowa Bożego i obietnicy Jezusa nie
da się wznieść. Ezdrasz postawił ołtarz na miejscu poprzedniego - tam, gdzie
były tylko zwaliska (Ezd 3,3). Przyjdź, a
będziesz miał zapłatę. Pan zaś będzie
sławiony. A On chciałby tak chętnie
nam wszystkim coś powiedzieć i błogosławić. Pan jest
blisko. Gdybyśmy Pana bardziej oczekiwali, to zostalibyśmy niejednokrotnie
zachowani od własnych dróg. Naprzeciw "dnia Pańskiego" Dziś jest
jeszcze dzień człowieka. Potomkowie Adama, przez którego wszedł grzech na ten
świat, żyją z dnia na dzień w uporze, w złem i niesprawiedliwości, jakby nie
było żywego Boga, przed Którym kiedyś będą musieli ponieść odpowiedzialność.
Słowo Boże mówi o nich: „Oni są nierozumni, nieposłuszni, błądzący, służą
rozmaitym pożądliwościom i rozkoszom, prowadzą życie w złości i zazdrości,
znienawidzeni i jedni drugich nienawidzący” (Tyt 3,3). Zmierzają do swego
celu, ubiegają się o władzę, poważanie i posiadłości, zachowują się tak,
jakby do nich należała ta ziemia i wszystko, co jest na niej. Świat
odrzucił Chrystusa, ukrzyżował i wygnał od siebie. Zresztą i wśród wyznawców
chrześcijaństwa połączonych ze światem, jest to wzniosłe Imię
"Jezus" lekceważone, a nawet zapiera się Go.Tylko nieliczna
mniejszość jest tych, którzy są Mu oddani i miłują Go, którzy trzymają się z
dala od tego świata i dla Chrystusa doznają zniewag. Bywają wyśmiewani,
pogardzani, znienawidzeni i w wielu miejscowościach prześladowani. Bóg zezwala,
aby ten stan rzeczy istniał jeszcze w tym świecie. Dla Jego odkupionych,
przebywających wśród ludzi tego świata, zawiera ten stan dwojakie niebezpieczeństwo: l. być porwanym przez bieg tego czasu i ulec
jego wpływom, zwłaszcza w teraźniejszym czasie koniuktury i dobrobytu; 2 poddać się zmęczeniu i
zniechęceniu na wąskiej i często
samotnej ścieżce. Najlepszym
środkiem ochronnym przed obu niebezpieczeństwami jest chodzenie w świetle
nadchodzącego dnia Pańskiego. Wiemy, że ten dzień człowieka wciąż jeszcze
trwa i zmierza do okropnego, kulminacyjnego punktu bezprawia i grzechu.
Według zapowiedzi Słowa Bożego musi on wnet ustąpić przed innym dniem, przed
"dniem Pańskim", który też jest nazwany "dniem Jezusa
Chrystusa". W tym dniu uwielbiony "Syn Człowieczy" zaznaczy
wszelkie Swe prawa nad tą ziemią i przeprowadzi w tym świecie gruntowny
przewrót. Po
zachwyceniu Jego Zgromadzenia, czego możemy się spodziewać każdego dnia,
"dzień Pański" będzie
wprowadzony przez wyprzedzające go sądy, które przyjdą na ludzi
pozostawionych na tej ziemi (Obj
rozdziały 6 do 18); sądy te przygotują zjawienie się Chrystusa. Wtedy nastąpi
"objawienie Pana Jezusa z nieba z aniołami mocy Jego w ogniu
płomienistym" i odda On odpłatę "tym, którzy Boga nie znają, i tym
,którzy nie są posłuszni Ewangelii Pana naszego Jezusa Chrystusa" (2 Tes
1,6). Najpierw zostanie wykonany sąd wojenny, przedstawiony w Obj 19
rozdziale, a potem Pan usiądzie na "Swym tronie chwały" na "sąd nad żyjącymi", aby
oddzielić owce od kozłów, które staną przed Nim w zgromadzeniu narodów.
"I pójdą ci na męki wieczne, ale sprawiedliwi do żywota wiecznego"
(Mat 25, 31 -46). Lecz przed
tym zjawieniem się Pana odbędzie się w niebie jeszcze inne wydarzenie: Zabrani święci "muszą wszyscy być
ujawnieni przed sądową stolicą Chrystusową, aby każdy otrzymał to, co czynił
w ciele, według tego, jak postępował, lub dobrze, lub źle" (2 Kor 5,10).
Zanim przed światem będziemy objawieni z Chrystusem w chwale (Kol 3,4), to
przed sądową stolicą Chrystusową, w obecności Bożej, musi być objawione
wszystko, cośmy uczynili w tym ciele. Tam Pan wywiedzie nam na światło całe
nasze życie, postępowanie, nie tylko nasze wszystkie uchybienia, lecz
także owoce i czyny, spowodowane w
nas przez łaskę, a nawet "co
skrytego jest w ciemności ... i rady
serc" (l Kor 4,5). Dlaczegóż
tak? Czy Pan sam nie powiedział że kto wierzy w Syna, nie będzie sądzony? Czy
wierzącemu nie jest wciąż na nowo poświadczane, że wszystkie jego grzechy są
mu odpuszczone, a on sam z wiary jest usprawiedliwiony i poświęcony? Czy przy
swym nawróceniu i odtąd wciąż na nowo nie wyznawał Bogu wszystkiego, co
obciążało jego sumienie? Czy on wówczas nie dowiedział się i nadal sobie nie
przypominał, że krew Jezusa Chrystusa oczyszcza od wszelkich grzechów? Zapewne,
że to są - mocne jak skała - fakty zbawienia w Chrystusie. Sędzią na sędziowskiej stolicy jest nasz Odkupiciel
i Zbawca; stoimy przecież "w
Chrystusie" przed Bogiem. Lecz mimo to nasze ujawnienie jest nieodzowne. Pewien
brat mówi o tym: "Abyśmy byli zdolni chwalić w niebie naszego
umiłowanego Pana i Zbawiciela, dziękować Jemu i uwielbiać Go, jak Mu się
rzeczywićcie przynależy, musimy poznać w pełnej światłości Bożej, czym sami w
sobie byliśmy i jak Pan ocenił nasze
czyny, słowa i myśli. Ale to doskonałe poznanie samych siebie i naszej
nicości nie zdruzgocze nas; jednocześnie
bowiem dotrze do naszej świadomości cała wielkość i wspaniałość łaski
i miłości naszego Pana". Wtedy poznamy
całkowicie i to na wieczny czas, że Bóg to był, Który na całej naszej
chrześcijańskiej ścieżce sprawiał w nas to chcenie i wykonanie
"dobrego", co nie jest zresztą
naszą zasługą. Wszelako otrzymamy tam zapłatę i za to, co łaska mogła
sprawić w nas. A więc z
"dniem Pańskim" będzie miała związek owa scena przed sędziowską
stolicą Chrystusa. Święci, którzy przejdą przez światło przenikające na
wskroś, staną się odpowiednim orszakiem dla Pana Jezusa Chrystusa, "gdy
przyjdzie, aby był uwielbiony w świętych swoich i aby był podziwiany we
wszystkich tych, którzy uwierzyli" (2 Tes 1,10). Tylko On, ich Pan i
Zbawca, jest tym, Który w Swym królestwie i w wiecznym stanie będzie
uwielbiony i podziwiany w Swych świętych, Wtedy będziemy tylko Nim
napełnieni. W tym
świecie, rządzonym przez swego strasznego księcia, pierwsze miejsce zajmuje
dotąd niewierzący ,bezbożny i grzesznik. On umocni jeszcze swe stanowisko,
swój wpływ uczyni silniejszym, a osiągnie pełnię w nadczłowieku
–antychryście. Lecz "dzień Pański" zmieni
wszystko: "Albowiem dzień Pana Zastępów przyjdzie na wszelkiego pysznego
i wyniosłego, i na każdego wywyższonego, że będzie poniżony... i na wszystkie okręty morskie, i na wszystkie
kosztowne widowiska. I będzie nachylona wyniosłość człowiecza i wywyższenie
ludzkie zniżone będzie; a sam Pan wysoko wywyższony będzie dnia onego"
(Iza 2,12-17). Kto dziś wiernie naśladuje Jezusa Chrystusa, ten z powodu Jego
imienia jest znieważany i prześladowany. Lecz w Jego dniu będzie najwyższą
czcią należeć do orszaku Króla królów i Pana panów, gdy będzie rządził niebem
i ziemią. Bóg "wszystko poddał pod nogi Jego,a onego dał za Głowę nad
wszystkim Kościołowi, który jest Ciałem Jego i pełnością Tego, Który wszystko
we wszystkich napełnia" (Efz 1,22.23). Paweł żył
w świetle owego nadchodzącego dnia. To pomogło mu zająć właściwe miejsce
wobec tego świata, stanąć pod hańbą krzyża Chrystusowego oraz ponosić trudy,
utrapienia i uciski w wiernym świadectwie i służbie dla swego Pana. Kilka
jego odnośnych wypowiedzi mogą nam być zachętą, byśmy i my w wierności
zakończyli swój bieg. "Wszyscy
wy jesteście... synami dnia" ( l Tes 5,1). Czwarty
rozdział pierwszego listu do Tesaloniczan, gdzie jest opisane przyjście
Pana celem zabrania wierzących,
kończy się zachęcającymi słowami: "A tak zawsze z Panem będziemy". Lecz piąty
rozdział mówi o drugim akcie Jego przyjścia, o ukazaniu się ze Swoimi, a więc
o dniu Pańskim. Nadzieja chrześcijanina obejmuje także Jego objawienie się, a wtedy On wierność Swych
umiłowanych wynagrodzi koronami. Jako "synowie światłości i synowie
dnia" przeżyją dzień Pański w
zupełnej zgodności z Nim i przy Jego boku; są do tego przygotowani. Lecz dla
synów tego świata, którzy są "z nocy, z
ciemności", przyjdzie ten dzień jako złodziej i sprowadzi na nich
"nagłe zginienie", przed
którym nie będą mogli ujść. My jednak
wszyscy, którzy zgodnie z naszym
niebieskim stanowiskiem, jesteśmy "synami dnia", uważamy za
niezbędnie konieczne, abyśmy wzięli do serc napomnienie apostoła;
"Przeto nie śpijmy jako ci pozostali, ale czuwajmy i bądźmy trzeźwymi".
To ma właśnie cechować nas „którzyśmy przekonania że będziemy objawieni przed
sędziowską stolicą Chrystusową”. Ci "pozostali" śpią i nie liczą się z owym dniem; są
napełnieni samolubstwem, ubieganiem się o powodzenie, pragnieniem posiadania,
nieczystymi zachciankami i żądzami. My jednak mamy się we wszystkim różnić od
nich! Szatan i
świat usiłują skusić również i nas. A więc potrzebujemy ochrony dla naszego
serca. Napierśnik wiary i miłości tworzy taki pancerz wokół naszych
skłonności.Gdy wiara nasza jest skierowana jedynie na Chrystusa, gdy posiadamy świadomość Jego nieskończonej
miłości i gdyśmy z Nim również ściśle połączeni, wtedy w
niczym nie mogą nam zaszkodzić uwodzicielskie ponęty świata, bowiem nie damy się im.
Ale i nasze myśli muszą być zachowane od tego, aby nie zsunęły się z
osoby Chrystusa. Dlatego trzeba koniecznie nosić hełm, nadzieję zbawienia. On
oddziela nas od rzeczy, "które są na ziemi", które znajdują się
poza wyczekiwaną szczęśliwością. I tak możemy oprzeć się szatanowi.
Szczęśliwość, która stanie się naszym udziałem przy przyjściu Pana, jest
ukoronowaniem naszej nadziei; na końcu naszej drogi jest chwała. Boże dzieło w nas aż do dnia Jezusa Chrystusa Do Filipian pisał apostoł; "Pewien tego
będąc, iż ten, który począł w was dobrą sprawę, dokona aż do dnia Jezusa
Chrystusa" (l,6). Gdy w duszy jakiejś dają się dostrzec pierwsze oznaki
działalności Ducha Świętego, możemy być pełni ufności, że Bóg dokona w niej
Swego dzieła. On Sam chce nas przygotować, żebyśmy w owym dniu, który On
wciąż widzi przed sobą, nie byli zawstydzeni, ale ku Jego
czci otrzymali pełną zapłatę. Filipianie zaraz od pierwszego dnia w gorliwy sposób dali dowód swego udziału
w Ewangelii; oni bojowali wraz z apostołem i byli uczestnikami łaski w odpowiedzialności i potwierdzaniu Ewangelii.
Bóg chciał doprowadzić to dzieło w nich do zupełnej dojrzałości. Jak dobrze
jest tedy, aby na Jego działanie otworzyć szeroko drzwi i wrota! Z drugiej
strony czytamy w 9 i 10 wierszu tego samego rozdziału: „I o to się modlę, aby
miłość wasza im dalej, tym więcej pomnażała się w znajomości i we wszelkim
pojmowaniu, abyście mogli rozeznać rzeczy różne, żebyście byli szczerymi i
bez nagany na dzień Chrystusowy”. To miłość dopomaga nam w tym. Jest ona
prawdziwym źródłem znajomości i rozsądku. Ważne jest nie tylko odróżniać
dobro od zła, ale trzeba też umieć poznawać, co Panu najlepiej się podoba.
Musimy z Nim zażyle obcować, aby wykryć, co jest dla Niego najdoskonalsze, a
miłość stanie się nam wtedy pobudką, abyśmy też tak czynili. Jeśli w naszym
życiu ustąpimy Chrystusowi całe miejsce, wówczas w praktycznym stanie
czystości będziemy kroczyć naprzód aż do dnia, w którym wszystko zostanie
objawione. Będziemy napełnieni owocami sprawiedliwości, które będą
widziane w chwale. Nie będzie
ich jednak w owym dniu, jeśli one nie były zdziałane już tutaj na naszej drodze. Jezus Chrystus w Swej łasce przez
miłość chciałby sprawiać w nas ku chwale i ku sławie Bożej. Dzień objawi dzieło każdego W l
Koryntian 3,12-15 dochodzi Paweł do omówienia sprawy usługiwania, za co każdy
osobiście jest odpowiedzialny. Mówi On:
"A jeśli kto na tym gruncie
(Jezusa Chrystusa) buduje złoto, srebro, kamienie kosztowne, drwa,
siano, słomę, każdego robota jawna będzie, bo to dzień pokaże, gdyż przez
ogień objawione będzie; a każdego robotę, jaka jest, ogień doświadczy".
Każdy albo odbierze nagrodę, albo
dozna szkody. Sam
apostoł według darowanej sobie łaski "jako mądry budowniczy założył
grunt" i mógł niezliczonych
ludzi doprowadzić do Pana przez swą
ofiarną i Bogu przyjemną służbę. W wielkiej swej wierności starał się też
każdego człowieka upomnieć i każdego człowieka pouczyć we wszelkiej mądrości,
aby wszelkiego człowieka przedstawić
jako doskonałego w Chrystusie (Kol 1,28). Tak więc przez jego usługiwanie w
wielu miejscach ówczesnego świata powstawały Zgromadzenia. One będą ku jego sławie w dzień Pana
Jezusa. Pisze do Tesaloniczan:
"Albowiem któraż jest nadzieja nasza albo radość, albo korona chluby?
Czyż nie wy przed oblicznością Pana naszego Jezusa Chrystusa w przyjściu Jego?
Wy zaiste jesteście chwałą naszą i radością" (l Tes 2,19-20; 2 Kor,14;
Fip 2,16). Niejeden,
który dzisiaj stara się służyć Panu, musi sobie powiedzieć: Daleko znajduję
się za tym sługą, tak hojnie ubłogosławionym! Co więc jeszcze pozostanie w owym dniu z mojej słabej służby? -
Ale też owoce naszej pracy dla Pana nie są stracone, jeśli działo się to w
zależności od Niego i w Jego mocy; każdy, kto był wierny w małym, ze zdumieniem odnajdzie kiedyś to wszystko,
co łaska mogła zdziałać w nim i przez niego. A zatem myśl o dniu Pańskim,
dniu objawienia, jest nam również pociechą i zachętą. Kto otrzymał jeden
talent, od tego Pan nie oczekuje takiego plonu jak od tego, któremu powierzył
pięć talentów. Nie zapominajmy, że On wynagradza wierność. Tam wszystko będzie
ku wspaniałości i ku chwale Bożej; my sami nie będziemy czymś innym, jak
tylko przedmiotami niepojętej, niezasłużonej a przeobfitej łaski. O, gdybyż
to wyglądanie bliskiego a oczekiwanego dnia Chrystusowego zawsze zachęcało
nas w tych złych czasach do bojowania dobrego boju i zachowania wiary!
Wówczas słowa apostoła - odpowiednio do naszej miary - znalazłyby i wobec nas
zastosowanie: "Zatem odłożona mi jest korona sprawiedliwością którą mi
odda w ów dzień Pan, sędzia
sprawiedliwy, a nie tylko mnie, ale i wszystkimi którzy miłują zjawienie
się Jego" (2 Tym 4,8) . Wnet
przyjdziesz znów z niebios w Swym
blasku Ty Sam, uwieńczysz
zwycięstwo Twe, biorąc nas
tam. Gdy własność
Swą wprowadzisz
w dom, w głos się
rozradują, z Tobą triumfując, ujrzawszy
Cię takim, jak jesteś. O karności W
niniejszym opracowaniu rozważamy zagadnienie karności w świetle Pisma
Świętego. Chodzi tu przede wszystkim o ducha, w jakim należy
rozpatrywać i rozstrzygać sprawy karności. To, że zło
musi być wymiecione, jest poza wszelkimi wątpliwościami, gdyż Słowo Boże żąda tego wyraźnie. Od nas zależy
utrzymanie domu Bożego w czystości, przy czym winniśmy dbać o to, aby nikt
nie cierpiał niedostatku łaski Bożej, by sądzić tych, którzy znajdują się
wewnątrz, a także odsunąć złośnika od nas. Czyniąc tak, musimy się również
wykazać tym, że sami jesteśmy czyści. Bóg żąda, by Jego mieszkanie było
czyste. Kwestia odsunięcia się od takich, którzy chodzą niedbale - stanowcze
żądanie Słowa - nie jest w tym artykule poruszona. Tu chodzi o sprawiedliwe
wymierzania karności. Jeśli mamy
zająć się zagadnieniem wykonania karności, to powinniśmy zawsze pamiętać o
tym, czym sami w sobie jesteśmy. Jeśli zdaję sobie sprawę z tego, że jestem
biednym grzesznikiem, uratowanym tylko z łaski i w Jezusie Chrystusie
uczynionym przyjemnym, ale sam w sobie zepsuty, wtedy wykonywanie karności
będzie dla mnie uroczystą sprawą. Kto może bowiem sądzić jak nie tylko Bóg? Tu
znajduję się wśród dusz, które są drogie Panu, ludzi, których - świadomy własnej
grzeszności i znikomości przed Bogiem – mam wyżej stawiać jak samego siebie.
Wykonywanie karności to niezwykle poważna sprawa, która wręcz przyciska mnie
do ziemi. Tylko jedno może dać przeciwwagę uczuciu osobistej
niedostateczności, a mianowicie rozpatrzenie karności jako przywileju
miłości. Jeśli miłość objawia się w działaniu, wtedy nie troszczy się o nic
innego jak tylko o to, by jak najlepiej usłużyć swemu przedmiotowi. Przyjrzyjmy
się Panu Jezusowi! W Jego służbie miłości nic nie mogło Go powstrzymać.
Jedynie miłość jest w stanie uwolnić ducha od wrażeń i uczuć, które stanowią
zupełnie odmienne stanowisko w wymierzaniu karności. Gdzie brak miłości,
wykonywanie karności jest okropną rzeczą. Oczywiście, można kierować się sprawiedliwością, przede wszystkim jednak
motorem musi być miłość. Działanie miłości może być bardzo bolesne, aby tylko
błogosławieństwo świętości zostało w zborze zachowane. Myśl, aby znaczyć
więcej niż inni (Mat 23,8-11) nie powinna w
ogóle mieć miejsca. Nie można
wykonywać karności z pozycji pana i mistrza. Jeśli miłość jest pobudką, która
każe nam troszczyć się o to, by panował porządek i sprawiedliwość, jeśli jest zachętą, byśmy czuwali jeden nad
drugim, to nie powinniśmy zapominać, że mimo wszystko nasz brat „Panu
własnemu stoi albo upada” (Rzy 14,4). Tylko miłość może być powodem do
spełnienia tego obowiązku, a służba miłości musi się przy tym objawić.
Karność wykonywaną przez Pana i Mistrza spostrzegamy u Pana Jezusa, gdy
uczynił bicz z postronków, aby wypędzić znieważających świątynię (Mat 21; Jan
2). Przyjął tu na chwilę charakter, który będzie piastował w przyszłości, gdy
przyjdzie jako sędzia. Istnieją 3
rodzaje karności, które ofiarowują nam pełnię pociechy, o ile oznaczają
połączenie jednostki z całym Ciałem i z Bogiem, Niestety, owe
rodzaje karności niejednokrotnie się z e sobą miesza. Należy
zaznaczyć, że słowo "karność" nie oznacza tylko karę lub ukaranie,
jak się przeważnie uważa. Karność w Piśmie znaczy tyle co wychowanie.
Środkami karności są przede wszystkim pouczenie, napominanie, ostrzeżenie,
rada. Powszechnie
uważa się karność za postępowanie sędziowskie. Był okres, kiedy nawiązywano
do pewnych zwyczajów o charakterze towarzyskim. Łączono się w kluby lub
zrzeszenia, ustanowiono reguły i wydawano zarządzenia, które miały bronić
dobrej opinii danego towarzystwa. Jeśli te zasady przeniesie się na sprawy
Zgromadzenia, to oddali się od prawdy, podobnie jak dzieli przepaść Kościół
od świata, a światłość od ciemności. Jak nie możemy uznawać społeczności
według wyżej wymienionych zasad, tak nie wolno nam przyjmować podobnych
zarządzeń o charakterze
zapobiegawczym. W Bożych
sprawach nie ma miejsca na samowolne postępowanie ze strony
człowieka.Wszystko powinno się odbywać w zależności od Chrystusa pod
kierownictwem Ducha Świętego. Wola
człowieka prowadzi do zguby. Z chwilą, gdy wierzący zaczyna postępować
zgodnie z własną wolą, znajduje się w służbie szatana, a nie Chrystusa.
Następstwem tego są różne trudności, których wprawdzie ci, którzy są na
zewnątrz, nie odczuwają. Jeśli uważam, że należy daną sprawę traktować jak sprawę kryminalną i opierać się na
pewnych sądowych ustawach, opuściłem podłoże łaski. Pomieszałem sprawy, które nie mają ze sobą nic wspólnego. Mateusza 18, 15-17 Zacytowane
miejsce z ewangelii Mateusza przytacza się często w związku z karnością Zgromadzenia. Jest tu mowa o bracie,
któremu wyrządzono krzywdę, ale nie powiedziano, że Zgromadzenie ma owego
brata, który postąpił niesłusznie, wyłączyć. Po prostu: "Niech ci będzie
jako poganin i celnik". Możliwe,
że i Zgromadzenie uzna go później za poganina czy celnika, ale nie chodzi tu
o taką karność. Należy rozumieć tak, jak napisano: "Niech ci będzie jako
poganin ...". Nie miej z nim nic
wspólnego. Chodzi tu
o przypadek, w którym jeden drugiemu czyni krzywdę, jak przy ofierze za
występek, gdzie czytamy: "Gdyby człowiek zgrzeszył i wystąpił występkiem
przeciwko Panu, a zaparłby rzeczy sobie zwierzonej ..." (Moj 6,2).
Nieograniczona łaska odpuszcza "siedemdziesiąt razy siedem", lecz z
drugiej strony napisano: "Jawnie pouczysz bliźniego twego, abyś z powodu
niego nie poniósł grzechu" (3 Moj 19,17). Każdy, kto wykroczył przeciwko
przykazaniu Bożemu i uczynił to, czego nie powinien, ten zgrzeszył i taki
czyn wymagał ofiary za grzech. Lecz były jeszcze inne wykroczenia przeciwko jednostce. Krzywda
wyrządzona bliźniemu przez np. nadużycie jego zaufania wymagała ofiary za występek (3 Moj 7,1-7). Ktoś
uczynił mi krzywdę. Jak mam postąpić? Nie uciekam się do karności Ojca ani
Syna nad Jego domem, ale postępując w
miłości wobec brata, idę do niego i mówię: "Bracie, tyś zachował się
wobec mnie niesłusznie, skrzywdziłeś mnie". Takie wyjaśnienie,
postępowanie sprawiedliwości, jest konieczne. Lecz chociaż tak mówię, nie
muszę przy tym opuścić drogi łaski. Ale gdy nie chce mnie usłuchać, biorę ze
sobą jednego lub dwóch braci, aby wszystko było zatwierdzone przez usta dwóch
lub trzech świadków. A gdy i to nie doprowadzi do celu, wówczas mówię
Zgromadzeniu. Lecz kiedy nie chce słuchać i Zgromadzenia, „niech ci będzie...”
To miejsce daje nam więc pewną zasadę dla indywidualnego postępowania, a
wynikiem jest osobiste stanowisko brata wobec brata. Może dojść
do tego, że sprawa posunie się tak daleko, iż trzeba będzie odwołać się do
karności Zgromadzenia. Idę do mojego brata w nadziei pozyskania go, to znaczy
przywiedzenia go do skruchy i wprowadzenia we właściwe stanowisko
społeczności ze sobą i z Bogiem, gdyż tam, gdzie jest naruszona braterska
miłość, musi także z konieczności ucierpieć społeczność z Ojcem. A gdy brat
jest pozyskany, kończy się cała sprawa. Ani Zbór, ani ktokolwiek inny nie
powinien się niczego dowiedzieć. Tylko my dwaj wiemy o tym. Ale gdy moje
usiłowania nie dadzą rezultatu, postępuję dalej, lecz wyłącznie w zamiarze,
by mój brat mógł znowu korzystać ze społeczności z wszystkimi. Co dotyczy
karności Ojca, jest ona
jeszcze bardziej przywilejem łaski. Jest też sprawą czysto
osobistą. Kościół nie może zająć miejsca Ojca. Jeśli chodzi o ojców, zawarta
jest tu myśl o nadrzędnym stanowisku, istnieje bowiem różnorodność łaski, jak
też różnorodność darów. Kto jest duchowy, ma pójść do swego upadłego brata i
podnieść go (Gal 6, l). Kto tak czyni, spełnia indywidualnie czyn łaski, co
nie ma nic wspólnego z karnością kościelną. Rzeczą
niezwykle doniosłą jest jasne rozgraniczenie tych spraw. Z jednej strony
istnieje gotowość podporządkowania się decyzji "dwóch lub trzech", z drugiej zaś chodzi o
to, by indywidualna działalność nie była ograniczona. Zupełna swoboda musi
być pozostawiona działalności Ducha Świętego. Wyobraźmy sobie Tymoteusza
przechadzającego się i udzielającego nagany. "Przekonywuj, karć,
napominaj z wszelką pobłażliwością i nauką" - pisał apostoł do niego (2
Tym 4, 2). To jest właściwa karność. Kościół nie ma z tym nic do czynienia;
jest to postępowanie indywidualne. Inne
zagadnienie, czy Kościół ostatecznie nie jest zmuszony wymierzyć karności,
jak np.w przypadku wierzących w Koryncie (l Kor 5). Koryntianie nie byli
skłonni do wykonania karnością. Ale apostoł domagał się tego od nich. Tutaj
widzimy człowieka pod działalnością Ducha spełniającego służbę łaski i prawdy
z korzyścią dla innych. Paweł działał
całkowicie indywidualnie. Jego postępowania nie można stawiać na jednym
poziomie z postępowaniem Kościoła. Jest nieszczęściem i wielkim błędem, gdy
uznaje się tylko karność kościelną. Byłoby czymś strasznym, gdyby trzeba było
powiadomić wszystkich o każdym rodzaju złego. Publiczne roztrząsanie zła nie
zgadza się z dążeniem miłości, albowiem "miłość zakrywa mnóstwo
grzechów". Gdy miłość widzi brata grzeszącego grzechem nie ku śmierci,
wtedy modli się za niego i być może grzech ten nigdy nie będzie ujawniony dla
karności kościelnej. Nie ma
upadku w ramach karności kościelnej,
który by nie przyniósł wstydu całemu Ciału.
W pierwszym swym liście do Koryntian apostoł Paweł pisze: "A
wyście się nadęli, a nie zasmuciliście się raczej!" Wszyscy byli
zainteresowani grzechem, który miał miejsce. Z grzechem jest jak z wrzodem,
który jest dowodem chorobliwego stanu
ciała. Zbór nie jest zdolny sprawować karności, jeśli się przedtem nie
zjednoczy z grzechem jednostki. Gdy karność nie odbywa się w ten sposób, ma
charakter sędziowski, a Kościół nie
kieruje się łaską Chrystusową. Dotąd
Chrystus nie zajął Swego miejsca jako sędzia. Kiedy ta chwila nadejdzie, kiedy spełni się Słowo: "Kto
krzywdzi, niech jeszcze krzywdzi...", Kościół zaprzestanie swej
działalności. Ale obecnie ma ona kapłański charakter łaski. Jaki jest
charakter ojcowskiej karności i jak wykonuje ją ojciec? Czy cała tajemnica
nie spoczywa w słowie ojciec? Ojciec nie zajmuje tego samego miejsca co dziecko. Jest kimś, kto stoi o wiele
wyżej pod względem łaski i mądrości. Co czyni, gdy widzi kogoś błądzącego i
postępującego przewrotnie? Idzie do
niego i mówi mu: "Ja też byłem
kiedyś w takim położeniu, dlatego mogę ci z własnego doświadczenia
poradzić: Nie postępuj tak dalej!". W miłości sprawa zostaje wyjaśniona;
w miłości upomina się i prosi. Wprawdzie w wypadkach zatwardzenia konieczna
bywa też nagana. Ojciec może mieć wiele wyrozumiałości dla słabości i braku
doświadczenia, jego droga prowadziła
również przez podobne okoliczności. Lecz trzeba się uczynić sługą dla
drugiego, podtrzymywać zasadę ojca, która opiera się na indywidualnej
wyższości połączonej z łaską. Nic w świecie nie powinno dać powodu, aby
odwieść ojca od jego starań. Jakiż przywilej ojcowskiej miłości móc
powiedzieć z apostołem: "Aczkolwiek was niezmiernie miłując, mniej bywam
od was miłowany". Taka miłość
pochodzi od Boga. Ona nie pozwala mi zostawić brata na jego przewrotnej
drodze. W
przypadku tym nie chodzi o wyrządzoną
mi krzywdę, lecz o to, że ów brat swoim postępowaniem wystąpił przeciw charakterowi dziecięctwa Bożego.
Zawodzimy często pod tym względem, ponieważ unikamy nieprzyjemności i trudu,
które to warzyszą załatwianiu tych spraw. Lecz gdy widzimy wierzącego
kroczącego niewłaściwą drogą, powinniśmy pomyśleć o tym, że jest on owieczką
z trzody Chrystusa. Powinienem wewnętrznie
czuć się z nim związany i czynić wszystko, co jest możliwe, aby wrócił na prawdziwą drogę.
Możliwe, że na moją przestrogę odpowie: "Co ciebie to obchodzi? Czy
musisz martwić się o moje
sprawy?" lub tym podobne. Ale mimo to nie wolno mi pozostawić go
samemu sobie, a jeśli trzeba, to poniżę się aż do jego stóp, aby uwolnić go
tylko z sieci, w którą się uwikłał i z
niebezpieczeństwa, na jakie się naraził. Do tego wprawdzie potrzebny
jest Duch łaski i miłości, aby całe jego brzemię wziąć na siebie. Innym rodzajem
karności jest karność
Chrystusa "jako Syna nad domem
Swoim". Upadek
Judasza jest zdarzeniem o wielkim znaczeniu. Jeśli w człowieku wierzącym
istnieje duchowe życie, wtedy zło nie zatrzyma się tam na dłużej.
Niemożliwością jest, by fałsz lub zło mogło się utrzymać tam, gdzie
istnieje duchowe życie. W przypadku
Judasza łaska Pana przewyższała wszystko. Wstrząsającą rzeczą jest zobaczyć, jak wobec tej łaski zło dochodzi
do punktu kulminacyjnego. Człowiek, "który jadł ze mną chleb, podniósł przeciwko mnie piętę
swoją” „Tedy on wziąwszy sztuczkę chleba, zaraz wyszedł" (Jan 13). Łaska
promieniowała w całej swej wspaniałości, gdy zostało objawione, że zło
zwróciło się przeciw Panu samemu. Ten rodzaj karności zajmuje się tylko tym,
co zostało już objawione Dlatego
widzimy, że uczniowie, nim się spełnił zły czyn, pytali jeden drugiego, co to może oznaczać. Jednak to nie porusza
sumienia zgromadzonych. Widzimy tu jasno, jak wielka różnica istnieje między
tą karnością a karnością ojcowską. Ostatnia działa ,gdy jeszcze nic nie
zostało objawione. Dotyczy zła, które jest ukryte lub może po latach wyjdzie
na jaw. Jeśli jako starszy widzę młodszego brata w niebezpieczeństwie,
powinienem potraktować go z ojcowską troską i pomówić z nim na ten temat. Ale
to nie należy do karności kościelnej. Gdy wykonuję ojcowską karność, przede
wszystkim sam muszę pozostawać w społeczności z Bogiem. Dalej, rozumie
się samo przez się, muszę być w stanie osądzić przyczynę, która może danego
brata doprowadzić do złego. Dojrzę to, czego on nie widzi, na podstawie
duchowego doświadczenia, co uprawnia mnie i skłania postąpić z nim w wiernej
miłości. Nie muszę z tego zdać sprawy kumukolwiek. Pomieszanie
owych trzech pojęć: indywidualnego ostrzeżenia i pouczenia, karności ojca w
braterskiej trosce i wreszcie karności Chrystusa "jako Syna nad domem
Swoim" lub karności kościelnej
doprowadziło do przykrego zamętu. Istotny
cel karności polega na usiłowaniu, aby zapobiec odsunięciu czy wyłączeniu.
Lecz jeśli dojdzie do wykonaniu karności „Syna nad domem Swoim”, Zgromadzenie musi zjednoczyć się z tym,
który zgrzeszył, i wyznać wspólną
winę i hańbę. Nie sprawi to wrażenia jakiegoś trybunału. Poczucie hańby
wyrządzonej całemu Ciału byłoby ogólne. Gdyby Kościół przedstawiał prawdziwie
duchowy stan, wtedy byłby wolny od obłudy, zanieczyszczenia i wszelkiej
niezgodności, nie doszłoby do jego działania jako trybunału. Nic bardziej nie
powinno nas przerażać jak myśl, że w domu Bożym są sprawy traktowane w sposób
sędziowski. Załóżmy, że w jed nym z naszych domów wydarzyło się coś, co
przyniosło hańbę i wstyd. Czy możemy sobie wyobrazić, że ktoś z rodziny
odszedby i zachowałby się tak, jakby go to nic nie obchodziło? Przypuśćmy, że
zły syn ze względu na pozostałych domowników musiał opuścić dom rodzinny.
Wszelkie starania, aby go sprowadzić z drogi hańby, chybiły. Jego wpływ na
rodzinę jest tak zgubny, że ojciec musi mu powiedzieć: "Nie możesz
dłużej pozostawać w moim domu. Nie mogę tolerować twego postępowania, bo
zdeprawujesz wszystkich pozostałych!" Ale mimo wszystko, czy to
zdarzenie w rodzinie nie dało powodu do głębokiej boleści, zmartwienia i
płaczu? Czy nie cierpiliby wszyscy
nad wstydem przyniesionym całej rodzinie? Czy nie unikaliby rozmowy o
tej sprawie? A i inni podobnie by czynili, aby uszanować ich ból. Unikano by
wspomnienia jego imienia. Podobnie
może się wydarzyć w domu Syna. Jakaż przerażająca myśl o wyłączeniu członka!
Jaki powód do wspólnego smutku, przygnębienia i uniżenia. Czy mogłoby być coś
dla Boga nieprzyjemniejszego i smutniejszego jak, użyjmy tego wyrazu, proces
kościelny? Ale tak
jest, gdyż Kościół popadł w stan słabości i zepsucia. To jest pobudką dla
posiadających dar pasterski i świadomych swej osobistej odpowiedzialności, by
w miłości zajęli się poszczególnymi
wierzącymi i troszczyli się o nich. Wołajmy w
modlitwach do Boga, by dał pasterzy Swoim dzieciom w Zgromadzeniu. Pasterz to
człowiek, który na swoim sercu może ponieść boleść i kłopoty, niedolę i
grzechy swego brata, wszystko przynosi Bogu i wie, co uprosić od Niego, co
odpowiada potrzebie, bez konieczności wciągania w te sprawy trzeciego brata. Tu należy
podkreślić jeszcze jedno. Wynikiem karności może być wyłączenie. Lecz gdy
dojdzie do tej wspólnej decyzji, karność ustaje w momencie, kiedy
zainteresowany jest usunięty. Tak doszło do ostatecznego rozstrzygnięcia i
odtąd ważne jest Słowo: "Azaż wy tych, co są domowi, nie sądzicie? Ale tych, którzy są obcymi, Bóg
sądzi" (l Kor 5,12.13). Zagadnienie,
czy mam łamać chleb z tym, kto jest w zgromadzeniu, nie powinno być w
ogóle pod noszone. Jest więcej niż dziwne, jeśli brat pozbawia się społeczności
dlatego, że jest obecny taki, o którym z jakiegoś powodu nie ma dobrego
zdania. W gruncie rzeczy wyłącza się sam. "Albowiem jednym chlebem,
jednym Ciałem wielu nas jest" (l Kor 10,17). Nigdy nie powinno się tak postępować. Może być, że ograniczę
obcowanie z tym bratem. Jednak nigdy nie powinienem samego siebie wykluczyć obawiając się, że jakiś grzesznik
chciałby się wkraść do zgromadzenia dzieci Bożych. Jeśli czynię tak, daję do
zrozumienia, że wykonuję karność nad domem Bożym, swoim zachowaniem bowiem
sądzę nie tylko jednostkę, ale całe Zgromadzenie. Od
początku aż do końca karność musi mieć na celu przywrócenie do dawnego stanu. Procedura odsunięcia, wykluczenia nie należy
właściwie do karności, lecz jest
potwierdzeniem, że karność nie dała rezultatu, a więc się skończyła. Zbór mówi: Nie możemy
nic więcej dla niego uczynić. Należy
zauważyć, że wyłączenie ma posłużyć dla dobra danej duszy. Paweł mówi o
człowieku, którego chciał oddać szatanowi: "żeby duch był zachowany w
dzień Pana Jezusa". Co dotyczy
problemu jednomyślności w sprawach karności kościelnej, musimy najpierw
przypomnieć, że Syn wymierza karność nad Swoim domem. W Koryncie widzimy
czynność dokonaną na Ciele przez Pawła mocą jego apostolskiego autorytetu.
Zgromadzenie najpierw nie działało. Zostało do tego formalnie zmuszone. Myśl, by
rościć sobie prawo do wykonania karności jest przerażająca; oznaczałoby to
rodzinę Bożą zamienić wprost w pewien trybunał. Zastosujmy jeszcze raz podany
już przykład! Pewien ojciec zamierza wyrzucić z domu swego złego syna. A
pozostałe dzieci przybiegły mówiąc: Mamy prawo pomóc ojcu przy wyrzuceniu
naszego brata. Czy nie byłoby to okropne? Apostoł był zobowiązany zmusić
Koryntian do wymierzenia karności, gdyż nie byli ani chętni, ani w stanie
zająć się tą sprawą. "Grzech jest wpośród was - pisze Paweł do nich - a
wyście się nadęli, a nie zasmuciliście się, aby był usunięty z pośrodku
was!". Nie zmusza ich do
uznania, że popełniony grzech jest zarówno ich grzechem, jak danego
człowieka. Lecz kończy: "Usuńcie tego złośnika spośród samych siebie!". Kościół nie jest w
stanie wymierzyć karności tak długo, jak długo grzech jednostki nie stanie
się grzechem ogółu i jako taki nie
będzie uznany. A co mają
czynić te osoby w takich wypadkach? Apostoł daje wyraźne wskazówki: "A
tych, którzy grzeszą, przekonywuj przed wszystkimi, aby i drudzy bojaźń mieli" (l Tym 5,20)."Bracia!
Jeśliby też człowiek zaskoczony był w jakim upadku i wy duchowi, naprawiajcie
takiego w duchu łagodności!" (Gal 6,1). Lecz jeśli zło osiągnęło
stadium, że konieczne jest wyłączenie, zbór musi je wykonać nie tylko ze
względu na przysługujące mu prawo,
lecz jako zobowiązany do działania.
Jest to kwestia wypróbowania wierzących. W Koryncie przebieg ten był
następujący. Apostoł zmusił koryntian do uznania ich zawstydzającej sytuacji.
Potem uwolnili się od winnego i pozostawili go w jego haniebnym występku (2
Kor 2 i 7 rozdział). To jest
sposób, w jaki apostoł przymusił koryntian do wykonania karności.
Sumienie całego Zgromadzenia musiało
się oczyścić od tej sprawy, w której jako całość brało udział. Ile trudu i
kłopotu kosztowało apostoła, zanim zostało to osiągnięte. Jeszcze w 2 liście
wyraża swoje ubolewanie: "A jeśli wy mu odpuszczacie, i ja odpuszczam,
gdyż i ja, jeślim odpuścił, komum odpuścił, to z powodu was odpuściłem w
obliczu Chrystusa, żebyśmy nie byli przez szatana oszukani; albowiem zamysły
jego nie są nam tajne" (2 Kor. 2, 10. 11). Jaki był
tedy zamiar szatana? Apostoł
trwał przy usunięciu złego (l Kor 5,3 -5), ale Zgromadzenie ociągało się z
wykonaniem. Lecz zmusił ich do tego. Usłuchali go, ale postąpili w sposób
sędziowski i nie zatroszczyli się o
uzdrowienie winnego (2 Kor 2,6.7). Apostoł podjął starania mające na celu
powrót wykluczonego na właściwą drogę. Dlatego: "Komu odpuszczacie ..." Szatan
zamierzał wprowadzić zło do Zgromadzenia, potem uczynić je obojętnym na to
zło i w końcu uczynić ze Zgromadzenia trybunał. Była to dobra sposobność, aby
spowodować poróżnienie między apostołem a wierzącymi w Koryncie. Paweł
uczynił się jedno z całym Ciałem, gdy najpierw zmusił koryntian do oczyszczenia, a potem starał się, by
wyłączony dzięki miłości ich wszystkich po p okucie powrócił do zgromadzenia. W ten sposób zamiar szatana został
udaremniony. Paweł rozpatrywał z koryntianami tę sprawę, ściśle z nimi
połączoną. W każdym razie, czy chodziło o odsunięcie, czy przywrócenie tej
duszy, miał ich po swej stronie. Jeśli
sumienie Zgromadzenia nie jest w stanie odczuć, że poprzez wyłączanie samo
się oczyszcza, w takim razie nie wie, czemu w ogóle ma służyć wyłączenie. Oznaczałoby to uczynić
ze wszystkich obłudników. Dom musi
być utrzymany w czystości. Staranie Ojca dotyczące rodziny oraz Syna
dotyczące "własnego domu" to dwie całkiem różne sprawy. W 17
rozdziale ewangelii Jana powierza uczniów pieczy świętego Ojca. To coś innego
niż utrzymać dom w porządku. Gdy Pan
w 15 rozdziale Jana mówi; „Jam jest ona winna macica, wyście latorośle.
Ojciec mój jest winogrodnikiem...”, chodzi tu o staranie Ojca. Latorośle
oczyszcza Ojciec w tym celu, aby przyniosły możliwie wiele owocu. Jeśli zaś chodzi o staranie Syna o
swój dom, nie dotyczy to jednostki, ale domu, który musi być utrzymany w czystości. Tu odpowiadają słowa: "Bo gdybyśmy sami siebie
osądzali, nie bylibyśmy sądzeni" (l Kor 11,31). Powtórzmy
to, co już powiedzieliśmy. Istnieją trzy rodzaje karności: Pierwsza
dotyczy braterskiego stosunku. Idę do
tego, kto uczynił mi krzywdę, aby z nim osobiście pomówić, ale muszę to
czynić w łagodności i cierpliwości. W drugim
wypadku chodzi o staranie ojcowskie. Ojciec postępuje z miłością i czułością.
Postępuje jak z dziećmi, które zbłądziły. Następnie
mamy karność "Syna nad Swym domem". Tu winniśmy postępować jako
świadomi swej odpowiedzialności, aby zachować dom w czystości i zdając sobie
sprawę z tego, że sumienie znajdujących się w Domu Boga ma odpowiadać Jego
naturze. W takim przypadku działa nie jednostka, lecz Dom, tzn. Ciało,
którego sumienie musi być wrażliwe. Jego działanie dzięki łasce Bożej może
spowodować duchowe uzdrowienie jednostki. Lecz ta sprawa znajduje się dopiero
na drugim miejscu. Najważniejszą rzeczą (obok uzdrowienia) jest
odpowiedzialność, aby Dom, jak również sumienie wszystkich znajdujących się w
nim, zachować czystymi od wszelkiego splamienia. A to łączy się nieraz z wielkim
trudem i boleścią. Istotne
jest, że duch, którym we wszystkich przypadkach należy się kierować, jest
kapłański. Kapłani
jedli z ofiar za grzech na świętym miejscu (3 Moj 10). Niemożliwe, aby Zbór
lub ktokolwiek inny mógł wykonać karność, nie posiadając oczyszczonego
sumienia i nie odczuwając mocy zła i grzechu przed Bogiem, jakby sami go
popełnili. Dopiero wtenczas można działać, jeśli odczuwa się potrzebę, aby
samego siebie oczyścić. Co
charakteryzuje miejsce, które Jezus zajmuje? On znajduje się w górze jako
nasz najwyższy kapłan, a my jesteśmy jedno z Nim. Gdyby w Kościele znalazło
się więcej takich, którzy po kapłańsku wstawialiby się za innych, nie
powstałaby karykatura kościelnego trybunału. Jeśli w rodzinie jej członek
splamił się haniebnym czynem, czy to
popełnione zło nie przyniosło całej rodzinie boleści? Czy nie spowodowało w
ich sercach wspólnego cierpienia? A co odczuwa Chrystus w stosunku do
Kościoła? Cieszy się ofiarami grzechu? Czy nie boleje nad niesprawiedliwością
w Swoim Zgromadzeniu? Czy nie odczuwa naszego bólu i nie wkłada go na Siebie?
On jest Głową Swego Ciała,
Zgromadzenia. Czy nie jest w Swych członkach zraniony i zmartwiony? Zapewne,
tak jest. Jeśli
dręczę się z powodu jakiegoś błądzącego brata, aby osobiście go ostrzec,
to niechaj się wpierw zastanowię, czy
nie zamierzam zrobić tego w formie zarzutu; czy przedtem moja dusza została doświadczona w służbie
kapłańskiej tak, jakbym sam znalazł się w tym grzechu. Jak
postępuje Chrystus? On niesie grzech
na Swym sercu i wstawia się za Swoimi przed
Bogiem, aby działała łaska, która może uleczyć. Dziecko Boże nie czyni
inaczej. Grzech brata niesie na własnym sercu przed oblicze Boże. Z powodu
niego zastawia się przed Ojcem tak, jak czyni kapłan, aby hańbiąca rana
zadana Ciału Chrystusowemu, którego jest członkiem, została uleczona. W takim
duchu winna być okazana karność. Ale pod tym względem zawodzimy. Nie
posiadamy dość łaski, aby spożywać z ofiar grzechu. A jeśli całe Zgromadzenie
jest powołane do działania, to chodzi o coś więcej. Wtedy całe Zgromadzenie
ma pokutować, aż się oczyści. Jak mocno wyraża to apostoł w swoim upomnieniu:
"A wyście się nie smucili!" W Koryncie życie duchowe nie stało na
odpowiednim poziomie, aby wierzący mogli
wziąć grzech na siebie i mogli go nieść, toteż Paweł musiał im
napisać: "Powinniście się w prochu ugiąć; wasze serca i wasz duch
powinny się załamać wobec faktu, że to, co dotyczy czystości domu
Chrystusowego, nie zostało spośród was usunięte". Czyste od
nieczystego oddzielić to inna strona służby kapłańskiej. Kapłani, gdy szli do
namiotu Zgromadzenia sprawować służbę w świątyni, nie mogli pić ani wina, ani
mocnego napoju. Musieli pozostawać w odpowiednim stanie duchowym, aby być
zdolnymi odróżnić świętych od nieświętych. To jest zasada, która i dziś nas
obowiązuje. Jeśli mamy do czynienia ze złem, Bożą myśl musimy uczynić naszą.
Jego dom jest miejscem i widownią,
gdzie objawia się porządek Boży. Jeśli np. napisano, że "niewiasta
powinna mieć władzę na głowie dla aniołów" (l Kor 11,10), to znaczy, że
w Kościele ma się objawiać porządek Boży. W domu Bożym nie wolno tolerować
niczego, czego aniołowie, którzy są przyzwyczajeni do porządku Bożego, nie mogą pochwalić ani
uznać za słuszne. Lecz jak
dziś wygląda dom Boży? Wszystko jest w rozkładzie. Wspaniałość tego domu
nie będzie w pełni prędzej objawiona,
aż Chrystus ukaże się z nim w Swej chwale. W każdym razie naszą gorącą
tęsknotą powinno być, aby dzięki działaniu Ducha Świętego osiągnąć możliwie
daleko idące zgodność w duchu i w
praktyce między obecnym stanem Kościoła a przyszłym. Gdy Izrael powrócił z
niewoli, a Pan dał Swemu ludowi imię
Lo - Amm; (Nie-mój-lud) i chwała Jego opuściła dom, skończyło się
Boskie objawianie Jego obecności. Lecz mimo to Nehemiasz i Ezdrasz znaleźli
drogę, którą mogli kroczyć stosownie do myśli Bożych. I z nami
jest dziś podobnie, tylko z pewn
różnicą. Myśmy zawsze byli resztkami. Rozpoczęliśmy na końcu i nas dotyczy
Słowo Pana: "Gdzie są dwaj albo trzej zgromadzeni w imię Moje, tam
jestem w pośrodku nich" (Mat 18,20). Jeśli się
całość rozpadła, to mogę trzymać się pewnych niezmiennych błogosławionych
zasad, na których wszystko spoczywa. Z zasadą "zgromadzania się dwóch
lub trzech" Chrystus związał nie tylko Swoje imię, lecz także karność i
moc dla związania i rozwiązania. Czyż
mogłaby istnieć kosztowniejsza pociecha? Ta wielka zasada pozostanie, choć
upadek może się jeszcze powiększyć. W
ewangelii Jana, rozdziale 20 czytamy, że Jezus, wysyłając uczniów, tchnął w
nich i rzekł : "Weźcie
Ducha Świętego! Którymkolwiek grzechy odpuścicie, są im odpuszczone, a
którymkolwiek zatrzymacie, są zatrzymane". Nie jest tu mowa o Kościele
Jako o korporacji, lecz o aktywnej mocy Ducha Świętego, który sprawiał
duchowy dar rozpoznawania w uczniach, którzy zostali wysłani przez Chrystusa i
w Jego imieniu działali. Jeśli to, co się dzieje, nie dzieje się w mocy Ducha
Świętego, jest niczym. Nie
zmienia istoty rzeczy fakt, kto wymierza karność. Najważniejszy jest duch, w
jakim będzie się postępowało. Przy czym musimy uważać, by nie wstąpić na
drogę czysto sędziowskiego postępowania i dojść do tego, by jako grzesznicy
sprawować sąd nad grzesznikami. Wszystko musi - a to jest najważniejsze -
dziać się jako służba w domu Bożym sprawowana przez działanie Ducha.
Jednomyślność w tej sprawie winna być jednomyślnością sumień, które się
rozbudziły i czują się zobowiązane do wykonania karności. Okropną rzeczą jest
słyszeć grzeszników mówiących
obojętnie, gdy sądzą innego grzesznika. Lecz jakim błogosławieństwem jest
widzieć wierzących wzruszonych w swych sumieniach z powodu grzechu, który
znalazł się wśród nich. Do tego jednak potrzebna jest łaska. Jeśli nie
postępuję w łasce, to tak, jak bym sam sprowadzał na siebie sąd. "Nie
sądźcie, abyście nie byli sądzeni; albowiem jakim sądem sądzicie, takim
sądzeni będziecie, i jaką miarą mierzycie, taką wam odmierzone będzie"
(Mat 7,1-2). Jeśli
sprawujemy sąd nad kimś, będziemy także sami sądzeni. Skomplikowana
sprawa, jeśli wierzący się zejdą, a wśród nich nie ma brata, który posiada
dar pasterski. Oby Bóg wzbudził pośród nich pasterzy. Jeśli bracia
zgromadzają się i obcują ze sobą według braterskich zasad, są szczęśliwi, pod warunkiem, że zajmują
właściwe stanowisko. W każdym razie: oby wśród nas znalazło się więcej pasterzy! Kto miłuje
owieczki Pana, ma się modlić o tę sprawę. Ze względu na osobistą społeczność
z Panem błogosławioną i kosztowną jest troska pasterza o owieczki Pana i o
trzodę Pańską. Pasie on trzodę Pańską, a nie swoją własną. Nie ma miejsca, w
którym byłaby mowa o pasterzu i jego trzodzie. Gdyby o tym więcej
myślano, to niejedno wyglądałoby
inaczej. Gdy wierzący odczuwa, że trzoda, której pilnuje, należy do Pana -
jakie poczucie odpowiedzialności, ile starania, ile gorliwości, ile czujności powoduje takie uczucie u niego. Przypomnijmy sobie
słowa Pana: "Miłujesz mnie? - Paś baranki moje.
Strzeż owieczki moje, Paś owieczki moje". Cóż może równać się ze
staraniem wiernego pasterza, człowieka, który powodowany miłością niesie
ciężar trudów, kłopotów i pokuszeń każdej duszy, przynosi je przed Bogiem i wstawia się przed Nim za
nią. Taka
służba prowadzi do najszczęśliwszych, błogosławionych stosunków, jakie
istnieją w tym świecie. Przy tym
nie myślmy, że "Arcypasterz" nie troszczy się sam o Swe owieczki,
ponieważ brakuje pasterzy. Jeśli wierzący zgromadzają się i są oddani Panu, a
nie ma wśród nich pasterzy, mogą
śmiało iść swą drogą bez niebezpieczeństw; troska wielkiego Pasterza będzie
im zawsze towarzyszyła. Strzeżmy
się, by według naszego ubóstwa osądzać Boga, jakby On nie był zdolny się o nas troszczyć. "Świętobliwość,
Panie, jest ozdobą domu Twego na wieczne dni" (Psalm 93,5). Różnorodny charakter Ewangelii Słowo wstępne Dosłownie przetłumaczone słowo "ewangelia"
oznacza "dobrą nowinę", a także "wesołe poselstwo".
Zaprawdę, nigdy nie było zwiastowane tak doskonałe posłannictwo, nigdy tak
radosna wieść zadźwięczała w uszach ludzkich, jak właśnie wieść ewangelii.
Porusza ona głębiny naszych serc, a przyjęta przez człowieka - przedstawia wartość bezcenną, niezmienną i wiecznotrwałą. Jest doskonała
jak sam Bóg, jej Autor i
wszechmogący, wierny
Wykonawca. Z natury
byliśmy lub jeszcze jesteśmy umarli w grzechach i występkach, a ewangelia
przynosi nam odpuszczenie ich i życie. Byliśmy lub jesteśmy też
nieprzyjaciółmi Bożymi, ewangelia zaś
zwiastuje pojednanie z Bogiem. Świat leży w ciemnościach duchowych, ewangelia
natomiast zsyła światło. Skoro człowiek uwierzy w Pana Jezusa, światło Bożej
łaski pada na jego ścieżkę do jego serca. Oby blask tej świecącej łask
słonecznej - ewangelii - wszedł do wielu
serc ludzkich! "A
jeśli nawet ewangelia jest zasłonięta, zasłonięta jest dla tych, którzy giną,
w których bóg tego świata zaślepił
umysły, aby im nie świeciło światło ewangelii o chwale Chrystusa Który jest
obrazem Boga ... Bo Bóg, Który rzekł: Z ciemności niech światło zaświeci,
rozświecił serca nasze, aby zajaśniało poznanie chwały Bożej, która jest w
obliczu Chrystusa" (2 Kor 4,
3-4.6). Różnorakie
nazwy ewangelii i charakter ich Bóg nam
oznajmił nie tylko poselstwo zbawienia, lecz zezwolił nam także poznać
wszystkie tajemnice, będące w Jego sercu. W Nowym
Testamencie spotykamy różne wyrażenia kojarzące się z ewangelią, która była,
jest i będzie głoszona. Znajdujemy nazwy uzupełniające, jak: ewangelia wieczna, ewangelia królestwa i ewangelia łaski Bożej. Są to trzy
zasadnicze działy, o których mówi Słowo Boże, a my dobrze czynimy, gdy
zwracamy na nie uwagę i odróżniamy je. Wyjaśniają one charakter
poszczególnych trzech działów. 1. Ewangelia
wieczna Już w raju
- bezpośrednio po upadku - słyszymy pierwszą radosną zapowiedź o Chrystusie,
Który tam jest obiecany jako Zwycięzca nad szatanem i jako Wybawca z mocy
diabła. Bóg sam ją obwieścił upadłemu człowiekowi (l Moj 3, 15), a potem
dawał Swoim sługom polecenia, aby zwiastowali tę dobrą nowinę (Obj 10,7). Była ona
głoszona pierwszemu światu: przez
Enocha (Ju 14-15), przez samego Boga przed
zapowiedzią potopu (l Moj 6,3), "za dni Noego" (l Pio
3,19-20) i przez Noego (2 Pio 2,4), a
słyszał ją i Hiob ( 19,25 ) . Przed
zakonem podaje nam Pismo różne wzory
na ewangelię; w Abrahamie, Izaaku, Jakubie, Józefie. We wszelkich ofiarach
zakonu też znajdujemy przykłady na Chrystusa w Jego poświęceniu się dla
uwielbienia Boga oraz dla naszego zbawienia.
List do Hebrajczyków
dostatecznie nam to naświetla i potwierdza. Należy również nadmienić o
trądzie (3 Moj 13; Iza l,6) i o wężu miedzianym (4 Moj 21,5-9; Jan 3,14). Ponadto w
proroctwach starotestamentowych są liczne wzmianki o dobrej wieści dla
uratowania błądzącego i grzesznego człowieka, np. Psalm 5 i 32. Prorok Izajasz jest powszechnie nazywan
"ewangelistą Starego Przymierza". Ewangelia
wieczna będzie znowu zwiastowana w tysiącletnim królestwie (Obj 14,6) wszystki narodom jako świadectwo o Bogu
Najwyższym, El Elyon. Symbolem Króla
tego królestwa jest Melchisedek, kapłan Boga Najwyższego (l Moj 14,18). O tym
królestwie otrzymał także widzenie prorok Daniel (7,25-27), któremu
nadaremnie przeciwstawią się narody przeciw Najwyższemu (Ps2). 2. Ewangelia Królestwa Już
sama nazwa daje wyraźną wskazówkę na utworzenie na ziemi państwa pod
panowaniem Chrystusa, obiecanego króla izraelskiego, w chwale
sprawiedliwości i pokoju. Ma ona związek z obietnicami
danymi już Abrahamowi. Królestwo to
przepowiadali prorocy, potem
zwiastował je Jan Chrzciciel (Mat 4,23; 9,35 in.) oraz uczniowie (Mat
10,7). Ewangelię tę głosił Pan Jezus wyłącznie dla Żydów dopóty, dopóki nie
wzgardzili Nim, dopuszczając się bluźnierstwa przeciwko Duchowi Świętemu i odrzucenia Go jako Mesjasza (Mat 12,24.31-32; Jana l 11).
Wtedy to zaraz w następnym 13 rozdziale Ma w. l "Jezus wyszedłszy z domu, usiadł nad morzem". Dom to naród izraelski, a
morze symbolizuje inne narody.
Ewangelia ta jest ostatecznym wypełnieniem tego, co sam Pan przyrzekł
Izraelowi, przebywając na ziemi. Po wniebowstąpieniu Pana głosił ją apostoł
Piotr (Dzie 3,19-21). Jak wyżej
powiedziano, świadectwo o ewangelii królestwa (Mat 24,4-14) złożone było
w związku z Izraelem i wskutek
odrzucenia przez nich swego króla (Jan 19,15) wchodziło ono w rachubę od śmierci Pana do zburzenia
Jerozolimy, jako pierwsza część tego świadectwa.W głoszeniu tej ewangelii
nastąpiła przerwa, Izrael został
czasowo odsunięty, natomiast rozpoczął się okres łaski Bożej dla
innych narodów, o czym niżej jest mowa. Okres ten trwa obecnie, a zakończy się
zabraniem Kościoła. Wtedy rozpocznie się druga faza głoszenia ewangelii
królestwa. Dla Izraela - Żydów - nastanie wówczas "wielki ucisk, jakiego
nie było od początku świata aż dotąd i nie
będzie” (Mat 24,21-22). To
wznowione głoszenie ewangelii królestwa
odbywać się będzie pod nieobecność na ziemi Chrystusa, przebywającego wtedy w
niebie. Spośród wiernych Żydów wystąpią w owym czasie świadkowie Boży (Obj
11; 7,3), tzw. "wierzące ostatki”, aby i wśród innych narodów zapowiadać
Mesjasza jako nadchodzącego. To zwiastowanie o królestwie Chrystusa będzie
chętnie przyjęte przez wiele dusz z pogańskich narodów, ale też i przez wielu
odrzucone. Izraelowi było obiecane królestwo błogosławieństw i pokoju, co
ziści się, gdy ich Mesjasz przyjdzie po zakończeniu ucisku i utworzy im to
królestwo w chwale większej, niż była za Salomona. 3. Ewangelia łaski Bożej Temat
czasowego odrzucenia Izraela celem przyjęcia pogan - narodów - wspaniale
rozwija przez Ducha Świętego apostoł Paweł w liście do Rzymian 11,11-32. Przerwa
w głoszeniu ewangelii królestwa, jak wyżej omówiliśmy, jest okresem ewangelii
łaski. "O, głębokości bogactwa i
mądrości, i znajomości Bożej!" (Rzy 11,33). W dzień
pięćdziesiątnicy nastąpiło zesłanie Ducha Świętego na wierzących (Dzie
2,1-4). Było to narodzenie Zgromadzenia Bożego, czyli Kościoła. Odtąd aż do
zabrania go do domu Ojcowskiego trwa czas łaski dla świata (Rzy 6,14; Tyt
2,11). W tym okresie opowiadana jest "ewangelia łaski Bożej" (Dzie
20,24), zwana też "ewangelią zbawienia" (Efz 2,13), i "ewangelią
Syna Jego" (Rzy 1,9) oraz "ewangelią chwały Chrystusowej" (2
Kor 4,4). Jest to
głoszona obecnie ewangelia Chrystusa, zmartwychpowstałego i wywyższonego w
niebie, a więc w odróżnieniu od ewangelii królestwa, głoszonej przez Niego,
gdy przebywał na ziemi. Apostoł Paweł, powołany przez Boga na urząd
apostolstwa, mówi o "ewangelii Bożej" (l Te 2,2.8), a nawet o
"ewangelii chwały
błogosławionego Boga" (l Tym 1,11) oraz "według ewangelii mojej"
(Rzy 16,25; 2 Tym 2,8), czym Paweł podkreśla swe powołanie od Pana samego i
zlecenie mu głoszenia ewangelii ( Gal l,11-12). "Ewangelia
Chrystusa" (Gal 1,7) zwiastowana jest w czasie łaski w związku z
głoszeniem ewangelii "królestwa Bożego" (Dzie 20,25; 28,31). Jest
tutaj mowa o "dziedzictwie nieskazitelnym, nieskalanym i
niezwiędłym" (l Pio l,4). Jest to "wieczne królestwo Pana naszego i
Zbawiciela, Jezusa Chrystusa" (2
Pio l,11), zwane także "królestwem Bożym" (l Tes 2,12). Królestwo
to obejmuje całokształt królestw wszystkich okresów, gdyż jest wieczne, czyli
chwałą Bożą. Królestwo niebieskie w
stosunku do Żydów Nazwę
swoją otrzymało ono ze względu na to, że miały w nim rządzić prawa
niebieskie, to znaczy według wzoru niebieskiego: "bądź wola Twoja jako w
niebie" (Mat 6,10). Z tego powodu Pan mówi o "królestwie
niebieskim". U ewangelisty Łukasza występuje ono pod nazwą
"królestwo Boże" (6,20). Wprawdzie własny naród odrzucił Władcę
tego królestwa, a termin jego ustanowienia
został odłożony. Realizacja tego nastąpi w przyszłości, w tysiącletnim
królestwie, gdy zapanuje Mesjasz, pomazaniec Boży. Pierwszą
wiadomość o przybliżeniu się królestwa niebieskiego podał Jan Chrzciciel (Mat
3, 2; Łuk 3,4-6), a zaistniało ono z chwilą publicznego wystąpienia Pana
Jezusa w Galilei, najpierw w Jego osobie, a potem tych, którzy w Niego
wierzyli (Mat 4,17; Łuk 17,20-21). Rozpocząwszy misję, kazał Pan
"królestwo niebieskie", które nastąpiło na miejsce zakonu
wykonanego przez Pana w całej pełni (Mat 5,17) - Pan i uczniowie zwiastowali
królestwo, które miało być ustanowione, lecz ponieważ nie przyjęto Masjasza,
głoszenie zostało przerwane, a będzie na nowo podjęte przez wierzące ostatki
żydowskie w wielkim ucisku (Łuk 21,25-26; Mat 24,4-31; 25,31-46) i kazane
wśród Żydów i narodów pogańskich. Pierwowzór tych ostatków znajdujemy w Starym
Testamencie (Dan 3,19-20), byli też nimi uczniowie Pana przed Jego śmiercią. Modlitwa
"Ojcze nasz" będzie natenczas odpowiadała charakterowi i warunkom,
w jakich znajdą się "ostatki", będące w utrapieniu Jakubowym (Je
30,7; Dbj 11,3-9; 12; 13,7-8). Będzie wówczas chodziło znowu o utworzenie
obiecanego królestwa Mesjasza (Chrystusa) i Króla z Izraela, Jego królestwa w
sprawiedliwości i pokoju (Iza 2,12-21; 11,1-10; Mich 4,1-5). Po
zabraniu Kościoła, czyli Oblubienicy z okresu łaski, rozpocznie się, jak
wspominaliśmy, wielki ucisk dla Izraela. Żydzi "ujrzą Kogo
przebodli" (Jan 19,37; Obj 1,7), uznają swą winę i pokutować będą według
proroctwa Zacharyjasza 12,10 do 13,9. A wtedy Jahwe - Bóg Izraela - na nowo nawiąże z nimi stosunki:
„zawrę nowe przymierze... nie takie przymierze, jakie zawarłem z ojcami
ich..., ponieważ oni nie wytrwali w przymierzu moim, przeto Ja nie
troszczyłem się o nich, mówi Pan" (Heb 8,8-13; por. Jer 31,31-34) i dane
im obietnice Bóg wykona. Bez wątpienia błogosławieństwa królestwa nie
ograniczą się wyłącznie do Izraela, ale obejmą również wszystkie narody,
spośród których wielu radośnie przyjmie dobrą wieść o Królestwie Chrystusa.
Ci przychodzić będą do Jerozolimy dla oddawania czci Mesjaszowi i Królowi
(por, Iza 2, 4; Zach 14; ). Królestwo niebieskie w
stosunku do chrześcijaństwa Królestwo
niebieskie - na skutek odrzucenie króla żydowskiego - przyjęło odmienny,
ukryty charakter; stało się teraźniejszym
królestwen niebieskim o chrześcijańskim podłożu. W tym charakterze
obejmuje ono czas Zgromadzenia Bożego - Kościoła (l Kor 1,2), a zachowując
dalszy ciąg, stało się biblijnym określeniem dla całego kościoła w
teraźniejszości. W
oczekiwaniu na Jego chwalebne panowanie, obejmujące cały światy tworzy się
teraz królestwo pod odrębną postacią. Nazwane jest "królestwem
niebieskim" gdyż jego władza jest w niebie, w przeciwieństwie do
ziemskich potęg rządzących królestwami ziemi. Wyrażeniem tym oznacza Pan czas
rozwijania się tego królestwa pod
Jego nieobecność na ziemi, a więc ogół chrześcijaństwa aż do Jego przyjścia
po Swój Kościół. W 13 rozdziale Mateusza (w. 24-46) Pan przedstawia
chrześcijaństwo wskazując, gdzie tkwi zło i dobro obok siebie. Podobny stan
opisują i inne miejsca w przypowieści o
"królestwie niebieskim" (Mat 20; 22; 25;). Tylko ten, kto
uznał panowanie Pana i przyjął Go jako swego Zbawiciela, mógł wejść do tego
królestwa, czyli do czasu, gdy przyjdzie Chrystus, by w mocy ustanowić Swe
panowanie, dotąd kształt rozszerzonego królestwa niebieskiego zgadza się z
chrześcijaństwem odpowiedzialnym za przyznawanie się do Chrystusa. Tak więc
na podstawie objawienia się Syna - Boga żywego - weszło w życie na miejsce Izraela nowe
zarządzenie w tym świecie, to znaczy królestwo niebieskie jako podłoże, na
którym człowiek może przystąpić do Boga i wyznać, że należy do Chrystusa.
Kształt i rozwój tego królestwa w teraźniejszości zgadza się całkowicie z oficjalnym chrześcijaństwem i
obejmuje okres Zgromadzenia również i po pochwyceniu wierzących aż do czasu
objawienia się Chrystusa celem objęcia panowania w mocy na tysiąc lat. Wtedy
Chrystus rzeczywiście będzie rządził w Swym
królestwie prawami niebieskimi. Lecz
prawdziwie wierzący i odrodzeni ludzie nie tworzą ziemskiego ludu, nad którym
rządzić będzie Chrystus przy Swym przyjściu. Nie! Oni
są ludem niebieskim i będą zabrani aby przebywać z Panem, oni przyjdą z Nim
jako "Jego małżonka", aby panować razem z Nim jako "Królem
królów" w tysiącletnim królestwie (Obj. 19,7.16). Królestwo niebieskie w
stosunku do ziemi Wcielenie
Chrystusa i Jego śmierć ujawniły jeszcze inny wynik "królestwa
niebieskiego" w odniesieniu do
ziemi. Z jednej strony Chrystus jest
Głową Swego Ciała, to jest Zgromadzenia (Kościoła - Efz 1,22-23; Kol 1,18),
ale z drugiej strony jest On Panem nad Swym ziemskim ludem, jako też nad
całym stworzeniem. Cztery Ewangelie jako księgi Biblii Charakterowi
czterech Ewangelii odpowiadają już
początkowe ich słowa. Zakończenie ich zawiera również odpowiednie spojrzenie
w przyszłość. l. "Oto Ja jestem z wami, aż do
zakończenia tego wieku" (Mat 28,20). Mateusz, pierwszy w kolejności ewangelista, rozpoczyna wprowadzeniem
Jezusa Chrystusa, syna Abrahama i Dawida, jako prawdziwego króla i Mesjasza
Izraela. Mówi on wiele o królestwie
niebieskim. Zgodnie z
tym na końcu księgi Pan występuje
jako król w Swoim królestwie. I ten Król wysyła Swych uczniów w charakterze
posłów i świadków oraz występuje jako Ten, Który zawsze będzie z nimi.
Aczkolwiek zewnętrznie nie jest widzialne, ono jednak istnieje; już dziś jest
naszą niezaprzeczalną własnością. Wprawdzie
jesteśmy jeszcze pielgrzymami i cudzoziemcami w środowisku wrogim Bogu, lecz
możemy codziennie i co godzina w pełni doznawać obecności i troskliwości
naszego Pana. Jak On w dobroci i łaskawości nosił uczniów w Swej ziemskiej
pielgrzymce i troszczył się o nich, tak czyni i dziś również z nami. Tyś,
Panie, tutaj światłem moim, pociechą i ramieniem mym; Twa
bliskość darzy mnie pokojem, śle błogą radość w życiu tym. 2
"Oni zaś poszli i wszędzie kazali, a Pan im pomagał i potwierdzał ich
słowa znakami, które im towarzyszyły" (Mar 16,20). Marek, drugi z rzędu ewangelista, jak wiadomo, opisuje nam Pana jako
doskonałego, posłusznego sługę. Jest pewna
moneta rzymska, na której wyryty jest cielec z następującym morałem:
"Gotów zarówno do usługi, jak i
do ofiary!" Tak i Chrystus był
gotów do służenia i do śmierci ofiarnej. Dlatego rozpoczyna się ta ewangelia
słowami: "Początek
ewangelii Jezusa Chrystusa, Syna Bożego". A jej zakończenie:
"został wzięty do nieba", gdzie zasiadł po prawicy Bożej, podczas
gdy tu na ziemi uczniowie kontynuują Jego służbę „Lecz On współdziała z nimi,
wspiera bowiem Swoich i towarzyszy im w ich świadectwie mocą Swoją”. Wówczas
działo się to przez cuda i znaki, a gdy własny Jego lud przymierza nie uznał
Go w Jego ciele niskości, wtedy Pan jeszcze raz dał dowód Swej Boskiej
chwały. Owe cuda i znaki ustały z powodu upadku kościoła. Pomimo to
jeszcze i dziś działa Jego moc w naszym słabym świadectwie. I choć potężny
nasz wróg stoi nam na przeszkodzie i dręczy nas, to jednak Pańska moc daje
nam nieocenione zapewnienie, że Pan zawsze kroczy z nami i zachowuje Swą
ochraniającą ręką. 3. „A oni pokłonili mu się i wrócili do
Jerozolimy z radością wielką i byli zawsze w świątyni,chwaląc i sławiąc Boga” (Łuk 24,52-53). Łukasz
rozpoczyna przyjściem Odkupiciela na
długo przedtem zapowiedzianego i upragnionego, oraz nawiązuje do tego, czym
kończy się Stary Testament. Sprawozdanie to podaje obszerny opis o czystym i
doskonałym Synu Człowieczym, opis o czystej, świętej, śniednej (jadalnej)
ofierze (3 Moj 2), tak przyjemnej przed Bogiem. Czysty umarł za nieczystych,
zarówno za Izraela, jak i za narody; za wszystkich, którzy Go z całego serca
przyjmą. Gdy On oddał Swe kosztowne życie i zmartwychpowstał - hades nie mógł
zatrzymać tak Czystego - wstąpił do nieba i teraz przebywa na tronie po
prawicy Ojca jako wysławiony Syn Człowieczy. Uczniowie
powrócili do domu z wielką radością, gdyż wiedzieli, że otwarta była
droga do Boga, od Którego nie mogli być
już nigdy odłączeni. Wiedzieli też o tym, że Ten, Który błogosławiąc ich rozstawał się z nimi,
teraz w górze wstawia się za nimi jako ich rzecznik u Ojca, aż ów sławny
dzień Jego powrotu wprowadzi ich ostatecznie do domu Ojcowskiego, aby odtąd
już wiecznie i w doskonałości byli z Nim i przy Nim, podobni do Niego (l Jan
3,2). Cóż za cudowna, przepiękna
nadzieja! 4. "Idę, aby wam przygotować miejsce...
przyjdę znowu i wezmę was do Siebie, abyście gdzie Ja jestem, i wy byli"
(Jan 14,3). Jan. Łukasz opisuje Syna Człowieczego, natomiast u Jana mamy
przedstawionego Syna Bożego. Dlatego
ta ostatnia ewangelia rozpoczyna się udowodnieniem, że Syn był od wieczności
Bogiem. Jego egzystencja jest od wieczności i On będzie po wieki wieków. Ten
wieczny Bóg stał się człowiekiem, spłodzonym z Ducha Świętego, narodzonym z
dziewicy Marii, by umrzeć na Golgocie jako baranek ofiarny i wykonać dzieło
pojednania. Zgodnie z
tym kończy się ta ewangelia również pewnym wskazaniem na Przedwiecznego,
Którego dzieła nie mogą być przejrzane ludzkim rozumem (Jan 21,25). Jego
odejście do domu Ojca jest rękojmią na to, że On później przyjmie Swój
odkupiony lud do wiecznego przybytku. Ewangelia ta rozpoczyna się opisem
spraw sprzed założenia świata, w łonie Ojca, tak też pod koniec znowu prowadzi
hen w górę, skąd wzięła swój początek
- do wiecznego tronu chwały Bożej. Co za
wspaniały zapis Syna Bożego dla Swojej własności! Jakaż przecudna wypowiedź o
Bożych drogach łaski, gdy Syn Jego stanie przed Ojcem i powie: "Oto Ja i dzieci, które Mi dałeś" (Heb
2,13; por, Jana 17,6,9). 5. Krótki
rys ogólny Ci czterej
ewangeliści przedstawiają nam Chrystusa w różnym charakterze Jego chwalebnej wspaniałości. Podkreślają
również Jego posłannictwo polegające na głoszeniu ewangelii, czyli poselstwa
zbawienia dla Izraela i całej ludzkości. Cel ewangelii - uwagi
ogólne Wielkim
celem ewangelii jest skontaktowanie świętego Boga z grzesznikiem. Stawia nam
ona przed oczami Boga-Zbawiciela i zgubionego człowieka. Ewangelia to łódź
ratunkowa, którą wysyła straż przybrzeżna, aby przyjąć rozbitków i przywieźć
ich do bezpiecznego portu. Dlatego Bóg woła do ludzi: "Obróćcie się do
Mnie, a będziecie zbawione wy, wszystkie końce ziemi! Bo Ja jestem Bogiem, i
nikt inny" (Iza 45,22). Poza Nim nie ma ratunku: "Ja, Ja jestem
Jahwe, a nie ma oprócz mnie Zbawiciela" (Iza 43,11). Bóg objawił się
jako Zbawca. Ujawnił się jako Wybawiciel, bo jakże mógłby sam sobie pomóc
rozbitek na wzburzonym morzu i uratować siebie samego? Wyrażenie:
"ewangelia" nie oznacza:
"działajcie, czyńcie, wykonywujcie, módlcie się, czuwajcie!" Nie znaczy również:
"zapłaćcie" O, nie!
gdyż radosne poselstwo brzmi: "Przyjdźcie, przyjmijcie! wszystko jest
gotowe" (Łuk. 14,17). "Kupujcie bez pieniędzy i bez zapłaty"
(Iza 55,1). "Usprawiedliwieni darmo z łaski Jego, przez odkupienie w
Chrystusie Jezusie" (Rzy 3,24). A jakie następstwo? Doskonałe
uratowanie, życie wieczne, nie utracone
zbawienie! Na czym
polega przyjęcie zbawienia? Na prostym i szczerym zwróceniu się do Jezusa.
Twoje pełne zaufania spojrzenie na Golgotę zapewni zbawienie niewzruszone,
raz na zawsze. Kto wierzy w Jezusa Chrystusa jako w swego osobistego Zbawiciela, ten stoi na
wiecznym fundamencie skalnym i nie będzie już nigdy zawstydzony. A więc,
drodzy Czytelnicy, uchwyćcie tę linę ratunkową łaski Bożej, linę, która
została także i wam rzucona, a będziecie najzupełniej bezpieczni w porcie
wiecznej szczęśliwości u Boga. Czego
potrzebujemy? Prostej, żywej, uszczęśliwiającej wiary (Efz 2,4-5.6; Tyt
2,11.13.14), która spragnionej duszy daje pokój, odpocznienie i radość
zgotowane przez Jezusa Chrystusa, umiłowanego Syna Bożego. Niechaj powyższe,
poważne rozważanie dopomoże naszym duszom właściwie poznać bliskość i
rzeczywistość owych przedmiotów wiary, zażywać ich i cieszyć się nimi. Duszo, słuchaj cudnej wieści, Jezus zmarł za ciebie Sam, wszelki
grzech i twe boleści zaniósł na krzyż, przybił tam. Dla naszego przewinienia
na śmierć podał Go Sam Bóg, by nas, synów potępienia, za Swą własność przyjąć
mógł. On wybawić pragnie ciebie z mocy grzechów twych i wad, tylko gdy Mu oddasz siebie, będziesz wolnym ty i rad. Złóż na Niego swe starania, z całej duszy uwierz Weń; On się do grzeszników skłania, spędza z serc ich smutku cień. Czytaj codziennie Biblię - Słowo Boże * * * * * *
* * * Warto
przeczytać: [ Kto
jest prawdziwym Chrześcijaninem?
] [ Chrystus
Umiłował Kościół ] [ Muzyka uwielbiająca Boga ] [
Test tłumaczenia
Biblii ] [ Sprawowanie się sługi w Domu Bożym ] [ Zbawienie
i jego nieutracalność – R Ciarriocca ] [ Pokój, radość,
pewność zbawienia - Kremer
] [ Czy
zbawieni mogą pójść na wieczne potępienie? ] [
Wąska Droga
– AW Pink ] [ Pewny przewodnik do nieba – J. Aleine ] [
Raz
zbawiony na zawsze zbawiony – C. H. Mackintosh ] [
Pewność
i radość zbawienia – Geo Cutting ] [ Powtórne
przyjście Pana Jezusa i związane z tym wydarzenia – JNDarby+RBrockhaus ] [
Powtórne
przyjście Pana Jezusa Chrystusa – Rene Pache ] [
2
PRZYJSCIA CHRYSTUSA ]
[ SZAFARSTWA
] [ 1 Koryntian
10:32 ] [ Co nam przyniesie przyszłość? ] [
Wielki
ucisk ] [ Mieszkania w domu Ojca ] [
Pochwycenie
wszystkich prawdziwych wierzących ] [ Charakterystyczne
punkty czasu ] [ Rady dla młodych wierzących – J.N. Darby ] [
Do kogo
należysz? ] [ Pisma Święte – J.N. Darby ] [
KROKI ] [
Narodzenie
Pana Jezusa Chrystusa
] [ Wspaniałe Paradoksy Pisma
Świętego ] [ Bój wiary – AW Pink ] [
Wstaw imię
kapitana! ] [ Jak
stać się prawdziwym Chrześcijaninem? – Otto Heit ] [
Jezus
Chrystus jest Panem! ] [ Na nowo
] [ Świadectwo
nawrócenia x. R. Bennetta
] [ Powierz Panu drogę
swoją a On wszystko dobrze uczyni! ] [ Dar Zbawienia –
świadectwo nawrócenia x. Ch. Chinqui ] [ 5 karciarzy ] [ Życie za życie ] [ Bóg i człowiek w Jednej Osobie ] [
Czy nie ma
balsamu w Gileadzie? ] [ Chrześcijanin a telewizja ] [
„chrześcijańska”
mini-spódniczka ] [ Człowiek pobożny miłuje Słowo Boże ] [
Ten Który
stworzył wszystko ] [ Jesteś pomocą czy przeszkodą? ] [
Krew
Chrystusa – jej wielka wartość – LM Grant ] [
Ojciec i Syn –
odwieczny związek – LM Grant
] [ O uporządkowaniu życia
dzieci Bożych ] [ „Zgubiony! i Znaleziony” – AW Pink ] [
Przedstawiciele
Zgromadzenia Bożego ] [ Zaproszenie dla Chrześcijan: „Przyjdź i zobacz” ] [
„Rozkaz Pana i
argumenty szatana” – CH Mackintosh ] [ „Każdy chrześcijanin ma być
rybakiem ludzi” – Otto Heit
] [ Fizyczne aspekty
śmierci Jezusa Chrystusa ]
[ „Rzut oka na zbory chrześcijan zgromadzających się do
imienia Pana Jezusa Chrystusa” RK Campbell ] [
„Wcielenie
Syna” – WR Dronsfield ] [ „Listy do Młodych Ludzi” – Heijkoop & Dennet
] [ Łaską
zbawieni jesteście ] [ Tak mówi Pan ] * * * * * *
* * * Bardzo pomocnym w codziennym studium Biblijnym
jest kalendarz z codziennym rozważaniem fragmentów Biblii – obecnie najlepszy
na polskim rynku taki kalendarz {Kalendarz
Chrześcijański „Dobre Nasienie”} możesz zakupić pod adresem: RLCh – Rozpowszechnianie
Literatury Chrześcijańskiej
Pod adresem: http://www.DobreNasienie.own.pl/ możesz zamówić bezpłatną subskrypcję treści kartek z tego kalendarza na Twoją skrzynkę poczty elektronicznej! ***
*** *** Jeśli
pragniesz otrzymać bezpłatnie Nowy Testament Pana Jezusa Chrystusa, rozpocząć
regularne poznawanie nauk Pisma Świętego (korespondencyjnie lub spotykając
się z Chrześcijanami), albo masz pytania odnośnie Bożych wymagań względem
Ciebie, możesz się z nami skontaktować, proszę pisz pod adres:
CMS
- Chrześcijańska Misja do Studentów skryt. poczt. nr 328, PL 50-950 Wrocław 2 * * * * * *
* * * kontakt przez internet: http://mat18-20.Jezus.pl/
poczta elektroniczna: mat18_20@wr.onet.pl inne strony internetowe godne polecenia: http://Judy3.own.pl/ http://Chrystus.Jezus.pl/ http://cms.kdm.pl/ http://NowyTestament.own.pl/ http://www.Brzeg.own.pl/ http://www.DobreNasienie.own.pl/ http://www.kki.net.pl/~marnatha
* * * * * *
* * * Kim jesteśmy i w co wierzymy? Zgromadzamy się jako Chrześcijanie, w prostocie tylko do
imienia naszego Pana Jezusa Chrystusa, i nie mamy żadnych denominacyjnych
powiązań (1 Koryntian 1:9-10). Jesteśmy znani jako "bracia", imię
jakiego używał dla nas Sam Pan Jezus (Ew. Łukasza 8:21, Hebrajczyków
2:11-12). Wierzymy, że Biblia jest natchnionym Słowem Bożym (2 Tymoteusza
3:16) w którym On Objawił Siebie i Swoje zamysły - swoim stworzeniom
(Hebrajczyków 4:12-13). Wierzymy że każdy potrzebuje Zbawiciela, i że Biblia
przedstawia Tego Zbawiciela, Pana Jezusa Chrystusa, Który dokonał doskonałego
przebłagania za nasze grzechy na krzyżu Golgoty (Rzymian 3:23, Dzieje Ap.
13:38-39, 1 List Jana 5:12-13). Ponadto, wierzymy, że wszyscy którzy przyjmą
poselstwo Ewangelii są "narodzonymi na nowo" (1 List Piotra 1:23),
zapieczętowanymi przez Ducha Świętego (Efezjan 1:13), członkami Ciała
Chrystusowego (1 Koryntian 12:12-13). Wierzymy, w ponowne przyjście Pana
Jezusa Chrystusa, po Jego Oblubienicę, czyli Zgromadzenie. Jego Powrót może
nastąpić w każdej chwili (1 Tesaloniczan 4:13-18, Efezjan 5:25-27). Oczekując
tej błogosławionej nadziei (Tytusa 2:13), także wierzymy, że największą
potrzebą każdego człowieka i całego świata jest powrót do nauki Słowa Bożego,
przez którą jedynie jest możliwe duchowe przebudzenie (Hebrajczyków 4:12). Głosimy
Chrystusa Ukrzyżowanego za nasze grzechy, Wzbudzonego dla naszego
usprawiedliwienia i Powracającego ponownie w celu zabrania Jego Zgromadzenia
(Kościoła) do domu Ojca (1 Koryntian 15:3, Rzymian 4:25, 1 Tesaloniczan
4:13-17, Ew. Jana 14:1-3, Hebrajczyków 9:24-28).
[ Prosty Boży Plan Zbawienia – F Porter ] [ Czy jesteś narodzony na nowo? – JC Ryle ] [ Przebaczenie Boże KTO GO POTRZEBUJE ... – J. N. Darby ] [ http://www.DobreNasienie.own.pl/ ] inne lubiane przez nas miejsca w sieci: http://www.DobreNasienie.own.pl/ |