Bóg
ma dla Ciebie plan! |
Kto jest prawdziwym Chrześcijaninem Wprowadzenie Prawdziwe
chodzenie śladami Pana Jezusa Chrystusa i droga prawdziwego ucznia Jego
rozpoczyna się wtedy, gdy dany człowiek narodzi się na nowo, gdy mają miejsce
następujące wydarzenia: 1) Gdy
dany człowiek zdaje sobie sprawę z tego, że jest pełen grzechu, zgubiony,
ślepy i nagi przed obliczem Bożym. 2) Gdy
przyznaje, że jest rzeczą niemożliwą, aby mógł samego siebie zbawić poprzez
swój dobry charakter - lub też swoje dobre uczynki. 3) Gdy
wierzy, że Pan Jezus Chrystus umarł na krzyżu jako jego Zastępca. 4) Kiedy
poprzez stanowczą decyzję wiary uznaje i przyjmuje Pana Jezusa Chrystusa jako
swego Jedynego Pana i Zbawiciela. Oto w jaki
sposób człowiek staje się chrześcijaninem, a jest rzeczą niezmiernie ważną,
aby podkreślić to na samym początku. Jest bardzo wielu takich ludzi, którzy
uważają, że człowiek staje się chrześcijaninem poprzez prowadzenie życia po
chrześcijańsku, ale takie twierdzenie się zupełnie nie zgadza z prawdą! Zanim
będziesz w stanie prowadzić chrześcijańskie życie, musisz najpierw stać się
chrześcijaninem. Życie
prawdziwego chrześcijanina, które jest opisane w dalszej części naszych
rozważań, jest życiem ponadnaturalnym. Żaden człowiek martwy duchowo nie
posiada w sobie mocy do tego, aby takie życie, jakie jest typowe dla
prawdziwego chrześcijanina ustawicznie prowadzić. Do tego bowiem jest
potrzebna moc Boża, a moc tę człowiek otrzymać może tylko wtedy gdy się
narodzi na nowo, gdy się narodzi po raz drugi, gdy się narodzi z Boga. Wtedy
bowiem, za sprawą działania Ducha Świętego, wstępuje w takiego człowieka siła
umożliwiająca mu prowadzenie życia w taki sposób, w jaki w nauczaniu Swoim
polecił każdemu człowiekowi Chrystus Jezus, nasz Pan. Zanim więc
będziesz kontynuował czytanie tych rozważań, najpierw zadaj sobie następujące
pytanie: "Czy już się naprawdę narodziłem na nowo? Czy stałem się
prawdziwym dzieckiem Bożym przez wiarę w Pana Jezusa Chrystusa?". Jeżeli
jeszcze nie przeżyłeś narodzenia na nowo, narodzenia z Boga, przyjmij
natychmiast Pana Jezusa Chrystusa jako swojego Pana i Zbawiciela, jeżeli
prawdziwie i szczerze to uczynisz, to zaraz potem jako konsekwencja pojawi
się w tobie niezachwiane, stałe postanowienie bycia posłusznym Panu Jezusowi
Chrystusowi we wszystkim, co rozkazał - i to za wszelką cenę. Jest też
druga możliwość. Jest prawdopodobne, że uważasz się za narodzonego na nowo
człowieka, a mimo to w trakcie czytania tych rozważań stwierdzisz, że pewne
przykazania Pana Jezusa Chrystusa są dla ciebie uciążliwe, niemożliwe do
spełnienia. W takim przypadku wyznaj to Panu Jezusowi Chrystusowi, przyjdź do
Niego i proś aby ci wyjawił twój prawdziwy stan. Jest bowiem poważne
zagrożenie, że tak naprawdę wcale nie jesteś narodzony na nowo, lecz jedynie
błędnie się za takiego uważasz. Czytaj Słowo Boże i w nim szukaj odpowiedzi
na to, jaki jest twój prawdziwy stan. Przeczytaj 7 rozdział Ewangelii
Mateusza, i sprawdź czy też może nie jesteś jednym z tych, którzy tylko
ustami Jezusa Chrystusa nazywają "Panem". Dla prawdziwego
chrześcijanina żadne z Bożych przykazań nie jest w żadnym najmniejszym nawet
stopniu uciążliwe. Jest to jeden z pewnych znaków rozpoznawczych danych nam
przez Boga - jeśli wymagania Chrystusa Jezusa Pana są dla kogoś ciężarem, to
taka osoba z całą pewnością nie jest wolna od grzechów i jest cały czas na
zgubnej drodze i o ile się nie nawróci do Pana Jezusa Chrystusa, i o ile nie
podda się pod Jego władzę i nie przyjdzie na Jego warunkach do Niego po
przebaczenie grzechów, z całą pewnością pójdzie na wieczną zgubę. Te
rozważania są próbą przedstawienia niektórych zasad obowiązujących tych
wszystkich którzy są prawdziwymi chrześcijanami. Wszyscy prawdziwi
chrześcijanie z całą pewnością pragną naśladować Swojego Zbawiciela, według
tego czego uczy Nowy Testament Pana Jezusa Chrystusa. Niektórzy
ludzie - określani przez Biblię jako fałszywi nauczyciele - mimo, że sprawy
te są w jaskrawy sposób widoczne w Słowie Bożym, błędnie uczą, że zasady te
nie są wymagane od każdego kto jest narodzony na nowo, że są zbyt krańcowe,
niewykonalne w praktyce w obecnym wieku "tak skomplikowanych warunków
życiowych, w jakich my żyjemy". Ludzie ci obracają łaskę Bożą w
rozpustę. Duch Święty uzdalnia każdego prawdziwego chrześcijanina do tego,
aby wszystkie zasady zawarte w Słowie Bożym wykonywał całkowicie i bez
jakichkolwiek wyjątków. Natomiast ludzie, którzy tylko przybierają pozór
pobożności, którzy nie narodzili się na nowo, zapierają się mocy, która jest
dostępna dla każdego prawdziwego chrześcijanina. A to, że dziś, w czasach
upadku i powszechnego odstępstwa, Słowa Pana Naszego Jezusa Chrystusa są w
tak wielkiej pogardzie, choć smutne i rozdziera serce, to jednak jest pewnym
dowodem, że wielu jest takich, którzy myślą o sobie jako o chrześcijanach, a
w rzeczywistości w dniu spotkania z Chrystusem Jezusem, Panem naszym, usłyszą
od Niego słowa: "... idźcie precz ode Mnie wy którzy czynicie bezprawie
... nigdy was nie znałem ..." (por. Mateusza 7). Ci obrzydliwi oszuści i
ich ofiary są obecni wśród prawdziwych wierzących, możliwe nawet, że częściej
w wielu zgromadzeniach noszących szyldy chrześcijańskie tak naprawdę jest
odwrotnie, że to prawdziwi chrześcijanie są nikłą garstką wśród fałszywych
martwych wyznawców, mimo, że pozór pobożności chrześcijańskiej jest
zachowany, śpiewane są pieśni o Chrystusie i Jego kosztownym dziele, da się
słyszeć głębokie i poprawne teologicznie modlitwy, opowiadane jest Słowo
Boże, ma miejsce chrzest i wszystko z zewnątrz wygląda prawie tak, jak w
pierwszym wieku. Nie ma chyba nic bardziej zwodniczego niż pozór pobożności
bez mocy Bożego życia w tych, którzy biorą udział w chrześcijańskich
zgromadzeniach. Jeśli więc
myślisz sobie, że jesteś narodzony na nowo, że jesteś na drodze do nieba, a
nie masz potwierdzenia w swoim życiu polegającego na tym, że wszystkie
wymagania Chrystusa Jezusa Pana są przez ciebie bez najmniejszych trudności
miłowane i realizowane, powinieneś zbadać swoje życie, czy nie idziesz drogą
zagłady. Nowy
Testament mówi nam o tym, że "wielu uwierzyło w imię Jego [Pana Jezusa
Chrystusa], widząc cuda, których dokonywał. Ale sam Jezus nie miał do nich
zaufania" (Jana 2:23-24). "Gdy tak mówił, wielu uwierzyło w
niego" (Jana 8:30), równocześnie wiersz 59 pokazuje, że troszkę dalej,
ci sami ludzie chcieli Go ukamienować! Podobną rzecz Duch Święty pokazuje w
Ewangelii Jana 12: "wielu członków Rady uwierzyło (nie tylko "o
Nim", ale „w Niego) i zobaczmy co następuje zaraz potem: "ale gwoli
faryzeuszów nie wyznawali swej wiary, żeby nie zostali wyłączeni z synagogi;
Umiłowali bowiem bardziej chwałę ludzką niż chwałę Bożą" (Jana 12:42,43)
- widać stąd, że możliwe jest, aby nie mieć nic wspólnego ze zbawieniem, nie
mieć nic wspólnego z Chrystusem, być wrogiem Bożym, a mimo to ciągle być
"prawdziwym biblijnym wierzącym w Pana Jezusa Chrystusa"! Widzimy z
Pisma Świętego, że jest wiara zbawiająca i wiara nie zbawiająca. Jeżeli
należysz do osób które myślą o sobie, że mają "zbawiającą wiarę" w
Pana Jezusa Chrystusa, i mówisz sobie w sercu: "Ja wiem, że moja wiara
jest właściwa i zbawiająca: ja ujrzałem siebie jako zgubionego grzesznika,
zdałem sobie sprawę z tego, że nic nie mogę zrobić aby zadowolić Boga i
położyłem całe swoje zaufanie w skończonym, doskonałym dziele
Chrystusa", to chciałbym zwrócić ci uwagę, że serce jest bardzo
zwodnicze (Jeremiasza 17:9), i szatan oszukał wielu (Objawienie 12:9). Wielu
z tych oszukanych jest pewnych tego, czego on ich nauczył. Jeżeli zatem masz
pewność że jesteś na drodze do nieba, a nie widzisz w swoim życiu owoców
prawdziwego życia Bożego, uzewnętrzniającego się przez absolutne
posłuszeństwo we wszystkich szczegółach życia Panu Jezusowi Chrystusowi, to
muszę zwrócić twoją uwagę na to, że wielu, którzy byli równie pewni jak ty,
znajduje się obecnie w piekle. Prawdziwa
zbawiająca wiara w Pana Jezusa Chrystusa, jest wiarą sprawdzoną w świetle
Słowa Bożego. Te rozważania mają pomóc każdemu, który chce sprawdzić swoją
wiarę, czy jest to wiara zbawiająca, która na podstawie doskonałego dzieła
Golgoty jest pewnością nieba i społeczności z Bogiem, czy też jest to wiara
demonów, poparta tylko rzekomymi znakami i cudami, przybierająca tylko pozór
pobożności i nie mająca nic wspólnego z mocą do świętego życia, którą mają
tylko i wyłącznie ci, którzy są zamieszkani przez Wszechmocnego Boga - Ducha
Świętego. Dlatego,
wszystkich czytających zachęcamy razem z apostołami: ...
Poddawajcie samych siebie próbie, czy trwacie w wierze, doświadczajcie
siebie; czy nie wiecie o sobie, że Jezus Chrystus jest w was? ... (2
Koryntian 13:5). Rozdział 1. JAKIM WARUNKOM MUSI ODPOWIADAĆ PRAWDZIWY CHRZEŚCIJANIN Prawdziwe
chrześcijaństwo jest całkowitym oddaniem i poddaniem się Panu Jezusowi
Chrystusowi. Zbawiciel
nie szuka dla swej służby takich mężczyzn, względnie niewiast, którzy by
oddali Mu tylko swoje wolne wieczory albo też swoje weekendy, czy też może
czekali ze służeniem Mu do czasu pójścia na emeryturę. On raczej szuka
takich, którzy by Mu oddali pierwsze miejsce w swoim życiu. Pan Jezus
Chrystus dzisiaj szuka, jak zresztą zawsze szukał, nie tłumów, które by
bezmyślnie kroczyły Jego ścieżką, ale szuka jednostek - takich mężczyzn i
takie niewiasty, których gorąca miłość i ofiarowanie Mu się całym sercem
wynikałoby z faktu, że rozpoznali istotę zagadnienia, a mianowicie iż Pan
Jezus Chrystus pragnie usługiwania tych, którzy by byli gotowi iść Jego
ścieżką wyrzeczenia się samego siebie, jaką On szedł przed nimi. Nic, jak
tylko bezwarunkowe pełne poddanie się Panu Jezusowi Chrystusowi, może być
właściwą odpowiedzią na Jego ofiarę na Golgocie. Poddanie się Chrystusowi
Panu jest najzwyklejszą konsekwencją prawdziwego narodzenia na nowo. Pytanie:
"Panie, co chcesz abym czynił?", jest najzwyklejszym pytaniem,
które mówi człowiek bezpośrednio po ożywieniu z duchowej śmierci. Tak
niepojętej Bożej miłości nie może zaspokoić nic innego, jak tylko oddanie
Panu naszej duszy, ducha i ciała. Naszego życia - wszystkiego. Pan Jezus
Chrystus postawił wielkie wymagania pod adresem tych, którzy by chcieli
zostać Jego uczniami. W dzisiejszej dobie luksusu i wygodnego życia wszystkie
te wymagania zostały w dużej mierze zapomniane. Zbyt często ludzie bezbożni,
którzy myślą o sobie, że są chrześcijanami, patrzą na chrześcijaństwo jako na
ucieczkę od piekła i gwarancję Nieba, a poza tym uważają, że mają wszelkie
prawo cieszyć się najlepszymi rzeczami, które życie może im ofiarować. Wiedzą
oni wprawdzie o tym, że na kartach Biblii zapisane są nader mocne wiersze na
temat naśladowania Pana Jezusa Chrystusa, ale ponieważ przez swą nieprawość
tłumią prawdę, mają trudności w pogodzeniu ich z ich zniekształconymi
pojęciami, czym chrześcijaństwo być powinno. Co prawda
przyjmują to jako oczywisty fakt, że żołnierze oddają swoje życie dla
Ojczyzny i nie widzą w tym nic dziwnego, że np. członkowie różnych zrzeszeń
politycznych oddają swoje życie dla swoich idei. Ale to, że krew, pot i łzy
miałyby charakteryzować życie naśladowcy Chrystusa, wydaje się im jakieś
bardzo odległe i trudne do zrozumienia. A jednak
słowa Pana Jezusa Chrystusa są w tym względzie całkowicie jasne i
wystarczające. Nie można ich inaczej rozumieć, jeśli tylko przyjmie się je
tak, jak są napisane. A oto cechy jakimi charakteryzuje się każdy prawdziwie
narodzony na nowo człowiek, które podał nam sam Zbawiciel świata: 1.
WSZYSTKO PRZEWYŻSZAJĄCE UMIŁOWANIE PANA JEZUSA CHRYSTUSA. "Jeśli
kto idzie do Mnie, a nie ma w nienawiści ojca swego, i matki, i żony, i
dzieci, i braci, i sióstr, a nawet i życia swego, nie może być uczniem
Moim" (Łukasza 14:26). Nie znaczy to oczywiście, aby kiedykolwiek ktoś
miał mieć w sercu swoim w stosunku do najbliższych jakieś uczucie wrogości,
ale że prawdziwy chrześcijanin cechuje się miłością w stosunku do Chrystusa,
która jest tak wielka, że miłość do innych ludzi w porównaniu z miłością do
Niego wygląda tak jak gdyby była nienawiścią. Właściwie najtrudniejszą
cząstką tego wiersza jest wyrażenie: "...a nawet i życia swego".
Miłość samego siebie jest jedną z największych przeszkód, aby stać się
prawdziwym chrześcijaninem. Na właściwym miejscu, na którym Pan Jezus
Chrystus chce nas mieć, możemy znaleźć się dopiero wtedy, gdy jesteśmy gotowi
życie nasze złożyć w ofierze dla Niego. 2.
ZAPARCIE SIĘ SAMEGO SIEBIE. "Jeśli
kto chce iść za Mną, niech się zaprze siebie samego" (Mateusza 16:24).
Zaparcie się samego siebie nie jest tym samym co panowanie nad sobą. To
ostatnie oznacza wyrzeczenie się pewnych pokarmów, przyjemności albo czegoś z
naszych dóbr. Zaparcie się samego siebie oznacza zaś tak całkowite poddanie
się władzy Chrystusa, że nasze "ja" nie posiada więcej żadnego
prawa ani autorytetu. Oznacza to, że nasze "ja" abdykuje i schodzi
z tronu i zaczyna słuchać we wszystkim Chrystusa Jezusa mając Go za Pana.
Ktoś gdzieś wyraził to tak: "Panie, spraw, abym nie miał własnej woli, a
także abym szczęścia w najmniejszym nawet stopniu nie uzależniał od
czegokolwiek, co mogłoby mi przypaść w udziale na podstawie działania
czynników zewnętrznych, ale abym mógł znaleźć je całkowicie w poddaniu się
Twojej woli". 3.
ŚWIADOME WYBRANIE KRZYŻA. "Jeśli
kto chce iść za Mną, niech się zaprze samego siebie i weźmie krzyż
swój..." (Mateusza 16:24). Krzyż nie jest tylko jakąś cielesną
słabością, kłopotem, czy bólem serca. Te rzeczy przypadają w udziale
wszystkim ludziom. Krzyż jest drogą życia, którą człowiek świadomie wybiera.
Jest to ścieżka, która, jeśli chodzi o ten świat, wyraźnie charakteryzuje się
brakiem sławy i pohańbieniem. Krzyż symbolizuje ową hańbę, prześladowanie i
poniżenie, które świat wylał w takiej obfitości na Świętego i Wiecznego Syna
Bożego, i które świat w dalszym ciągu będzie wylewał na tych wszystkich,
którzy odważą się popłynąć we właściwym kierunku, mimo że wszyscy w buncie
przeciw Bogu płyną pod prąd. Każdy człowiek myślący o sobie, że jest
chrześcijaninem, może uniknąć krzyża, jeśli po prostu się podda i przypodoba
temu światu i jego drogom, jeśli razem ze światem będzie płynął pod prąd w
buncie przeciwko Bogu. Ponieważ Pan Jezus Chrystus powiedział: "Kto nie
dźwiga krzyża swojego, a idzie za Mną, nie może być uczniem Moim"
(Łukasza 14:27), a w Dziejach 11:26 jest powiedziane: "w Antiochii
nazwano po raz pierwszy uczniów chrześcijanami". Nie jest
chrześcijaninem ktoś kto nie dźwiga krzyża, a jedynie na ustach ma imię Pana
Jezusa Chrystusa. 4. ŻYCIE
SPĘDZONE W NAŚLADOWANIU CHRYSTUSA. "Jeśli
kto chce iść za Mną, niech się zaprze samego siebie, i niech weźmie krzyż
swój, i niech idzie za Mną" (Mateusza 16:24). Aby to zrozumieć, człowiek
musi zadać sobie po prostu pytanie: "Co charakteryzowało życie Pana
Jezusa Chrystusa?" Było to życie polegające na posłusznym poddaniu się
woli Bożej. Było to życie spędzone w mocy Ducha Świętego. Było to życie
zupełnie pozbawione egoizmu, poświęcone służbie innym. Było to życie, w
którym objawiała się cierpliwość i znoszenie cierpień w milczeniu - w obliczu
największego zła i najgłębszych krzywd. Było to życie pełne zapału,
ofiarowania bez reszty swych sił, kontroli nad samym sobą, pokory,
usłużności, wierności i pełni oddania. (Patrz List do Galacjan 5:22,23). Aby
być prawdziwymi Jego uczniami, musimy chodzić tak, jak On chodził. Wtedy
uspokoimy serce swoje i będziemy mieć pewność, że jesteśmy na drodze do
nieba. Musimy objawiać w naszym życiu owoce pełnego podobieństwa do Chrystusa
Pana (Jana 15:8). 5. GORĄCE
UMIŁOWANIE TYCH, KTÓRZY SĄ WŁASNOŚCIĄ PANA JEZUSA CHRYSTUSA. "Z
tego poznają wszyscy, że jesteście Moimi uczniami, jeśli miłość mieć
będziecie ku sobie wzajemnie" (Jana 13:35). Jest to tego rodzaju miłość,
która uważa innych za lepszych od siebie, która przykrywa mnóstwo grzechów,
która jest cierpliwa i uprzejma, która nie czyni nic nieprzystojnego, nie
szuka swego, nie jest porywczą, nie myśli złego, nie raduje się z
niesprawiedliwości, ale się raduje z prawdy, która wszystko pokrywa,
wszystkiemu wierzy, wszystkiego się spodziewa, wszystko znosi (l Koryntian
13:4-7). Każdy narodzony na nowo człowiek ma w sobie taką miłość - ponieważ
to Duch Święty ją tam umieścił. Jeśli ktoś nie ma takiej miłości, pozostaje w
śmierci i jest dalej na drodze zagłady a jego zguba nie drzemie, ponieważ jak
mówi 1 Jana 3:14, "wiemy, że przeszliśmy ze śmierci do życia, bo
miłujemy braci; kto nie miłuje, pozostaje w śmierci". Bez takiej miłości
naśladowanie Pana Jezusa Chrystusa byłoby tylko zimnym, zamkniętym w ramach
suchych reguł religijnych ascetyzmem. 6.
WYTRWANIE W JEGO SŁOWIE BEZ ZBACZANIA ANI NA LEWO, ANI NA PRAWO. "Jeśli
wy zostaniecie w Słowie Moim, prawdziwie uczniami Moimi będziecie" (Jana
8:31). Prawdziwego Chrześcijanina cechuje wytrwałość, cierpliwość i stałość.
"A to, które padło na dobrą ziemię, oznacza tych, którzy szczerym i
dobrym sercem usłyszawszy słowo, zachowują je i w wytrwałości wydają
owoc" (Łukasza 8:15). Pan Jezus Chrystus wie, którzy są Jego i do nich
powiedział: "Nie wy mnie wybraliście, ale Ja was wybrałem i
przeznaczyłem was, abyście szli i owoc wydawali i aby owoc wasz był
trwały" (Jana 15:16), każdy kto jest narodzony na nowo z całą pewnością
wytrwa do końca w niezachwianej ufności, i nie wpadnie ani w liberalizm ani w
fanatyzm, ani w rytualizm, ani formalizm. Natomiast żaden z tych, którzy nie
są narodzeni na nowo, nie wytrwa, ponieważ nie ma takiej możliwości. Tylko
ci, którzy są zbawieni wytrwają do końca, ponieważ stali się uczestnikami
Chrystusa, i dlatego aż do końca zachowają niewzruszoną ufność jaką mieli od
początku (Hebrajczyków 3:14). Aby być prawdziwym uczniem, trzeba być
wytrwałym. Ach, jakżeż łatwo jest dobrze rozpocząć, z płomiennym entuzjazmem,
ale próbą, wykazującą rzeczywistość przeżycia nowego narodzenia z Boga - jest
wytrwanie aż do końca. Ani jeden przewrotny, ani jeden pies, nie ma żadnej
obietnicy że będzie zbawiony.
"Żaden, który by przyłożył rękę swoją do pługa i oglądał się
wstecz, nie nadaje się do Królestwa Bożego" (Łukasza 9:62). Tu nie
wystarczy chwilowe, okresowe tylko w formie wybuchowej objawiające się
posłuszeństwo Słowu Bożemu. Nie wystarczy obmycie świni z błota. Tak długo,
jak nie nastąpi narodzenie na nowo, tak długo jak nie umrze świnia, nie
urodzi się owca, tak długo nie ma żadnej szansy na to, aby powstrzymać kogoś
od tarzania się w błocie nieposłuszeństwa. Pan Jezus Chrystus chce mieć
takich, którzy by szli za Nim w ustawicznym, pozbawionym krnąbrności, nie
zadającym pytań pełnym posłuszeństwie. 7.
OPUSZCZENIE WSZYSTKIEGO, ABY IŚĆ W ŚLAD ZA CHRYSTUSEM JEZUSEM PANEM. "Tak
i każdy z was, kto by się nie wyrzekł wszystkich majętności swoich, nie może
być uczniem Moim" (Łukasza 14:33). To może jest jednym z najbardziej
niepopularnych warunków stawianych przez Chrystusa Jezusa Pana ludziom,
którzy chcą zostać uczniami Chrystusa bez narodzenia na nowo. Za sprawą
fałszywych, martwych wyznawców i prowadzących ich fałszywych nauczycieli
obracających łaskę Bożą w rozpustę, wiersz ten został uczynionym najbardziej
niepopularnym wierszem całej Świętej Biblii. Sprytni teologowie mogliby ci
podać tysiąc przyczyn, dla których wiersz ten nie ma jakoby oznaczać tego, co
mówi, ale prawdziwe dzieci Boże, w prostocie przyjmują go z radością,
domyślając się, że Pan Jezus Chrystus dokładnie Sobie zdawał sprawę z tego,
co mówił. A co to znaczy: wszystko opuścić? To porzucenie wszystkich materialnych
dóbr i wszystkiego tego, co nie jest koniecznie potrzebne dla podtrzymania
życia, a co można by użyć dla rozszerzania Ewangelii. Ten, który wszystko
porzuca, nie staje się bezczynnym włóczęgą. Wręcz przeciwnie: pracuje pilnie,
ażeby zaspokoić zarówno swoje bieżące potrzeby, jak i swej rodziny. Ale od
chwili gdy najwyższym celem jego życia stało się krzewienie i rozszerzanie
Ewangelii Chrystusowej, wszystko, cokolwiek mu zbywa ponad najkonieczniejsze
bieżące potrzeby, inwestuje niejako w pracy Pańskiej, pozostawiając
przyszłość w rękach Boga. Człowiek posiadający życie z Boga, wierzy, że
szukając na pierwszym miejscu Królestwa Bożego i Jego sprawiedliwości, nigdy
nie będzie odczuwał braku odzieży albo żywności. Nie może się zdobyć na to,
ażeby świadomie zatrzymywać w swoich rękach zbędne pieniądze lub
oszczędności, gdy dusze giną z powodu braku Ewangelii. Nie chce zmarnować
swego życia na gromadzeniu ziemskich "bogactw", które wpadną w ręce
diabła w momencie, gdy Chrystus Pan powróci po swoich świętych. Chce
natomiast być posłusznym wskazówce Pana Jezusa Chrystusa, Który rozkazał, aby
nie składać sobie skarbów na ziemi. Porzucając wszystko, ofiarowuje Panu
Jezusowi wszystkie te rzeczy, których i tak nie jest w stanie utrzymać, a
które przestał miłować. Tak więc
przedstawiliśmy w siedmiu punktach warunki, które spełnić musi każdy
prawdziwy uczeń Chrystusa, które z radością realizuje każde prawdziwe dziecko
Boże. Są one jasne i nieodwołalne. Autor tych słów zdaje sobie sprawę, że
przedstawiając tych siedem punktów, samego siebie potępił jako
niepożytecznego sługę. Ale czyż prawda Boża miałaby na zawsze być przykrywana
i zaciemniana dlatego, że lud Boży zawodzi? Czyż nie jest prawdą, że
poselstwo jest zawsze większe od posła, który je przynosi? Czyż nie jest rzeczą
właściwą, aby Bóg był Prawdziwy, a każdy człowiek kłamcą? Czy nie powinniśmy
być gotowi powiedzieć Bogu: "Niech Twoja wola się stanie chociażby
kosztem mojego zginienia"? Wyznając
błędy popełnione w przeszłości, odważnie stańmy twarzą w twarz z żądaniami,
jakie Chrystus Pan wysuwa pod naszym adresem i starajmy się od tego momentu
być godnymi i prawdziwymi uczniami naszego uwielbionego Pana. Rozdział 2 WYRZECZENIE SIĘ WSZYSTKIEGO "Tak
i każdy z was, kto by się nie wyrzekł wszystkich majętności swoich, nie może
być uczniem moim" (Łukasza 14,33). Aby być
prawdziwym Chrześcijaninem, uczniem Pana Jezusa Chrystusa nie tylko z nazwy,
człowiek musi wyrzec się wszystkiego. Takie bez wątpienia znaczenie mają
słowa naszego Pana i Zbawiciela. A chociażby ktoś miał nie wiem jak wielkie
zastrzeżenia do takiej "krańcowości" w tym, czego żąda nasz Pan,
bez względu na to, jak bardzo by jakiś cielesny, religijny i martwy duchowo
człowiek się buntował przeciwko takiej "niemożliwości", przeciwko tak
bardzo "niemądremu" podejściu do tego zagadnienia, pozostaje
faktem, iż takie jest Słowo naszego Pana, a On z całą pewnością wiedział co
mówi. Na samym
początku powinniśmy stanąć twarzą w twarz z następującymi prawdami, których
nie da się ugiąć ani złamać: a) Pan
Jezus Chrystus tego żądania nie wysunął tylko pod adresem pewnego specjalnie
wybranego rodzaju pracowników Chrystusowych, ale powiedział: "Tak i
każdy z was..." b) On nie
powiedział, że musimy być gotowi wszystko pozostawić. On powiedział:
"Tak i każdy z was, kto by się nie wyrzekł..." c) Nie
powiedział, że musimy porzucić i wyrzec się
tylko części naszego majątku. Powiedział wyraźnie: "...kto by się
nie wyrzekł wszystkich majętności swoich". d) Pan nie
powiedział, jakoby istniała możliwość, aby ktoś mógł być w takiej jakiejś
rozwodnionej formie chrześcijaninem, a więc Jego uczniem i jednocześnie
pozostawać właścicielem "swoich" skarbów. Pan Jezus Chrystus
wyraźnie powiedział: "...nie może być uczniem Moim". Jeśli
chodzi o ścisłość nie możemy się dziwić, że Pan Jezus stawia pod naszym
adresem tak wyraźne i krańcowe żądanie, gdyż nie jest to jedyne tego rodzaju
postawienie sprawy w Świętej Biblii. Czyż Pan
Jezus Chrystus nie powiedział na innym miejscu: "Nie skarbcie sobie
skarbów na ziemi, gdzie mól i rdza niszczy i gdzie złodzieje podkopują i
kradną, ale skarbcie sobie skarby w niebie"? (Mateusza 6:19,20). Bardzo
słusznie wyraził się Wesley mówiąc: "Ten, który gromadzi skarby na ziemi
popełnia zbrodnię tak wyraźnie zabronioną przez naszego Mistrza, jak i ten co
cudzołoży albo morduje". Czyż Pan
Jezus Chrystus nie powiedział: "Sprzedawajcie majętności swoje i
dawajcie jałmużnę"? (Łukasza 12:33). Czyż nie
polecił młodemu "poszukiwaczowi życia wiecznego" aby uczynił
następującą rzecz: "...wszystko co masz sprzedaj i rozdaj ubogim, a
będziesz miał skarb w niebie; i przyjdź tu i chodź za Mną"? (Łukasza
18:22). Jeśli Pan
Jezus Chrystus nie Miał na myśli tego, co powiedział, to cóż właściwie Miał
na myśli? Czyż nie
jest to prawdą o pierwszych wierzących we wczesnych dziejach Zgromadzenia, że
oni: "...posiadłości i majętności sprzedawali i rozdzielali je
wszystkim, jak komu było potrzeba"? (Dzieje 2:45). A czyż nie
jest to prawdą, że wielu świętych Pańskich na przestrzeni wieków porzuciło
dosłownie wszystko, aby iść w ślad za Panem Jezusem Chrystusem? Anthony
Norris Groves i jego żona, jedni z pierwszych misjonarzy w Bagdadzie, w
wyniku prawdziwego nawrócenia do Pana Jezusa Chrystusa, doszli do
przekonania, że muszą przestać składać skarby tutaj na ziemi i że powinni
poświęcić wszystko - całą swoją majętność i całe swoje poważne dochody -
pracy Pańskiej. Poglądy Grovesa na ten temat ujęte są w jego książeczce pt.
"Chrześcijańskie oddanie się". C. T.
Studd zdecydował się oddać cały swój majątek Panu Jezusowi Chrystusowi i skorzystać
ze złotej sposobności, która mu się nadarzyła, aby zrobić to, czego ów
"młody poszukiwacz życia wiecznego" nie chciał zrobić. Było to po
prostu posłuszeństwo stwierdzeniom Słowa Bożego, które zostały podane nam
"czarno na białym". Gdy rozdał wiele tysięcy na sprawę Pańską,
zarezerwował jeszcze 3.400 funtów dla swojej co dopiero poślubionej małżonki.
Ale ona nie chciała, aby jej mąż ją prześcignął w czymkolwiek.
"Karolu" zapytała go, "co Pan Jezus rozkazał owemu młodemu
poszukiwaczowi życia wiecznego?" "Aby wszystko sprzedał" -
odpowiedział. "Skoro
tak", rzekła jego małżonka, "to rozpoczniemy nasze życie małżeńskie
czystym rachunkiem z naszym Panem Jezusem". I natychmiast pieniądze te
poszły na misje chrześcijańskie. Niewierne,
przewrotne serca, mówią swoim właścicielom, że byłoby rzeczą niemożliwą
dosłownie brać słowa naszego Pana, bo gdybyśmy wszystko porzucili,
umarlibyśmy z głodu. Przecież jest rzeczą konieczną, aby przygotować naszą
przyszłość i przyszłość naszych ukochanych! A gdyby każdy chrześcijanin
wszystko porzucił, to któż by finansował dzieło Pańskie? A gdyby nie było też
i kilku bogatych chrześcijan, to któż by tym wyższym klasom ludzkości
kiedykolwiek mógł zanieść Ewangelię? A tak jeden rzekomo słuszny argument za
drugim płyną w prędkim następstwie, a wszystko tylko w tym celu, aby
udowodnić, że Pan Jezus Chrystus w żadnym wypadku nie mógł mieć na myśli
tego, co właśnie wypowiedział. Faktem
jednak w tej całej sprawie pozostaje, że posłuszeństwo w stosunku do rozkazu
Pańskiego jest najbardziej trzeźwą i najmądrzejszą rzeczą w życiu, i jedyną,
która prawdziwie przynosi głęboką radość. Świadectwo Słowa Bożego i
doświadczenie udowadniają, że nie było takiego człowieka, który by żyjąc
ofiarnie dla Chrystusa Pana, kiedykolwiek cierpiał biedę. Gdy człowiek jest
posłuszny Bogu, wówczas Pan Jezus Chrystus Sam się nim opiekuje. Człowiek,
który wszystko porzuca, aby iść w ślad za Chrystusem, nie jest jakimś
włóczącym się biedakiem, który oczekuje na wsparcie ze strony
współchrześcijan. Po
pierwsze, jest pracowity. Pracuje pilnie, aby zaspokoić swoje bieżące
potrzeby, a także potrzeby swojej rodziny. Po drugie,
jest oszczędny. Żyje jak najbardziej ekonomicznie, aby wszystko co pozostaje
po pokryciu najkonieczniejszych potrzeb, mogło zostać ofiarowane dla sprawy
głoszenia Ewangelii - dla sprawy Pańskiej. Jest też
przewidujący: zamiast gromadzić bogactwa na ziemi - gromadzi swoje skarby w
Niebie. Przyszłość
składa w ręce Boga. Zamiast poświęcenia najlepszej cząstki swojego życia w
celu zbudowania ogromnych i zbędnych rezerw przewidzianych dla zabezpieczenia
starczego wieku, oddaje to co ma najlepszego i najlepsze swe lata służbie
Chrystusa i Jemu poleca swą przyszłość. Wierzy, że
jeśli będzie szukał na pierwszym miejscu Królestwa Bożego i Jego Sprawiedliwości,
to nigdy nie będzie mu brakowało żywności ani odzieży (Mateusza 6:33). Takiemu
człowiekowi wydaje się rzeczą zupełnie niezrozumiałą nagromadzenie bogactw
"na czarną godzinę". On argumentuje w ten sposób: 1.
Prawdziwy chrześcijanin nie może świadomie gromadzić jakichś dodatkowych
kapitałów, ponieważ pieniądze te mogłyby być właśnie teraz użyte dla
zbawienia dusz. "A kto ma dostatek w świecie i widzi, że brat jego jest
w potrzebie, a zamyka serce swoje przed nim, jakże przebywa w nim miłość
Boża?" (l Jana 3:17). Każdy
prawdziwy chrześcijanin ma w pamięci przykazanie: "Miłuj bliźniego twego
jak siebie samego" (3 Mojżesza 19:18). Czyż można by o kimś prawdziwie
powiedzieć, że miłuje swego bliźniego jak siebie samego, gdy pozwala mu
umierać z głodu, podczas gdy sam ma dosyć, nawet więcej niż mu potrzeba? Pozwólcie,
że zaapeluję do wszystkich tych, którzy twierdzą o sobie że doświadczyli
radości poznania Pana Jezusa Chrystusa i Jego niepojętego daru i zapytam: Czy
zamienilibyście tę znajomość na sto światów? Jeśli tak - to wtedy znaczy to
że tak naprawdę jeszcze wcale nie poznaliście Pana Chwały. A jeśli nie - to
nie zatrzymujcie dla siebie środków materialnych, przy których pomocy inni
mogliby otrzymać tę uświęcającą znajomość i niebiańską pociechę. 2. Jeśli
ktoś naprawdę wierzy, że przyjście Chrystusa Pana po swoich (Jana 14:1-3)
jest bardzo bliskie, będzie chciał pieniądze swoje użyć natychmiast. W
przeciwnym bowiem razie zachodzi niebezpieczeństwo, że pieniądze te wpadną w
ręce diabła, a mogły być przecież użyte dla wiecznego błogosławieństwa. 3. Żaden
prawdziwy chrześcijanin nie mógłby z czystym sumieniem modlić się i prosić
Pana Jezusa Chrystusa, ażeby dał środki finansowe na pracę Pańską, podczas
gdy sam ma pieniądze, których nie chce ofiarować na tenże cel. Poświęcanie
wszystkiego dla Chrystusa Pana chroni prawdziwie narodzonych na nowo ludzi
przed obłudą w modlitwie. 4. Jakże
moglibyśmy nauczać innych całej rady Bożej, gdyby były pewne dziedziny
prawdy, takie jak i ta sprawa materialnych dóbr i ich porzucenia, których
byśmy nie wykonali i w których sami nie bylibyśmy posłuszni? W takim wypadku
nasze życie zamykałoby nam usta. Dlatego każdy prawdziwy chrześcijanin,
człowiek obmyty i oczyszczony świętą krwią Pana Jezusa Chrystusa -
doskonałego Baranka Bożego, prawdziwie jest posłuszny Panu Jezusowi
Chrystusowi we wszystkim jako Jedynemu Władcy i Rozkazującemu. 5. Chytrzy
ludzie tego świata odkładają na bok duże rezerwy na przyszłość, ale to nie
jest chodzenie wiarą, lecz widzeniem. Każdy prawdziwy Chrześcijanin natomiast
jest powołany do życia w zależności od Boga. Jeśli ktoś składa skarby na
ziemi, czymże się różni od tego świata i jego zwyczajów, taka osoba nie ma w
swym zachowaniu nic z charakteru Chrystusa? Bardzo
często od zwodzicieli i oszustów religijnych słyszy się głosy, że musimy
przygotowywać środki potrzebne dla zapewnienia przyszłości członkom naszych
rodzin, w przeciwnym bowiem wypadku bylibyśmy gorsi od niewierzących. Na
poparcie tych poglądów przytacza się dwa wiersze: "...nie
dzieci bowiem winne skarby gromadzić dla rodziców, ale rodzice dla
dzieci" (2 Koryntian 12:14). "A
jeśli kto o swoich, a nade wszystko o domowników nie ma starania, ten zaparł
się wiary i jest gorszy od niewiernego" (l Tymoteusza 5:8). Cóż za
przewrotna obłuda kieruje tymi kłamcami! Staranne przestudiowanie tych
wierszy pokazuje nam wyraźnie, że mówią one o obecnych, natychmiastowych
potrzebach, a nie o jakimś zabezpieczeniu przed PRZYSZŁYMI
NIEBEZPIECZEŃSTWAMI. W
pierwszym wierszu Paweł używa ironii. On jest ojcem, a Koryntianie są jego
dziećmi. On nie obciążał ich finansowo, jakkolwiek miał jako sługa Pański
pełne po temu prawo. Przecież był ich ojcem we wierze, a rodzice przeważnie
dla dzieci skarbią, a nie na odwrót. Nie ma tutaj w ogóle mowy o tym, aby
rodzice mieli składać coś na przyszłość swym dzieciom. Cały ten fragment mówi
o zaspokajaniu bieżących potrzeb Pawła, a nie potrzeb, które mogłyby
zaistnieć w przyszłości. W l
Tymoteusza 5:8 apostoł omawia sprawę opieki nad biednymi wdowami. Podkreśla,
że ich krewni są odpowiedzialni za opiekę nad nimi. Jeśli zaś wierzące wdowy
nie posiadają krewnych, albo jeśli ci krewni nie wywiązują się ze swoich
obowiązków w wyniku swojej bezbożności, wówczas miejscowy zbór powinien się
nimi zaopiekować. Ale i tutaj jest mowa o bieżących potrzebach, a nie o
przyszłych koniecznościach. Ideałem Bożym jest staranie się członków Ciała
Chrystusowego o konieczne potrzeby swoich współwierzących. Apostoł
Paweł pisze takie słowa: "Albowiem nie, aby inni mieli ulgę, a wy
obciążenie, ale ażeby dla równości teraz wasza obfitość ulżyła ich
niedostatkowi. Aby też i ich obfitość kiedyś ulżyła waszemu niedostatkowi,
żeby się stała równość. Jak napisano: kto wiele zebrał, nie miał nazbyt, a
kto mało nie miał niedostatku" (2 Koryntian 8:13-15). Człowiek,
który czuje się zobowiązanym, aby zaopatrzyć się na przyszłość, z
konieczności stoi przed bardzo trudnym problemem; nigdy nie wie, ile mu w
przyszłości będzie potrzeba. Dlatego też spędza całe życie w gonitwie za
fortuną, za majątkiem, za nieokreśloną ilością pieniędzy, a jednocześnie
traci swój przywilej, aby to, co ma najlepszego, swoje najlepsze lata oddać
Panu Jezusowi Chrystusowi. A wreszcie zbliża się do końca swojego
zmarnowanego życia i stwierdza, że wszystkie jego potrzeby byłyby i tak zaspokojone,
gdyby żył całym sercem dla Pana Jezusa Chrystusa - gdyby tylko poznał Go jako
Swojego Króla i Zbawiciela. Gdyby
wszyscy ludzie, mieniący się chrześcijanami, brali słowa Pana Jezusa
Chrystusa dosłownie, wówczas w pracy Pańskiej nie zabrakłoby środków
finansowych. Ewangelia wychodziłaby ze wzmocnioną potęgą i w jeszcze większym
rozmiarze. Jeśliby zaś jakiś uczeń miał jakąś potrzebę, byłoby to radością
dla innych uczniów Pańskich dzielić się z nim wszystkim, co stałoby do ich
dyspozycji. Jeśli się
mówi, że bogatych ludzi może pozyskać tylko ktoś bogaty z pomiędzy
chrześcijan, to jest to oczywiście absurd. Duch Święty bardzo dokładnie
pokazuje w Biblii, że Paweł Apostoł osiągnął dwór cezara, chociaż był tylko
więźniem (Filipian 4:22). Jeśli tylko jesteśmy Bogu posłuszni, możemy
najzupełniej zaufać, że On zajmie się wszystkimi szczegółami. Przykład
Pana Jezusa Chrystusa powinien być decydującym i kończącym dyskusję w tej
sprawie. "Sługa nie jest ponad mistrza swojego". George Muller tak
się wyraził: ,,Nie bardzo przystoi słudze, aby się starał być bogatym,
wielkim i czczonym w tym świecie, podczas gdy jego Pan był biedny, ubogi i
pogardzany”. A oto co
pisze inny brat: "Cierpienia Chrystusa między innymi zawierały także
element ubóstwa. Czytamy o tym w 2
Koryntian 8:9. Rzecz jasna - ubóstwo nie oznacza z konieczności chodzenia w
łachmanach i w brudzie, ale bez wątpienia oznacza to, że nie posiadamy
żadnych rezerw i żadnych środków po temu, aby żyć w luksusie. Mniej więcej
przed trzydziestu laty Andrzej Murray wskazał, że Jezus Chrystus, Pan nasz i
Jego apostołowie, w żaden sposób nie byliby w stanie wykonać dzieła, które
stało przed nimi, gdyby nie byli rzeczywiście ubogimi. Ten, który pragnie
podnieść drugiego, musi się pochylić, jak to uczynił Samarytanin. A ogromna
część ludzkości zawsze była i jeszcze teraz pozostaje biedna. Ludzie
podkreślają, że są pewne materialne posiadłości, które są konieczne dla
codziennego życia rodzinnego. To jest prawdą. Inni znów
twierdzą, że wierzący chrześcijańscy kupcy muszą mieć pewną ilość kapitału,
ażeby w obecnej dobie móc prowadzić swój uczciwy interes. To także jest
prawda. Inni znowu
twierdzą, że Są inne dobra materialne, jak np. samochody, które mogą być
użyte dla chwały Bożej - i to jest prawda. Ale poza
tymi słusznymi koniecznościami, chrześcijanin winien żyć bardzo oszczędnie i
ofiarnie, aby móc przyczynić się do rozpowszechnienia Ewangelii. Jego hasłem
powinno być: "Pracuj wytrwale i pilnie. Zużywaj mało, dawaj dużo, a
wszystko to dla Chrystusa Pana" [ANGroves]. Każdy z
nas jest odpowiedzialny przed Bogiem za to, co uważa za porzucenie
wszystkiego. Tutaj nie może jeden wierzący ustanawiać przepisów dla drugiego.
Każdy człowiek musi działać według własnego sumienia, jako stojący przed
obliczem Pana Jezusa Chrystusa. Jest to rzecz ogromnie ważna i bardzo
osobista. Jeśli w
wyniku takiego poruszenia serca człowieka wierzącego, Pan Jezus Chrystus
doprowadzi go do stopnia poświęcenia się, który mu był dotąd zupełnie
nieznany, to nie ma tutaj miejsca dla jakiejś osobistej pychy. Żadna ofiara,
jaką możemy ponieść, nie stanowi ofiary naprawdę godnej wzmianki, jeśli ją
oglądać będziemy w świetle Golgoty. A zresztą, dajemy naszemu Panu Jezusowi
Chrystusowi to, czego i tak zatrzymać nie jesteśmy w stanie, a co
przestaliśmy miłować. Nie jest głupcem ten, kto daje to, czego zachować nie
może, aby zdobyć to, czego nie może utracić. Rozdział 3 CO PRZESZKADZA CZŁOWIEKOWI W TYM, ABY STAĆ SIĘ PRAWDZIWYM CHRZEŚCIJANINEM? Każdy
człowiek pragnący stać się prawdziwym chrześcijaninem, czyli uczniem
Chrystusa Pana, może być całkowicie pewny, że otworzy się przed nim cały
szereg dróg ucieczki od właściwego spełniania obowiązków. Będzie miał wiele
sposobności do cofnięcia się. Odezwą się rozmaite inne głosy, które go będą
namawiały do ucięcia chociaż centymetra ze swego krzyża. Dwadzieścia
legionów demonów stoi w pogotowiu, aby go odwieść od ścieżki wyrzeczenia się
samego siebie. W
opowiadaniu o trzech kandydatach na uczniów, którzy pozwolili innym głosom
zwyciężyć nad głosem Chrystusa Pana, znajdujemy znamienne ilustracje tego
faktu. "A
stało się, gdy oni szli, że w drodze rzekł ktoś do Niego: Pójdę za Tobą,
dokądkolwiek pójdziesz, Panie! I rzekł mu Jezus: lisy mają jamy i ptaki
niebieskie gniazda, ale Syn człowieczy nie ma, gdzie by głowę skłonił. I
rzekł do drugiego: pójdź za Mną! Ale on rzekł: Panie, pozwól mi pierwej
odejść i pogrzebać ojca mego. Ale mu Jezus rzekł: niechaj umarli grzebią
umarłych swoich, a ty poszedłszy opowiadaj królestwo Boże. Rzekł też i drugi:
pójdę za tobą, Panie! Ale mi pierwej pozwól pożegnać się z tymi, którzy są w
domu moim. Rzekł do niego Jezus: żaden, który by przyłożył rękę swoją do
pługa i oglądał się wstecz, nie nadaje się do królestwa Bożego" (Łukasza
9:57-62). Trzech
ludzi, których imion nie znamy, stanęło twarzą w twarz z Panem Jezusem
Chrystusem. Odczuli w sercu potrzebę pójścia za Nim. Pozwolili jednak innym
wpływom stanąć pomiędzy ich duszami, a całkowitym poddaniem się i
poświęceniem Panu Jezusowi Chrystusowi. Pogardzili zbawieniem i Zbawicielem,
znieważyli Ducha Świętego, obrawszy swoje własne drogi wiodące na wieczną
zgubę, do wiecznych płomieni należnych każdemu grzesznikowi. Pierwszy z
nich w entuzjastyczny sposób zaofiarował się dobrowolnie iść za Panem Jezusem
Chrystusem, gdzie by tylko On poszedł. "Pójdę za Tobą dokądkolwiek
pójdziesz, Panie". Żadna cena nie miała być za wielka. Żaden krzyż za
ciężki. Żadna ścieżka za stroma. Odpowiedź
Zbawiciela na pierwszy rzut oka zdaje się nie mieć żadnego związku z tą,
płynącą z chętnego serca ofertą pierwszego kandydata na chrześcijanina. Pan
Jezus Chrystus powiedział: "Lisy mają jamy, a ptaki niebieskie gniazda,
ale Syn Człowieczy nie ma, gdzie by głowę skłonił". A jednak odpowiedź
Pańska była bardzo na miejscu, bardzo właściwa. Pan Jezus Chrystus powiedział
innymi słowy następującą rzecz: "Ty twierdzisz, że jesteś chętny iść za
Mną, gdziekolwiek bym poszedł - ale czy jesteś gotowy obejść się bez
materialnych wygód życia? Lisy mają więcej wygód tego świata aniżeli Ja.
Ptaki mają gniazda, które mogą nazywać własnymi, ale Ja jestem bezdomnym
wędrowcem na tym świecie, który uczyniły Moje ręce. Czy jesteś gotowy
poświęcić bezpieczeństwo twego domu i iść za Mną? Czy jesteś gotowy pozbyć
się wszelkich wygód życia, do których wydaje ci się że masz pełne prawo, w
celu służenia Mi bez reszty?" Okazało
się, że ten człowiek nie był gotowy tego uczynić, ponieważ więcej już na
stronicach Pisma Świętego o nim nie czytamy. Jego miłość do ziemskich wygód
okazała się większą, aniżeli poświęcenie dla Chrystusa Pana, wolał pozyskać
dla siebie na krótką chwilę kawałek świata, i dlatego szkodę poniósł na
swojej duszy. Drugi
kandydat na chrześcijanina nie był ochotnikiem, tak jak pierwszy. Raczej
powołał go sam Zbawiciel i Pan nasz Jezus Chrystus, aby był Jego uczniem.
Odpowiedź tego człowieka nie była całkowitym odmówieniem Zbawicielowi.
Człowiek ten nie był całkowicie niezainteresowany Osobą Pana Jezusa, ale
chciał najpierw uczynić coś innego, a to było jego wielkim grzechem. Postawił
swoje własne pragnienia i swoje własne dążenia przed żądaniami Chrystusa
Pana. Zwróć uwagę, jak brzmiała jego odpowiedź: "Panie, pozwól mi
pierwej odejść i pogrzebać ojca mego". Niewątpliwie jest rzeczą poprawną
i słuszną, aby syn okazał rodzicom właściwy szacunek. Jeśli umarł ojciec, to
należy oczywiście w ramach chrześcijańskiej wiary i powinności, dać mu
odpowiedni pogrzeb. Ale całkiem uzasadnione powinności tego świata stanowczo
stają się grzechem, kiedy zajmują pierwsze miejsce przed sprawami Pana Jezusa
Chrystusa. Prawdziwa ambicja, która dominowała w życiu tego człowieka,
została tutaj objawiona w jego całkiem wyraźnie przedstawionej prośbie:
"Panie, ... ja najpierw". Wszystkie dalsze słowa, które w tej
prośbie swojej wypowiedział, były tylko przykryciem dla zasadniczego
pragnienia jego serca, aby swoje "ja" postawić na pierwszym
miejscu. Najwidoczniej
nie zdawał sobie z tego sprawy, że słowa "Panie, ja najpierw" są
pod względem moralnym absurdem i niemożliwością. Jeśli Chrystus Jezus jest
Panem, to wtedy On ma prawo zajmować pierwsze miejsce. Jeśli zaimek osobowy
"ja" jest na tronie, wówczas Chrystus Pan odbiera to jak słowa:
"nie chcemy aby ten panował nad nami", jest to innymi słowy
pogardzenie Panem Jezusem Chrystusem i wystawienie Go na urągowisko. Ten
plugawy grzesznik, który odważył się pogardzić Zbawicielem, miał do wykonania
jakieś zadanie i to zadanie postawił na pierwszym miejscu w swoim życiu.
Dlatego było rzeczą właściwą i konieczną, aby Pan Jezus Chrystus powiedział
mu takie słowa: "Niechaj umarli grzebią umarłych swoich, a ty poszedłszy
opowiadaj Królestwo Boże". Możemy te słowa powtórzyć za naszym Panem
jeszcze w ten sposób: "Są takie rzeczy, które ludzie duchowo umarli mogą
wykonywać zupełnie tak samo jak i wierzący, ale są też i inne sprawy w życiu,
które mogą wykonywać wyłącznie wierzący. Uważaj więc, abyś nie spędzał
swojego życia wykonując takie rzeczy, które równie dobrze mógłby wykonywać
nienawrócony człowiek. Niechaj ci, którzy są umarli duchowo, grzebią tych,
którzy są umarli cieleśnie. Jednak jeśli chodzi o ciebie, to ty bądź
niezastąpiony. Niechaj głównym i podstawowym celem twego życia i działalności
będzie posuwanie naprzód sprawy Mojej na ziemi". Wydaje się
jednakowoż, że ta cena była zbyt wielka dla tego niedoszłego chrześcijanina.
Schodzi on z estrady czasu, aby zniknąć w bezimiennej ciszy. Jeśli w wypadku
pierwszego człowieka był zobrazowany świat materialnych wygód - jako
przeszkoda w naśladowaniu Pana Jezusa, to w wypadku tego drugiego - posada,
względnie inna jakaś praca, zajmują pierwsze miejsce przed główną przyczyną
istnienia chrześcijanina na tym świecie w ogóle. Nie znaczy to, że praca
świecka i jakaś świecka posada, są czymś złym. Wolą Bożą jest, aby każdy
człowiek pracował w celu zaopatrzenia swoich potrzeb i potrzeb swojej
rodziny, ale aby prowadzić życie prawdziwego chrześcijanina, ucznia
Chrystusowego, sprawy Królestwa Bożego i jego sprawiedliwości muszą być na
pierwszym miejscu. Celem wszystkich usiłowań ucznia Pańskiego jest
dopilnowanie tego, aby nie spędzać życia swego na czynnościach, które równie
dobrze, a może i lepiej wykonywać mogą nieodrodzeni. Funkcję, którą spełnia
wierzący Bogu na swojej posadzie, powinien wykonywać wyłącznie po to, aby
zaspokoić bieżące potrzeby swojego życia, podczas gdy głównym jego powołaniem
jako chrześcijanina jest ogłaszanie Królestwa Bożego. Kolejny
niedoszły chrześcijanin był podobny do pierwszego w tym, że dobrowolnie się
zgłosił, aby iść za Panem Jezusem, ale do drugiego w tym, że również użył
słów, które same w sobie są sprzeczne: "Panie, pierwej mnie", czyli
pierwej "ja". Powiedział bowiem: "Panie, ale mi pierwej pozwól
pożegnać się z tymi, którzy są w domu moim". Raz jeszcze musimy
przyznać, że ta czynność sama w sobie nie była niczym złym, a więc nie było
niczego, złego w tym, o co prosił. Nie ma niczego sprzecznego z prawem Bożym
w okazywaniu swoim bliskim i krewnym pełnego miłości zainteresowania i w
przestrzeganiu przepisów uprzejmości, kiedy się z nimi rozstajemy. W czym
więc zawiódł ten człowiek, gdy został poddany próbie przez Pana? W tym, że
pozwolił delikatnym więzom naturalnym zająć pierwsze miejsce przed Chrystusem
Panem. A tak Pan
Jezus, mając to dziwne, przenikające spojrzenie i czytając jego myśli,
powiada: "Żaden, który by przyłożył rękę swoją do pługa i oglądał się
wstecz, nie nadaje się do Królestwa Bożego". Albo innymi słowy:
"Moi uczniowie nie są zrobieni z takiego samolubnego, galaretowatego
materiału, z jakiego ty jesteś zrobiony, a co wynika z twojej odpowiedzi. Ja
chcę mieć takich, którzy by byli gotowi wyrzec się swoich więzów domowych, a
których uwaga nie zostałaby odciągnięta przez krewnych, dla których żywią
głęboki sentyment, takich, którzy by Mnie postawili przed wszystkimi innymi w
swoim życiu". Zmuszeni
jesteśmy wnioskować, że człowiek ten opuścił Pana Jezusa i smutny poszedł
dalej swoją drogą. Jego pełne zaufania i dufania w sobie aspiracje, aby stać
się uczniem Pańskim, zostały rozbite na kawałki na skałach czułych więzów
rodzinnych. Może to była jakaś płacząca matka, która łkała: "Ty złamiesz
moje matczyne serce, kiedy mnie opuścisz i pójdziesz na pole misyjne!"
Tego nie wiemy. Wiemy tylko tyle, że Biblia łaskawie wstrzymuje się od
podania nazwiska tego człowieka słabego serca, który odwracając się opuścił
największą sposobność swego życia i zasłużył sobie tylko na taki nagrobkowy
napis: "Niegodny Królestwa Bożego". PODSUMOWANIE Mamy tutaj
przedstawione trzy zasadnicze przeszkody stojące na drodze, aby się stać
prawdziwym chrześcijaninem, zilustrowane przez tych trzech ludzi, którzy nie
byli gotowi pójść aż do końca z Panem Jezusem Chrystusem. Są to: 1.
umiłowanie ziemskich wygód. 2.
postawienie pracy albo jakiegoś zajęcia przed Panem Jezusem. 3.
postawienie na pierwszym miejscu czułych więzów rodzinnych. Pan Jezus
Chrystus wciąż jeszcze woła, tak jak i zawsze wołał, szukając ludzi - mężów i
niewiast, którzy by poszli za Nim z pełnym, heroicznym poświęceniem. Drogi
ucieczki wciąż jeszcze stają przed nami, diabeł wabi czułymi słowami:
"Ratuj samego siebie! Oszczędź samego siebie! Niechaj to będzie dalekim
od ciebie! Nie bądź zbyt radykalny!" Rozdział 4. PRAWDZIWI CHRZEŚCIJANIE SĄ SZAFARZAMI Przeczytaj
Łukasza 16,1-13. Przypowieść
o niesprawiedliwym szafarzu była skierowana pod adresem uczniów Pana Jezusa
Chrystusa. W przypowieści tej Pan Jezus przedstawia zasady, które obowiązują
po wszystkie czasy tych, którzy chcą być chrześcijanami - Jego uczniami.
Przede wszystkim uczniowie Pana Jezusa są w gruncie rzeczy szafarzami, którym
powierzona jest opieka nad własnością i nad sprawami swojego Mistrza i Pana
tutaj na ziemi. Przypowieść
ta najeżona jest całym mnóstwem trudności. Wydaje się ona zalecać
nieuczciwość i krzywe drogi. Jeśli jednak rozumie się ją we właściwym
świetle, jest pełna głębokiej nauki. Pokrótce
historia ta przedstawia się następująco: Bogaty właściciel zatrudnił pewnego
człowieka, polecając mu zająć się jego sprawami, jego interesami. Z biegiem
czasu pan dowiedział się, że człowiek ten trwonił jego pieniądze. Natychmiast
zażądał od niego pokazania mu ksiąg i zwolnił go z pracy. Ale
wówczas pracownik ten zdał sobie sprawę, że jego przyszłe koleje losu
przedstawiają się raczej ponuro. Już był zbyt stary, aby się podjąć ciężkiej
fizycznej pracy, a wstydził się żebrać. Tak więc ułożył plan, którego
realizacja miała mu zapewnić przyjaciół w dniach leżących przed nim. Poszedł
do jednego klienta swego pana i zapytał: "Ileś winien panu memu?" A
on rzekł: "Sto barył oliwy".. Wtedy szafarz mu rzekł tak: "No
dobrze, zapłać tylko połowę, a będziemy to uważali za sprawę już załatwioną".
A potem poszedł do drugiego i zapytał: "A ty ile jesteś winien panu
memu?" Klient odpowiedział: "Sto korcy pszenicy". A wtedy
szafarz odpowiedział temu klientowi tak: "No dobrze, zapłać mi za 80, a
będziemy uważali, że rachunek Jest już załatwiony". Rzeczą
jeszcze bardziej zaskakującą i niepojętą aniżeli sama czynność tego
nieuczciwego szafarza jest to, co o nim powiedział jego pan - chwaląc go
jeszcze - o czym czytamy w wierszu ósmym: "Pochwalił pan szafarza
niesprawiedliwego, że roztropnie uczynił, bo synowie tego świata roztropniejsi
są od synów światłości w rodzaju swoim". Jakże mamy
rozumieć to pozorne pochwalenie nieuczciwości w sprawach gospodarczych? Jedna
rzecz jest pewna: ani pan tego człowieka, ani nasz Pan, nie pochwalał tego
rodzaju spaczenia charakteru. Na pierwszym miejscu to właśnie, że był
nieuczciwy, spowodowało, że pan mu wypowiedział posadę. Żadna sprawiedliwa
osoba nie mogłaby pochwalić takiego oszustwa i niewierności. Jeśli ta
przypowieść uczy nas czegokolwiek, to jednej rzeczy na pewno nas nie uczy, a
mianowicie, nie może nam podawać oszukaństwa jako czegoś godnego pochwały.
Można by natomiast tego niesprawiedliwego szafarza pochwalić za jedną tylko
rzecz, a mianowicie za to, że planował na przyszłość. Podjął pewne kroki, aby
z chwilą kiedy jego szafarstwo się zakończy, mieć przyjaciół. Akcja jego
odnosiła się więc do okresu "późniejszego", a nie do okresu
"teraźniejszego". W tym leży
cała nauka tej przypowieści. Ludzie tego świata robią wszystko, co jest w ich
mocy, aby zabezpieczyć się na dni leżące przed nimi. Jedyną przyszłością, o
którą się martwią, jest ich stary wiek, ich lata emerytalne. Pracują więc
bardzo pilnie, aby zapewnić sobie wygody, dobre warunki i wolność od
zmartwień wtedy, gdy nie będą w stanie pracować zarobkowo. Wszelkimi
sposobami starają się zabezpieczyć swą starość. Pod tym
względem ludzie niezbawieni są mądrzejsi aniżeli chrześcijanie. Aby jednak
zrozumieć w jakim sensie są mądrzejsi, musimy najpierw sobie uświadomić, że,
przyszłość chrześcijanina - to nie jest życie tutaj, na ziemi, ale w Niebie -
i to stanowi decydujący moment. Dla niewierzącego przyszłość to czas między
teraźniejszością a globem. Natomiast przyszłością dziecięcia Bożego to cała
wieczność z Chrystusem! Przypowieść
uczy nas zatem, że nieodrodzeni ludzie są mądrzejsi i bardziej czynni i jakby
agresywniejsi w przygotowaniach dla życia tutaj na ziemi, aniżeli
chrześcijanie - jeśli chodzi o ich przyszłość w Niebie. Na tym
właśnie tle Pan Jezus przedstawia praktyczne wnioski z tej lekcji. Oto co
powiada Pan: "I ja
wam powiadam, czyńcie sobie przyjaciół z mamony niesprawieliwości, aby gdy
umrzecie, przyjęli was do wiecznych przybytków" (Łuk. 16,9). Mamoną
niesprawiedliwości są pieniądze, albo jakieś inne materialne dobra, które
posiadamy. Tych rzeczy możemy używać w celu pozyskania dusz dla Chrystusa.
Ludzie, których pozyskujemy poprzez wierne używanie naszych pieniędzy,
nazwani są tutaj "przyjaciółmi". Nadejdzie dzień, w którym
ustaniemy, to znaczy umrzemy, albo zostaniemy zabrani do Nieba przez
Chrystusa, gdy przyjdzie na powietrze, aby zabrać Kościół. Przyjaciele zaś,
których zdobyliśmy przez mądre używanie naszych materialnych dóbr, będą
wówczas jak gdyby niebiańskim komitetem powitalnym, który nas przyjmie z
radością do wiecznych przybytków. I oto
sposób w jaki mądrzy szafarze planują na przyszłość: nie przez spędzanie
swojego króciutkiego życia na próżnym szukaniu zabezpieczenia na ziemi, ale w
pełnym pasji staraniu się o to, aby być otoczonym przyjaciółmi w Niebie, i to
tymi, których zdobyli dla Chrystusa również przez swoje pieniądze. Pieniądze
te bowiem zamienione zostały na Biblie, Nowe Testamenty, traktaciki, wyjątki
ze Słowa Bożego i inną chrześcijańską literaturę. Pieniądze, które zostały
użyte, aby popierać misjonarzy i innych chrześcijańskich pracowników.
Pieniądze, które dopomogły w opracowaniu chrześcijańskich programów radiowych
i innych godnych poparcia chrześcijańskich poczynań. Krótko mówiąc, są to te
pieniądze, które zostały użyte dla rozszerzenia Ewangelii. Jedynym sposobem,
aby składać swoje skarby w Niebie, jest używanie ich na coś, co pójdzie do
Nieba. Z chwilą,
kiedy chrześcijanin zdaje sobie sprawę z tego, że jego materialne dobra mogą
być użyte dla zbawienia kosztownych dusz, natychmiast traci swoją miłość do
rozmaitych "rzeczy" tego świata. Luksus, bogactwo, materializm i
przepych stają się mu kwaśne i gorzkie. Odtąd w sercu jego powstaje gorące
pragnienie, aby mamona
niesprawiedliwości przemieniała się przez alchemię Bożą na wielbicieli
Baranka, którzy by Go wielbili na wieki wieków. Jego całe serce pochłonięte
Jest wykonaniem, takiego dzielą w życiu ludzi, które by przyniosło wieczną
chwałę Bogu i wieczne błogosławieństwo tymże ludziom. Odczuwa odtąd coś z
pragnienia Rutheriorda, które zostało wyrażone w wierszyku Anny R. Cousin: "Ach,
gdy jedna dusza z Bielska spotka mnie u Pańskich stóp, radość będzie to
nadziemska - Raj podwójny - chwałą Bóg!" Dla
takiego człowieka wszelkie diamenty, rubiny i perły, wszystkie depozyty
bankowe, wszystkie polisy ubezpieczeniowe, wszystkie domy, przyjemności,
okręty i wspaniałe samochody, są tylko mamoną niesprawiedliwości. Gdy są
użyte dla samego siebie, giną, w miarę jak się je używa. Jeśli jednak użyte
są dla Chrystusa, przynoszą dywidendę przez całą wieczność. Sposób, w
jaki postępujemy z dobrami materialnymi, a także to, czy i w jakim stopniu
się ich kurczowo trzymamy - oto, co stanowi prawdziwą próbę charakteru. Pan
nasz podkreśla to w wierszu dziesiątym tego rozdziału: "Kto wierny jest
w małym, i w wielkim wiernym jest, a kto w małym niesprawiedliwy, i w wielkim
niesprawiedliwym jest". Tutaj tą
bardzo małą rzeczą jest szafarstwo w sprawach materialnych. Ci, na których
można polegać, to ci, którzy używają tych rzeczy dla chwały Bożej i ku
błogosławieństwu dla swoich współbliźnich. Natomiast nierzetelnymi i
niewiernymi są ci, którzy używają swoich dóbr dla własnej wygody, dla
luksusowego życia i dla egoistycznego używania przyjemności. Jeśli jakiemuś
człowiekowi nie można zaufać w tych małych rzeczach, to znaczy w rzeczach
materialnych, jakże mu będzie można zaufać w wielkich sprawach, to znaczy w
szafarstwie sprawami duchowymi? Jeśli jakiś człowiek jest niewierny i
nierzetelny w sprawach mamony niesprawiedliwości, jakżeż można spodziewać się
po nim, aby był wiernym sługą Chrystusa i aby był wiernym szafarzem tajemnic
Bożych? (l Kor 4,1). Stąd też
Zbawiciel argument ten rozwija jeszcze dalej w wierszu następnym, jedenastym:
"Jeśli więc w niesprawiedliwej mamonie byliście niewierni, któż wam
powierzy prawdziwą wartość?" Ziemskie
skarby nie są prawdziwym bogactwem. Ich wartość jest chwilowa i ograniczona.
Prawdziwymi skarbami są natomiast skarby duchowe, ich wartość bowiem nie może
być zmierzona i nigdy się nie skończy. Jeśli nie można jakiemuś człowiekowi
zaufać, gdy chodzi o obchodzenie się z materialnymi dobrami, to nie może
oczekiwać, aby Bóg mu zaufał i powierzył jakieś duchowe dobra, czy to w tym
życiu, czy też skarby w Niebie. I raz jeszcze nasz Pan argument ten rozwija w
wierszu dwunastym: "I
jeśliście w cudzym wierni nie byli, któż wam da to, co jest wasze?" Dobra
materialne nie są naszą własnością, należą one do Boga. Wszystko, co
posiadamy, jest tylko powierzonym nam przez Boga świętym szafarstwem. Naszą
własnością nazwać możemy jedynie owoce pilnych studiów i naszej służby tutaj,
a potem nagrodę za wierne szafarstwo - tam. Jeśliśmy
się nie okazali ludźmi, na których można polegać w szafowaniu Bożą
własnością, to nie możemy się spodziewać, aby nam wolno było wejść „w głębię
prawdy Bożego Słowa” w tym życiu, czy też otrzymać nagrodę w życiu przyszłym. Z wielkim
naciskiem Pan podsumowuje wreszcie naukę całej tej przypowieści w następnym,
trzynastym wierszu: "Żaden
sługa nie może dwom panom służyć, gdyż albo jednego będzie miał w nienawiści,
a drugiego będzie miłował, albo jednego trzymać się będzie, a drugim
pogardzi. Nie możecie Bogu służyć i mamonie". Nie jest
rzeczą możliwą, aby serce rozdzielić na dwoje. Uczeń nie może żyć dla dwóch
światów. Szafarz albo miłuje Boga, albo mamonę. Jeśli miłuje mamonę, to
nienawidzi Boga. Proszę zwrócić uwagę na to, że słowa te były skierowane do
uczniów, a nie do niezbawionych! Rozdział 5. GORLIWOŚĆ Uczniowi
można przebaczyć, jeśli nie wykazuje wielkich zdolności umysłowych, można mu
również wybaczyć, jeśli nie posiada wybitnej siły fizycznej. Nie można
natomiast w żadnym wypadku wybaczyć uczniowi braku pilności i zapału. Jeśli
serce jego nie pała aż do czerwoności pasją i ogromną miłością dla
Zbawiciela, to jest on przed Jego obliczem niejako potępiony. Przecież
chrześcijanie są uczniami Tego, o którym powiedziano: "Gorliwość o dom
twój zżarła mię" (Jan 2,17). Zbawiciel był całkowicie pochłonięty gorącą
pasją dla sprawy Bożej, dla Jego planów i zamierzeń. Dlatego też pomiędzy
tymi, którzy chcą nazywać się - i faktycznie być uczniami Pana Jezusa, nie ma
miejsca dla ludzi połowicznego serca. Pan Jezus
żył w stanie ustawicznego duchowego napięcia. Wynika to z Jego słów
zapisanych w Ewangelii według Łukasza, w 12-tym rozdziale, 50-tym wierszu:
"Ale muszę być chrztem ochrzczony; i jakże mi tęskno, aż się to
wykona!" A potem wyraża się to także w pamiętnej wypowiedzi: "Ja
muszę wykonywać dzieło tego, który mnie posłał, dopóki dzień jest. Idzie noc,
gdy nikt nie będzie mógł działać" (Jan 9,4). Pan Jezus
wydaje również świadectwo o gorliwości Jana Chrzciciela mówiąc: "On to
był świecą gorejącą i świecącą" (Jan 5,35). A jak
ogromny zapał charakteryzował apostoła Pawła! Ktoś usiłował gorliwość tego
żyda przedstawić w takich krótkich słowach: "Otóż
mąż, któremu nie zależy na pozyskiwaniu przyjaciół, który nie ma nadziei ani
pragnienia, aby posiadać dobra tego świata, którego bynajmniej nie boli
utrata dóbr, który też nie troszczy się o sprawy tego życia, ani nie lęka się
śmierci. Oto mąż, który nie posiada ani rangi, ani kraju, ani żadnych wymagań
życiowych; mąż jednej myśli - Ewangelii Chrystusa. Mąż jednego celu - chwały
Bożej. Głupiec, a zadowolony z tęgo, aby być uważany za głupca dla Chrystusa.
Zgadza się chętnie na to, aby być nazwanym entuzjastą, fanatykiem, plecącym
głupstwa, albo innymi jeszcze wymyślnymi obelgami, które ten świat mógłby
wybrać, aby go nimi obrzucić. Ale niechby raczej pozostał takim człowiekiem
bez tytułu, bo z chwilą, gdyby go nazwali kupcem, właścicielem domu,
obywatelem, mężem bogactwa, mężem tego świata, mężem nauki, albo nawet mężem
inteligentnym, bo zniszczyłoby to kompletnie prawdziwy charakter jego
osobowości. Umarłby, gdyby nie mówił, a nawet gdyby miał umrzeć - będzie
mówił. Nie odpoczywa, ale śpieszy poprzez lądy i morza, poprzez skały i
bezkresne pustynie. Woła głośno i nikogo nie oszczędza; nikomu też nie
pozwala sobie przeszkodzić. Podnosi swój głos nawet będąc w więzieniu, a nie
milczy także i wtedy, gdy szaleje burza na oceanie. Świadczy nieustraszenie o
prawdzie przed radami i przed ukoronowanymi królami na tronie. Głos jego
stłumić może tylko śmierć. A nawet w momencie śmierci, jeszcze w ostatniej
chwili, zanim nóż miał oddzielić głowę jego od reszty ciała, mówi, modli się,
świadczy i wyznaje, błaga i walczy, a wreszcie błogosławi temu okrutnemu
ludowi". Podobne,
pełne zapału i gorejące pragnienie służenia Bogu swojemu okazywali także i
inni mężowie, którzy chcieli podobać się Bogu. C. T.
Studd pewnego razu napisał takie słowa: „Są tacy,
co pragną żyć tylko w zasięgu Dzwoneczka na wieży kościelnej, Lecz ja pragnę
służyć, ratować mych bliźnich. Dwa metry od bramy piekielnej”. Dziwny to
był zbieg okoliczności, że właśnie artykuł napisany przez ateistę sprawił, że
brat Studd oddał się bez reszty na służbę Bogu. Artykuł ten brzmi jak
następuje: "Gdybym
ja rzeczywiście tak mocno wierzył, jak miliony mówią, że wierzą, iż znajomość
i praktyka religii w tym życiu wpływa na losy człowieka w życiu pozagrobowym,
wówczas religia dla mnie byłaby wszystkim. Odrzuciłbym radości ziemskie jako
śmiecie, ziemskie troski jako głupstwa, i ziemskie myśli i uczucia jako
próżność. Religia stałaby się pierwszą rzeczą, o której myślałbym budząc się
i ostatnią, zanim sen zamknąłby moje powieki. Pracowałbym wyłącznie w jej
sprawie; myślałbym tylko i jedynie o wieczności, a uważałbym pozyskanie
jednej duszy dla Nieba za rzecz tak cenną, że warto dla niej poświęcić całe
życie, choćbym je miał spędzać w boleściach. Ziemskie konsekwencje nigdy nie
zatrzymałyby mojej ręki, ani nie zamknęłyby moich warg. Ziemskie radości i
ziemskie smutki nie zajmowałyby nawet przez jedną chwilę moich myśli.
Usiłowałbym patrzeć tylko i wyłącznie na wieczność i na nieśmiertelne istoty,
które mnie otaczają, a które wnet miałyby być wiecznie szczęśliwe, albo na
wieczność nieszczęśliwe. Poszedłbym
do ludzi tego świata działając bez przerwy we dnie i w nocy, a podstawowym
tekstem moich kazań byłyby słowa: "CO POMOŻE CZŁOWIEKOWI, CHOĆBY CAŁY
ŚWIAT POZYSKAŁ, A NA DUSZY SWOJEJ STRATĘ PONIÓSŁ?" Dalszym
mężem wielkiego zapału był John Wesley. On tak powiedział: "Dajcie mi
stu ludzi, którzy miłują Boga z całego serca i niczego się nie boją prócz
grzechu, a poruszę świat". Jim
Elliot, męczennik Ekwadoru, był prawdziwą płomienną pochodnią dla Jezusa
Chrystusa. Pewnego dnia, gdy rozmyślał nad słowami Listu do Żydów 1,7:
"Aniołów swoich czyni wiatrami, a sługi swoje płomieniem ognia",
zapisał następujące słowa w swoim dzienniczku: "Czy
jestem naprawdę łatwopalny? Boże, uwolnij mnie od tych wstrętnych niepalących
się azbestów, którymi są jakiekolwiek inne rzeczy! Nasącz mnie olejem Ducha,
abym mógł się stać płomieniem! Płomień jednak jest tak przejściowy, często
żyje tak krótko! Czyż ty możesz to znieść, o duszo moja? We mnie żyje Duch
tego Wielkiego, który krótko żył, którego pożarła gorliwość o Dom Boży. Chcę
być Twym paliwem, w tym racz mię poświęcić!" Ostatni
wiersz został zacytowany z pełnego żarliwości wiersza Amy Carmiehael i nic
dziwnego, że Jim Elliot z tego wiersza zaczerpnął natchnienie. Oto ten
wiersz: Uwolnij
mię, Wodzu, od modlitw o spokój, O ciszę -
gdyś Ty żył wśród wichru i grzmotów; Od lęku,
gdym winien odważniej Cię prosić, Od wahań,
gdym wyżej powinien się wznosić. Od
jedwabistego "ja" uchroń, o Panie, Żołnierza,
na wierność co dał ślubowanie. Nie tędy
wszak droga do ducha tężyzny; Tyś, Jezu,
szedł przecież przez krzyż do Ojczyzny! Już nie
chcę iść drogą mniejszego oporu - Więc chroń
mnie, Baranku, dla Twego honoru. Daj silną
nadzieję wśród rozczarowania I ogień co
przetrwa rozliczne zmagania, Bym zaznać
nie musiał tej ziemskiej sromoty - Zwróć
wzrok mój, o Panie, na dziele Golgoty! Daj miłość
i nie daj się nigdy zniechęcić - Chcę być
Twym paliwem, w tym racz mię poświęcić! Hańbą
Kościoła w XX wieku jest to, że o wiele więcej zapału widać pomiędzy
członkami świeckich organizacji, czy członkami rozmaitych kultów
religijnych, aniżeli pomiędzy chrześcijanami. O ileż
więcej powinniśmy wylewać samych, siebie w pełnej miłości, radości i
ofiarności służbie dla swego uwielbionego Pana! Z całą pewnością - jeśli Pan
Jezus jest czegokolwiek wart, to jest wart wszystkiego. A oto słowa Findlay:
"Jeśli wiara chrześcijańska jest w ogóle warta tego, aby ją wyznawać, to
warta jest tego, aby ją wyznawać w sposób heroiczny". A James
Denney tak napisał: "Jeśli Bóg naprawdę uczynił w Chrystusie coś, od
czego zależy zbawienie świata i jeśli rzecz tę objawił, to jest obowiązkiem
chrześcijańskim, aby nie tolerować niczego, co ignoruje, zaprzecza, albo
stara się z jakikolwiek sposób wytłumaczyć, że to jest nieprawda". Bóg
pragnie mieć takich ludzi, którzy całkowicie oddali się pod kontrolę Ducha
Świętego. Innym ludziom będzie się może wydawało, że się upili winem. Ale ci,
którzy się lepiej orientują, będą wiedzieli, że czynne jest w życiu tych
ludzi to głębokie, potężne, zawsze za nami idące, a nigdy nie dające się
ugasić pragnienie Boga. Każdy
człowiek pragnący być uczniem Pańskim winien wziąć sobie do serca konieczność
posiadania w swym życiu świętego zapału wiary. Niechaj jego gorącym
pragnieniem i dążeniem będzie to, by odpowiadać opisowi podanemu przez
biskupa Ryle: "Człowiek
gorliwy w religii jest na pierwszym miejscu człowiekiem jednej sprawy. Nie
wystarczy o nim powiedzieć, że on jest poważny, serdeczny, bezkompromisowy,
dokładny we wszystkim, wszystko całym sercem robiącym i pałającym w duchu. On
widzi tylko jedną rzecz i o jedną rzecz tylko dba; jest pochłonięty tylko jedną
sprawą, a tą sprawą jest podobanie się Bogu. Czy żyje, czy umiera, czy ma
zdrowie, czy też jest chory, czy jest bogaty, czy też ubogi, czy podoba się
ludziom, czy też ludziom się nie podoba, czy go uważają za mądrego, czy też
za głupca, czy go oskarżają, czy też go chwalą, czy jest szanowany, czy też
pogardzany - o to wszystko człowiek prawdziwie gorliwy nie dba zupełnie.
Płonie tylko jednym pragnieniem - a tym pragnieniem jest podobanie się Bogu i
posunięcie naprzód sprawy Jego chwały. Jeśliby miał zostać pochłonięty -
płonąc, właśnie w ten sposób - zupełnie o to nie dba, przeciwnie - jest z
tego zadowolony. Czuje, że podobnie jak lampa, stworzony jest po to, aby
płonąć, a jeśli został pochłonięty procesem palenia się - wykonał pracę, do
której Bóg go powołał. Taki człowiek zawsze znajdzie sferę działania dla
swojego zapału. Jeśli nie może głosić Słowa, nie może pracować i ofiarować
pieniędzy, będzie płakał, będzie wzdychał i modlił się. Tak, jeśli jest nawet
biedakiem, jeśli musi leżeć ustawicznie na łożu choroby, to będzie sprawiał,
że grzechowe koła obracać się będą z największą trudnością dlatego, że będzie
się ustawicznie modlił o tych, którzy go otaczają. Jeśli nie może walczyć w
dolinie - razem z Jozuem, to będzie wykonywał pracę Mojżesza, Aarona i Hura
na pagórku. (Przeczytaj 2 Mojż. 17,9-13). Jeśli sam nie będzie mógł pracować,
nie da Panu spokoju, aż pomoc zostanie uzyskana skądinąd i praca zostanie
wykonana. To mam na myśli, gdy mówię o zapale zalecanym w religii". Rozdział 6 WIARA Nie jest
rzeczą możliwą, aby być prawdziwym uczniem bez głębokiej wiary, nie
poddającej w wątpliwość niczego, co dotyczy żywego Boga. Ten, który pragnie
dokonać wielkich rzeczy dla Boga, najpierw musi z całą prostotą w pełni Mu
zaufać. Hudson Taylor tak się wyraził: "Wszyscy olbrzymi Boży byli
słabymi ludźmi, którzy tylko dlatego uczynili wielkie rzeczy dla Boga,
ponieważ liczyli się z Nim, a także z tym faktem, że Bóg jest z nimi". Prawdziwa
wiara zawsze oparta jest na jakichś obietnicach Bożych, na jakimś wyjątku z
Jego Słowa. To jest rzeczą ogromnie ważną. Wierzący najpierw czyta albo
słyszy o jakiejś obietnicy Pańskiej, potem Duch Święty obietnicę tę bierze i
dostosowuje ją do potrzeby w jego sercu i w sumieniu w sposób bardzo
osobisty. Chrześcijanin zdaje sobie wtedy sprawę z tego, że Bóg przemówił do
niego bezpośrednio, a ufając w pełni Temu, który obiecał, i wierząc w
niezawodność Jego Słowa, liczy się z obietnicą w taki sposób, jak gdyby już
była wypełniona, i to nawet wtedy, gdy po ludzku mówiąc jest to czymś
niemożliwym. Albo być
może chodzi tutaj o jakiś rozkaz raczej niż obietnicę - dla wiary nie ma to
znaczenia. Jeśli Bóg rozkazuje, to On także daje potrzebną siłę. Jeśli On
rozkazał Piotrowi chodzić po wodzie, to Piotr mógł być pewny, że potrzebna do
tego moc zostanie mu dana (Mat. 14,28). Jeśli nam rozkazuje głosić Ewangelię
wszelkiemu stworzeniu, możemy być pewni, że dana nam będzie po temu konieczna
łaska (Marka 16,15). Wiara
nigdy nie działa w sferze rzeczy możliwych. Nie ma w tym żadnej chwały Bożej,
jeśli robimy tylko takie rzeczy, które są - po ludzku mówiąc - możliwe. Wiara
rozpoczyna się tam, gdzie moc człowieka się kończy. George Miiller powiedział
tak: "Polem działania wiary jest kraina, której granice rozpoczynają się
w miejscu, gdzie możliwości ustają, a wzrok i rozum zawodzą". Wiarą mówi
tak: "Jeśli coś, co ludzie określają jako "niemożliwe" - jest
jedyną przeszkodą, wówczas sprawa zostanie załatwioną!" A oto
wypowiedź innego męża Bożego, C. H. Mackintosh'a: "Wiara
wprowadza na widownię Boga i dlatego najzupełniej nie zna takiego słowa jak
"trudności". Ba - śmieje się z niemożliwości. W ocenie wiary, Bóg
jest wspaniałą odpowiedzią na wszystkie pytania i cudownym rozwiązaniem
wszelkich trudności. Wiara z wszystkim zwraca się tylko do Niego. Wiara wie,
że Bóg jest we wszystkim wystarczającym. Znajduje ona wszystkie swoje
bogactwa w Nim. Niewiara powiada: "W jaki sposób takie rzeczy mogą się
stać?" Niewiara jest pełna troszczenia się: "Jak to będzie?"
Ale wiara ma jedną wielką odpowiedź na dziesiątki tysięcy takich pytań - a tą
odpowiedzią jest: "Bóg". Po ludzku
mówiąc, było rzeczą niemożliwą dla Abrahama i dla Sary mieć dziatki. Ale Bóg
obiecał, że będą mieli syna, a dla Abrahama była tylko jedna niemożliwość - a
tą niemożliwością było, aby Bóg mógł skłamać. Oto, co
czytamy w czwartym rozdziale Listu do Rzymian od wiersza 18 do 21:
"Abraham przeciw nadziei w nadzieję uwierzył, że się stanie ojcem wielu
narodów według tego, co powiedziano: tak będzie nasienie twoje, i nie osłabi
w wierze, i nie zważał na ciało swoje już obumarłe, mając około stu lat, ani
na obumarły żywot Sary. O obietnicy też Bożej nie wątpił przez niedowiarstwo;
ale wzmocnił się wiarą i dał chwałę Bogu, będąc zupełnie pewnym, że cokolwiek
On obiecał, mocen jest uczynić". Na obietnicę
wiarą patrz, ku Panu stale dąż, Z
niemożliwości śmiejąc się -"Tak będzie!" - wołaj wciąż. Nasz Bóg
jest Bogiem, który niejako specjalizuje się w niemożliwościach (Łuk. 1,37).
Nic nie jest za trudne dla Niego (l Mojż. 18,13). "Co niemożliwe jest u
ludzi, możliwe jest u Boga" (Łuk. 18,27). Jako swoją
zasadę wiara przyjmuje słowa zapisane w Ewangelii Marka 9,23: "Wszystko
jest możliwe wierzącemu". I wraz z Pawłem wykrzykuje: "Wszystko
mogę w tym, który mnie wzmacnia - w Chrystusie" (Fil. 4,13). Zwątpienie
wskazuje na różne przeszkody - Dla wiary otwiera się droga! Zwątpienie
chce nocą nastraszyć okropną - Przed wiary dniem pierzcha już trwogal
Zwątpienie się lęka do przodu krok zrobić - Lecz wiara radośnie mknie w górę; Zwątpienie
się pyta: "Któż wierzy prawdziwie?" "Ja!!" - święci
wołają wraz, chórem! Wiara
niekiedy nie wydaje się być "rozumną", a to dla tej przyczyny, że
ma do czynienia ze sferą ponadnaturalną i Bożą. Nie było rzeczą
"rozumną" z ludzkiego punktu widzenia, że Abraham wyszedł, nie wiedząc
dokąd idzie - ale po prostu był posłuszny Bożemu rozkazowi (Żyd. 11,8). Nie
było to rzeczą "mądrą" ze strony Jozuego, aby zaatakować Jerycho -
bez żadnej broni, która by mogła siać śmierć naokoło (Joz. 6,1-20). Ludzie
tego świata śmialiby się z takiej "nietrzeźwości", z takiego
"szaleństwa" - ale ono było skuteczne. A jednak
wiara jest najbardziej rozumną rzeczą. Cóż bowiem może być rozumniejszego nad
to, aby stworzenie zaufało swojemu Stwórcy? Czyż jest szaleństwem wierzyć
Temu, który nie może ani kłamać, ani zawieść, ani się pomylić. Ufanie Bogu
jest najmądrzejszą, najracjonalniejszą i najsłuszniejszą rzeczą, jaką
człowiek może w ogóle uczynić. Nie jest to żadne skakanie w ciemność. Wiara
żąda najpewniejszych dowodów - i znajduje je w nieomylnym Słowie Bożym.
Jeszcze nie było takiego człowieka, który by zaufał Mu nadaremnie, ani nigdy
takiego nie będzie. Wiara w Pana nie ma w sobie najmniejszego nawet elementu
ryzyka. Wiara też
prawdziwie uwielbia Boga, gdyż daje Mu właściwe miejsce - jako Temu, który jest
godzien całkowitego zaufania. Z drugiej zaś strony niewiara pozbawia Boga
należnej Mu czci, zarzuca Mu kłamstwo (l Jan 5,10) i jakoby ogranicza
Świętego Izraelskiego (Psalm 78,41). Wiara
również daje człowiekowi jego właściwe miejsce - jako temu, który prosi w
pokorze, schylony, w prochu przed Królem i Panem wszystkiego. Wiara jest
czymś przeciwnym widzeniu. Apostoł Paweł przypomina nam, że "chodzimy
wiarą, a nie widzeniem" (2 Kor. 5,7). Chodzenie widzeniem, kierowanie
się wzrokiem, ma miejsce wtedy, gdy mamy widoczne środki utrzymania,
dostateczne rezerwy na przyszłość, gdy używamy ludzkiej mądrości, aby się
upewnić, że nie będziemy mieli jakichś ukrytych niebezpieczeństw, które leżą
przed nami, ani też nie będziemy robili czegokolwiek z punktu widzenia
ryzyka. Chodzenie wiarą natomiast jest czymś wręcz przeciwnym: jest to
poleganie wyłącznie na Bogu, chwila za chwilą. Ciało wzbrania się ze strachem
przed takim położeniem, aby być zawsze całkowicie uzależnionym od
niewidzialnego Boga i stara się "zawsze zabezpieczyć, mieć jak gdyby
poduszkę na wypadek jakiegoś upadku lub straty. Gdy nie może widzieć dokąd
idzie, wtedy skłonne jest do tego, aby się kompletnie nerwowo załamać. Wiara
natomiast kroczy naprzód w posłuszeństwie Słowu Bożemu, wznosi się ponad okoliczności
życia i ufa Panu, że On zaspokoi wszystkie potrzeby. Każdy
uczeń Pański, który postanawia chodzić wiarą, może być pewny, że wiara jego
będzie doświadczana. Wcześniej czy później dojdzie do końca swoich ludzkich
możliwości i sił. W swojej biedzie będzie miał pokusę, aby zaapelować do
swoich współbraci, do ludzi - ale jeśli prawdziwie ufa Panu, będzie patrzył
tylko na Boga. A oto, co
pisze C. H. Mackintosh: "Jest to odchodzenie od życia wiary, gdy
kiedykolwiek moje potrzeby bezpośrednio lub pośrednio nawet objawiam jakiejś
ludzkiej istocie, a przez to pozbawiam należnej czci Boga. Właściwie jest to
zdradzanie Go. Jest to równoznaczne z powiedzeniem: "Bóg mnie zawiódł -
muszę się więc zwrócić do moich współbliźnich o pomoc". Oznacza to opuszczenie
żywych źródeł, aby się zwrócić do dziurawych studni. Oznacza to stawianie
stworzenia pomiędzy moją duszą i Bogiem, a w ten sposób obrabowuję moją duszę
z obfitego błogosławieństwa, a Boga pozbawiam chwały, która Mu się
należy". Normalnym
nastawieniem ucznia Pańskiego jest pragnienie, aby wiara jego niosła (Łuk.
17,5). Uczeń już zaufał Chrystusowi - jeśli chodzi o zbawienie, a teraz
usiłuje rozszerzyć te dziedziny swojego życia, które chce poddać Pańskiej
kontroli. Jeśli przed nim staje choroba, próby, tragedie, śmierć najdroższych
- wtedy poznaje Boga w nowy sposób, jeszcze bardziej osobisty, jeszcze
bliższy, a wiara jego się wzmacnia. Doświadcza prawdziwości tej obietnicy:
"Tedy poznawszy Pana starać się będziemy, abyśmy go więcej poznali"
(Ozeasz 6,3). W im większym stopniu uczeń Pański stwierdza, że Bóg godzien
jest zaufania, tym gorliwiej będzie starał się zaufać Mu, że dokona jeszcze
większych spraw. Wiara
przychodzi przez słuchanie, a słuchanie przez Słowo Boże. Dlatego też uczeń
Pański powinien pragnąć napełnienia obficie Słowem Bożym i czytać Pismo
Święte - studiować je, uczyć się go na pamięć, rozmyślać o nim we dnie i w
nocy. Słowo Boże jest jego mapą i jego kompasem, jego przewodnikiem i jego
pociechą. Jest jego lampą i jego światłem. W życiu
wiary zawsze możemy robić postępy. Gdy czytamy o tym, co zostało dokonane
przez wiarę, zdajemy sobie sprawę z tego, że jesteśmy jak małe dzieci bawiące
się nad brzegiem bezmiernego oceanu. Szczególnie w jednym rozdziale, a
mianowicie w jedenastym rozdziale Listu do Żydów, czytamy o wspaniałych
wyczynach wiary. Dochodzą one do punktu kulminacyjnego w wierszach 32-40: "I
cóż jeszcze mam mówić? Zabraknie mi czasu, gdybym miał opowiadać o Gedeonie,
i o Baraku, i o Samsonie, i o Jeftem, i o Dawidzie, i o Samuelu i o prorokach,
którzy przez wiarę zwalczali królestwa, wymierzali sprawiedliwość,
dostępowali obietnic, lwom paszczęki zamykali, gasili moc ognia, uniknęli
ostrza miecza, stawali się mocnymi w niemocy, bywali mężnymi na wojnie,
wojska obce zmuszali do ucieczki. Niewiasty otrzymywały umarłych swoich
zmartwychwstałych, inni zaś byli zamęczeni, nie przyjąwszy uwolnienia, aby
lepszego dostąpić zmartwychwstania. Drudzy zaś doznali pośmiewiska i
biczowania, a do tego i więzów i więzienia; byli kamienowani, piłą przecinani,
kuszeni, mieczem zabijani, błąkali się w owczych i kozich skórach, znosząc
niedostatek, ucisk, cierpienia. Ci, których świat nie był godzien, tułali się
po pustyniach i górach i jaskiniach i po rozpadlinach ziemi. A ci wszyscy,
świadectwo otrzymawszy przez wiarę, nie dostąpili obietnicy, dlatego, że Bóg
przeznaczył co do nas coś lepszego, aby oni bez nas nie stali się
doskonałymi". I jeszcze
jedno słowo na koniec. Już wspominaliśmy, że uczeń Pański, który chodzi
wiarą, bez wątpienia będzie uważany przez ludzi tego świata za jakiegoś
marzyciela albo fanatyka, a będą mówić o nim w ten sposób nawet i inni
chrześcijanie!... Ale dobrze jest pamiętać o jednej rzeczy, a pisze o tym C.
H. Mackintosh: "Wiara,
która umożliwia danemu człowiekowi "chodzenie z Bogiem", umożliwia
mu równocześnie oceniać we właściwy sposób myśli innych ludzi". Rozdział 7. MODLITWA Jedyną,
całkowicie zadowalającą księgą, która kiedykolwiek została napisana na temat
modlitwy, jest Biblia. Czytanie wszystkich innych rozpraw pozostawia w nas
uczucie, że istnieją jeszcze głębie, które nie zostały osiągnięte i wyżyny,
do których się nie zdołano wzbić. Nie możemy oczywiście mieć nadziei, ażeby w
tej książce coś jeszcze poprawić po wysiłkach innych autorów. Możemy tylko
jednej rzeczy dokonać, a mianowicie podsumować pewne ważne zasady dotyczące
modlitwy, szczególnie zaś te, które mają związek z życiem prawdziwego ucznia
Pana Jezusa Chrystusa. l.
NAJLEPSZA MODLITWA WYPŁYWA Z GŁĘBOKIEJ WEWNĘTRZNEJ POTRZEBY. Wszyscy
doświadczyliśmy prawdziwości tego twierdzenia. Gdy nasze życie jest spokojne
i wygodne, to modlitwy nasze mają tendencję stawać się nudne i bez wyrazu.
Ale gdy przychodzimy do jakiegoś kryzysu, do chwili niebezpieczeństwa, do
poważnej choroby, albo ciężkiego bólu serca w związku z odejściem ukochanej
osoby - wówczas nasze modlitwy stają się gorące i żywotne. Ktoś tak się
wyraził: "Strzała, która ma dotrzeć do Nieba, musi być wypuszczona z
łuku napiętego w całej pełni". Poczucie pilności, bezbronności, poczucie
wielkiej potrzeby - oto łono, w którym rodzą się najlepsze modlitwy. Niestety
większość naszego życia spędzamy na usiłowaniu, aby otulić się poduszkami,
które by nas uchroniły od wszelkich prób i niebezpieczeństw. Używając bardzo
sprytnych metod, których nie powstydzono by się w handlu, zaopatrujemy się w
wygodne rezerwy na wypadek wszelkiej możliwej trudności. Przez zwyczajną
ludzką chytrosć, przebiegłość i mądrość dochodzimy do takiego punktu, w
którym stajemy się bogaci i pełni dóbr, tak że nie potrzebujemy niczego. A
potem się dziwimy, dlaczego nasze życie modlitewne jest takie płytkie i
pozbawione żywotności, i dlaczego żaden ogień nie spada z nieba. Gdybyśmy
chodzili prawdziwie wiarą zamiast widzeniem, wówczas nasze modlitwy zostałyby
zrewolucjonizowane. 2. JEDNYM
Z WARUNKÓW SKUTECZNEJ MODLITWY JEST PRZYBLIŻANIE SIĘ I PRZYSTĘPOWANIE DO BOGA
"ZE SZCZERYM SERCEM" (Żyd. 10,22). Znaczy to,
że mamy być szczerzy i rzetelni przed Panem. Nie śmie w nas być żadnej obłudy.
Jeśli chcemy warunek ten spełnić, to nie będziemy nigdy prosić Boga, aby
uczynił coś, co możemy sami wykonać. Na przykład nigdy nie będziemy prosić Go
o dostarczenie jakiejś ilości pieniędzy na daną sprawę Bożą, jeśli posiadamy
nadwyżki, czy jakieś fundusze, które moglibyśmy użyć właśnie na ten cel. Bóg
nie da się z siebie naśmiewać. On nie odpowiada na modlitwy, jeśli już nam
dał odpowiedź, a my nie jesteśmy gotowi tej odpowiedzi użyć. Podobnie
nie powinniśmy nig4y prosić Pana, aby posłał innych do wykonania dzieła,
którego nie jesteśmy gotowi wykonać sami. Tysiące modlitw wzniesiono na
intencję muzułmanów, Hindusów, buddystów. Ale gdyby wszyscy ci, którzy się
modlili, byli przygotowani na to, aby Bóg użył ich w osiągnięciu tych ludzi,
wtedy historia chrześcijańskich misji byłaby może bardziej zachęcająca. 3.
MODLITWA POWINNA BYĆ PROSTA, PEŁNA WIARY I NIE ZADAJĄCA ŻADNYCH PYTAŃ. Jest
rzeczą zbyt łatwą, aby się zaangażować głęboko w teologiczne problemy
związane z samą modlitwą, ale to tylko przytępia duchowy zmysł. O wiele
lepiej jest modlić się, aniżeli rozwiązywać wszystkie tajemnice związane z
modlitwą. Niechaj, doktorzy teologu subtelnie uplatają swoje teorie dotyczące
modlitwy, ale prosty wierzący niechaj raczej szturmem zdobywa bramy nieba z
dziecięcą ufnością i wiarą. Augustyn swego czasu tak powiedział:
"Prostaczkowie zdobywają Niebo siłą; ale my z całą naszą uczonością nie
podnosimy się ponad poziom ciała i krwi". Pan
wysłuchuje modły me – Choć nie
wiem jak to czyni... Posyła
wierne Słowo Swe: "Nie
gardzą modły twymi!" I nie wiem
czy odpowie wnet, Więc chcę
cierpliwie czekać, Aż na Swój
sposób wyrwie z bied - Nie będzie
długo zwlekać! Więc w
Pańskiej ręce modły me Zostawię
sercem całym, Ufając, że
mnie zbawić chce, Choć
jestem dzieckiem małym. LOLA C.
HENSON. 4. ABY
ZDOBYĆ PRAWDZIWĄ MOC W MODLITWIE. Niczego
przed Panem nie ukrywaj, niczego nie zatrzymuj dla siebie, ale wszystko oddaj
Panu. Bądź poddany Chrystusowi. Całkowicie się poświęć pracy dla Niego. Opuść
wszystko, aby iść za twoim Zbawicielem. Uwielbianie Boga, które ukoronowuje
Chrystusa Panem, jest tęgo rodzaju oddawaniem Mu czci, które On najbardziej
miłuje i do którego najchętniej się przyznaje. 5. PAN BÓG
SZCZEGÓLNIE WTEDY PRZYPISUJE WYSOKĄ WARTOŚĆ NASZYM MODLITWOM, GDY NAS TO COŚ
KOSZTUJE. Ci, którzy
wcześnie rano wstają, cieszą się społecznością z Tym, który także wcześnie
rano wstawał, aby otrzymywać nowe instrukcje na dany dzień od Ojca Swojego.
Podobnie i ci, którym tak bardzo na sprawie Bożej zależy, że są gotowi całą
noc się modlić - radują się z mocy w Bogu, której nie można zaprzeczyć.
Modlitwa, która nic nie kosztuje - nic nie jest warta. Jest to tylko po
prostu jakiś produkt uboczny taniego chrześcijaństwa. Nowy
Testament bardzo często łączy modlitwę z postem. Wstrzymywanie się od
przyjmowania pokarmu może być wartościową pomocą w duchowych ćwiczeniach. Z
ludzkiej strony powiększa ono jasność umysłu, koncentrację i bystrość myśli w
czasie modlitwy. Jeśli chodzi o Pana, wydaje się, że szczególnie chętnie
wysłuchuje modlitwę wtedy, jeśli ją stawiamy na pierwszym miejscu, nawet
przed koniecznym dla ciała posiłkiem. 6. UNIKAJ
SAMOLUBNYCH MODLITW. "Prosicie
a nie otrzymujecie, dlatego, że źle prosicie, abyście to na rozkosze swoje
obracali" (Jak. 4,3). Najwyższym naszym pragnieniem w modlitwach powinno
być dobro sprawy Pańskiej. Na pierwszym miejscu powinniśmy modlić się tak: "Przyjdź
Królestwo Twoje, bądź wola Twoja, jako w niebie tak i na ziemi". Potem
dopiero możemy dodać: "Chleba naszego powszedniego daj nam
dzisiaj". 7.
POWINNIŚMY ODDAĆ HOŁD BOGU. Prośmy Go
o wielkie sprawy, ponieważ jest wielkim Bogiem. A oto co pisze E. W. Moore
cytując równocześnie króciutki wierszyk Johna Newtona: "Miejmy wiarę,
aby oczekiwać wielkich rzeczy od Boga". Bacz, żeś
przed królewskim tronem - Proś o wielkie zatem sprawy, Nie odmówi ci
pewnością Bóg wszechmocny i łaskawy! JOHN
NEWTON Jakże
często zasmucaliśmy Pana naszego, spodziewając się od Niego tak mało! Byliśmy
zadowoleni z otrzymywania maleńkich zwycięstw, małych osiągnięć, słabych
pragnień - jeśli chodzi o wyższe sprawy, a tych, którzy nas słuchali, nie
przekonaliśmy bynajmniej o tym, że Bóg nasz jest wielkim Bogiem. Nie
oddaliśmy Mu chwały w oczach ludzi, którzy poznają Go tylko patrząc na życie
Jego wyznawców, a tymczasem życie to było tego rodzaju, że bynajmniej nie
wzbudziło w nich pragnienia dowiedzenia się, skąd pochodzi ta moc, która w
nich się objawia i która ich podtrzymuje. Niestety, zbyt często nie
powiedziano o nas tego, co powiedziano o apostole: "I
chwalili Boga we mnie". 8. PRZED
MODLITWĄ POWINNIŚMY UPEWNIĆ SIĘ, ŻE CZYNIMY WOLĘ BOŻĄ. Potem
dopiero powinniśmy się modlić, wierząc, że On nas wysłucha i odpowie na naszą
modlitwę. W pierwszym Liście Jana w 5-tym rozdziale w wierszu 14 i 15,
czytamy co następuje: "I to jest ufność, którą mamy ku niemu, iż jeśli o
co prosimy według woli jego, słyszy nas. A jeśli wiemy, że nas słyszy, o
cokolwiek prosimy, tedy wiemy, że mamy od niego to, o co prosiliśmy". Modlić się
w Imieniu Pana Jezusa oznacza modlić się według Jego woli. Jeśli prawdziwie
modlimy się w Jego imieniu, to jest to samo, jak gdyby On Sam w tym momencie
wypowiadał prośby nasze przed obliczem Boga, Ojca swojego. W Ewangelii Jana
14,13-14 czytamy: "I o cokolwiek, prosić będziecie w imieniu moim,
uczynię to, aby był uwielbiony Ojciec w Synu. Jeśli o co prosić będziecie w
imieniu moim, ja uczynię". A w Ewangelii Jana 16,23 czytamy: "A
dnia onego o nic pytać mnie nie będziecie. Zaprawdę, zaprawdę powiadam wam: o
cokolwiek prosilibyście Ojca w imieniu moim, da wam". W Ewangelii
Mateusza 18, 19-20 znajdujemy też taką wypowiedź: "Nadto powiadam wam,
jeśliby dwaj z was na ziemi uzgodnili swe prośby o jakąkolwiek rzecz,
otrzymają ją od Ojca mojego, który jest w niebiesieeh. Albowiem gdzie są dwaj
albo trzej zgromadzeni w imię moje tam jestem w pośrodku nich". Samuel
Ridout pisze: "Prosić w Jego Imieniu, oznacza, że sam Pan bierze nas za
rękę i prowadzi nas w modlitwie do Boga, lub inaczej (jeśli wolno mi tak
powiedzieć), że On sam klęczy obok nas. a Jego pragnienia płyną przez nasze
serca. Oto co to znaczy w Jego Imieniu. Imię Jego to jest On Sam - to Jego
natura! I dlatego modlić się w Imieniu Jezusa Chrystusa musi oznaczać
modlenie się według Jego błogosławionej woli. Czyż mógłbym się modlić o co
złego w Imię Syna Bożego? To, o co się modlę, powinno zawsze być w całej
pełni wyrazem Jego natury. Czy czynię to, czy mogę uczynić to w
modlitwie? Modlitwa powinna tchnąć
mocą Ducha Świętego, odzwierciedlać
umysł Chrystusowy i
pragnienie Chrystusa w
nas i przez nas. Oby Pan zechciał nas nauczyć coraz więcej, jak się
modlić w Jego Imieniu. Nie powinniśmy nawet pomyśleć o tym, aby zakończyć
modlitwę bez wypowiedzenia tych słów "w błogosławionym Imieniu naszego
Pana", ale też cała nasza modlitwa, cała nasza prośba powinna być
przesycona i powinna tchnąć błogosławionym Imieniem Pana Jezusa i wszystko
winno się dziać w Jego Imieniu. 9. NASZE
ŻYCIE MODLITWY MA BYĆ PRAWDZIWIE SKUTECZNE. W tym celu
musimy żyć na bieżąco - jeśli chodzi o nasze rachunki z Bogiem. Mówiąc to mam
na myśli, że grzech musi być zawsze "wyznawany i zaniechany "w
momencie, gdy tylko zdajemy sobie sprawę, że wkracza do naszego życia.
Psalmista w Psalmie 66,18 tak pisze: "Bym był patrzył na nieprawość w
sercu moim, nie wysłuchałby był Pan". Musimy pozostawać w Chrystusie. W
Ewangelii Jana 15,7 czytamy: "Jeśli we mnie mieszkać będziecie i słowa
moje w was mieszkać będą, czegokolwiek byście chcieli proście, a stanie się
wam." Osoba, która mieszka w Chrystusie, przebywa tak blisko Niego, że
jest napełniona znajomością woli Bożej. Taki człowiek może się więc modlić z
całą świadomością celu modlitwy i być pewnym, że modlitwa jego zostanie
wysłuchana. Z drugiej zaś strony pozostawanie w naszym Panu wymaga
posłuszeństwa wobec Jego rozkazów. W I Jana 3,22 czytamy: "I o cokolwiek
byśmy prosili, otrzymamy od niego, bo przykazania Jego zachowujemy, i czynimy
to, co się podoba przed obliczem Jego". Aby modlitwy nasze były
usłyszane i wysłuchane, koniecznym jest właściwy stan duszy (I Jana 3,20). 10. BEZ
PRZESTANKU SIĘ MÓDLCIE (l Tes. 5.17). Nie tylko
powinniśmy pielęgnować modlitwę w pewnych określonych porach dnia. Powinniśmy
rozwinąć w sobie takiego ducha modlitwy, abyśmy spoglądali ku Panu gdy
idziemy ulicą, gdy prowadzimy samochód, kiedy pracujemy przy biurku czy w
naszych domach. Klasycznym przykładem takiej spontanicznej modlitwy jest
Nehemiasz. Czytamy o tym w Neh. 2. "Lepszą jest rzeczą mieszkać w
ochronie Najwyższego" (Psalm 91,1), albo jak inaczej można to tłumaczyć
- w tajemnym miejscu Najwyższego, aniżeli tylko chwilami, od czasu do czasu składać
tam wizyty.
11.
MODLITWA NASZA POWINNA BYĆ KONKRETNEJ NATURY. Tylko
wtedy jeśli się modlimy o konkretne rzeczy, możemy się spodziewać otrzymania
konkretnych odpowiedzi. Modlitwa
jest wspaniałym przywilejem. Dzięki niej możemy (jak powiedział Hudson
Taylor) nauczyć się w jaki sposób poruszać innym człowiekiem przez Boga. J. H.
Jbwett pisze: "Jak wielkie usługi są w rękach naszych - czynienie cudów
- dzięki kosztownemu i przebogatemu królestwu modlitwy! Dzięki niej możemy
zanieść słońce do zimnych i ciemnych miejsc, możemy zapalić lampę nadziei w
ciemnicy zwątpienia. Możemy zdjąć kajdany z rąk uwięzionych, możemy zanieść
myśli o domu i cieple rodzinnym do dalekich krajów. Możemy zanieść
niebiańskie krople orzeźwiające tym, którzy są duchowo omdleni, nawet wtedy,
gdy znajdują się daleko od nas za morzami. Cuda dzieją się w odpowiedzi na
modlitwę!" Do tego
inny pisarz, imieniem Wenham, dodaje następujące świadectwo: "Głoszenie
Słowa jest rzadkim darem, ale modlitwa jest jeszcze rzadszym. Głoszenie Słowa
podobne jest do miecza, to jest do broni, którą można używać tylko w
bezpośrednim starciu, ale ci, którzy są daleko, nie mogą być tą bronią
osiągnięci. Natomiast modlitwa jest jakby moździerzem, który strzela na
daleką odległość i dlatego w niektórych okolicznościach jest jeszcze
skuteczniejsza". A oto
wiersz Trencha: Jak
wielka, o Panie, zachodzi przemiana, Gdy przed
Twym obliczem uginam kolana; Jak
wielkie z mej duszy spadają ciężary – Pustynia
na ogród przemienia się wiary! Klękamy- a
wszystko ucicha wokoło, Wstajemy -
a zorza otacza nam czoło. Klękamy w
słabości i pełni boleści – Wstajemy,
by z mocą ogłaszać Twe wieści! Więc czemu
się sami i innych krzywdzimy, I zamiast
być mocni, się stale martwimy? Wzdychamy,
że troski nas ciężar przygniata, Gdy mamy
modlitwę - co w Niebo ulata. Sprawiając
i moc, i odwagę, i radość, Bo Ty
naszym prośbom uczynić chcesz zadość! Rozdział 8. BÓJ Nawet
gdybyśmy czytali Nowy Testament tylko od czasu do czasu, to trudno byłoby nie
zdawać sobie sprawy z tego, że program Chrystusa na ziemi przedstawiony jest
w nim bardzo często w postaci boju. Prawdziwe chrześcijaństwo jest czymś
bardzo dalekim od tego, co oglądamy dzisiaj w tak zwanym chrześcijaństwie,
które robi wrażenie jakiejś zabawy towarzyskiej. Nie ma w nim niczego z tego
życia w luksusie i szukaniu przyjemności, które na każdym kroku się objawiają
w życiu naszym obecnie. Chrześcijaństwo jest raczej bojem na śmierć,
nieustannym konfliktem z mocami piekła. Nikt nie jest godzien nawet nazywać
się uczniem Pańskim, kto nie zdaje sobie z tego sprawy, że nastała bitwa i że
nie ma odwrotu. W czasie wojny musi być jedność. Wtedy nie ma czasu na jakieś
małe wzajemne kąsanie się, na jakieś partyzantki, zazdrości, na jakieś
podzielone gromadki, z których każda trzyma się lojalnie tylko siebie.
"Żaden dom, który jest podzielony przeciwko sobie nie może się
ostać". Dlatego też żołnierze Chrystusa muszą być zjednoczeni, a droga
do jedności prowadzi przez pokorę. O tym uczy całkiem wyraźnie List do
Filipian rozdział 2. Jest rzeczą niemożliwą poróżnić się z człowiekiem
prawdziwie pokornym. Potrzeba dwóch, aby nastała sprzeczka. "Samą tylko
pychą człowiek zwady wszczyna" pisze Salomon. Tam, gdzie nie ma pychy,
tam też nie ma miejsca dla sporów. Wojna
wymaga życia surowego i pełnego poświęcenia. Gdy wybucha jakaś wojna o
szerokim zakresie oddziaływania, zawsze bywa wprowadzony system ograniczania
się, kartek. Już najwyższy czas, aby chrześcijanie zdali sobie z tego sprawę,
że jesteśmy w boju i że nasze wydatki muszą zostać ograniczone do minimum w
tym celu, aby możliwie wszystkie nasze rezerwy zostały rzucone na szalę
zwycięstwa. Niewielu
jest takich, którzy sytuację tę rozumieją tak jasno jak pewien młody uczeń
Pański, który się nazywał R.M. W roku 1960 był on wójtem klasy w pewnej
chrześcijańskiej szkole w Ameryce. Podczas jego urzędowania zaproponowano,
ażeby porobić pewne wydatki w związku z zazwyczaj urządzaną zabawą
klasową!... Aby kupić specjalne marynareczki i rozmaite prezenty. Ale R.M.
nie zgodził się na to, gdyż takie wydatki, według jego zdania, nie były
konieczne, a raczej pragnął, aby te pieniądze mogły zostać obrócone na cele
Ewangelii i dlatego zrezygnował ze swego stanowiska wójta. W związku z tym
napisał list do swoich współkolegów, który przepisany w szeregu odbitkach
dotarł do ręki każdego z nich w dniu, w którym ogłoszona została jego
rezygnacja i w którym podał jej przyczyny. List ten brzmiał jak następuje: "Drodzy
Koledzy! Z chwilą
kiedy sprawa zabaw klasowych, ubrań, żakiecików i darów klasowych została
przedstawiona zarządowi klasy, ja jako wójt klasy zacząłem zastanawiać się
nad stanowiskiem, takie powinien wobec tej sprawy zająć chrześcijanin. Uważam, że
znaleźlibyśmy największą radość, gdybyśmy oddali samych siebie, nasze pieniądze
i nasz czas całkowicie Chrystusowi i dla dobra drugich, stwierdzając tym
samym prawdziwość Jego słów: "Ten, kto straci życie swoje dla mnie,
znajdzie je" (Mat. 10,39). Każdy
chrześcijanin, który by wydawał swoje pieniądze i spędzał swój czas dla
rzeczy, które nie mają jako bezpośredniego rezultatu świadectwa w stosunku do
niewierzących, albo zbudowania dla dzieci Bożych, popadłby w konflikt ze
swoim sumieniem w obliczu faktu, że siedem tysięcy ludzi dziennie umiera z
głodu i że przeszło połowa świata jeszcze nigdy nie usłyszała o jedynej
Nadziei ludzkości. O ileż
więcej chwały oddalibyśmy naszemu Bogu dopomagając raczej w rozszerzeniu się
Ewangelii pomiędzy 60% ludności świata, która jeszcze nigdy nie słyszała o
Chrystusie, albo nawet w wielu domach, które sąsiadują z nami bezpośrednio -
zamiast tego, aby schodzić się w małych grupkach i ograniczać nasze
towarzyskie życie do obcowania z małą gromadką tych, którzy mają podobne
poglądy jak my sami, trwoniąc nasze pieniądze i czas dla własnej
przyjemności. Ponieważ
zdaję sobie doskonale sprawę z wielu potrzeb, dla których nasze środki
finansowe mogłyby być użyte z daleko większą korzyścią ku chwale Pana Jezusa
Chrystusa i dopomożeniu naszym bliźnim tutaj i za morzem, nie mogę zgodzić
się na to, by nasze fundusze klasowe zostały niepotrzebnie wydane tylko dla
naszej przyjemności. Gdybym sam był w tak wielkiej potrzebie jak ci, o
których wiem, a których jest tak wielu, to życzyłbym sobie, aby wszyscy,
którzy są w stanie mi dopomóc, uczynili rzeczywiście wszystko co jest w ich
mocy, aby dotarta do mnie Ewangelia i. pomoc materialna. "Wszystko tedy,
co byście chcieli, aby wam ludzie czynili, to wy im czyńcie" (Mat.
7,12). „A kto ma
dostatek w świecie i widzi, że brat jego jest w potrzebie i zamyka serce
swoje przed nim, jakże przebywa w nim miłość Boża?” (l Jan 3,17). A tak z
miłością i modlitwą, abyście i Wy mogli zobaczyć, jak Pan Jezus wam się
całkowicie oddaje (przeczytajcie 2 Kor. 8,9), przedkładam Wam w tej chwili
moją rezygnację ze stanowiska wójta klasy numer 63. Pozostaję
Wasz w Nim R. M." Wojna
wymaga cierpień. Jeżeli młodzi ludzie gotowi są dzisiaj złożyć życie swoje w
ofierze za swój kraj, o ileż więcej chrześcijanie winni być gotowi życie
swoje oddać za Chrystusa i za Ewangelię! Wiara, która nic nie kosztuje, nic
nie jest warta. Jeśli Pan Jezus w ogóle coś dla nas znaczy; to powinien
znaczyć wszystko. Gdy
apostoł Paweł usiłował bronić swego apostolstwa przed atakami małodusznych
krytyków, bynajmniej nie wskazywał na swoje pochodzenie rodzinne, albo na
swoje wykształcenie, czy swoje wielkie osiągnięcia w tym świecie. Raczej
wskazywał na swoje cierpienia dla Pana Jezusa Chrystusa. W 2 Kor. 11,23-29
czytamy co następuje: "Sługami Chrystusowymi są? (Głupio mówię) ja
bardziej; więcej pracowałem, nad miarę razów odebrałem, częściej byłem w
więzieniach, częstokroć w niebezpieczeństwach śmierci. Od Żydów wziąłem pięć
razy po czterdzieści plag bez jednej. Trzy razy byłem bity rózgami, raz
kamienowany, trzy razy ze mną okręt się rozbił, dzień i noc byłem w głębokości
morskiej. W podróżach częstokroć, w niebezpieczeństwach od zbójców, w
niebezpieczeństwach od swego narodu, w niebezpieczeństwach od pogan, w
niebezpieczeństwach w mieście, w niebezpieczeństwach na puszczy, w
niebezpieczeństwach na morzu, .w niebezpieczeństwach między fałszywymi
braćmi. W pracy i w utrudzeniu, w niedosypianiu często, w głodzie i w
pragnieniu, w postach często, w zimnie i w nagości, pomijając, co prócz tego
się zdarza, codzienne zgromadzanie się u mnie, troska o wszystkie
zbory". A
wysyłając pod adresem Tymoteusza, syna swego, szlachetny apel, pisze tak:
"Przetoż ty cierp, jako dobry żołnierz Jezusa Chrystusa" (2 Tym.
2,3). Wojna
wymaga bezwzględnego posłuszeństwa. Prawdziwy żołnierz będzie wykonywał
rozkazy swojego przełożonego bez pytania się i bez zwłoki. Jest rzeczą
okropną, aby nawet przypuszczać, że Chrystus zadowoliłby się czymś mniej.
Jako Stworzyciel i Odkupiciel ma On wszelkie prawo po temu, aby oczekiwać od
tych, którzy idą w ślad za Nim do boju, posłuszeństwa Jego rozkazom, i wykonywania
ich prędko i w zupełności. Wojna
wymaga też umiejętności używania broni. Bronią chrześcijanina jest modlitwa i
Słowo Boże. Musi on poświęcać się gorącym, pełnym wiary, ustawicznym
modlitwom. Tylko w ten sposób mogą fortece wroga zostać zburzone. Dalej musi
umieć dobrze władać mieczem Ducha, którym jest Słowo Boże. Wróg uczyni
wszystko, co jest w jego mocy, ażeby go wyprowadzić w pole i spowodować, aby
opuścił swój miecz. Będzie chciał podać w wątpliwość od Boga pochodzące
natchnienie Słowa Bożego, będzie wskazywał na domniemane przeciwności, będzie
podsuwał argumenty sprzeciwiające się Słowu ze strony wiedzy, filiozofii i
ludzkich tradycji. Ale żołnierz Chrystusowy musi wiernie trwać na posterunku,
doświadczając skuteczności swojej broni poprzez używanie jej we dnie i w
nocy. Broń,
której używa chrześcijanin w swojej wojnie, wydaje się człowiekowi tego
świata śmieszną: Plan, który okazał się skuteczny przy oblężeniu Jerycha
wydawałby się wprost śmieszny współczesnym dowódcom wojskowym. Maleńka
armia Gedeona wywołałaby po prostu śmiech. A co powiedzielibyśmy o wyrzuceniu
przez Dawida kamienia z tej małej procy, o szczęce wołowej w rękach Samsona i
o całej armii tych pozornych głupców, którzy Bogu służyli poprzez całe
stulecia? W zmyśle duchowym wiemy, że Bóg nie jest po stronie największych
batalionów, że On raczej miłuje słabych, biednych oraz rzeczy pogardzane na
tym świecie - bo w nich pragnie się uwielbić. Wojna
wymaga znajomości wroga i jego strategii. Tak jest też i w chrześcijańskiej
wojnie. W Liście do Efezjan 6,12 czytamy takie słowa: "Albowiem nie mamy
walki przeciwko krwi i ciału, ale przeciwko władzom, przeciwko
zwierzchnościom, przeciwko mocarzom ciemności wieku tego, przeciwko duchom
złości pod niebiosami". Wiemy o
tym, że sam szatan przyjmuje postać anioła światłości, jak o tym czytamy w 2
Kor. 11,14, a dalej w 15 wierszu jeszcze takie słowa: "Nic przeto
wielkiego, jeżeli i sługi jego przyjmują postać sług sprawiedliwości, których
koniec będzie podług uczynków ich". Wyćwiczony żołnierz Chrystusowy
dobrze wie, że najbardziej zacięty opór nie spotyka go ze strony jakiegoś
pijaka, złodzieja albo ulicznicy, ale ze strony tzw. duchownego. To przecież
przywódcy religijni przybili Bożego Chrystusa do krzyża. Nikt inny jak
właśnie religijni przywódcy prześladowali pierwszych wierzących - wczesny
Kościół. Paweł apostoł spotkał się z najgwałtowniejszymi atakami właśnie ze
strony tych, którzy wyznawali, że są sługami Bożymi. I tak było poprzez całe
wieki: słudzy szatańscy często przemieniali się w aniołów światłości i sługi
sprawiedliwości, mówiąc religijnym językiem i nosząc religijną odzież
liturgiczną. Zachowywali się tak, jak gdyby byli bardzo pobożni, ale serca
ich napełnione były nienawiścią do Chrystusa i do Jego Ewangelii. Wojna
wymaga skoncentrowanego umysłu. W 2 Tym. 2,4 czytamy takie słowa: "Żaden
żołnierz nie wiąże się sprawami żywota, aby się podobać, temu, który go do
wojska powołał". Uczeń Chrystusa uczy się tego, aby nie tolerować
niczego w swoim życiu, co mogłoby stanąć pomiędzy jego duszą, a całkowitym
oddaniem się sprawie swego Pana - Jezusa Chrystusa. Jest bezwzględny, chociaż
nikomu nie sprawia zgorszenia. Jest stanowczy, bez tego, aby być
niegrzecznym. Ta żołnierska służba jest jednakowoż jego jedyną pasją.
Wszystko inne musi zostać tei pasji podporządkowane. Wojna
wymaga odwagi w obliczu niebezpieczeństwa. W Liście do Efezjan, 6, 13 i 14
czytamy takie słowa: "Dlatego weźcie zupełną zbroję Bożą, abyście mogli
dać odpór w dzień zły i wszystko wykonawszy ostać się. Stójcież tedy
przepasawszy biodra swoje prawdą..." Często zwracano na to uwagę, że
uzbrojenie chrześcijańskiego żołnierza, tak jak jest przedstawione w szóstym
rozdziale do Efezjan w wierszach 13-18, nie daje żadnego zabezpieczenia dla
pleców i dlatego nie przewiduje możliwości odwrotu. Ale dlaczegoż miałby w
ogóle w rachubę wchodzić odwrót? Przecież "w tym wszystkim
przezwyciężamy przez tego, który nas umiłował". Przecież nikt nie może
mieć powodzenia w walce przeciwko nam, skoro Bóg jest z nami. Jeśli
zwycięstwo jest zapewnione - zanim jeszcze rozpoczęliśmy się bić, jakże
moglibyśmy kiedykolwiek myśleć o odwrocie? A oto wiersz zacytowany przez Amy
Car-Michael: Czy ma to
znaczenie, czy dział mam z zwycięzcą, Czy zginąć
mam z tym, co upada? To tchórz
tylko grzeszy, lecz ja pragnę męstwo Okazać - a
obcą mi zdrada! "Wróg
z siłą ogromną naciera, a ostrze Mi pękło u
miecza, o Panie! O dumne
ich szyki, o broń się nie troszczę! - Tyś ze mną
- więc spełnię zadanie! Rozdział 9. PANOWANIE NAD ŚWIATEM Bóg
powołał nas do panowania nad światem. Nigdy nie było Jego zamiarem, abyśmy
byli tylko "nędznym człowieczkiem", zajmującym się jakąś mało
znaczącą sprawą. Gdy Bóg na
początku stworzył człowieka, dał mu panowanie nad całą ziemią. Ukoronował go
czcią i chwałą, i wszystkie rzeczy położył w poddaństwie pod nogi jego.
Człowiek został przyodziany dostojeństwem - zaledwie odrobinkę mniejszym od
aniołów. Ale gdy
Adam zgrzeszył, utracił wiele z tej godności, która przyznana mu została
Bożym dekretem. Zamiast władać w niepodzielny sposób, sprawował potem tylko
rządy nad królestwem, które nie było w całej pełni jego własnym. Ale oto w
Ewangelii dana nam jest w pewnym sensie możliwość odzyskania tej władzy.
Teraz nie chodzi już o kontrolę i władzę nad warczącymi psami albo nad
jadowitymi żmijami - ale chodzi raczej o pozyskanie pogan jako naszego
dziedzictwa, które ma być aż do kończyn ziemi. A oto co pisze na ten temat
J.H. Jowett: "Prawdziwy imperializm - to znaczy władać przez moralną i
duchową potęgę; to pozyskać sobie serca i władać poprzez tę ogromną atrakcję,
jaką stanowi promieniejące, czyste i Bogu poświęcone życie". Jeśli
chodzi o ścisłość - tego rodzaju dostojeństwo chrześcijańskiego powołania
było Adamowi zupełnie nieznane. My bowiem jesteśmy współpracownikami Bożymi w
dziele odkupienia świata. Dinsdale T. Young tak pisze: "Naszym
posłannictwem jest namaszczanie ludzi w imieniu Pańskim do królewskiego
życia, do suwerennej władzy nad swoim "ja", do służby dla
prawdziwego Królestwa". Ale w
dzisiejszym życiu w większości wypadków tragedią jest właśnie to, że nie
zdajemy sobie sprawy z naszego wysokiego powołania. Jesteśmy przeważnie
zadowoleni ze spędzania naszych lat w czynieniu się "ważnym" w
stosunku do naszych poddanych, albo aby być "wielkim wśród
małych..." My się czołgamy zamiast wzbijać się w przestworza. Jesteśmy
niewolnikami, zamiast być królami. Mało jest takich, którzy by mieli wizję,
aby żądać całych krajów dla Chrystusa. Spurgeon
był w tym względzie wyjątkiem. Oto pełne dynamicznej mocy słowa, które
napisał do swego syna: "Nie
chciałbym, abyś będąc powołanym przez; Boga, by stać się misjonarzem, umarł
jako milioner. Nie
podobałoby mi się, gdybyś mając dary po temu, aby stać się misjonarzem,
zszedł na marne i skończył będąc tylko królem. Czyż można
bowiem porównać wszystkich królów, wszystkich szlachetnego rodu, wszystkie
diademy - wszystko razem... z dostojeństwem pozyskiwania dusz dla Chrystusa,
z tym specjalnym honorem budowania dla Chrystusa, i to nie na fundamencie
założonym przez kogoś innego, ale opowiadając Chrystusa i Jego Ewangelię w
krajach dalekich". Dalszym
wyjątkiem był John Mott, dobrze znany mąż stanu, a równocześnie misjonarz.
Gdy prezydent Coolidge poprosił go, aby przyjął stanowisko ambasadora w
Japonii, Mott odpowiedział: "Panie Prezydencie! Od kiedy Bóg powołał
mnie, aby być Jego ambasadorem, uszy moje są jakby głuche na wszelkie inne
propozycje". Billy
Graham opowiada o trzecim wyjątku. A oto jego słowa: "Gdy Standard Oil
Company szukało reprezentanta na Dalekim Wschodzie, wybrali sobie na to
stanowisko pewnego misjonarza. Zaofiarowali mu dziesięć tysięcy, ale odmówił.
Dwadzieścia pięć tysięcy - ale odmówił. Pięćdziesiąt tysięcy - i jeszcze raz
odmówił. Wówczas powiedzieli: "Co panu jeszcze nie odpowiada?" A on
odpowiedział: "Wasza cena jest dobra, ale wasza praca jest dla mnie za
mała. Bóg powołał mnie do pracy misyjnej". Powołanie
chrześcijańskie jest najszlachetniejszym ze wszystkich. Jeśli tylko zdamy
sobie sprawę z tego, nasze życie natychmiast stanie się pełne polotu. Nie
będziemy więcej mówili o sobie jako o kimś, który ma powołanie, "aby być
instalatorem", albo "aby być fizykiem", albo "powołanym,
aby być dentystą". Raczej będziemy widzieć samych siebie jako
"powołanych, aby być apostołami", a wszystkie inne rzeczy będziemy traktowali
Jako skromne środki do życia. Będziemy
widzieli samych siebie jako powołanych do Opowiadania Ewangelii wszystkiemu
stworzeniu, aby czynić uczniami wszystkie narody, zewangelizować cały świat. Jakże więc
świat zostanie osiągnięty dla Chrystusa przez Ewangelię w naszym pokoleniu?
Odpowiedź - tylko przez mężów i niewiasty, którzy miłują Boga z całego serca
i którzy miłują bliźniego swego jak siebie samego. Tylko poświęcenie, tylko
oddanie, które płynie z nieśmiertelnej miłości, może w ogóle dokonać tego
dzieła. Tych,
których przyciska miłość Chrystusowa, Pan będzie mógł użyć do każdego dzieła,
a żadne poświęcenie nie będzie dla nich zbyt wielkie. Będą czynić z miłości
dla Niego takie rzeczy, których nigdy by się nie byli podjęli dla ziemskiego
zysku. Nie będą nawet życia swego uważali za coś drogiego. Oddadzą wszystko i
poświęcą wszystkie siły, byle tylko ludzie mogli zostać uratowani przed
zgubą, spowodowaną brakiem znajomości Ewangelii. A oto
krótki wiersz Jamesa A. Stewarta: Daj,
ukrzyżowany Panie, abym umiał szczerze, Tak jak Ty
miłować zawsze dusze martwe w wierze. Racz
zachować nas na codzień w ścisłej społeczności, Niech
Golgota, dla straconych, uczy nas miłości. Jeśli
pobudką wielkiego naszego poczynania nie jest miłość - sprawa jest z góry
przegrana! Nic nam nie pomoże. Usługiwanie Słowem staje się niczym więcej jak
tylko cymbałem brzmiącym albo miedzią brzęczącą. Gdy jednak miłość jest
gwiazdą przewodnią i jeśli ludzie idą do służby Pańskiej ogarnięci płomieniem
miłości dla Chrystusa, to żadna moc nie może zatrzymać potężnego postępu
Ewangelii. Wyobraź
sobie gromadkę uczniów całkowicie oddanych Jezusowi Chrystusowi, pędzonych
miłością dla Niego, przejeżdżających przez lądy i morza jako heroldowie
pełnego chwały poselstwa, nieustannie i bez znużenia prących naprzód do
nowych okręgów - by w każdym sercu, a którym się spotkają, odnaleźć duszę,
dla której Chrystus umarł, chcąc, by każda dusza stała się uwielbiającym
członkiem Kościoła Zbawiciela - i to już przez całą wieczność! Jaką metodą
posługują się ci ludzie, już będący uczestnikami innego świata, aby
obwieszczać Chrystusa? Nowy
Testament wydaje się przedstawiać dwa zasadnicze sposoby osiągania świata
Ewangelią: Pierwszym sposobem jest publiczne kazanie, a drugim to osobiste
świadczenie o Panu pojedynczym osobom, czyniąc ich uczniami Mistrza. Jeśli
chodzi o ten pierwszy sposób, był on powszechnie używany przez Pana Jezusa i
przez Jego uczniów. Gdziekolwiek ludzie się zgromadzali, tam była sposobność
po temu, aby opowiadać Dobre Wieści. W ten sposób - widzimy zebrania
ewangelizacyjne na placach targowych, w więzieniach, w synagogach, na
plażach, a także nad brzegami rzek. Pilność i potężny charakter poselstwa
uczynił to rzeczą nie do pomyślenia, aby je ograniczać tylko do tych miejsc,
gdzie zazwyczaj się odbywały nabożeństwa. Drugą metodą
propagowania wiary chrześcijańskiej jest osobiste świadczenie poszczególnym
ludziom. Tej metody użył Pan Jezus ćwicząc Swoich dwunastu. Powołał sobie tę
małą gromadkę mężów, aby byli z Nim, i aby ich wreszcie posłać do pracy.
Dzień po dniu pouczał ich o prawdach Bożych, stawiał przed nimi zadanie, do
którego byli powołani, ostrzegał ich przed niebezpieczeństwami i
trudnościami, z którymi się mieli spotykać, wtajemniczał ich w osobiste,
zakryte przed innymi, rady Boże i uczynił ich Swymi współpracownikami w
realizowaniu pełnego chwały, a jak trudnego do wykonania Bożego planu.
Wreszcie posłał ich jako owce pomiędzy wilki. Napełnieni mocą Ducha Świętego
poszli, aby powiedzieć całemu światu o zmartwychwstałym, uwielbionym
Zbawicielu, który wstąpił na niebiosa. Skuteczność tej metody została
potwierdzona faktem, że ta mała gromadka uczniów, zredukowana do liczby
jedenastu (po odpadnięciu zdrajcy), dokonała całkowitego przewrotu na całym
świecie - pozyskując go dla Jezusa Chrystusa. Apostoł
Paweł nie tylko sam tę metodę stosował, ale również gorąco prosił Tymoteusza,
aby uczynił to samo. "A coś słyszał ode mnie, przy wielu świadkach, to
powierz ludziom wiernym, którzy by zdolni byli i innych nauczać" (2 Tym.
2,2). Pierwszym krokiem jest staranny i w modlitwie dokonany wybór wiernych
ludzi. Drugim krokiem jest podzielenie się z nimi cudowną wizją. Trzecim zaś
jest wysłanie tych właśnie mężów, aby czynili innych uczniami. (Przeczytaj:
Mat. 28,19). Dla tych,
którzy pragną wielkich i licznych tłumów, ta metoda będzie się wydawała nudną
i zbyt pracochłonną. Ale Bóg wie, co robi, a Jego metody są bez wątpienia
najlepsze. Bóg może dokonać więcej przy pomocy kilku całkowicie poświęconych
i oddanych Mu uczniów, aniżeli przez wielką firmie zadowolonych z siebie
religionistów. Wychodząc
do pracy w imieniu Chrystusa, uczniowie przestrzegają pewnych podstawowych
zasad, które są wytyczone w Słowie Bożym. Po pierwsze, są oni mądrzy jako
węże, a jednak niewinni i nieszkodliwi jako gołębice. Wszystkie swe potrzeby,
a więc zarówno mądrość jak i inne cechy, otrzymują na trudnej swojej drodze
bezpośrednio od Boga. Są pokorni i cisi w swoich kontaktach z innymi
współbliźnimi. Nikt nie potrzebuje się obawiać jakiegoś aktu przemocy z ich
strony. Ludzie mogą się bać tylko i wyłącznie ich modlitw i ich niepokonanego
świadectwa. Tacy
uczniowie trzymają się z dala od wszelkiej polityki tego świata. Nie uważają
się za powołanych do walczenia z jakąkolwiek formą rządu, albo polityczną
ideologią. Mogą działać pod jakąkolwiek formą rządu i być temu rządowi
lojalnie poddani - do punktu, w którym by się od nich żądało kompromisu w ich
świadectwie, albo zaparcia się swego Pana. Wtedy odmawiają posłuszeństwa i
poddają się wynikającym stąd konsekwencjom. Ale nigdy nie konspirują
przeciwko jakiemuś ludzkiemu rządowi, ani też nie angażują się w żadnych
przewrotowych taktykach. Czyż Pan nie powiedział: "Gdyby królestwo moje
było z tego świata, słudzy moi walczyliby!" Ale ci ludzie są
ambasadorami niebiańskiego kraju i dlatego przechodzą przez ten świat jako
pielgrzymi i jako obcy. Są oni
absolutnie szczerzy i rzetelni we wszystkich swoich poczynaniach. Unikają
wszelkiego rodzaju kłamstwa i podstępnych wymówek. Ich "tak"
oznacza tak, a ich "nie" oznacza nie. Nie chcą się zgodzić na
używanie popularnie przyjętego "kłamstwa z konieczności" i nigdy
nie uważają, że cel uświęca środki. Pod żadnym warunkiem nie godzą się na to,
aby czynić zło po to, aby stąd wynikło coś dobrego. Każdy z nich jest niejako
ucieleśnieniem sumienia i wolałby raczej umrzeć, aniżeli popełnić grzech. Dalszą
zasadą, która nieodmiennie towarzyszy tym ludziom jest to, aby swoją pracę
zakotwiczać zawsze w miejscowym zborze. Wychodzą na pole żniwa Bożego tego
świata, aby zdobywać dusze dla Pana Jezusa, ale tych, którzy się nawracają,
wprowadzają do społeczności miejscowego zboru, gdzie mogą być posileni i
zbudowani w najświętszej, Bożej wierze. Prawdziwi uczniowie zdają sobie
sprawę z tego, że miejscowy zbór jest Bożym ogniwem tutaj na ziemi, służącym
do propagowania wiary, i że najlepsza i najtrwalsza praca jest budowana
właśnie w ten sposób. Uczniowie
stosują mądrość poprzez unikanie wszelkiego zaplątywania się w jakiekolwiek
związki. Wytrwale odmawiają zezwolenia na kierowanie ich poczynaniami przez
jakiekolwiek ludzkie organizacje. Swoje rozkazy otrzymują bezpośrednio z
Nieba. Nie znaczy to, że działają bez zaufania i poparcia swej pracy ze
strony członków miejscowego zboru. Wręcz przeciwnie. Tego rodzaju poparcie i
modlitwy swoich współbraci w zborze uważają za potwierdzenie Bożego powołania
ich do służby. Z całym jednak naciskiem twierdzą, że usługiwanie Chrystusowi
w posłuszeństwie Jego Słowu i że otrzymywanie kierownictwa wprost od Niego -
jest rzeczą najkonieczniejszą. Wreszcie -
uczniowie tacy unikają rozgłosu. Starają się pozostawać zawsze na uboczu. Ich
celem jest uwielbianie Chrystusa i rozsławianie Jego Imienia. Nie szukają dla
siebie wielkich rzeczy. Nie chcą też objawiać swojej strategii diabłu.
Pracują więc cicho i nieostentacyjnie, nie dbając ani o ludzką chwałę, ani o
ludzką krytykę, bo wiedzą, że najlepszym i najpewniejszym miejscem, w którym
Się dowiedzą o rezultatach swoich prac - będzie Niebo. Rozdział 10. PROBLEM MAŁŻEŃSTWA W ŻYCIU CHRZEŚCIJANINA "Albowiem
są rzezańcy... którzy się sami urzezali dla królestwa niebieskiego. Kto może
pojąć, niechaj pojmuje" (Mat. 19.12). Jednym z
najważniejszych pytań w życiu, wobec którego staje każdy uczeń Pański jest
to, czy Bóg powołał go do życia w stanie małżeńskim, czy też w celibacie.
Sprawa ta jest całkowicie uzależniona od indywidualnego kierownictwa ze
strony Pana. Nikt nie może narzucać innym jakichś przepisów w tym względzie,
a mieszanie się do tej tak żywotnej sprawy jest rzeczą bardzo niebezpieczną. Ogólnie
mówiąc. Słowo Boże naucza, że małżeństwo zostało ustanowione przez Boga dla
rodzaju ludzkiego, przy czym miał On kilka celów na względzie: 1. Zostało
ustanowione, aby człowiek miał towarzystwo i przyjemność. Bóg widział, że nie
jest dobrze być człowiekowi samemu - jak czytamy w l Mojż. 2,18. 2. Zostało
ustanowione w celu zachowania gatunku. Widzimy to z rozkazu, który wydał Pan
słowami: "Rozradzajcie się i rozmnażajcie, i napełniajcie ziemię; i czyńcie
ją sobie poddaną" (l Mojż. 1,28). 3. Zostało
ono ustanowione w celu zachowania czystości rodziny i społeczeństwa. Apostoł
Paweł pisze w l Kor, 7,2: "Ale ze względu na wszeteczeństwo niech każdy
ma swoją własną żonę". Nie ma
niczego w Słowie Bożym, co miałoby poddawać myśl, że małżeństwo nie da się
pogodzić z czystością, poświęceniem i służbą dla Chrystusa. Wręcz przeciwnie.
Słowo Boże przypomina w Liście do Żydów, rozdział 13,4 pierwsza jego część:
"Małżeństwo u wszystkich niech będzie poważane i łoże niepokalane".
Czytamy też wyraźnie w księdze Przypowieści Salomonowych w rozdziale 18,22,
że "kto znalazł żonę, znalazł rzecz dobrą". Słowa, które są
zapisane w księdze Kaznodziei Salomonowego w 4 rozdziale wiersz 9, a
mianowicie: "Lepiej jest we dwóch być, niż jednemu" często uważa
się za odnoszące się właśnie do małżeństwa. Szczególnie w wypadku jeśli tych
dwoje ludzi jest połączonych w służbie dla Pana. Powiększona skuteczność
takiego wspólnego działania jest treścią 30-go wiersza, 32 rozdziału Księgi 5
Mojż., gdzie czytamy, że "jeden z nich uganiał tysiąc, a dwaj goniliby
dziesięć tysięcy". A jednak,
jakkolwiek małżeństwo jest wolą Bożą dla rodzaju ludzkiego ogólnie mówiąc,
nie jest ono z konieczności wolą Bożą dla każdego pojedynczego człowieka.
Jakkolwiek każdy człowiek niewątpliwie ma prawo wstąpić w związek małżeński,
to jednak uczeń Pana Jezusa może zrezygnować z tego prawa w celu oddania się
całkowicie i bez żadnej przeszkody służbie Chrystusa. Jak już
wspominaliśmy Pan Jezus zwrócił na to uwagę, że w Jego Królestwie będą tacy,
którzy staną się jakoby rzezańcami dla Niego. A oto słowa z rozdziału 19
Ewangelii Mateusza, wiersz 12: "Albowiem są rzezańcy, którzy się tak z
żywota matki narodzili, są też rzezańcy, którzy są od ludzi urzezani. Są też
rzezańcy, którzy się sami urzezali dla królestwa niebieskiego. Kto może pojąć
niechaj pojmuje!" W takim
wypadku jest to całkowicie osobista i dobrowolna ofiara i ślub, który
podejmuje jakaś osoba z dwóch powodów: Po
pierwsze, jeśli odczuwa wyraźne kierownictwo Boże, aby pozostać wolnym od
związku małżeńskiego, i po drugie, jeśli ma pragnienie oddać się bardziej
jeszcze pracy Pańskiej bez dodatkowych obowiązków płynących z życia
rodzinnego. W tym
trzeba oczywiście mieć całkowitą pewność, że Bóg nas ku tej sprawie powołuje.
(Czytajmy l Kor. 7,7 druga część). Tylko w takim wypadku uczeń może być
pewny, że Pan da mu także łaskę potrzebną ku wytrwaniu w tym stanie. Po
drugie musi to być sprawa dobrowolności; Wszędzie tam, gdzie celibat jest
sprawą kościelnego przymusu, zachodzi bardzo wielkie niebezpieczeństwo
nieczystości i niemoralności. Apostoł
Paweł podkreślał wyraźnie, że nieżonaty albo niezamężna niewiasta może
poświęcić się bardziej jeszcze służbie Króla. W pierwszym Liście do Koryntian
w rozdziale 7, 32.33 czytamy takie słowa: "Ale chcę, abyście byli bez
trosk: nieżonaty troszczy się o rzeczy Pańskie, jak się podobać Panu; a
żonaty troszczy się o rzeczy tego świata, jak się podobać żonie". Dla tejże
przyczyny apostoł wyraził życzenie, aby ci, którzy nie są jeszcze w związku
małżeńskim, względnie wdowy i wdowcy, pozostali w takim stanie, w jakim byli,
tzn. nie wstępowali w nowy związek małżeński (proszę przeczytać l Kor.
7,7.8). Nawet na
tych, którzy już są w związku małżeńskim, apostoł nalega, aby ze względu na
krótkość naszego czasu podporządkowali wszystko wielkiemu zadaniu
zwiastowania dobrych Wieści tj ogłaszania Ewangelii Chrystusowej. Czytamy o
tym wyraźnie w l Kor. 7,29-31. "A to mówię, bracia, ponieważ czas
pozostały krótki jest, ażeby i ci, którzy żony mają, byli, jakby ich nie
mieli, a którzy płaczą, jakby nie płakali, a którzy się radują, jakby się nie
radowali, a którzy kupują, jakby nie posiadali, a którzy używają tego świata,
jakby go nie używali; bo przemija kształt tego świata". Z całą
pewnością nie oznacza to, aby mąż, który ma żonę i dzieci, albo żona, która
ma męża, zaniechali spełniania swoich obowiązków rodzinnych, odeszli od
swoich najbliższych i wyruszyli w świat jako misjonarze. Oznacza to
jednakowoż, że nie śmią żyć tylko dla przyjemności i satysfakcji życia
rodzinnego, że nie wolno używać swojej żony i dzieci jako wymówki, by
zostawić Chrystusowi dopiero drugie miejsce w swoim życiu. C. T.
Studd obawiał się, że jego narzeczona może do tego stopnia nim się zająć, że
Pan Jezus stałby się dopiero drugim w jej życiu. Ażeby tego uniknąć, ułożył
dla niej mały wierszyk, który miała odtąd recytować sobie na każdy dzień. A
oto te słowa: "Ja
kocham Cię, Jezu, Ty jesteś mi bliższy I droższy niż Józio, Mój chłopiec
najmilszy". Pamiętajmy
o słowach apostoła Pawła: "A to mówię bracia, bo czas pozostały krótki
jest, ażeby ci którzy żony mają, byli jakby ich nie mieli". Tragedią
niejednego ucznia Pańskiego było naprędce skojarzone małżeństwo, albo
małżeństwo, do którego wszedł bez właściwego kierownictwa Bożego, często
bowiem diabeł odwodził w ten sposób od prawdziwej drogi najwydajniejszego
życia dla Pana. Wielu tych, którzy pragnęli zostać pionierami, stracili swoją
karierę niepodzielnej służby dla Chrystusa przy małżeńskim ołtarzu. A oto co
pisze Gustafson: "Małżeństwo jest gorzkim wrogiem wypełniania woli
Chrystusowej, aby wszyscy o Nim słyszeli. Małżeństwo jest oczywiście dane
przez Boga, ale jeśli staje się barierą dla wykonywania woli Bożej, wtedy
jest użyte źle. Moglibyśmy wymienić wielu, zarówno mężczyzn jak i kobiety,
którzy mieli konkretne powołanie, aby pójść na zagraniczne pola misyjne, a
nigdy się tam nie znaleźli, ponieważ ich partnerzy (małżonkowie) ich
wstrzymali. Nic, nawet przez Boga dane błogosławieństwo posiadania towarzysza
życia, nie śmie przeszkodzić człowiekowi w osiąganiu celu, jaki Bóg przed
jego życiem postawił. Dzisiaj dusze umierają bez Chrystusa - ponieważ nasi
ukochani zajęli pierwsze miejsce przed wolą Bożą". Celibat
byłby więc może rzeczą szczególnie ważną i zalecaną w życiu pioniera. W
książeczce pod tytułem: "Ambasadorowie dla Chrystusa" czytamy takie
słowa: "Mężowie i niewiasty, którzy idą w straży przedniej, muszą
niekiedy odmawiać sobie nawet i konieczności życiowych, już nie mówiąc o
jakichś nawet skromnych przyjemnościach. Obowiązkiem ich jest cierpieć złe -
jako dobrym żołnierzom Jezusa Chrystusa, którzy nie troszczą się i nie
gmatwają się w żadne sprawy tego życia. Są to jakby zawodnicy, którzy nie
znoszą, aby im przeszkadzały w biegu jakiekolwiek ziemskie ciężary. Jest to
powołanie, jest to szczególna służba, jest to posłannictwo do wypełnienia
specjalnych zadań". Ale ci,
którzy takie powołanie od Pana przyjęli - otrzymują szczególną nagrodę. W
Ewangelii wg Św. Mateusza rozdz. 19,28.29 czytamy takie słowa: "Zaprawdę
powiadam wam, iż wy, którzyście za mną poszli... a każdy który opuścił domy,
albo braci, albo siostry, albo ojca, albo matkę, albo żony, albo dzieci, albo
rolę dla imienia mego, stokroć tyle weźmie i żywot wieczny odziedziczy". Rozdział 11. OBLICZANIE NAKŁADU Pan Jezus
nigdy nie usiłował zachęcać ludzi, albo przymuszać ich do jakiegoś
"byle, byle" wyznawania wiary. Nie starał się też pozyskać wielkich
tłumów poprzez głoszenie poselstwa, które by było atrakcyjnym dla mas. Wręcz
przeciwnie. Kiedykolwiek ludzie zaczynali tłumnie iść za Nim, zwykł był
zwracać się do nich i przedstawiać im, jak bardzo surowym warunkom musi
odpowiadać Jego uczeń, w rezultacie czego bardzo wielu się zniechęcało. Pewnego
razu Pan Jezus rozmawiając z tymi, którzy chcieli iść za Nim, przestrzegł
ich, aby najpierw dokładnie obliczyli koszt, obrachowali ile ich to będzie
kosztowało i powiedział tak: (czytamy Ew. Łukasza 14,28-32) "Bo któż z
was jest, który chcąc zbudować wieżę, nie usiadłby pierwej i nie obrachował
nakładu, czy mą to, czym by ją mógł dokończyć? Aby czasem, gdy założy
fundament i nie będzie mógł dokończyć, wszyscy, którzy by to widzieli, nie
poczęli się naśmiewać z niego, mówiąc: Ten człowiek począł budować i nie mógł
dokończyć. Albo, który król jadąc na wojnę potykać się z drugim królem,
usiadłszy, nie radzi się pierwej, czy by mógł w dziesięć tysięcy potykać się
z tym, który we dwadzieścia tysięcy idzie przeciwko niemu? A jeśli nie, to
gdy tamten jeszcze jest daleko, wyprawiwszy posłów do niego, prosi o
pokój". Tutaj
życie chrześcijanina Pan Jezus przyrównał do budowania budynku względnie do
wyprawy na wojnę. Byłoby
głupstwem rozpocząć budowanie wieży, powiada nasz Pan, jeśli się nie ma
dostatecznej ilości pieniędzy, aby ją dokończyć. W przeciwnym bowiem razie
niedokończona budowa będzie stała jako pomnik, świadczący o naszym braku
przygotowania. Jakież to
jest prawdziwe! To jest zupełnie coś innego powziąć decyzję dla Chrystusa w
ciepłej, uczuciowej atmosferze masowego zebrania ewangelizacyjnego, ale
zupełnie inną rzeczą jest zaprzeć się samego siebie, wziąć swój krzyż na
każdy dzień i iść za Chrystusem. Jakkolwiek nic nas to nie kosztuje, aby się
stać chrześcijaninem, to jednak bardzo wiele nas kosztuje, aby dzień za dniem
chodzić wytrwale drogą ofiarności, oddzielenia się od świata i cierpienia dla
Chrystusa. Jest zupełnie czymś innym dobrze wystartować w chrześcijańskim
wyścigu, a wytrwać w tym biegu dzień za dniem, przy pięknej pogodzie i w
czasie burz, w okresach powodzenia, ale także i w przeciwnościach, w radości
i w smutku. Patrzy na
nas krytyczny świat, a kierowany jakimś dziwnym instynktem zdaje sobie sprawę
z tego, że ideały chrześcijanina zasługują na poświęcenie wszystkiego albo
niczego. Kiedy widzi człowieka, który całkowicie oddaje się Chrystusowi, może
się z niego śmiać, może sarkać, może narzekać, ale wewnętrznie ma dla niego
głęboki respekt, jako dla człowieka, który bez względu na następstwa oddaje
się całkowicie Chrystusowi. Ale gdy widzi człowieka, który tylko połową serca
służy Chrystusowi, to patrzy na niego z pogardą. Wówczas zaczyna się z niego
śmiać, mówiąc: "Ten człowiek rozpoczął budować, a nie jest w stanie
budowy dokończyć. Zrobił wielki ruch w chwili swego nawrócenia, a teraz jest
bardzo do nas wszystkich podobny! Rozpoczął z ogromną szybkością, a teraz
ledwie mu się koła obracają!" Dlatego
Zbawiciel powiedział: "Obliczajcie raczej, ile was to będzie
kosztowało!" Jego
następna ilustracja przedstawia króla, który właśnie miał zamiar wypowiedzieć
wojnę drugiemu królowi. Czyż nie było to słuszne, że najpierw się zastanowił,
czy jego dziesięć tysięcy żołnierzy będzie w stanie pokonać armię wroga, dwa
razy większą liczebnie? Byłoby to szaleństwem, gdyby najpierw wypowiedział
wojnę, a potem dopiero się rozmyślił, że jego armia jest za słaba - gdy już
obie armie do siebie się zbliżają. Wtedy miałby tylko jedno wyjście: podnieść
białą flagę, poddać się i wysłać parlamentariuszy, którzy by pełzając w
prochu, pokornie prosili o warunki pokoju. Nie jest
żadną przesadą, gdy porównujemy życie chrześcijanina do wojny. Są bowiem i
tutaj potężne, wrogie siły - jest świat, ciało i diabeł. Są też rzeczy, które
nas zniechęcają, jak przelewanie krwi i cierpienia. Są długie, męczące
godziny czuwania, jest tęsknota za światłem dziennym, są łzy, ciężka praca i
doświadczenia. Jest także na każdy dzień śmierć. Każdy,
który wyrusza za Chrystusem, winien pamiętać o Getsemane, o Gabacie, o
Golgocie i obliczyć koszt. Albo chce oddać się całkowicie Chrystusowi, albo
będzie musiał się poddawać, a wtedy będzie to dla niego okropną hańbą i
poniżeniem. W tych
dwóch przykładach Pan Jezus ostrzega swoich słuchaczy przed pochopnym
podejmowaniem decyzji, aby się stać Jego uczniem. On mógł im obiecać tylko
prześladowanie, ucisk i wszelkie trudności. Dlatego powinni najpierw
obliczyć, ile ich to będzie kosztowało! A jakim
jest ten koszt? Następny wiersz odpowiada na to pytanie: "Tak
i każdy z was, kto by się nie wyrzekł wszystkich majętności swoich, nie może
być uczniem moim" (Łuk. 14,33). Kosztuje
to więc "wszystko" co człowiek posiada i kim jest. Tyleż kosztowało
i Zbawiciela przyjście tutaj, i nie może to kosztować mniej tych, którzy chcą
iść za Nim w ślad. Jeśli On, który będąc ponad wszelki opis bogaty -
dobrowolnie stał się ubogim, to czyż uczniowie Jego zdobędą koronę mniejszym
kosztem? Wreszcie
Pan Jezus podsumował swój wykład następującymi słowami: "Dobra
jest sól, lecz jeśli sól zwietrzeje, czymże ją naprawić?" (Łuk. 14,34). Zdaje się,
że w czasach biblijnych ludzie nie mieli czystej soli - takiej, jaką my mamy
na naszych stołach dzisiaj. Ich sól miała rozmaite zanieczyszczenia - jak
piasek itd. W jakiś sposób było to możliwe, że sól traciła swoją słoność, a
to, co pozostało, miało tylko jedno przeznaczenie: wyrzucenie na śmietnik.
Nawet nie można było tego używać jako nawozu. Niekiedy używano takich
odpadków do Wysypywania ścieżek. "Na nic się już nie przyda, tylko aby
była precz wyrzuconą i od ludzi podeptaną" (Mat. 5,13). Przykłady
te mają tylko jedno, całkiem jasne znaczenie: Życie
chrześcijanina ma tylko jeden wielki cel, a mianowicie: aby
uwielbiać nim Boga i całkowicie je wylewać dla Niego. Chrześcijanin może
stracić swój smak przez gromadzenie skarbów tutaj na ziemi, przez staranie
się o swoją własną wygodę, przyjemność, przez staranie się o rozgłos tutaj na
tym świecie, przez co w nierządny sposób zużywa swoje życie i talenty dla
tego niegodnego świata. Jeśli
wierzący straci z oczu główny cel swego istnienia, to straci wszystko. W
takim wypadku nie jest ani pożyteczny, ani nawet nie posiada wartości
dekoracyjnej. Jego los - to tak jak los owej soli, która straciła swoją
słoność - być podeptanym przez ludzi, przez ich pogardę, wyśmiewiska i przez
ich gniew. Ostatnie
słowa w 14-tym rozdziale Łukasza brzmią tak: "Kto
ma uszy ku słuchaniu niechaj słucha". Często, gdy Pan powiedział coś
bardzo twardego, zwykł był kończyć tymi słowami; tak jakby wiedział, że nie
wszyscy ludzie te słowa przyjmą, że będą tacy, którzy będą usiłowali
wyargumentować, wytłumaczyć inaczej to, co powiedział, zmienić sens tej
wypowiedzi i stępić ostrze Jego wymagań! Wiedział
jednakowoż także i to, że będą i otwarte serca ludzi młodych i starych,
którzy zastosują się do Jego wymagań i którzy uznają je za godne Jego Samego. A tak
pozostawił nam drzwi otwarte. "Kto ma uszy ku słuchaniu, niechaj
słucha". Ci, którzy słuchają, to ci właśnie, którzy obliczyli koszt, a
jednak powiedzieli: "Postanowiłem
iść w Ślad za Jezusem, Choćbym
miał kroczyć tą drogą samotnie... Choć świat
leży za mną, a przyszłość mnie krzyżem Obdarzy -
to ani nie mów o odwrocie!" Rozdział 12. CIEŃ MĘCZEŃSTWA Jeśli
człowiek całkowicie i prawdziwie odda się Panu Jezusowi Chrystusowi, wówczas
wydaje mu się sprawą mało ważną czy żyje, czy umiera. Jedno tylko ma
znaczenie, a mianowicie - aby Pan był uwielbiony. Gdy
czytamy książkę pt. "Triumf Jana i Betty Stam" znajdujemy nutę,
która przewija się przez całą tę książkę, a mianowicie: "Uwielbiony
będzie Chrystus w ciele moim, czy to przez życie, czy przez śmierć"
(Filip. 1,20). Ta sama
nuta przewija się w pismach Jima Elliota. Gdy był jeszcze studentem w Wheaton
College napisał w swoim dzienniczku takie słowa: "Jestem gotów umrzeć za
Indian Aueas". . Kiedy
indziej zaś napisał tak: "Ojcze, weź moje życie, tak, moją krew nawet,
jeśli chcesz, i straw je Twoim wszystko obejmującym ogniem. Nie chcę ich
ratować, albowiem nie są moimi ku ratowaniu. Weź je, Panie, weź je w całości!
Wylej moje życie jako ofiarę na ołtarzu. Krew ma, tylko wtedy wartość, jeśli
płynie przed Twoim ołtarzem". Wydaje
się, że wielu Bożych bohaterów osiągnęło ten punkt w swoich doświadczeniach z
Bogiem. Zdali sobie z tego sprawę, że "jeśliby ziarno pszeniczne
wpadłszy do ziemi nie obumarło, ono samo jedno pozostaje; lecz jeśliby
obumarło, obfity owoc przyniesie" (Jan 12,24). I stali się gotowi być
takimi ziarnami pszenicy. Pan Jezus
uczył uczniów Swoich tego samego nastawienia: "Kto straci życie swoje
dla mnie, ten je zachowa" (Łuk. 9,24). Im więcej
o sprawie tej myślimy, tym bardziej mądrą i słuszną nam się wydaje. Po
pierwsze, życie nasze i tak do nas nie należy. Należy ono bowiem do Tego,
który wartość naszą określił ceną Swojej najdroższej krwi. Czyż możemy
samolubnie trzymać się kurczowo tego, co jest własnością kogoś innego? C. T.
Studd odpowiedział na to pytanie za siebie tymi słowami: "Już
o tym słyszałem, iż Jezus zmarł za mnie, ale nigdy nie rozumiałem tego, że
jeśli On umarł za mnie, to ja już nie należę do samego siebie. Odkupienie -
to kupowanie z powrotem, a więc jeśli należę do Niego, byłoby kradzieżą
zachowywać to, co nie jest moją własnością, a więc należy całkowicie oddać
wszystko Bogu. Gdy uświadomiłem sobie, że Jezus Chrystus umarł za mnie, już
mi nie było trudno poświęcić wszystko dla Niego". Po drugie,
my i tak wszyscy umrzemy, jeśli tymczasem nasz Pan nie przyjdzie. Czyż byłoby
większą tragedią umrzeć w służbie Króla, aniżeli figurować na liście tych,
którzy zginęli w jakimś wypadku? Czyż Jim Elliot nie miał racji, gdy
powiedział, że "nie -jest głupcem ten, który oddaje to, czego i tak
zachować nie może, aby zdobyć to, czego nie może utracić"? A po
trzecie, jest to niewątpliwie czymś logicznym, że jeśli Pan Jezus umarł dla
nas, to my powinniśmy przynajmniej tyle zrobić, aby umierać za Niego. Jeśli
sługa nie może być większym aniżeli mistrz jego, czyż mamy prawo do tego, aby
iść do Nieba wygodniejszą drogą aniżeli Pan Jezus? Rozważanie tego faktu
sprawiło, że Studd powiedział takie słowa: "Jezus Chrystus jest Bogiem i
umarł za mnie, a więc żadna ofiara nie jest zbyt wielka, którą ja mógłbym
podjąć dla Niego". I wreszcie
na ostatek, jest to wprost karygodną rzeczą, aby czule pielęgnować nasze
życie, gdy przez jego obfite i pełne ofiary oddanie, może popłynąć wieczne
błogosławieństwo dla naszych współbliźnich. Ludzie często ofiarowują swoje
życie w celu dokonania odkryć lekarskich. Inni ryzykują i tracą życie swoje,
aby wyratować swych kochanych z palących się budynków. Jeszcze inni umierają
na polu bitwy, aby wybawić swój kraj od przemocy wroga. Zapytajmy się więc,
jak wielką wartość posiada życie innych ludzi dla nas? Czy możemy powiedzieć
z F. W. H. Myers: "Wszędzie
wokoło widzą tak podobne oblicza, mówiące o hańbie
miast chwały, O
zniewoleniu - miast godności, padzie za cieniami, co
szczęściem się zdały! A wtedy w mym sercu się zjawia pragnienie, które mną wstrząsa
jak trąby sygnały: Ach, by ich zbawić, dać życie swe za nich, za żywot ich,
żywot poświęcić swój cały!" Nie od
wszystkich wymaga Bóg złożenia życia w sposób męczeński. Stos, włócznia, gilotyna
- są zarezerwowane dla stosunkowo niewielu wybrańców. Ale każdy z nas może
mieć ducha męczennika, jego gorący zapał i ofiarną gotowość oddania swego
życia - cechującą męczennika. Każdy z nas może żyć tak, jak człowiek, który
już wszystko, a nawet życie swoje poświęcił dla Chrystusa. "Niech
przyjdzie cokolwiek - czy tęcza, korona, Czy krzyż
albo burza, czy znój i brzemiona – Mą duszę i
ciało dziś składam Ci, Panie, Jak ziarno
- na pełne już ich zaoranie". Rozdział 13. NAGRODY OCZEKUJĄCE PRAWDZIWEGO UCZNIA Życie,
które zostało oddane Panu Jezusowi, ma już samo w sobie wspaniałą nagrodę.
Jest nią radość i obfitość słodyczy, którą może dać tylko chodzenie za
Jezusem Chrystusem, co jest życiem, w prawdziwym tego słowa znaczeniu. Zbawiciel
często powtarzał te słowa: "Kto straci życie swoje dla mnie, ten .je
zachowa". Stwierdzamy, że ta wypowiedź jest jedną z najczęściej
pojawiających się wypowiedzi Pana Jezusa (patrz Mat. 10,39; 16,25; Marka
8,35; Łuk. 9,24; 17,33; Jana
12,25). Dlaczego jest to powtórzone tak często? Czyż nie dlatego, że Pan
tutaj przedstawia jedną z najbardziej fundamentalnych zasad życia
chrześcijańskiego, a mianowicie to, że życie, o które się dba i nad którym
się rozczula, jest życiem zgubionym, ale życie wylane dla Niego jest życiem
znalezionym, zbawionym, pełnym radości, życiem, które zachowuje się na całą
wieczność? Być
połowicznym chrześcijaninem znaczy nic innego, jak niepełna i pełna biedy
egzystencja. Ale całkowite oddanie się Jemu jest najpewniejszym sposobem, aby
cieszyć się najlepszą stroną życia. Być
prawdziwym uczniem to znaczy być niewolnikiem Jezusa Chrystusa i znajdować w
Jego służbie całkowitą wolność. Wspaniałą wolność widzi się w życiu takich
sług, którzy mogą powiedzieć: "Ja kocham mego Mistrza, nie wyjdę od
Niego na wolność!". Prawdziwego
ucznia nie łamią rozmaite głupie troski, sprawy przechodzącego świata. Zajęty
jest sprawami wieczności i podobnie jak Hudson Taylor cieszy się z luksusu
posiadania bardzo małej ilości takich rzeczy, o które musiałby się troszczyć. Uczeń taki
może być nieznany, a jednak bardzo dobrze znany; chociaż ustawicznie umiera,
to jednak stale żyje. Jest doświadczany, ale nie zabijany. Nawet w smutku się
raduje. Jakkolwiek sam jest ubogi, wielu ubogaca. Sam niczego nie ma, a
jednak posiada wszystkie rzeczy. (Przeczytaj 2 Kor. 6,9.10). I tak jak
można z całą pewnością powiedzieć o życiu prawdziwego ucznia Pańskiego, że
jest ono duchowo najbardziej zadowalającym życiem na tym świecie, można też z
równie wielką pewnością stwierdzić, że jest to życie, które otrzyma
największą nagrodę w przyszłym wieku. W 16 rozdziale Mateusza, wiersz 27
czytamy: "Albowiem Syn człowieczy przyjdzie w chwale Ojca swego z
Aniołami swoimi, i wtedy odda każdemu według uczynków jego". Dlatego
też mężem prawdziwie błogosławionym i w obecnym czasie i w całej wieczności
jest ten, który może powiedzieć wraz z Borden of Yale: "Panie Jezu, ja
usuwam ręce swoje od mojego życia. Ciebie chcę posadzić na tronie mego serca.
Zmień mnie, oczyść, użyj mnie tak, jak Tobie się to będzie podobało". ZBAWICIEL
NASZ NIE CHCIAŁ... Zbawiciel
nasz nie chciał, by zginął ktokolwiek, Gdy w
chwale Swej usiadł na tronie. Ujrzawszy
świat w nędzy, boleści, zginieniu, Z miłości
pochylił się w zgonie. A tu giną
setki, tysiące wokoło, Od bólu aż
serca pękają, Pan chce
ich wybawić - lecz któż im to powie, Gdy w
grzechu się z trwogą słaniają? Zbawiciel
nasz nie chciał, by zginął ktokolwiek, Więc ciało
przyoblekł boleści, Bóg
przyszedł tu szukać zginionych, pocieszać, Złamanym
cudowne nieść wieści. A tu giną
setki - już kończy się żniwo - Żniwiarzy
brak, noc już nadchodzi; Pan Jezus
cię woła, ach, pośpiesz! Duszami
Cennymi cię hojnie nagrodzi! Dla
przyjemności - to nie brak ci czasu, Lecz nie
masz go dla twego Pana; Masz czas
na kłopoty, zabawki - aż grzesznym Kto
wspólnie ma paść na kolana? Kto powie ginącym o szczęściu, wieczności, Kto zechce
głód serc zaspokoić? Kto
mdłych, obciążonych przywiedzie do Zbawcy, Płaczących
- do wiecznej ostoi? Zbawiciel
nasz nie chciał, by zginął ktokolwiek, A ja. Jego
uczeń, czy mogę, Żyć nadal
wygodnie, gdy giną wokoło – Patrz! W
oczach ich łzy widać, trwogę! Tak! Giną
setki, tysiące... ach, proszę, Me serce
ożywić chciej. Panie! Bym świat
zaniedbawszy, z wiecznością na oku, Wypełnił miłości zadanie! Czytaj codziennie Biblię - Słowo Boże * * * * * *
* * * Warto
przeczytać: [ Chrystus
Umiłował Kościół ] [ Muzyka uwielbiająca Boga ] [
Test tłumaczenia
Biblii ] [ Sprawowanie się sługi w Domu Bożym ] [ Zbawienie
i jego nieutracalność – R Ciarriocca ] [ Pokój, radość,
pewność zbawienia - Kremer
] [ Czy
zbawieni mogą pójść na wieczne potępienie? ] [
Wąska Droga
– AW Pink ] [ Pewny przewodnik do nieba – J. Aleine ] [
Raz
zbawiony na zawsze zbawiony – C. H. Mackintosh ] [
Pewność
i radość zbawienia – Geo Cutting ] [ Powtórne
przyjście Pana Jezusa i związane z tym wydarzenia – JNDarby+RBrockhaus ] [
Powtórne
przyjście Pana Jezusa Chrystusa – Rene Pache ] [
2
PRZYJSCIA CHRYSTUSA ]
[ SZAFARSTWA
] [ 1 Koryntian
10:32 ] [ Co nam przyniesie przyszłość? ] [
Wielki
ucisk ] [ Mieszkania w domu Ojca ] [
Pochwycenie
wszystkich prawdziwych wierzących ] [ Charakterystyczne
punkty czasu ] [ Rady dla młodych wierzących – J.N. Darby ] [
Do kogo
należysz? ] [ Pisma Święte – J.N. Darby ] [
KROKI ] [
Narodzenie
Pana Jezusa Chrystusa
] [ Wspaniałe Paradoksy Pisma
Świętego ] [ Bój wiary – AW Pink ] [
Wstaw imię
kapitana! ] [ Jak
stać się prawdziwym Chrześcijaninem? – Otto Heit ] [
Jezus
Chrystus jest Panem! ] [ Na nowo
] [ Świadectwo
nawrócenia x. R. Bennetta
] [ Powierz Panu drogę
swoją a On wszystko dobrze uczyni! ] [ Dar Zbawienia –
świadectwo nawrócenia x. Ch. Chinqui ] [ 5 karciarzy ] [ Życie za życie ] [ Bóg i człowiek w Jednej Osobie ] [
Czy nie ma
balsamu w Gileadzie? ] [ Chrześcijanin a telewizja ] [
„chrześcijańska”
mini-spódniczka ] [ Człowiek pobożny miłuje Słowo Boże ] [
Ten Który
stworzył wszystko ] [ Jesteś pomocą czy przeszkodą? ] [
Krew
Chrystusa – jej wielka wartość – LM Grant ] [
Ojciec i Syn –
odwieczny związek – LM Grant
] [ O uporządkowaniu życia
dzieci Bożych ] [ „Zgubiony! i Znaleziony” – AW Pink ] [
Przedstawiciele
Zgromadzenia Bożego ] [ Zaproszenie dla Chrześcijan: „Przyjdź i zobacz” ] [
„Rozkaz Pana i
argumenty szatana” – CH Mackintosh ] [ „Każdy chrześcijanin ma być
rybakiem ludzi” – Otto Heit
] [ Fizyczne aspekty
śmierci Jezusa Chrystusa ]
[ „Rzut oka na zbory chrześcijan zgromadzających się do
imienia Pana Jezusa Chrystusa” RK Campbell ] [
„Wcielenie
Syna” – WR Dronsfield ] [ „Listy do Młodych Ludzi” – Heijkoop & Dennet
] [ Łaską
zbawieni jesteście ] [ Tak mówi Pan ] [ Kto
jest prawdziwym Chrześcijaninem?
] * * * * * *
* * * Bardzo pomocnym w codziennym studium Biblijnym
jest kalendarz z codziennym rozważaniem fragmentów Biblii – obecnie najlepszy
na polskim rynku taki kalendarz {Kalendarz
Chrześcijański „Dobre Nasienie”} możesz zakupić pod adresem: RLCh – Rozpowszechnianie
Literatury Chrześcijańskiej
Pod adresem: http://www.DobreNasienie.own.pl/ możesz zamówić bezpłatną subskrypcję treści kartek z tego kalendarza na Twoją skrzynkę poczty elektronicznej! ***
*** *** Jeśli
pragniesz otrzymać bezpłatnie Nowy Testament Pana Jezusa Chrystusa, rozpocząć
regularne poznawanie nauk Pisma Świętego (korespondencyjnie lub spotykając
się z Chrześcijanami), albo masz pytania odnośnie Bożych wymagań względem
Ciebie, możesz się z nami skontaktować, proszę pisz pod adres:
CMS
- Chrześcijańska Misja do Studentów skryt. poczt. nr 328, PL 50-950 Wrocław 2 * * * * * *
* * * kontakt przez internet: http://mat18-20.Jezus.pl/
poczta elektroniczna: mat18_20@wr.onet.pl inne strony internetowe godne polecenia: http://Judy3.own.pl/ http://Chrystus.Jezus.pl/ http://cms.kdm.pl/ http://NowyTestament.own.pl/ http://www.Brzeg.own.pl/ http://www.DobreNasienie.own.pl/ http://www.kki.net.pl/~marnatha
* * * * * *
* * * Kim jesteśmy i w co wierzymy? Zgromadzamy się jako Chrześcijanie, w prostocie tylko do
imienia naszego Pana Jezusa Chrystusa, i nie mamy żadnych denominacyjnych
powiązań (1 Koryntian 1:9-10). Jesteśmy znani jako "bracia", imię
jakiego używał dla nas Sam Pan Jezus (Ew. Łukasza 8:21, Hebrajczyków
2:11-12). Wierzymy, że Biblia jest natchnionym Słowem Bożym (2 Tymoteusza
3:16) w którym On Objawił Siebie i Swoje zamysły - swoim stworzeniom
(Hebrajczyków 4:12-13). Wierzymy że każdy potrzebuje Zbawiciela, i że Biblia
przedstawia Tego Zbawiciela, Pana Jezusa Chrystusa, Który dokonał doskonałego
przebłagania za nasze grzechy na krzyżu Golgoty (Rzymian 3:23, Dzieje Ap.
13:38-39, 1 List Jana 5:12-13). Ponadto, wierzymy, że wszyscy którzy przyjmą
poselstwo Ewangelii są "narodzonymi na nowo" (1 List Piotra 1:23),
zapieczętowanymi przez Ducha Świętego (Efezjan 1:13), członkami Ciała
Chrystusowego (1 Koryntian 12:12-13). Wierzymy, w ponowne przyjście Pana
Jezusa Chrystusa, po Jego Oblubienicę, czyli Zgromadzenie. Jego Powrót może
nastąpić w każdej chwili (1 Tesaloniczan 4:13-18, Efezjan 5:25-27). Oczekując
tej błogosławionej nadziei (Tytusa 2:13), także wierzymy, że największą
potrzebą każdego człowieka i całego świata jest powrót do nauki Słowa Bożego,
przez którą jedynie jest możliwe duchowe przebudzenie (Hebrajczyków 4:12). Głosimy
Chrystusa Ukrzyżowanego za nasze grzechy, Wzbudzonego dla naszego
usprawiedliwienia i Powracającego ponownie w celu zabrania Jego Zgromadzenia
(Kościoła) do domu Ojca (1 Koryntian 15:3, Rzymian 4:25, 1 Tesaloniczan
4:13-17, Ew. Jana 14:1-3, Hebrajczyków 9:24-28).
[ Prosty Boży Plan Zbawienia – F Porter ] [ Czy jesteś narodzony na nowo? – JC Ryle ] [ Przebaczenie Boże KTO GO POTRZEBUJE ... – J. N. Darby ] [ http://www.DobreNasienie.own.pl/ ] inne lubiane przez nas miejsca w sieci: http://www.DobreNasienie.own.pl/ |