Bóg ma dla Ciebie plan!
------
Jak mogę być uratowanym od należnej mi kary piekła?
------
Jedność wszystkich dzieci Bożych
------
Słowo Prawdy
------
Wieczne bezpieczeństwo
------
Pan Jezus Wraca po Swoich
------
Byłem ślepy - teraz widzę!
------
Tylko dla owiec
------
[najbardziej] Niebezpieczne grupy religijne [CMS-Centrum Monitorowania Sekt]
------
Tohu-wa-Bohu [Na początku Pan Jezus Chrystus Stworzył niebo i ziemię]
------
Bezpłatny Nowy Testament Pana Jezusa Chrystusa
------
Dobra Nowina o Panu Jezusie Chrystusie w obrazkach
------
Artykuły różne
------
Specjalnie dla Ciebie
------
Judy3: wiara raz na zawsze przekazana świętym
------
Mat18-20
------
Chrystus.Jezus.pl
------
Korespondencyjny Kurs Biblijny

Start

Kto jest prawdziwym Chrześcijaninem

 

Wprowadzenie

 

Prawdziwe chodzenie śladami Pana Jezusa Chrystusa i droga prawdziwego ucznia Jego rozpoczyna się wtedy, gdy dany człowiek narodzi się na nowo, gdy mają miejsce następujące wydarzenia:

1) Gdy dany człowiek zdaje sobie sprawę z tego, że jest pełen grzechu, zgubiony, ślepy i nagi przed obliczem Bożym.

2) Gdy przyznaje, że jest rzeczą niemożliwą, aby mógł samego siebie zbawić poprzez swój dobry charakter - lub też swoje dobre uczynki.

3) Gdy wierzy, że Pan Jezus Chrystus umarł na krzyżu jako jego Zastępca.

4) Kiedy poprzez stanowczą decyzję wiary uznaje i przyjmuje Pana Jezusa Chrystusa jako swego Jedynego Pana i Zbawiciela.

 

Oto w jaki sposób człowiek staje się chrześcijaninem, a jest rzeczą niezmiernie ważną, aby podkreślić to na samym początku. Jest bardzo wielu takich ludzi, którzy uważają, że człowiek staje się chrześcijaninem poprzez prowadzenie życia po chrześcijańsku, ale takie twierdzenie się zupełnie nie zgadza z prawdą! Zanim będziesz w stanie prowadzić chrześcijańskie życie, musisz najpierw stać się chrześcijaninem.

Życie prawdziwego chrześcijanina, które jest opisane w dalszej części naszych rozważań, jest życiem ponadnaturalnym. Żaden człowiek martwy duchowo nie posiada w sobie mocy do tego, aby takie życie, jakie jest typowe dla prawdziwego chrześcijanina ustawicznie prowadzić. Do tego bowiem jest potrzebna moc Boża, a moc tę człowiek otrzymać może tylko wtedy gdy się narodzi na nowo, gdy się narodzi po raz drugi, gdy się narodzi z Boga. Wtedy bowiem, za sprawą działania Ducha Świętego, wstępuje w takiego człowieka siła umożliwiająca mu prowadzenie życia w taki sposób, w jaki w nauczaniu Swoim polecił każdemu człowiekowi Chrystus Jezus, nasz Pan.

Zanim więc będziesz kontynuował czytanie tych rozważań, najpierw zadaj sobie następujące pytanie: "Czy już się naprawdę narodziłem na nowo? Czy stałem się prawdziwym dzieckiem Bożym przez wiarę w Pana Jezusa Chrystusa?".

Jeżeli jeszcze nie przeżyłeś narodzenia na nowo, narodzenia z Boga, przyjmij natychmiast Pana Jezusa Chrystusa jako swojego Pana i Zbawiciela, jeżeli prawdziwie i szczerze to uczynisz, to zaraz potem jako konsekwencja pojawi się w tobie niezachwiane, stałe postanowienie bycia posłusznym Panu Jezusowi Chrystusowi we wszystkim, co rozkazał - i to za wszelką cenę.

Jest też druga możliwość. Jest prawdopodobne, że uważasz się za narodzonego na nowo człowieka, a mimo to w trakcie czytania tych rozważań stwierdzisz, że pewne przykazania Pana Jezusa Chrystusa są dla ciebie uciążliwe, niemożliwe do spełnienia. W takim przypadku wyznaj to Panu Jezusowi Chrystusowi, przyjdź do Niego i proś aby ci wyjawił twój prawdziwy stan. Jest bowiem poważne zagrożenie, że tak naprawdę wcale nie jesteś narodzony na nowo, lecz jedynie błędnie się za takiego uważasz. Czytaj Słowo Boże i w nim szukaj odpowiedzi na to, jaki jest twój prawdziwy stan. Przeczytaj 7 rozdział Ewangelii Mateusza, i sprawdź czy też może nie jesteś jednym z tych, którzy tylko ustami Jezusa Chrystusa nazywają "Panem". Dla prawdziwego chrześcijanina żadne z Bożych przykazań nie jest w żadnym najmniejszym nawet stopniu uciążliwe. Jest to jeden z pewnych znaków rozpoznawczych danych nam przez Boga - jeśli wymagania Chrystusa Jezusa Pana są dla kogoś ciężarem, to taka osoba z całą pewnością nie jest wolna od grzechów i jest cały czas na zgubnej drodze i o ile się nie nawróci do Pana Jezusa Chrystusa, i o ile nie podda się pod Jego władzę i nie przyjdzie na Jego warunkach do Niego po przebaczenie grzechów, z całą pewnością pójdzie na wieczną zgubę.

Te rozważania są próbą przedstawienia niektórych zasad obowiązujących tych wszystkich którzy są prawdziwymi chrześcijanami. Wszyscy prawdziwi chrześcijanie z całą pewnością pragną naśladować Swojego Zbawiciela, według tego czego uczy Nowy Testament Pana Jezusa Chrystusa.

Niektórzy ludzie - określani przez Biblię jako fałszywi nauczyciele - mimo, że sprawy te są w jaskrawy sposób widoczne w Słowie Bożym, błędnie uczą, że zasady te nie są wymagane od każdego kto jest narodzony na nowo, że są zbyt krańcowe, niewykonalne w praktyce w obecnym wieku "tak skomplikowanych warunków życiowych, w jakich my żyjemy". Ludzie ci obracają łaskę Bożą w rozpustę. Duch Święty uzdalnia każdego prawdziwego chrześcijanina do tego, aby wszystkie zasady zawarte w Słowie Bożym wykonywał całkowicie i bez jakichkolwiek wyjątków. Natomiast ludzie, którzy tylko przybierają pozór pobożności, którzy nie narodzili się na nowo, zapierają się mocy, która jest dostępna dla każdego prawdziwego chrześcijanina. A to, że dziś, w czasach upadku i powszechnego odstępstwa, Słowa Pana Naszego Jezusa Chrystusa są w tak wielkiej pogardzie, choć smutne i rozdziera serce, to jednak jest pewnym dowodem, że wielu jest takich, którzy myślą o sobie jako o chrześcijanach, a w rzeczywistości w dniu spotkania z Chrystusem Jezusem, Panem naszym, usłyszą od Niego słowa: "... idźcie precz ode Mnie wy którzy czynicie bezprawie ... nigdy was nie znałem ..." (por. Mateusza 7). Ci obrzydliwi oszuści i ich ofiary są obecni wśród prawdziwych wierzących, możliwe nawet, że częściej w wielu zgromadzeniach noszących szyldy chrześcijańskie tak naprawdę jest odwrotnie, że to prawdziwi chrześcijanie są nikłą garstką wśród fałszywych martwych wyznawców, mimo, że pozór pobożności chrześcijańskiej jest zachowany, śpiewane są pieśni o Chrystusie i Jego kosztownym dziele, da się słyszeć głębokie i poprawne teologicznie modlitwy, opowiadane jest Słowo Boże, ma miejsce chrzest i wszystko z zewnątrz wygląda prawie tak, jak w pierwszym wieku. Nie ma chyba nic bardziej zwodniczego niż pozór pobożności bez mocy Bożego życia w tych, którzy biorą udział w chrześcijańskich zgromadzeniach.

Jeśli więc myślisz sobie, że jesteś narodzony na nowo, że jesteś na drodze do nieba, a nie masz potwierdzenia w swoim życiu polegającego na tym, że wszystkie wymagania Chrystusa Jezusa Pana są przez ciebie bez najmniejszych trudności miłowane i realizowane, powinieneś zbadać swoje życie, czy nie idziesz drogą zagłady.

Nowy Testament mówi nam o tym, że "wielu uwierzyło w imię Jego [Pana Jezusa Chrystusa], widząc cuda, których dokonywał. Ale sam Jezus nie miał do nich zaufania" (Jana 2:23-24). "Gdy tak mówił, wielu uwierzyło w niego" (Jana 8:30), równocześnie wiersz 59 pokazuje, że troszkę dalej, ci sami ludzie chcieli Go ukamienować! Podobną rzecz Duch Święty pokazuje w Ewangelii Jana 12: "wielu członków Rady uwierzyło (nie tylko "o Nim", ale „w Niego) i zobaczmy co następuje zaraz potem: "ale gwoli faryzeuszów nie wyznawali swej wiary, żeby nie zostali wyłączeni z synagogi; Umiłowali bowiem bardziej chwałę ludzką niż chwałę Bożą" (Jana 12:42,43) - widać stąd, że możliwe jest, aby nie mieć nic wspólnego ze zbawieniem, nie mieć nic wspólnego z Chrystusem, być wrogiem Bożym, a mimo to ciągle być "prawdziwym biblijnym wierzącym w Pana Jezusa Chrystusa"!

Widzimy z Pisma Świętego, że jest wiara zbawiająca i wiara nie zbawiająca. Jeżeli należysz do osób które myślą o sobie, że mają "zbawiającą wiarę" w Pana Jezusa Chrystusa, i mówisz sobie w sercu: "Ja wiem, że moja wiara jest właściwa i zbawiająca: ja ujrzałem siebie jako zgubionego grzesznika, zdałem sobie sprawę z tego, że nic nie mogę zrobić aby zadowolić Boga i położyłem całe swoje zaufanie w skończonym, doskonałym dziele Chrystusa", to chciałbym zwrócić ci uwagę, że serce jest bardzo zwodnicze (Jeremiasza 17:9), i szatan oszukał wielu (Objawienie 12:9). Wielu z tych oszukanych jest pewnych tego, czego on ich nauczył. Jeżeli zatem masz pewność że jesteś na drodze do nieba, a nie widzisz w swoim życiu owoców prawdziwego życia Bożego, uzewnętrzniającego się przez absolutne posłuszeństwo we wszystkich szczegółach życia Panu Jezusowi Chrystusowi, to muszę zwrócić twoją uwagę na to, że wielu, którzy byli równie pewni jak ty, znajduje się obecnie w piekle.

Prawdziwa zbawiająca wiara w Pana Jezusa Chrystusa, jest wiarą sprawdzoną w świetle Słowa Bożego. Te rozważania mają pomóc każdemu, który chce sprawdzić swoją wiarę, czy jest to wiara zbawiająca, która na podstawie doskonałego dzieła Golgoty jest pewnością nieba i społeczności z Bogiem, czy też jest to wiara demonów, poparta tylko rzekomymi znakami i cudami, przybierająca tylko pozór pobożności i nie mająca nic wspólnego z mocą do świętego życia, którą mają tylko i wyłącznie ci, którzy są zamieszkani przez Wszechmocnego Boga - Ducha Świętego.

Dlatego, wszystkich czytających zachęcamy razem z apostołami:

... Poddawajcie samych siebie próbie, czy trwacie w wierze, doświadczajcie siebie; czy nie wiecie o sobie, że Jezus Chrystus jest w was? ... (2 Koryntian 13:5).

 

 

Rozdział 1.

JAKIM WARUNKOM MUSI ODPOWIADAĆ PRAWDZIWY CHRZEŚCIJANIN

 

Prawdziwe chrześcijaństwo jest całkowitym oddaniem i poddaniem się Panu Jezusowi Chrystusowi.

Zbawiciel nie szuka dla swej służby takich mężczyzn, względnie niewiast, którzy by oddali Mu tylko swoje wolne wieczory albo też swoje weekendy, czy też może czekali ze służeniem Mu do czasu pójścia na emeryturę. On raczej szuka takich, którzy by Mu oddali pierwsze miejsce w swoim życiu. Pan Jezus Chrystus dzisiaj szuka, jak zresztą zawsze szukał, nie tłumów, które by bezmyślnie kroczyły Jego ścieżką, ale szuka jednostek - takich mężczyzn i takie niewiasty, których gorąca miłość i ofiarowanie Mu się całym sercem wynikałoby z faktu, że rozpoznali istotę zagadnienia, a mianowicie iż Pan Jezus Chrystus pragnie usługiwania tych, którzy by byli gotowi iść Jego ścieżką wyrzeczenia się samego siebie, jaką On szedł przed nimi.

Nic, jak tylko bezwarunkowe pełne poddanie się Panu Jezusowi Chrystusowi, może być właściwą odpowiedzią na Jego ofiarę na Golgocie. Poddanie się Chrystusowi Panu jest najzwyklejszą konsekwencją prawdziwego narodzenia na nowo. Pytanie: "Panie, co chcesz abym czynił?", jest najzwyklejszym pytaniem, które mówi człowiek bezpośrednio po ożywieniu z duchowej śmierci. Tak niepojętej Bożej miłości nie może zaspokoić nic innego, jak tylko oddanie Panu naszej duszy, ducha i ciała. Naszego życia - wszystkiego.

Pan Jezus Chrystus postawił wielkie wymagania pod adresem tych, którzy by chcieli zostać Jego uczniami. W dzisiejszej dobie luksusu i wygodnego życia wszystkie te wymagania zostały w dużej mierze zapomniane. Zbyt często ludzie bezbożni, którzy myślą o sobie, że są chrześcijanami, patrzą na chrześcijaństwo jako na ucieczkę od piekła i gwarancję Nieba, a poza tym uważają, że mają wszelkie prawo cieszyć się najlepszymi rzeczami, które życie może im ofiarować. Wiedzą oni wprawdzie o tym, że na kartach Biblii zapisane są nader mocne wiersze na temat naśladowania Pana Jezusa Chrystusa, ale ponieważ przez swą nieprawość tłumią prawdę, mają trudności w pogodzeniu ich z ich zniekształconymi pojęciami, czym chrześcijaństwo być powinno.

Co prawda przyjmują to jako oczywisty fakt, że żołnierze oddają swoje życie dla Ojczyzny i nie widzą w tym nic dziwnego, że np. członkowie różnych zrzeszeń politycznych oddają swoje życie dla swoich idei. Ale to, że krew, pot i łzy miałyby charakteryzować życie naśladowcy Chrystusa, wydaje się im jakieś bardzo odległe i trudne do zrozumienia.

A jednak słowa Pana Jezusa Chrystusa są w tym względzie całkowicie jasne i wystarczające. Nie można ich inaczej rozumieć, jeśli tylko przyjmie się je tak, jak są napisane. A oto cechy jakimi charakteryzuje się każdy prawdziwie narodzony na nowo człowiek, które podał nam sam Zbawiciel świata:

 

1. WSZYSTKO PRZEWYŻSZAJĄCE UMIŁOWANIE PANA JEZUSA CHRYSTUSA.

"Jeśli kto idzie do Mnie, a nie ma w nienawiści ojca swego, i matki, i żony, i dzieci, i braci, i sióstr, a nawet i życia swego, nie może być uczniem Moim" (Łukasza 14:26). Nie znaczy to oczywiście, aby kiedykolwiek ktoś miał mieć w sercu swoim w stosunku do najbliższych jakieś uczucie wrogości, ale że prawdziwy chrześcijanin cechuje się miłością w stosunku do Chrystusa, która jest tak wielka, że miłość do innych ludzi w porównaniu z miłością do Niego wygląda tak jak gdyby była nienawiścią. Właściwie najtrudniejszą cząstką tego wiersza jest wyrażenie: "...a nawet i życia swego". Miłość samego siebie jest jedną z największych przeszkód, aby stać się prawdziwym chrześcijaninem. Na właściwym miejscu, na którym Pan Jezus Chrystus chce nas mieć, możemy znaleźć się dopiero wtedy, gdy jesteśmy gotowi życie nasze złożyć w ofierze dla Niego.

 

2. ZAPARCIE SIĘ SAMEGO SIEBIE.

"Jeśli kto chce iść za Mną, niech się zaprze siebie samego" (Mateusza 16:24). Zaparcie się samego siebie nie jest tym samym co panowanie nad sobą. To ostatnie oznacza wyrzeczenie się pewnych pokarmów, przyjemności albo czegoś z naszych dóbr. Zaparcie się samego siebie oznacza zaś tak całkowite poddanie się władzy Chrystusa, że nasze "ja" nie posiada więcej żadnego prawa ani autorytetu. Oznacza to, że nasze "ja" abdykuje i schodzi z tronu i zaczyna słuchać we wszystkim Chrystusa Jezusa mając Go za Pana. Ktoś gdzieś wyraził to tak: "Panie, spraw, abym nie miał własnej woli, a także abym szczęścia w najmniejszym nawet stopniu nie uzależniał od czegokolwiek, co mogłoby mi przypaść w udziale na podstawie działania czynników zewnętrznych, ale abym mógł znaleźć je całkowicie w poddaniu się Twojej woli".

 

3. ŚWIADOME WYBRANIE KRZYŻA.

"Jeśli kto chce iść za Mną, niech się zaprze samego siebie i weźmie krzyż swój..." (Mateusza 16:24). Krzyż nie jest tylko jakąś cielesną słabością, kłopotem, czy bólem serca. Te rzeczy przypadają w udziale wszystkim ludziom. Krzyż jest drogą życia, którą człowiek świadomie wybiera. Jest to ścieżka, która, jeśli chodzi o ten świat, wyraźnie charakteryzuje się brakiem sławy i pohańbieniem. Krzyż symbolizuje ową hańbę, prześladowanie i poniżenie, które świat wylał w takiej obfitości na Świętego i Wiecznego Syna Bożego, i które świat w dalszym ciągu będzie wylewał na tych wszystkich, którzy odważą się popłynąć we właściwym kierunku, mimo że wszyscy w buncie przeciw Bogu płyną pod prąd. Każdy człowiek myślący o sobie, że jest chrześcijaninem, może uniknąć krzyża, jeśli po prostu się podda i przypodoba temu światu i jego drogom, jeśli razem ze światem będzie płynął pod prąd w buncie przeciwko Bogu. Ponieważ Pan Jezus Chrystus powiedział: "Kto nie dźwiga krzyża swojego, a idzie za Mną, nie może być uczniem Moim" (Łukasza 14:27), a w Dziejach 11:26 jest powiedziane: "w Antiochii nazwano po raz pierwszy uczniów chrześcijanami". Nie jest chrześcijaninem ktoś kto nie dźwiga krzyża, a jedynie na ustach ma imię Pana Jezusa Chrystusa.

 

4. ŻYCIE SPĘDZONE W NAŚLADOWANIU CHRYSTUSA.

"Jeśli kto chce iść za Mną, niech się zaprze samego siebie, i niech weźmie krzyż swój, i niech idzie za Mną" (Mateusza 16:24). Aby to zrozumieć, człowiek musi zadać sobie po prostu pytanie: "Co charakteryzowało życie Pana Jezusa Chrystusa?" Było to życie polegające na posłusznym poddaniu się woli Bożej. Było to życie spędzone w mocy Ducha Świętego. Było to życie zupełnie pozbawione egoizmu, poświęcone służbie innym. Było to życie, w którym objawiała się cierpliwość i znoszenie cierpień w milczeniu - w obliczu największego zła i najgłębszych krzywd. Było to życie pełne zapału, ofiarowania bez reszty swych sił, kontroli nad samym sobą, pokory, usłużności, wierności i pełni oddania. (Patrz List do Galacjan 5:22,23). Aby być prawdziwymi Jego uczniami, musimy chodzić tak, jak On chodził. Wtedy uspokoimy serce swoje i będziemy mieć pewność, że jesteśmy na drodze do nieba. Musimy objawiać w naszym życiu owoce pełnego podobieństwa do Chrystusa Pana (Jana 15:8).

 

5. GORĄCE UMIŁOWANIE TYCH, KTÓRZY SĄ WŁASNOŚCIĄ PANA JEZUSA CHRYSTUSA.

"Z tego poznają wszyscy, że jesteście Moimi uczniami, jeśli miłość mieć będziecie ku sobie wzajemnie" (Jana 13:35). Jest to tego rodzaju miłość, która uważa innych za lepszych od siebie, która przykrywa mnóstwo grzechów, która jest cierpliwa i uprzejma, która nie czyni nic nieprzystojnego, nie szuka swego, nie jest porywczą, nie myśli złego, nie raduje się z niesprawiedliwości, ale się raduje z prawdy, która wszystko pokrywa, wszystkiemu wierzy, wszystkiego się spodziewa, wszystko znosi (l Koryntian 13:4-7). Każdy narodzony na nowo człowiek ma w sobie taką miłość - ponieważ to Duch Święty ją tam umieścił. Jeśli ktoś nie ma takiej miłości, pozostaje w śmierci i jest dalej na drodze zagłady a jego zguba nie drzemie, ponieważ jak mówi 1 Jana 3:14, "wiemy, że przeszliśmy ze śmierci do życia, bo miłujemy braci; kto nie miłuje, pozostaje w śmierci". Bez takiej miłości naśladowanie Pana Jezusa Chrystusa byłoby tylko zimnym, zamkniętym w ramach suchych reguł religijnych ascetyzmem.

 

6. WYTRWANIE W JEGO SŁOWIE BEZ ZBACZANIA ANI NA LEWO, ANI NA PRAWO.

"Jeśli wy zostaniecie w Słowie Moim, prawdziwie uczniami Moimi będziecie" (Jana 8:31). Prawdziwego Chrześcijanina cechuje wytrwałość, cierpliwość i stałość. "A to, które padło na dobrą ziemię, oznacza tych, którzy szczerym i dobrym sercem usłyszawszy słowo, zachowują je i w wytrwałości wydają owoc" (Łukasza 8:15). Pan Jezus Chrystus wie, którzy są Jego i do nich powiedział: "Nie wy mnie wybraliście, ale Ja was wybrałem i przeznaczyłem was, abyście szli i owoc wydawali i aby owoc wasz był trwały" (Jana 15:16), każdy kto jest narodzony na nowo z całą pewnością wytrwa do końca w niezachwianej ufności, i nie wpadnie ani w liberalizm ani w fanatyzm, ani w rytualizm, ani formalizm. Natomiast żaden z tych, którzy nie są narodzeni na nowo, nie wytrwa, ponieważ nie ma takiej możliwości. Tylko ci, którzy są zbawieni wytrwają do końca, ponieważ stali się uczestnikami Chrystusa, i dlatego aż do końca zachowają niewzruszoną ufność jaką mieli od początku (Hebrajczyków 3:14). Aby być prawdziwym uczniem, trzeba być wytrwałym. Ach, jakżeż łatwo jest dobrze rozpocząć, z płomiennym entuzjazmem, ale próbą, wykazującą rzeczywistość przeżycia nowego narodzenia z Boga - jest wytrwanie aż do końca. Ani jeden przewrotny, ani jeden pies, nie ma żadnej obietnicy że będzie zbawiony.  "Żaden, który by przyłożył rękę swoją do pługa i oglądał się wstecz, nie nadaje się do Królestwa Bożego" (Łukasza 9:62). Tu nie wystarczy chwilowe, okresowe tylko w formie wybuchowej objawiające się posłuszeństwo Słowu Bożemu. Nie wystarczy obmycie świni z błota. Tak długo, jak nie nastąpi narodzenie na nowo, tak długo jak nie umrze świnia, nie urodzi się owca, tak długo nie ma żadnej szansy na to, aby powstrzymać kogoś od tarzania się w błocie nieposłuszeństwa. Pan Jezus Chrystus chce mieć takich, którzy by szli za Nim w ustawicznym, pozbawionym krnąbrności, nie zadającym pytań pełnym posłuszeństwie.

 

7. OPUSZCZENIE WSZYSTKIEGO, ABY IŚĆ W ŚLAD ZA CHRYSTUSEM JEZUSEM PANEM.

"Tak i każdy z was, kto by się nie wyrzekł wszystkich majętności swoich, nie może być uczniem Moim" (Łukasza 14:33). To może jest jednym z najbardziej niepopularnych warunków stawianych przez Chrystusa Jezusa Pana ludziom, którzy chcą zostać uczniami Chrystusa bez narodzenia na nowo. Za sprawą fałszywych, martwych wyznawców i prowadzących ich fałszywych nauczycieli obracających łaskę Bożą w rozpustę, wiersz ten został uczynionym najbardziej niepopularnym wierszem całej Świętej Biblii. Sprytni teologowie mogliby ci podać tysiąc przyczyn, dla których wiersz ten nie ma jakoby oznaczać tego, co mówi, ale prawdziwe dzieci Boże, w prostocie przyjmują go z radością, domyślając się, że Pan Jezus Chrystus dokładnie Sobie zdawał sprawę z tego, co mówił. A co to znaczy: wszystko opuścić? To porzucenie wszystkich materialnych dóbr i wszystkiego tego, co nie jest koniecznie potrzebne dla podtrzymania życia, a co można by użyć dla rozszerzania Ewangelii. Ten, który wszystko porzuca, nie staje się bezczynnym włóczęgą. Wręcz przeciwnie: pracuje pilnie, ażeby zaspokoić zarówno swoje bieżące potrzeby, jak i swej rodziny. Ale od chwili gdy najwyższym celem jego życia stało się krzewienie i rozszerzanie Ewangelii Chrystusowej, wszystko, cokolwiek mu zbywa ponad najkonieczniejsze bieżące potrzeby, inwestuje niejako w pracy Pańskiej, pozostawiając przyszłość w rękach Boga. Człowiek posiadający życie z Boga, wierzy, że szukając na pierwszym miejscu Królestwa Bożego i Jego sprawiedliwości, nigdy nie będzie odczuwał braku odzieży albo żywności. Nie może się zdobyć na to, ażeby świadomie zatrzymywać w swoich rękach zbędne pieniądze lub oszczędności, gdy dusze giną z powodu braku Ewangelii. Nie chce zmarnować swego życia na gromadzeniu ziemskich "bogactw", które wpadną w ręce diabła w momencie, gdy Chrystus Pan powróci po swoich świętych. Chce natomiast być posłusznym wskazówce Pana Jezusa Chrystusa, Który rozkazał, aby nie składać sobie skarbów na ziemi. Porzucając wszystko, ofiarowuje Panu Jezusowi wszystkie te rzeczy, których i tak nie jest w stanie utrzymać, a które przestał miłować.

Tak więc przedstawiliśmy w siedmiu punktach warunki, które spełnić musi każdy prawdziwy uczeń Chrystusa, które z radością realizuje każde prawdziwe dziecko Boże. Są one jasne i nieodwołalne. Autor tych słów zdaje sobie sprawę, że przedstawiając tych siedem punktów, samego siebie potępił jako niepożytecznego sługę. Ale czyż prawda Boża miałaby na zawsze być przykrywana i zaciemniana dlatego, że lud Boży zawodzi? Czyż nie jest prawdą, że poselstwo jest zawsze większe od posła, który je przynosi? Czyż nie jest rzeczą właściwą, aby Bóg był Prawdziwy, a każdy człowiek kłamcą? Czy nie powinniśmy być gotowi powiedzieć Bogu: "Niech Twoja wola się stanie chociażby kosztem mojego zginienia"?

Wyznając błędy popełnione w przeszłości, odważnie stańmy twarzą w twarz z żądaniami, jakie Chrystus Pan wysuwa pod naszym adresem i starajmy się od tego momentu być godnymi i prawdziwymi uczniami naszego uwielbionego Pana.

 

Rozdział 2

WYRZECZENIE SIĘ WSZYSTKIEGO

 

"Tak i każdy z was, kto by się nie wyrzekł wszystkich majętności swoich, nie może być uczniem moim" (Łukasza 14,33).

 

Aby być prawdziwym Chrześcijaninem, uczniem Pana Jezusa Chrystusa nie tylko z nazwy, człowiek musi wyrzec się wszystkiego. Takie bez wątpienia znaczenie mają słowa naszego Pana i Zbawiciela. A chociażby ktoś miał nie wiem jak wielkie zastrzeżenia do takiej "krańcowości" w tym, czego żąda nasz Pan, bez względu na to, jak bardzo by jakiś cielesny, religijny i martwy duchowo człowiek się buntował przeciwko takiej "niemożliwości", przeciwko tak bardzo "niemądremu" podejściu do tego zagadnienia, pozostaje faktem, iż takie jest Słowo naszego Pana, a On z całą pewnością wiedział co mówi.

 

Na samym początku powinniśmy stanąć twarzą w twarz z następującymi prawdami, których nie da się ugiąć ani złamać:

a) Pan Jezus Chrystus tego żądania nie wysunął tylko pod adresem pewnego specjalnie wybranego rodzaju pracowników Chrystusowych, ale powiedział: "Tak i każdy z was..."

b) On nie powiedział, że musimy być gotowi wszystko pozostawić. On powiedział: "Tak i każdy z was, kto by się nie wyrzekł..."

c) Nie powiedział, że musimy porzucić i wyrzec się  tylko części naszego majątku. Powiedział wyraźnie: "...kto by się nie wyrzekł  wszystkich  majętności swoich".

d) Pan nie powiedział, jakoby istniała możliwość, aby ktoś mógł być w takiej jakiejś rozwodnionej formie chrześcijaninem, a więc Jego uczniem i jednocześnie pozostawać właścicielem "swoich" skarbów. Pan Jezus Chrystus wyraźnie powiedział: "...nie może być uczniem Moim".

Jeśli chodzi o ścisłość nie możemy się dziwić, że Pan Jezus stawia pod naszym adresem tak wyraźne i krańcowe żądanie, gdyż nie jest to jedyne tego rodzaju postawienie sprawy w Świętej Biblii.

Czyż Pan Jezus Chrystus nie powiedział na innym miejscu: "Nie skarbcie sobie skarbów na ziemi, gdzie mól i rdza niszczy i gdzie złodzieje podkopują i kradną, ale skarbcie sobie skarby w niebie"? (Mateusza 6:19,20).

Bardzo słusznie wyraził się Wesley mówiąc: "Ten, który gromadzi skarby na ziemi popełnia zbrodnię tak wyraźnie zabronioną przez naszego Mistrza, jak i ten co cudzołoży albo morduje".

Czyż Pan Jezus Chrystus nie powiedział: "Sprzedawajcie majętności swoje i dawajcie jałmużnę"? (Łukasza 12:33).

Czyż nie polecił młodemu "poszukiwaczowi życia wiecznego" aby uczynił następującą rzecz: "...wszystko co masz sprzedaj i rozdaj ubogim, a będziesz miał skarb w niebie; i przyjdź tu i chodź za Mną"? (Łukasza 18:22).

Jeśli Pan Jezus Chrystus nie Miał na myśli tego, co powiedział, to cóż właściwie Miał na myśli?

Czyż nie jest to prawdą o pierwszych wierzących we wczesnych dziejach Zgromadzenia, że oni: "...posiadłości i majętności sprzedawali i rozdzielali je wszystkim, jak komu było potrzeba"? (Dzieje 2:45).

A czyż nie jest to prawdą, że wielu świętych Pańskich na przestrzeni wieków porzuciło dosłownie wszystko, aby iść w ślad za Panem Jezusem Chrystusem?

 

Anthony Norris Groves i jego żona, jedni z pierwszych misjonarzy w Bagdadzie, w wyniku prawdziwego nawrócenia do Pana Jezusa Chrystusa, doszli do przekonania, że muszą przestać składać skarby tutaj na ziemi i że powinni poświęcić wszystko - całą swoją majętność i całe swoje poważne dochody - pracy Pańskiej. Poglądy Grovesa na ten temat ujęte są w jego książeczce pt. "Chrześcijańskie oddanie się".

 

C. T. Studd zdecydował się oddać cały swój majątek Panu Jezusowi Chrystusowi i skorzystać ze złotej sposobności, która mu się nadarzyła, aby zrobić to, czego ów "młody poszukiwacz życia wiecznego" nie chciał zrobić. Było to po prostu posłuszeństwo stwierdzeniom Słowa Bożego, które zostały podane nam "czarno na białym". Gdy rozdał wiele tysięcy na sprawę Pańską, zarezerwował jeszcze 3.400 funtów dla swojej co dopiero poślubionej małżonki. Ale ona nie chciała, aby jej mąż ją prześcignął w czymkolwiek. "Karolu" zapytała go, "co Pan Jezus rozkazał owemu młodemu poszukiwaczowi życia wiecznego?" "Aby wszystko sprzedał" - odpowiedział.

"Skoro tak", rzekła jego małżonka, "to rozpoczniemy nasze życie małżeńskie czystym rachunkiem z naszym Panem Jezusem". I natychmiast pieniądze te poszły na misje chrześcijańskie.

 

Niewierne, przewrotne serca, mówią swoim właścicielom, że byłoby rzeczą niemożliwą dosłownie brać słowa naszego Pana, bo gdybyśmy wszystko porzucili, umarlibyśmy z głodu. Przecież jest rzeczą konieczną, aby przygotować naszą przyszłość i przyszłość naszych ukochanych! A gdyby każdy chrześcijanin wszystko porzucił, to któż by finansował dzieło Pańskie? A gdyby nie było też i kilku bogatych chrześcijan, to któż by tym wyższym klasom ludzkości kiedykolwiek mógł zanieść Ewangelię? A tak jeden rzekomo słuszny argument za drugim płyną w prędkim następstwie, a wszystko tylko w tym celu, aby udowodnić, że Pan Jezus Chrystus w żadnym wypadku nie mógł mieć na myśli tego, co właśnie wypowiedział.

 

Faktem jednak w tej całej sprawie pozostaje, że posłuszeństwo w stosunku do rozkazu Pańskiego jest najbardziej trzeźwą i najmądrzejszą rzeczą w życiu, i jedyną, która prawdziwie przynosi głęboką radość. Świadectwo Słowa Bożego i doświadczenie udowadniają, że nie było takiego człowieka, który by żyjąc ofiarnie dla Chrystusa Pana, kiedykolwiek cierpiał biedę. Gdy człowiek jest posłuszny Bogu, wówczas Pan Jezus Chrystus Sam się nim opiekuje.

Człowiek, który wszystko porzuca, aby iść w ślad za Chrystusem, nie jest jakimś włóczącym się biedakiem, który oczekuje na wsparcie ze strony współchrześcijan.

Po pierwsze, jest pracowity. Pracuje pilnie, aby zaspokoić swoje bieżące potrzeby, a także potrzeby swojej rodziny.

Po drugie, jest oszczędny. Żyje jak najbardziej ekonomicznie, aby wszystko co pozostaje po pokryciu najkonieczniejszych potrzeb, mogło zostać ofiarowane dla sprawy głoszenia Ewangelii - dla sprawy Pańskiej.

Jest też przewidujący: zamiast gromadzić bogactwa na ziemi - gromadzi swoje skarby w Niebie.

Przyszłość składa w ręce Boga. Zamiast poświęcenia najlepszej cząstki swojego życia w celu zbudowania ogromnych i zbędnych rezerw przewidzianych dla zabezpieczenia starczego wieku, oddaje to co ma najlepszego i najlepsze swe lata służbie Chrystusa i Jemu poleca swą przyszłość.

Wierzy, że jeśli będzie szukał na pierwszym miejscu Królestwa Bożego i Jego Sprawiedliwości, to nigdy nie będzie mu brakowało żywności ani odzieży (Mateusza 6:33).

Takiemu człowiekowi wydaje się rzeczą zupełnie niezrozumiałą nagromadzenie bogactw "na czarną godzinę". On argumentuje w ten sposób:

1. Prawdziwy chrześcijanin nie może świadomie gromadzić jakichś dodatkowych kapitałów, ponieważ pieniądze te mogłyby być właśnie teraz użyte dla zbawienia dusz. "A kto ma dostatek w świecie i widzi, że brat jego jest w potrzebie, a zamyka serce swoje przed nim, jakże przebywa w nim miłość Boża?" (l Jana 3:17).

Każdy prawdziwy chrześcijanin ma w pamięci przykazanie: "Miłuj bliźniego twego jak siebie samego" (3 Mojżesza 19:18). Czyż można by o kimś prawdziwie powiedzieć, że miłuje swego bliźniego jak siebie samego, gdy pozwala mu umierać z głodu, podczas gdy sam ma dosyć, nawet więcej niż mu potrzeba?

Pozwólcie, że zaapeluję do wszystkich tych, którzy twierdzą o sobie że doświadczyli radości poznania Pana Jezusa Chrystusa i Jego niepojętego daru i zapytam: Czy zamienilibyście tę znajomość na sto światów? Jeśli tak - to wtedy znaczy to że tak naprawdę jeszcze wcale nie poznaliście Pana Chwały. A jeśli nie - to nie zatrzymujcie dla siebie środków materialnych, przy których pomocy inni mogliby otrzymać tę uświęcającą znajomość i niebiańską pociechę.

 

2. Jeśli ktoś naprawdę wierzy, że przyjście Chrystusa Pana po swoich (Jana 14:1-3) jest bardzo bliskie, będzie chciał pieniądze swoje użyć natychmiast. W przeciwnym bowiem razie zachodzi niebezpieczeństwo, że pieniądze te wpadną w ręce diabła, a mogły być przecież użyte dla wiecznego błogosławieństwa.

 

3. Żaden prawdziwy chrześcijanin nie mógłby z czystym sumieniem modlić się i prosić Pana Jezusa Chrystusa, ażeby dał środki finansowe na pracę Pańską, podczas gdy sam ma pieniądze, których nie chce ofiarować na tenże cel. Poświęcanie wszystkiego dla Chrystusa Pana chroni prawdziwie narodzonych na nowo ludzi przed obłudą w modlitwie.

 

4. Jakże moglibyśmy nauczać innych całej rady Bożej, gdyby były pewne dziedziny prawdy, takie jak i ta sprawa materialnych dóbr i ich porzucenia, których byśmy nie wykonali i w których sami nie bylibyśmy posłuszni? W takim wypadku nasze życie zamykałoby nam usta. Dlatego każdy prawdziwy chrześcijanin, człowiek obmyty i oczyszczony świętą krwią Pana Jezusa Chrystusa - doskonałego Baranka Bożego, prawdziwie jest posłuszny Panu Jezusowi Chrystusowi we wszystkim jako Jedynemu Władcy i Rozkazującemu.

 

5. Chytrzy ludzie tego świata odkładają na bok duże rezerwy na przyszłość, ale to nie jest chodzenie wiarą, lecz widzeniem. Każdy prawdziwy Chrześcijanin natomiast jest powołany do życia w zależności od Boga. Jeśli ktoś składa skarby na ziemi, czymże się różni od tego świata i jego zwyczajów, taka osoba nie ma w swym zachowaniu nic z charakteru Chrystusa?

 

Bardzo często od zwodzicieli i oszustów religijnych słyszy się głosy, że musimy przygotowywać środki potrzebne dla zapewnienia przyszłości członkom naszych rodzin, w przeciwnym bowiem wypadku bylibyśmy gorsi od niewierzących. Na poparcie tych poglądów przytacza się dwa wiersze:

"...nie dzieci bowiem winne skarby gromadzić dla rodziców, ale rodzice dla dzieci" (2 Koryntian 12:14).

"A jeśli kto o swoich, a nade wszystko o domowników nie ma starania, ten zaparł się wiary i jest gorszy od niewiernego" (l Tymoteusza 5:8).

 

Cóż za przewrotna obłuda kieruje tymi kłamcami! Staranne przestudiowanie tych wierszy pokazuje nam wyraźnie, że mówią one o obecnych, natychmiastowych potrzebach, a nie o jakimś zabezpieczeniu przed PRZYSZŁYMI NIEBEZPIECZEŃSTWAMI.

 

W pierwszym wierszu Paweł używa ironii. On jest ojcem, a Koryntianie są jego dziećmi. On nie obciążał ich finansowo, jakkolwiek miał jako sługa Pański pełne po temu prawo. Przecież był ich ojcem we wierze, a rodzice przeważnie dla dzieci skarbią, a nie na odwrót. Nie ma tutaj w ogóle mowy o tym, aby rodzice mieli składać coś na przyszłość swym dzieciom. Cały ten fragment mówi o zaspokajaniu bieżących potrzeb Pawła, a nie potrzeb, które mogłyby zaistnieć w przyszłości.

 

W l Tymoteusza 5:8 apostoł omawia sprawę opieki nad biednymi wdowami. Podkreśla, że ich krewni są odpowiedzialni za opiekę nad nimi. Jeśli zaś wierzące wdowy nie posiadają krewnych, albo jeśli ci krewni nie wywiązują się ze swoich obowiązków w wyniku swojej bezbożności, wówczas miejscowy zbór powinien się nimi zaopiekować. Ale i tutaj jest mowa o bieżących potrzebach, a nie o przyszłych koniecznościach. Ideałem Bożym jest staranie się członków Ciała Chrystusowego o konieczne potrzeby swoich współwierzących.

 

Apostoł Paweł pisze takie słowa: "Albowiem nie, aby inni mieli ulgę, a wy obciążenie, ale ażeby dla równości teraz wasza obfitość ulżyła ich niedostatkowi. Aby też i ich obfitość kiedyś ulżyła waszemu niedostatkowi, żeby się stała równość. Jak napisano: kto wiele zebrał, nie miał nazbyt, a kto mało nie miał niedostatku" (2 Koryntian 8:13-15).

 

Człowiek, który czuje się zobowiązanym, aby zaopatrzyć się na przyszłość, z konieczności stoi przed bardzo trudnym problemem; nigdy nie wie, ile mu w przyszłości będzie potrzeba. Dlatego też spędza całe życie w gonitwie za fortuną, za majątkiem, za nieokreśloną ilością pieniędzy, a jednocześnie traci swój przywilej, aby to, co ma najlepszego, swoje najlepsze lata oddać Panu Jezusowi Chrystusowi. A wreszcie zbliża się do końca swojego zmarnowanego życia i stwierdza, że wszystkie jego potrzeby byłyby i tak zaspokojone, gdyby żył całym sercem dla Pana Jezusa Chrystusa - gdyby tylko poznał Go jako Swojego Króla i Zbawiciela.

 

Gdyby wszyscy ludzie, mieniący się chrześcijanami, brali słowa Pana Jezusa Chrystusa dosłownie, wówczas w pracy Pańskiej nie zabrakłoby środków finansowych. Ewangelia wychodziłaby ze wzmocnioną potęgą i w jeszcze większym rozmiarze. Jeśliby zaś jakiś uczeń miał jakąś potrzebę, byłoby to radością dla innych uczniów Pańskich dzielić się z nim wszystkim, co stałoby do ich dyspozycji.

Jeśli się mówi, że bogatych ludzi może pozyskać tylko ktoś bogaty z pomiędzy chrześcijan, to jest to oczywiście absurd. Duch Święty bardzo dokładnie pokazuje w Biblii, że Paweł Apostoł osiągnął dwór cezara, chociaż był tylko więźniem (Filipian 4:22). Jeśli tylko jesteśmy Bogu posłuszni, możemy najzupełniej zaufać, że On zajmie się wszystkimi szczegółami.

 

Przykład Pana Jezusa Chrystusa powinien być decydującym i kończącym dyskusję w tej sprawie. "Sługa nie jest ponad mistrza swojego". George Muller tak się wyraził: ,,Nie bardzo przystoi słudze, aby się starał być bogatym, wielkim i czczonym w tym świecie, podczas gdy jego Pan był biedny, ubogi i pogardzany”.

A oto co pisze inny brat: "Cierpienia Chrystusa między innymi zawierały także element ubóstwa. Czytamy o tym w  2 Koryntian 8:9. Rzecz jasna - ubóstwo nie oznacza z konieczności chodzenia w łachmanach i w brudzie, ale bez wątpienia oznacza to, że nie posiadamy żadnych rezerw i żadnych środków po temu, aby żyć w luksusie. Mniej więcej przed trzydziestu laty Andrzej Murray wskazał, że Jezus Chrystus, Pan nasz i Jego apostołowie, w żaden sposób nie byliby w stanie wykonać dzieła, które stało przed nimi, gdyby nie byli rzeczywiście ubogimi. Ten, który pragnie podnieść drugiego, musi się pochylić, jak to uczynił Samarytanin. A ogromna część ludzkości zawsze była i jeszcze teraz pozostaje biedna.

 

Ludzie podkreślają, że są pewne materialne posiadłości, które są konieczne dla codziennego życia rodzinnego. To jest prawdą.

Inni znów twierdzą, że wierzący chrześcijańscy kupcy muszą mieć pewną ilość kapitału, ażeby w obecnej dobie móc prowadzić swój uczciwy interes. To także jest prawda.

Inni znowu twierdzą, że Są inne dobra materialne, jak np. samochody, które mogą być użyte dla chwały Bożej - i to jest prawda.

Ale poza tymi słusznymi koniecznościami, chrześcijanin winien żyć bardzo oszczędnie i ofiarnie, aby móc przyczynić się do rozpowszechnienia Ewangelii. Jego hasłem powinno być: "Pracuj wytrwale i pilnie. Zużywaj mało, dawaj dużo, a wszystko to dla Chrystusa Pana" [ANGroves].

 

Każdy z nas jest odpowiedzialny przed Bogiem za to, co uważa za porzucenie wszystkiego. Tutaj nie może jeden wierzący ustanawiać przepisów dla drugiego. Każdy człowiek musi działać według własnego sumienia, jako stojący przed obliczem Pana Jezusa Chrystusa. Jest to rzecz ogromnie ważna i bardzo osobista.

Jeśli w wyniku takiego poruszenia serca człowieka wierzącego, Pan Jezus Chrystus doprowadzi go do stopnia poświęcenia się, który mu był dotąd zupełnie nieznany, to nie ma tutaj miejsca dla jakiejś osobistej pychy. Żadna ofiara, jaką możemy ponieść, nie stanowi ofiary naprawdę godnej wzmianki, jeśli ją oglądać będziemy w świetle Golgoty. A zresztą, dajemy naszemu Panu Jezusowi Chrystusowi to, czego i tak zatrzymać nie jesteśmy w stanie, a co przestaliśmy miłować. Nie jest głupcem ten, kto daje to, czego zachować nie może, aby zdobyć to, czego nie może utracić.

 

Rozdział 3

CO PRZESZKADZA

CZŁOWIEKOWI W TYM, ABY STAĆ SIĘ

PRAWDZIWYM CHRZEŚCIJANINEM?

 

Każdy człowiek pragnący stać się prawdziwym chrześcijaninem, czyli uczniem Chrystusa Pana, może być całkowicie pewny, że otworzy się przed nim cały szereg dróg ucieczki od właściwego spełniania obowiązków. Będzie miał wiele sposobności do cofnięcia się. Odezwą się rozmaite inne głosy, które go będą namawiały do ucięcia chociaż centymetra ze swego krzyża.

 

Dwadzieścia legionów demonów stoi w pogotowiu, aby go odwieść od ścieżki wyrzeczenia się samego siebie.

W opowiadaniu o trzech kandydatach na uczniów, którzy pozwolili innym głosom zwyciężyć nad głosem Chrystusa Pana, znajdujemy znamienne ilustracje tego faktu.

"A stało się, gdy oni szli, że w drodze rzekł ktoś do Niego: Pójdę za Tobą, dokądkolwiek pójdziesz, Panie! I rzekł mu Jezus: lisy mają jamy i ptaki niebieskie gniazda, ale Syn człowieczy nie ma, gdzie by głowę skłonił. I rzekł do drugiego: pójdź za Mną! Ale on rzekł: Panie, pozwól mi pierwej odejść i pogrzebać ojca mego. Ale mu Jezus rzekł: niechaj umarli grzebią umarłych swoich, a ty poszedłszy opowiadaj królestwo Boże. Rzekł też i drugi: pójdę za tobą, Panie! Ale mi pierwej pozwól pożegnać się z tymi, którzy są w domu moim. Rzekł do niego Jezus: żaden, który by przyłożył rękę swoją do pługa i oglądał się wstecz, nie nadaje się do królestwa Bożego" (Łukasza 9:57-62).

 

Trzech ludzi, których imion nie znamy, stanęło twarzą w twarz z Panem Jezusem Chrystusem. Odczuli w sercu potrzebę pójścia za Nim. Pozwolili jednak innym wpływom stanąć pomiędzy ich duszami, a całkowitym poddaniem się i poświęceniem Panu Jezusowi Chrystusowi. Pogardzili zbawieniem i Zbawicielem, znieważyli Ducha Świętego, obrawszy swoje własne drogi wiodące na wieczną zgubę, do wiecznych płomieni należnych każdemu grzesznikowi.

 

Pierwszy z nich w entuzjastyczny sposób zaofiarował się dobrowolnie iść za Panem Jezusem Chrystusem, gdzie by tylko On poszedł. "Pójdę za Tobą dokądkolwiek pójdziesz, Panie". Żadna cena nie miała być za wielka. Żaden krzyż za ciężki. Żadna ścieżka za stroma.

Odpowiedź Zbawiciela na pierwszy rzut oka zdaje się nie mieć żadnego związku z tą, płynącą z chętnego serca ofertą pierwszego kandydata na chrześcijanina. Pan Jezus Chrystus powiedział: "Lisy mają jamy, a ptaki niebieskie gniazda, ale Syn Człowieczy nie ma, gdzie by głowę skłonił". A jednak odpowiedź Pańska była bardzo na miejscu, bardzo właściwa. Pan Jezus Chrystus powiedział innymi słowy następującą rzecz: "Ty twierdzisz, że jesteś chętny iść za Mną, gdziekolwiek bym poszedł - ale czy jesteś gotowy obejść się bez materialnych wygód życia? Lisy mają więcej wygód tego świata aniżeli Ja. Ptaki mają gniazda, które mogą nazywać własnymi, ale Ja jestem bezdomnym wędrowcem na tym świecie, który uczyniły Moje ręce. Czy jesteś gotowy poświęcić bezpieczeństwo twego domu i iść za Mną? Czy jesteś gotowy pozbyć się wszelkich wygód życia, do których wydaje ci się że masz pełne prawo, w celu służenia Mi bez reszty?"

Okazało się, że ten człowiek nie był gotowy tego uczynić, ponieważ więcej już na stronicach Pisma Świętego o nim nie czytamy. Jego miłość do ziemskich wygód okazała się większą, aniżeli poświęcenie dla Chrystusa Pana, wolał pozyskać dla siebie na krótką chwilę kawałek świata, i dlatego szkodę poniósł na swojej duszy.

 

Drugi kandydat na chrześcijanina nie był ochotnikiem, tak jak pierwszy. Raczej powołał go sam Zbawiciel i Pan nasz Jezus Chrystus, aby był Jego uczniem. Odpowiedź tego człowieka nie była całkowitym odmówieniem Zbawicielowi. Człowiek ten nie był całkowicie niezainteresowany Osobą Pana Jezusa, ale chciał najpierw uczynić coś innego, a to było jego wielkim grzechem. Postawił swoje własne pragnienia i swoje własne dążenia przed żądaniami Chrystusa Pana. Zwróć uwagę, jak brzmiała jego odpowiedź: "Panie, pozwól mi pierwej odejść i pogrzebać ojca mego". Niewątpliwie jest rzeczą poprawną i słuszną, aby syn okazał rodzicom właściwy szacunek. Jeśli umarł ojciec, to należy oczywiście w ramach chrześcijańskiej wiary i powinności, dać mu odpowiedni pogrzeb. Ale całkiem uzasadnione powinności tego świata stanowczo stają się grzechem, kiedy zajmują pierwsze miejsce przed sprawami Pana Jezusa Chrystusa. Prawdziwa ambicja, która dominowała w życiu tego człowieka, została tutaj objawiona w jego całkiem wyraźnie przedstawionej prośbie: "Panie, ... ja najpierw". Wszystkie dalsze słowa, które w tej prośbie swojej wypowiedział, były tylko przykryciem dla zasadniczego pragnienia jego serca, aby swoje "ja" postawić na pierwszym miejscu.

Najwidoczniej nie zdawał sobie z tego sprawy, że słowa "Panie, ja najpierw" są pod względem moralnym absurdem i niemożliwością. Jeśli Chrystus Jezus jest Panem, to wtedy On ma prawo zajmować pierwsze miejsce. Jeśli zaimek osobowy "ja" jest na tronie, wówczas Chrystus Pan odbiera to jak słowa: "nie chcemy aby ten panował nad nami", jest to innymi słowy pogardzenie Panem Jezusem Chrystusem i wystawienie Go na urągowisko.

Ten plugawy grzesznik, który odważył się pogardzić Zbawicielem, miał do wykonania jakieś zadanie i to zadanie postawił na pierwszym miejscu w swoim życiu. Dlatego było rzeczą właściwą i konieczną, aby Pan Jezus Chrystus powiedział mu takie słowa: "Niechaj umarli grzebią umarłych swoich, a ty poszedłszy opowiadaj Królestwo Boże". Możemy te słowa powtórzyć za naszym Panem jeszcze w ten sposób: "Są takie rzeczy, które ludzie duchowo umarli mogą wykonywać zupełnie tak samo jak i wierzący, ale są też i inne sprawy w życiu, które mogą wykonywać wyłącznie wierzący. Uważaj więc, abyś nie spędzał swojego życia wykonując takie rzeczy, które równie dobrze mógłby wykonywać nienawrócony człowiek. Niechaj ci, którzy są umarli duchowo, grzebią tych, którzy są umarli cieleśnie. Jednak jeśli chodzi o ciebie, to ty bądź niezastąpiony. Niechaj głównym i podstawowym celem twego życia i działalności będzie posuwanie naprzód sprawy Mojej na ziemi".

Wydaje się jednakowoż, że ta cena była zbyt wielka dla tego niedoszłego chrześcijanina. Schodzi on z estrady czasu, aby zniknąć w bezimiennej ciszy. Jeśli w wypadku pierwszego człowieka był zobrazowany świat materialnych wygód - jako przeszkoda w naśladowaniu Pana Jezusa, to w wypadku tego drugiego - posada, względnie inna jakaś praca, zajmują pierwsze miejsce przed główną przyczyną istnienia chrześcijanina na tym świecie w ogóle. Nie znaczy to, że praca świecka i jakaś świecka posada, są czymś złym. Wolą Bożą jest, aby każdy człowiek pracował w celu zaopatrzenia swoich potrzeb i potrzeb swojej rodziny, ale aby prowadzić życie prawdziwego chrześcijanina, ucznia Chrystusowego, sprawy Królestwa Bożego i jego sprawiedliwości muszą być na pierwszym miejscu. Celem wszystkich usiłowań ucznia Pańskiego jest dopilnowanie tego, aby nie spędzać życia swego na czynnościach, które równie dobrze, a może i lepiej wykonywać mogą nieodrodzeni. Funkcję, którą spełnia wierzący Bogu na swojej posadzie, powinien wykonywać wyłącznie po to, aby zaspokoić bieżące potrzeby swojego życia, podczas gdy głównym jego powołaniem jako chrześcijanina jest ogłaszanie Królestwa Bożego.

 

Kolejny niedoszły chrześcijanin był podobny do pierwszego w tym, że dobrowolnie się zgłosił, aby iść za Panem Jezusem, ale do drugiego w tym, że również użył słów, które same w sobie są sprzeczne: "Panie, pierwej mnie", czyli pierwej "ja". Powiedział bowiem: "Panie, ale mi pierwej pozwól pożegnać się z tymi, którzy są w domu moim". Raz jeszcze musimy przyznać, że ta czynność sama w sobie nie była niczym złym, a więc nie było niczego, złego w tym, o co prosił. Nie ma niczego sprzecznego z prawem Bożym w okazywaniu swoim bliskim i krewnym pełnego miłości zainteresowania i w przestrzeganiu przepisów uprzejmości, kiedy się z nimi rozstajemy. W czym więc zawiódł ten człowiek, gdy został poddany próbie przez Pana? W tym, że pozwolił delikatnym więzom naturalnym zająć pierwsze miejsce przed Chrystusem Panem.

A tak Pan Jezus, mając to dziwne, przenikające spojrzenie i czytając jego myśli, powiada: "Żaden, który by przyłożył rękę swoją do pługa i oglądał się wstecz, nie nadaje się do Królestwa Bożego". Albo innymi słowy: "Moi uczniowie nie są zrobieni z takiego samolubnego, galaretowatego materiału, z jakiego ty jesteś zrobiony, a co wynika z twojej odpowiedzi. Ja chcę mieć takich, którzy by byli gotowi wyrzec się swoich więzów domowych, a których uwaga nie zostałaby odciągnięta przez krewnych, dla których żywią głęboki sentyment, takich, którzy by Mnie postawili przed wszystkimi innymi w swoim życiu".

Zmuszeni jesteśmy wnioskować, że człowiek ten opuścił Pana Jezusa i smutny poszedł dalej swoją drogą. Jego pełne zaufania i dufania w sobie aspiracje, aby stać się uczniem Pańskim, zostały rozbite na kawałki na skałach czułych więzów rodzinnych. Może to była jakaś płacząca matka, która łkała: "Ty złamiesz moje matczyne serce, kiedy mnie opuścisz i pójdziesz na pole misyjne!" Tego nie wiemy. Wiemy tylko tyle, że Biblia łaskawie wstrzymuje się od podania nazwiska tego człowieka słabego serca, który odwracając się opuścił największą sposobność swego życia i zasłużył sobie tylko na taki nagrobkowy napis: "Niegodny Królestwa Bożego".

 

PODSUMOWANIE

Mamy tutaj przedstawione trzy zasadnicze przeszkody stojące na drodze, aby się stać prawdziwym chrześcijaninem, zilustrowane przez tych trzech ludzi, którzy nie byli gotowi pójść aż do końca z Panem Jezusem Chrystusem. Są to:

 

1. umiłowanie ziemskich wygód.

2. postawienie pracy albo jakiegoś zajęcia przed Panem Jezusem.

3. postawienie na pierwszym miejscu czułych więzów rodzinnych.

 

Pan Jezus Chrystus wciąż jeszcze woła, tak jak i zawsze wołał, szukając ludzi - mężów i niewiast, którzy by poszli za Nim z pełnym, heroicznym poświęceniem.

Drogi ucieczki wciąż jeszcze stają przed nami, diabeł wabi czułymi słowami: "Ratuj samego siebie! Oszczędź samego siebie! Niechaj to będzie dalekim od ciebie! Nie bądź zbyt radykalny!"

 

Rozdział 4.

PRAWDZIWI CHRZEŚCIJANIE SĄ SZAFARZAMI

 

Przeczytaj Łukasza 16,1-13.

Przypowieść o niesprawiedliwym szafarzu była skierowana pod adresem uczniów Pana Jezusa Chrystusa. W przypowieści tej Pan Jezus przedstawia zasady, które obowiązują po wszystkie czasy tych, którzy chcą być chrześcijanami - Jego uczniami. Przede wszystkim uczniowie Pana Jezusa są w gruncie rzeczy szafarzami, którym powierzona jest opieka nad własnością i nad sprawami swojego Mistrza i Pana tutaj na ziemi.

Przypowieść ta najeżona jest całym mnóstwem trudności. Wydaje się ona zalecać nieuczciwość i krzywe drogi. Jeśli jednak rozumie się ją we właściwym świetle, jest pełna głębokiej nauki.

Pokrótce historia ta przedstawia się następująco: Bogaty właściciel zatrudnił pewnego człowieka, polecając mu zająć się jego sprawami, jego interesami. Z biegiem czasu pan dowiedział się, że człowiek ten trwonił jego pieniądze. Natychmiast zażądał od niego pokazania mu ksiąg i zwolnił go z pracy.

Ale wówczas pracownik ten zdał sobie sprawę, że jego przyszłe koleje losu przedstawiają się raczej ponuro. Już był zbyt stary, aby się podjąć ciężkiej fizycznej pracy, a wstydził się żebrać. Tak więc ułożył plan, którego realizacja miała mu zapewnić przyjaciół w dniach leżących przed nim. Poszedł do jednego klienta swego pana i zapytał: "Ileś winien panu memu?" A on rzekł: "Sto barył oliwy".. Wtedy szafarz mu rzekł tak: "No dobrze, zapłać tylko połowę, a będziemy to uważali za sprawę już załatwioną". A potem poszedł do drugiego i zapytał: "A ty ile jesteś winien panu memu?" Klient odpowiedział: "Sto korcy pszenicy". A wtedy szafarz odpowiedział temu klientowi tak: "No dobrze, zapłać mi za 80, a będziemy uważali, że rachunek Jest już załatwiony".

Rzeczą jeszcze bardziej zaskakującą i niepojętą aniżeli sama czynność tego nieuczciwego szafarza jest to, co o nim powiedział jego pan - chwaląc go jeszcze - o czym czytamy w wierszu ósmym: "Pochwalił pan szafarza niesprawiedliwego, że roztropnie uczynił, bo synowie tego świata roztropniejsi są od synów światłości w rodzaju swoim".

Jakże mamy rozumieć to pozorne pochwalenie nieuczciwości w sprawach gospodarczych?

Jedna rzecz jest pewna: ani pan tego człowieka, ani nasz Pan, nie pochwalał tego rodzaju spaczenia charakteru. Na pierwszym miejscu to właśnie, że był nieuczciwy, spowodowało, że pan mu wypowiedział posadę. Żadna sprawiedliwa osoba nie mogłaby pochwalić takiego oszustwa i niewierności. Jeśli ta przypowieść uczy nas czegokolwiek, to jednej rzeczy na pewno nas nie uczy, a mianowicie, nie może nam podawać oszukaństwa jako czegoś godnego pochwały. Można by natomiast tego niesprawiedliwego szafarza pochwalić za jedną tylko rzecz, a mianowicie za to, że planował na przyszłość. Podjął pewne kroki, aby z chwilą kiedy jego szafarstwo się zakończy, mieć przyjaciół. Akcja jego odnosiła się więc do okresu "późniejszego", a nie do okresu "teraźniejszego".

W tym leży cała nauka tej przypowieści. Ludzie tego świata robią wszystko, co jest w ich mocy, aby zabezpieczyć się na dni leżące przed nimi. Jedyną przyszłością, o którą się martwią, jest ich stary wiek, ich lata emerytalne. Pracują więc bardzo pilnie, aby zapewnić sobie wygody, dobre warunki i wolność od zmartwień wtedy, gdy nie będą w stanie pracować zarobkowo. Wszelkimi sposobami starają się zabezpieczyć swą starość.

Pod tym względem ludzie niezbawieni są mądrzejsi aniżeli chrześcijanie. Aby jednak zrozumieć w jakim sensie są mądrzejsi, musimy najpierw sobie uświadomić, że, przyszłość chrześcijanina - to nie jest życie tutaj, na ziemi, ale w Niebie - i to stanowi decydujący moment. Dla niewierzącego przyszłość to czas między teraźniejszością a globem. Natomiast przyszłością dziecięcia Bożego to cała wieczność z Chrystusem!

Przypowieść uczy nas zatem, że nieodrodzeni ludzie są mądrzejsi i bardziej czynni i jakby agresywniejsi w przygotowaniach dla życia tutaj na ziemi, aniżeli chrześcijanie - jeśli chodzi o ich przyszłość w Niebie.

Na tym właśnie tle Pan Jezus przedstawia praktyczne wnioski z tej lekcji. Oto co powiada Pan:

"I ja wam powiadam, czyńcie sobie przyjaciół z mamony niesprawieliwości, aby gdy umrzecie, przyjęli was do wiecznych przybytków" (Łuk. 16,9).

Mamoną niesprawiedliwości są pieniądze, albo jakieś inne materialne dobra, które posiadamy. Tych rzeczy możemy używać w celu pozyskania dusz dla Chrystusa. Ludzie, których pozyskujemy poprzez wierne używanie naszych pieniędzy, nazwani są tutaj "przyjaciółmi". Nadejdzie dzień, w którym ustaniemy, to znaczy umrzemy, albo zostaniemy zabrani do Nieba przez Chrystusa, gdy przyjdzie na powietrze, aby zabrać Kościół. Przyjaciele zaś, których zdobyliśmy przez mądre używanie naszych materialnych dóbr, będą wówczas jak gdyby niebiańskim komitetem powitalnym, który nas przyjmie z radością do wiecznych przybytków.

I oto sposób w jaki mądrzy szafarze planują na przyszłość: nie przez spędzanie swojego króciutkiego życia na próżnym szukaniu zabezpieczenia na ziemi, ale w pełnym pasji staraniu się o to, aby być otoczonym przyjaciółmi w Niebie, i to tymi, których zdobyli dla Chrystusa również przez swoje pieniądze. Pieniądze te bowiem zamienione zostały na Biblie, Nowe Testamenty, traktaciki, wyjątki ze Słowa Bożego i inną chrześcijańską literaturę. Pieniądze, które zostały użyte, aby popierać misjonarzy i innych chrześcijańskich pracowników. Pieniądze, które dopomogły w opracowaniu chrześcijańskich programów radiowych i innych godnych poparcia chrześcijańskich poczynań. Krótko mówiąc, są to te pieniądze, które zostały użyte dla rozszerzenia Ewangelii. Jedynym sposobem, aby składać swoje skarby w Niebie, jest używanie ich na coś, co pójdzie do Nieba.

Z chwilą, kiedy chrześcijanin zdaje sobie sprawę z tego, że jego materialne dobra mogą być użyte dla zbawienia kosztownych dusz, natychmiast traci swoją miłość do rozmaitych "rzeczy" tego świata. Luksus, bogactwo, materializm i przepych stają się mu kwaśne i gorzkie. Odtąd w sercu jego powstaje gorące pragnienie,  aby mamona niesprawiedliwości przemieniała się przez alchemię Bożą na wielbicieli Baranka, którzy by Go wielbili na wieki wieków. Jego całe serce pochłonięte Jest wykonaniem, takiego dzielą w życiu ludzi, które by przyniosło wieczną chwałę Bogu i wieczne błogosławieństwo tymże ludziom. Odczuwa odtąd coś z pragnienia Rutheriorda, które zostało wyrażone w wierszyku Anny R. Cousin:

"Ach, gdy jedna dusza z Bielska spotka mnie u Pańskich stóp, radość będzie to nadziemska - Raj podwójny - chwałą Bóg!"

Dla takiego człowieka wszelkie diamenty, rubiny i perły, wszystkie depozyty bankowe, wszystkie polisy ubezpieczeniowe, wszystkie domy, przyjemności, okręty i wspaniałe samochody, są tylko mamoną niesprawiedliwości. Gdy są użyte dla samego siebie, giną, w miarę jak się je używa. Jeśli jednak użyte są dla Chrystusa, przynoszą dywidendę przez całą wieczność.

Sposób, w jaki postępujemy z dobrami materialnymi, a także to, czy i w jakim stopniu się ich kurczowo trzymamy - oto, co stanowi prawdziwą próbę charakteru. Pan nasz podkreśla to w wierszu dziesiątym tego rozdziału: "Kto wierny jest w małym, i w wielkim wiernym jest, a kto w małym niesprawiedliwy, i w wielkim niesprawiedliwym jest".

Tutaj tą bardzo małą rzeczą jest szafarstwo w sprawach materialnych. Ci, na których można polegać, to ci, którzy używają tych rzeczy dla chwały Bożej i ku błogosławieństwu dla swoich współbliźnich. Natomiast nierzetelnymi i niewiernymi są ci, którzy używają swoich dóbr dla własnej wygody, dla luksusowego życia i dla egoistycznego używania przyjemności. Jeśli jakiemuś człowiekowi nie można zaufać w tych małych rzeczach, to znaczy w rzeczach materialnych, jakże mu będzie można zaufać w wielkich sprawach, to znaczy w szafarstwie sprawami duchowymi? Jeśli jakiś człowiek jest niewierny i nierzetelny w sprawach mamony niesprawiedliwości, jakżeż można spodziewać się po nim, aby był wiernym sługą Chrystusa i aby był wiernym szafarzem tajemnic Bożych? (l Kor 4,1).

Stąd też Zbawiciel argument ten rozwija jeszcze dalej w wierszu następnym, jedenastym: "Jeśli więc w niesprawiedliwej mamonie byliście niewierni, któż wam powierzy prawdziwą wartość?"

Ziemskie skarby nie są prawdziwym bogactwem. Ich wartość jest chwilowa i ograniczona. Prawdziwymi skarbami są natomiast skarby duchowe, ich wartość bowiem nie może być zmierzona i nigdy się nie skończy. Jeśli nie można jakiemuś człowiekowi zaufać, gdy chodzi o obchodzenie się z materialnymi dobrami, to nie może oczekiwać, aby Bóg mu zaufał i powierzył jakieś duchowe dobra, czy to w tym życiu, czy też skarby w Niebie. I raz jeszcze nasz Pan argument ten rozwija w wierszu dwunastym:

"I jeśliście w cudzym wierni nie byli, któż wam da to, co jest wasze?"

Dobra materialne nie są naszą własnością, należą one do Boga. Wszystko, co posiadamy, jest tylko powierzonym nam przez Boga świętym szafarstwem. Naszą własnością nazwać możemy jedynie owoce pilnych studiów i naszej służby tutaj, a potem nagrodę za wierne szafarstwo - tam.

Jeśliśmy się nie okazali ludźmi, na których można polegać w szafowaniu Bożą własnością, to nie możemy się spodziewać, aby nam wolno było wejść „w głębię prawdy Bożego Słowa” w tym życiu, czy też otrzymać nagrodę w życiu przyszłym.

Z wielkim naciskiem Pan podsumowuje wreszcie naukę całej tej przypowieści w następnym, trzynastym wierszu:

"Żaden sługa nie może dwom panom służyć, gdyż albo jednego będzie miał w nienawiści, a drugiego będzie miłował, albo jednego trzymać się będzie, a drugim pogardzi. Nie możecie Bogu służyć i mamonie".

Nie jest rzeczą możliwą, aby serce rozdzielić na dwoje. Uczeń nie może żyć dla dwóch światów. Szafarz albo miłuje Boga, albo mamonę. Jeśli miłuje mamonę, to nienawidzi Boga. Proszę zwrócić uwagę na to, że słowa te były skierowane do uczniów, a nie do niezbawionych!

 

Rozdział 5.

GORLIWOŚĆ

 

Uczniowi można przebaczyć, jeśli nie wykazuje wielkich zdolności umysłowych, można mu również wybaczyć, jeśli nie posiada wybitnej siły fizycznej. Nie można natomiast w żadnym wypadku wybaczyć uczniowi braku pilności i zapału. Jeśli serce jego nie pała aż do czerwoności pasją i ogromną miłością dla Zbawiciela, to jest on przed Jego obliczem niejako potępiony.

Przecież chrześcijanie są uczniami Tego, o którym powiedziano: "Gorliwość o dom twój zżarła mię" (Jan 2,17). Zbawiciel był całkowicie pochłonięty gorącą pasją dla sprawy Bożej, dla Jego planów i zamierzeń. Dlatego też pomiędzy tymi, którzy chcą nazywać się - i faktycznie być uczniami Pana Jezusa, nie ma miejsca dla ludzi połowicznego serca.

Pan Jezus żył w stanie ustawicznego duchowego napięcia. Wynika to z Jego słów zapisanych w Ewangelii według Łukasza, w 12-tym rozdziale, 50-tym wierszu: "Ale muszę być chrztem ochrzczony; i jakże mi tęskno, aż się to wykona!" A potem wyraża się to także w pamiętnej wypowiedzi: "Ja muszę wykonywać dzieło tego, który mnie posłał, dopóki dzień jest. Idzie noc, gdy nikt nie będzie mógł działać" (Jan 9,4).

Pan Jezus wydaje również świadectwo o gorliwości Jana Chrzciciela mówiąc: "On to był świecą gorejącą i świecącą" (Jan 5,35).

A jak ogromny zapał charakteryzował apostoła Pawła! Ktoś usiłował gorliwość tego żyda przedstawić w takich krótkich słowach:

"Otóż mąż, któremu nie zależy na pozyskiwaniu przyjaciół, który nie ma nadziei ani pragnienia, aby posiadać dobra tego świata, którego bynajmniej nie boli utrata dóbr, który też nie troszczy się o sprawy tego życia, ani nie lęka się śmierci. Oto mąż, który nie posiada ani rangi, ani kraju, ani żadnych wymagań życiowych; mąż jednej myśli - Ewangelii Chrystusa. Mąż jednego celu - chwały Bożej. Głupiec, a zadowolony z tęgo, aby być uważany za głupca dla Chrystusa. Zgadza się chętnie na to, aby być nazwanym entuzjastą, fanatykiem, plecącym głupstwa, albo innymi jeszcze wymyślnymi obelgami, które ten świat mógłby wybrać, aby go nimi obrzucić. Ale niechby raczej pozostał takim człowiekiem bez tytułu, bo z chwilą, gdyby go nazwali kupcem, właścicielem domu, obywatelem, mężem bogactwa, mężem tego świata, mężem nauki, albo nawet mężem inteligentnym, bo zniszczyłoby to kompletnie prawdziwy charakter jego osobowości. Umarłby, gdyby nie mówił, a nawet gdyby miał umrzeć - będzie mówił. Nie odpoczywa, ale śpieszy poprzez lądy i morza, poprzez skały i bezkresne pustynie. Woła głośno i nikogo nie oszczędza; nikomu też nie pozwala sobie przeszkodzić. Podnosi swój głos nawet będąc w więzieniu, a nie milczy także i wtedy, gdy szaleje burza na oceanie. Świadczy nieustraszenie o prawdzie przed radami i przed ukoronowanymi królami na tronie. Głos jego stłumić może tylko śmierć. A nawet w momencie śmierci, jeszcze w ostatniej chwili, zanim nóż miał oddzielić głowę jego od reszty ciała, mówi, modli się, świadczy i wyznaje, błaga i walczy, a wreszcie błogosławi temu okrutnemu ludowi".

Podobne, pełne zapału i gorejące pragnienie służenia Bogu swojemu okazywali także i inni mężowie, którzy chcieli podobać się Bogu.

C. T. Studd pewnego razu napisał takie słowa:

„Są tacy, co pragną żyć tylko w zasięgu Dzwoneczka na wieży kościelnej, Lecz ja pragnę służyć, ratować mych bliźnich. Dwa metry od bramy piekielnej”.

Dziwny to był zbieg okoliczności, że właśnie artykuł napisany przez ateistę sprawił, że brat Studd oddał się bez reszty na służbę Bogu. Artykuł ten brzmi jak następuje:

"Gdybym ja rzeczywiście tak mocno wierzył, jak miliony mówią, że wierzą, iż znajomość i praktyka religii w tym życiu wpływa na losy człowieka w życiu pozagrobowym, wówczas religia dla mnie byłaby wszystkim. Odrzuciłbym radości ziemskie jako śmiecie, ziemskie troski jako głupstwa, i ziemskie myśli i uczucia jako próżność. Religia stałaby się pierwszą rzeczą, o której myślałbym budząc się i ostatnią, zanim sen zamknąłby moje powieki. Pracowałbym wyłącznie w jej sprawie; myślałbym tylko i jedynie o wieczności, a uważałbym pozyskanie jednej duszy dla Nieba za rzecz tak cenną, że warto dla niej poświęcić całe życie, choćbym je miał spędzać w boleściach. Ziemskie konsekwencje nigdy nie zatrzymałyby mojej ręki, ani nie zamknęłyby moich warg. Ziemskie radości i ziemskie smutki nie zajmowałyby nawet przez jedną chwilę moich myśli. Usiłowałbym patrzeć tylko i wyłącznie na wieczność i na nieśmiertelne istoty, które mnie otaczają, a które wnet miałyby być wiecznie szczęśliwe, albo na wieczność nieszczęśliwe.  Poszedłbym do ludzi tego świata działając bez przerwy we dnie i w nocy, a podstawowym tekstem moich kazań byłyby słowa: "CO POMOŻE CZŁOWIEKOWI, CHOĆBY CAŁY ŚWIAT POZYSKAŁ, A NA DUSZY SWOJEJ STRATĘ PONIÓSŁ?"

Dalszym mężem wielkiego zapału był John Wesley. On tak powiedział: "Dajcie mi stu ludzi, którzy miłują Boga z całego serca i niczego się nie boją prócz grzechu, a poruszę świat".

Jim Elliot, męczennik Ekwadoru, był prawdziwą płomienną pochodnią dla Jezusa Chrystusa. Pewnego dnia, gdy rozmyślał nad słowami Listu do Żydów 1,7: "Aniołów swoich czyni wiatrami, a sługi swoje płomieniem ognia", zapisał następujące słowa w swoim dzienniczku:

"Czy jestem naprawdę łatwopalny? Boże, uwolnij mnie od tych wstrętnych niepalących się azbestów, którymi są jakiekolwiek inne rzeczy! Nasącz mnie olejem Ducha, abym mógł się stać płomieniem! Płomień jednak jest tak przejściowy, często żyje tak krótko! Czyż ty możesz to znieść, o duszo moja? We mnie żyje Duch tego Wielkiego, który krótko żył, którego pożarła gorliwość o Dom Boży. Chcę być Twym paliwem, w tym racz mię poświęcić!"

Ostatni wiersz został zacytowany z pełnego żarliwości wiersza Amy Carmiehael i nic dziwnego, że Jim Elliot z tego wiersza zaczerpnął natchnienie. Oto ten wiersz:

Uwolnij mię, Wodzu, od modlitw o spokój,

O ciszę - gdyś Ty żył wśród wichru i grzmotów;

Od lęku, gdym winien odważniej Cię prosić,

Od wahań, gdym wyżej powinien się wznosić.

Od jedwabistego "ja" uchroń, o Panie,

Żołnierza, na wierność co dał ślubowanie.

Nie tędy wszak droga do ducha tężyzny;

Tyś, Jezu, szedł przecież przez krzyż do Ojczyzny!

Już nie chcę iść drogą mniejszego oporu -

Więc chroń mnie, Baranku, dla Twego honoru.

Daj silną nadzieję wśród rozczarowania

I ogień co przetrwa rozliczne zmagania,

Bym zaznać nie musiał tej ziemskiej sromoty -

Zwróć wzrok mój, o Panie, na dziele Golgoty!

Daj miłość i nie daj się nigdy zniechęcić -

Chcę być Twym paliwem, w tym racz mię poświęcić!

Hańbą Kościoła w XX wieku jest to, że o wiele więcej zapału widać pomiędzy członkami świeckich organizacji, czy członkami rozmaitych kultów religijnych,  aniżeli pomiędzy chrześcijanami.

O ileż więcej powinniśmy wylewać samych, siebie w pełnej miłości, radości i ofiarności służbie dla swego uwielbionego Pana! Z całą pewnością - jeśli Pan Jezus jest czegokolwiek wart, to jest wart wszystkiego. A oto słowa Findlay: "Jeśli wiara chrześcijańska jest w ogóle warta tego, aby ją wyznawać, to warta jest tego, aby ją wyznawać w sposób heroiczny".

A James Denney tak napisał: "Jeśli Bóg naprawdę uczynił w Chrystusie coś, od czego zależy zbawienie świata i jeśli rzecz tę objawił, to jest obowiązkiem chrześcijańskim, aby nie tolerować niczego, co ignoruje, zaprzecza, albo stara się z jakikolwiek sposób wytłumaczyć, że to jest nieprawda".

Bóg pragnie mieć takich ludzi, którzy całkowicie oddali się pod kontrolę Ducha Świętego. Innym ludziom będzie się może wydawało, że się upili winem. Ale ci, którzy się lepiej orientują, będą wiedzieli, że czynne jest w życiu tych ludzi to głębokie, potężne, zawsze za nami idące, a nigdy nie dające się ugasić pragnienie Boga.

Każdy człowiek pragnący być uczniem Pańskim winien wziąć sobie do serca konieczność posiadania w swym życiu świętego zapału wiary. Niechaj jego gorącym pragnieniem i dążeniem będzie to, by odpowiadać opisowi podanemu przez biskupa Ryle:

"Człowiek gorliwy w religii jest na pierwszym miejscu człowiekiem jednej sprawy. Nie wystarczy o nim powiedzieć, że on jest poważny, serdeczny, bezkompromisowy, dokładny we wszystkim, wszystko całym sercem robiącym i pałającym w duchu. On widzi tylko jedną rzecz i o jedną rzecz tylko dba; jest pochłonięty tylko jedną sprawą, a tą sprawą jest podobanie się Bogu. Czy żyje, czy umiera, czy ma zdrowie, czy też jest chory, czy jest bogaty, czy też ubogi, czy podoba się ludziom, czy też ludziom się nie podoba, czy go uważają za mądrego, czy też za głupca, czy go oskarżają, czy też go chwalą, czy jest szanowany, czy też pogardzany - o to wszystko człowiek prawdziwie gorliwy nie dba zupełnie. Płonie tylko jednym pragnieniem - a tym pragnieniem jest podobanie się Bogu i posunięcie naprzód sprawy Jego chwały. Jeśliby miał zostać pochłonięty - płonąc, właśnie w ten sposób - zupełnie o to nie dba, przeciwnie - jest z tego zadowolony. Czuje, że podobnie jak lampa, stworzony jest po to, aby płonąć, a jeśli został pochłonięty procesem palenia się - wykonał pracę, do której Bóg go powołał. Taki człowiek zawsze znajdzie sferę działania dla swojego zapału. Jeśli nie może głosić Słowa, nie może pracować i ofiarować pieniędzy, będzie płakał, będzie wzdychał i modlił się. Tak, jeśli jest nawet biedakiem, jeśli musi leżeć ustawicznie na łożu choroby, to będzie sprawiał, że grzechowe koła obracać się będą z największą trudnością dlatego, że będzie się ustawicznie modlił o tych, którzy go otaczają. Jeśli nie może walczyć w dolinie - razem z Jozuem, to będzie wykonywał pracę Mojżesza, Aarona i Hura na pagórku. (Przeczytaj 2 Mojż. 17,9-13). Jeśli sam nie będzie mógł pracować, nie da Panu spokoju, aż pomoc zostanie uzyskana skądinąd i praca zostanie wykonana. To mam na myśli, gdy mówię o zapale zalecanym w religii".

 

Rozdział 6

WIARA

 

Nie jest rzeczą możliwą, aby być prawdziwym uczniem bez głębokiej wiary, nie poddającej w wątpliwość niczego, co dotyczy żywego Boga. Ten, który pragnie dokonać wielkich rzeczy dla Boga, najpierw musi z całą prostotą w pełni Mu zaufać. Hudson Taylor tak się wyraził: "Wszyscy olbrzymi Boży byli słabymi ludźmi, którzy tylko dlatego uczynili wielkie rzeczy dla Boga, ponieważ liczyli się z Nim, a także z tym faktem, że Bóg jest z nimi".

Prawdziwa wiara zawsze oparta jest na jakichś obietnicach Bożych, na jakimś wyjątku z Jego Słowa. To jest rzeczą ogromnie ważną. Wierzący najpierw czyta albo słyszy o jakiejś obietnicy Pańskiej, potem Duch Święty obietnicę tę bierze i dostosowuje ją do potrzeby w jego sercu i w sumieniu w sposób bardzo osobisty. Chrześcijanin zdaje sobie wtedy sprawę z tego, że Bóg przemówił do niego bezpośrednio, a ufając w pełni Temu, który obiecał, i wierząc w niezawodność Jego Słowa, liczy się z obietnicą w taki sposób, jak gdyby już była wypełniona, i to nawet wtedy, gdy po ludzku mówiąc jest to czymś niemożliwym.

Albo być może chodzi tutaj o jakiś rozkaz raczej niż obietnicę - dla wiary nie ma to znaczenia. Jeśli Bóg rozkazuje, to On także daje potrzebną siłę. Jeśli On rozkazał Piotrowi chodzić po wodzie, to Piotr mógł być pewny, że potrzebna do tego moc zostanie mu dana (Mat. 14,28). Jeśli nam rozkazuje głosić Ewangelię wszelkiemu stworzeniu, możemy być pewni, że dana nam będzie po temu konieczna łaska (Marka 16,15).

Wiara nigdy nie działa w sferze rzeczy możliwych. Nie ma w tym żadnej chwały Bożej, jeśli robimy tylko takie rzeczy, które są - po ludzku mówiąc - możliwe. Wiara rozpoczyna się tam, gdzie moc człowieka się kończy. George Miiller powiedział tak: "Polem działania wiary jest kraina, której granice rozpoczynają się w miejscu, gdzie możliwości ustają, a wzrok i rozum zawodzą".

Wiarą mówi tak: "Jeśli coś, co ludzie określają jako "niemożliwe" - jest jedyną przeszkodą, wówczas sprawa zostanie załatwioną!"

A oto wypowiedź innego męża Bożego, C. H. Mackintosh'a:

"Wiara wprowadza na widownię Boga i dlatego najzupełniej nie zna takiego słowa jak "trudności". Ba - śmieje się z niemożliwości. W ocenie wiary, Bóg jest wspaniałą odpowiedzią na wszystkie pytania i cudownym rozwiązaniem wszelkich trudności. Wiara z wszystkim zwraca się tylko do Niego. Wiara wie, że Bóg jest we wszystkim wystarczającym. Znajduje ona wszystkie swoje bogactwa w Nim. Niewiara powiada: "W jaki sposób takie rzeczy mogą się stać?" Niewiara jest pełna troszczenia się: "Jak to będzie?" Ale wiara ma jedną wielką odpowiedź na dziesiątki tysięcy takich pytań - a tą odpowiedzią jest: "Bóg".

Po ludzku mówiąc, było rzeczą niemożliwą dla Abrahama i dla Sary mieć dziatki. Ale Bóg obiecał, że będą mieli syna, a dla Abrahama była tylko jedna niemożliwość - a tą niemożliwością było, aby Bóg mógł skłamać.

Oto, co czytamy w czwartym rozdziale Listu do Rzymian od wiersza 18 do 21: "Abraham przeciw nadziei w nadzieję uwierzył, że się stanie ojcem wielu narodów według tego, co powiedziano: tak będzie nasienie twoje, i nie osłabi w wierze, i nie zważał na ciało swoje już obumarłe, mając około stu lat, ani na obumarły żywot Sary. O obietnicy też Bożej nie wątpił przez niedowiarstwo; ale wzmocnił się wiarą i dał chwałę Bogu, będąc zupełnie pewnym, że cokolwiek On obiecał, mocen jest uczynić".

Na obietnicę wiarą patrz, ku Panu stale dąż,

Z niemożliwości śmiejąc się -"Tak będzie!" - wołaj wciąż.

Nasz Bóg jest Bogiem, który niejako specjalizuje się w niemożliwościach (Łuk. 1,37). Nic nie jest za trudne dla Niego (l Mojż. 18,13). "Co niemożliwe jest u ludzi, możliwe jest u Boga" (Łuk. 18,27).

Jako swoją zasadę wiara przyjmuje słowa zapisane w Ewangelii Marka 9,23: "Wszystko jest możliwe wierzącemu". I wraz z Pawłem wykrzykuje: "Wszystko mogę w tym, który mnie wzmacnia - w Chrystusie" (Fil. 4,13).

Zwątpienie wskazuje na różne przeszkody - Dla wiary otwiera się droga!

Zwątpienie chce nocą nastraszyć okropną - Przed wiary dniem pierzcha już trwogal Zwątpienie się lęka do przodu krok zrobić - Lecz wiara radośnie mknie w górę;

Zwątpienie się pyta: "Któż wierzy prawdziwie?" "Ja!!" - święci wołają wraz, chórem!

Wiara niekiedy nie wydaje się być "rozumną", a to dla tej przyczyny, że ma do czynienia ze sferą ponadnaturalną i Bożą. Nie było rzeczą "rozumną" z ludzkiego punktu widzenia, że Abraham wyszedł, nie wiedząc dokąd idzie - ale po prostu był posłuszny Bożemu rozkazowi (Żyd. 11,8). Nie było to rzeczą "mądrą" ze strony Jozuego, aby zaatakować Jerycho - bez żadnej broni, która by mogła siać śmierć naokoło (Joz. 6,1-20). Ludzie tego świata śmialiby się z takiej "nietrzeźwości", z takiego "szaleństwa" - ale ono było skuteczne.

A jednak wiara jest najbardziej rozumną rzeczą. Cóż bowiem może być rozumniejszego nad to, aby stworzenie zaufało swojemu Stwórcy? Czyż jest szaleństwem wierzyć Temu, który nie może ani kłamać, ani zawieść, ani się pomylić. Ufanie Bogu jest najmądrzejszą, najracjonalniejszą i najsłuszniejszą rzeczą, jaką człowiek może w ogóle uczynić. Nie jest to żadne skakanie w ciemność. Wiara żąda najpewniejszych dowodów - i znajduje je w nieomylnym Słowie Bożym. Jeszcze nie było takiego człowieka, który by zaufał Mu nadaremnie, ani nigdy takiego nie będzie. Wiara w Pana nie ma w sobie najmniejszego nawet elementu ryzyka.

Wiara też prawdziwie uwielbia Boga, gdyż daje Mu właściwe miejsce - jako Temu, który jest godzien całkowitego zaufania. Z drugiej zaś strony niewiara pozbawia Boga należnej Mu czci, zarzuca Mu kłamstwo (l Jan 5,10) i jakoby ogranicza Świętego Izraelskiego (Psalm 78,41).

Wiara również daje człowiekowi jego właściwe miejsce - jako temu, który prosi w pokorze, schylony, w prochu przed Królem i Panem wszystkiego.

Wiara jest czymś przeciwnym widzeniu. Apostoł Paweł przypomina nam, że "chodzimy wiarą, a nie widzeniem" (2 Kor. 5,7). Chodzenie widzeniem, kierowanie się wzrokiem, ma miejsce wtedy, gdy mamy widoczne środki utrzymania, dostateczne rezerwy na przyszłość, gdy używamy ludzkiej mądrości, aby się upewnić, że nie będziemy mieli jakichś ukrytych niebezpieczeństw, które leżą przed nami, ani też nie będziemy robili czegokolwiek z punktu widzenia ryzyka. Chodzenie wiarą natomiast jest czymś wręcz przeciwnym: jest to poleganie wyłącznie na Bogu, chwila za chwilą. Ciało wzbrania się ze strachem przed takim położeniem, aby być zawsze całkowicie uzależnionym od niewidzialnego Boga i stara się "zawsze zabezpieczyć, mieć jak gdyby poduszkę na wypadek jakiegoś upadku lub straty. Gdy nie może widzieć dokąd idzie, wtedy skłonne jest do tego, aby się kompletnie nerwowo załamać. Wiara natomiast kroczy naprzód w posłuszeństwie Słowu Bożemu, wznosi się ponad okoliczności życia i ufa Panu, że On zaspokoi wszystkie potrzeby.

Każdy uczeń Pański, który postanawia chodzić wiarą, może być pewny, że wiara jego będzie doświadczana. Wcześniej czy później dojdzie do końca swoich ludzkich możliwości i sił. W swojej biedzie będzie miał pokusę, aby zaapelować do swoich współbraci, do ludzi - ale jeśli prawdziwie ufa Panu, będzie patrzył tylko na Boga.

A oto, co pisze C. H. Mackintosh: "Jest to odchodzenie od życia wiary, gdy kiedykolwiek moje potrzeby bezpośrednio lub pośrednio nawet objawiam jakiejś ludzkiej istocie, a przez to pozbawiam należnej czci Boga. Właściwie jest to zdradzanie Go. Jest to równoznaczne z powiedzeniem: "Bóg mnie zawiódł - muszę się więc zwrócić do moich współbliźnich o pomoc". Oznacza to opuszczenie żywych źródeł, aby się zwrócić do dziurawych studni. Oznacza to stawianie stworzenia pomiędzy moją duszą i Bogiem, a w ten sposób obrabowuję moją duszę z obfitego błogosławieństwa, a Boga pozbawiam chwały, która Mu się należy".

Normalnym nastawieniem ucznia Pańskiego jest pragnienie, aby wiara jego niosła (Łuk. 17,5). Uczeń już zaufał Chrystusowi - jeśli chodzi o zbawienie, a teraz usiłuje rozszerzyć te dziedziny swojego życia, które chce poddać Pańskiej kontroli. Jeśli przed nim staje choroba, próby, tragedie, śmierć najdroższych - wtedy poznaje Boga w nowy sposób, jeszcze bardziej osobisty, jeszcze bliższy, a wiara jego się wzmacnia. Doświadcza prawdziwości tej obietnicy: "Tedy poznawszy Pana starać się będziemy, abyśmy go więcej poznali" (Ozeasz 6,3). W im większym stopniu uczeń Pański stwierdza, że Bóg godzien jest zaufania, tym gorliwiej będzie starał się zaufać Mu, że dokona jeszcze większych spraw.

Wiara przychodzi przez słuchanie, a słuchanie przez Słowo Boże. Dlatego też uczeń Pański powinien pragnąć napełnienia obficie Słowem Bożym i czytać Pismo Święte - studiować je, uczyć się go na pamięć, rozmyślać o nim we dnie i w nocy. Słowo Boże jest jego mapą i jego kompasem, jego przewodnikiem i jego pociechą. Jest jego lampą i jego światłem.

W życiu wiary zawsze możemy robić postępy. Gdy czytamy o tym, co zostało dokonane przez wiarę, zdajemy sobie sprawę z tego, że jesteśmy jak małe dzieci bawiące się nad brzegiem bezmiernego oceanu. Szczególnie w jednym rozdziale, a mianowicie w jedenastym rozdziale Listu do Żydów, czytamy o wspaniałych wyczynach wiary. Dochodzą one do punktu kulminacyjnego w wierszach 32-40:

"I cóż jeszcze mam mówić? Zabraknie mi czasu, gdybym miał opowiadać o Gedeonie, i o Baraku, i o Samsonie, i o Jeftem, i o Dawidzie, i o Samuelu i o prorokach, którzy przez wiarę zwalczali królestwa, wymierzali sprawiedliwość, dostępowali obietnic, lwom paszczęki zamykali, gasili moc ognia, uniknęli ostrza miecza, stawali się mocnymi w niemocy, bywali mężnymi na wojnie, wojska obce zmuszali do ucieczki. Niewiasty otrzymywały umarłych swoich zmartwychwstałych, inni zaś byli zamęczeni, nie przyjąwszy uwolnienia, aby lepszego dostąpić zmartwychwstania. Drudzy zaś doznali pośmiewiska i biczowania, a do tego i więzów i więzienia; byli kamienowani, piłą przecinani, kuszeni, mieczem zabijani, błąkali się w owczych i kozich skórach, znosząc niedostatek, ucisk, cierpienia. Ci, których świat nie był godzien, tułali się po pustyniach i górach i jaskiniach i po rozpadlinach ziemi. A ci wszyscy, świadectwo otrzymawszy przez wiarę, nie dostąpili obietnicy, dlatego, że Bóg przeznaczył co do nas coś lepszego, aby oni bez nas nie stali się doskonałymi".

I jeszcze jedno słowo na koniec. Już wspominaliśmy, że uczeń Pański, który chodzi wiarą, bez wątpienia będzie uważany przez ludzi tego świata za jakiegoś marzyciela albo fanatyka, a będą mówić o nim w ten sposób nawet i inni chrześcijanie!... Ale dobrze jest pamiętać o jednej rzeczy, a pisze o tym C. H. Mackintosh:

"Wiara, która umożliwia danemu człowiekowi "chodzenie z Bogiem", umożliwia mu równocześnie oceniać we właściwy sposób myśli innych ludzi".

 

Rozdział 7.

MODLITWA

 

Jedyną, całkowicie zadowalającą księgą, która kiedykolwiek została napisana na temat modlitwy, jest Biblia. Czytanie wszystkich innych rozpraw pozostawia w nas uczucie, że istnieją jeszcze głębie, które nie zostały osiągnięte i wyżyny, do których się nie zdołano wzbić. Nie możemy oczywiście mieć nadziei, ażeby w tej książce coś jeszcze poprawić po wysiłkach innych autorów. Możemy tylko jednej rzeczy dokonać, a mianowicie podsumować pewne ważne zasady dotyczące modlitwy, szczególnie zaś te, które mają związek z życiem prawdziwego ucznia Pana Jezusa Chrystusa.

l. NAJLEPSZA MODLITWA WYPŁYWA Z GŁĘBOKIEJ WEWNĘTRZNEJ POTRZEBY.

Wszyscy doświadczyliśmy prawdziwości tego twierdzenia. Gdy nasze życie jest spokojne i wygodne, to modlitwy nasze mają tendencję stawać się nudne i bez wyrazu. Ale gdy przychodzimy do jakiegoś kryzysu, do chwili niebezpieczeństwa, do poważnej choroby, albo ciężkiego bólu serca w związku z odejściem ukochanej osoby - wówczas nasze modlitwy stają się gorące i żywotne. Ktoś tak się wyraził: "Strzała, która ma dotrzeć do Nieba, musi być wypuszczona z łuku napiętego w całej pełni". Poczucie pilności, bezbronności, poczucie wielkiej potrzeby - oto łono, w którym rodzą się najlepsze modlitwy.

Niestety większość naszego życia spędzamy na usiłowaniu, aby otulić się poduszkami, które by nas uchroniły od wszelkich prób i niebezpieczeństw. Używając bardzo sprytnych metod, których nie powstydzono by się w handlu, zaopatrujemy się w wygodne rezerwy na wypadek wszelkiej możliwej trudności. Przez zwyczajną ludzką chytrosć, przebiegłość i mądrość dochodzimy do takiego punktu, w którym stajemy się bogaci i pełni dóbr, tak że nie potrzebujemy niczego. A potem się dziwimy, dlaczego nasze życie modlitewne jest takie płytkie i pozbawione żywotności, i dlaczego żaden ogień nie spada z nieba. Gdybyśmy chodzili prawdziwie wiarą zamiast widzeniem, wówczas nasze modlitwy zostałyby zrewolucjonizowane.

2. JEDNYM Z WARUNKÓW SKUTECZNEJ MODLITWY JEST PRZYBLIŻANIE SIĘ I PRZYSTĘPOWANIE DO BOGA "ZE SZCZERYM SERCEM" (Żyd. 10,22).

Znaczy to, że mamy być szczerzy i rzetelni przed Panem. Nie śmie w nas być żadnej obłudy. Jeśli chcemy warunek ten spełnić, to nie będziemy nigdy prosić Boga, aby uczynił coś, co możemy sami wykonać. Na przykład nigdy nie będziemy prosić Go o dostarczenie jakiejś ilości pieniędzy na daną sprawę Bożą, jeśli posiadamy nadwyżki, czy jakieś fundusze, które moglibyśmy użyć właśnie na ten cel. Bóg nie da się z siebie naśmiewać. On nie odpowiada na modlitwy, jeśli już nam dał odpowiedź, a my nie jesteśmy gotowi tej odpowiedzi użyć.

Podobnie nie powinniśmy nig4y prosić Pana, aby posłał innych do wykonania dzieła, którego nie jesteśmy gotowi wykonać sami. Tysiące modlitw wzniesiono na intencję muzułmanów, Hindusów, buddystów. Ale gdyby wszyscy ci, którzy się modlili, byli przygotowani na to, aby Bóg użył ich w osiągnięciu tych ludzi, wtedy historia chrześcijańskich misji byłaby może bardziej zachęcająca.

3. MODLITWA POWINNA BYĆ PROSTA, PEŁNA WIARY I NIE ZADAJĄCA ŻADNYCH PYTAŃ.

Jest rzeczą zbyt łatwą, aby się zaangażować głęboko w teologiczne problemy związane z samą modlitwą, ale to tylko przytępia duchowy zmysł. O wiele lepiej jest modlić się, aniżeli rozwiązywać wszystkie tajemnice związane z modlitwą. Niechaj, doktorzy teologu subtelnie uplatają swoje teorie dotyczące modlitwy, ale prosty wierzący niechaj raczej szturmem zdobywa bramy nieba z dziecięcą ufnością i wiarą. Augustyn swego czasu tak powiedział: "Prostaczkowie zdobywają Niebo siłą; ale my z całą naszą uczonością nie podnosimy się ponad poziom ciała i krwi".

Pan wysłuchuje modły me –

Choć nie wiem jak to czyni...

Posyła wierne Słowo Swe:

"Nie gardzą modły twymi!"

I nie wiem czy odpowie wnet,

Więc chcę cierpliwie czekać,

Aż na Swój sposób wyrwie z bied -

Nie będzie długo zwlekać!

Więc w Pańskiej ręce modły me

Zostawię sercem całym,

Ufając, że mnie zbawić chce,

Choć jestem dzieckiem małym.

LOLA C. HENSON.

4. ABY ZDOBYĆ PRAWDZIWĄ MOC W MODLITWIE.

Niczego przed Panem nie ukrywaj, niczego nie zatrzymuj dla siebie, ale wszystko oddaj Panu. Bądź poddany Chrystusowi. Całkowicie się poświęć pracy dla Niego. Opuść wszystko, aby iść za twoim Zbawicielem. Uwielbianie Boga, które ukoronowuje Chrystusa Panem, jest tęgo rodzaju oddawaniem Mu czci, które On najbardziej miłuje i do którego najchętniej się przyznaje.

5. PAN BÓG SZCZEGÓLNIE WTEDY PRZYPISUJE WYSOKĄ WARTOŚĆ NASZYM MODLITWOM, GDY NAS TO COŚ KOSZTUJE.

Ci, którzy wcześnie rano wstają, cieszą się społecznością z Tym, który także wcześnie rano wstawał, aby otrzymywać nowe instrukcje na dany dzień od Ojca Swojego. Podobnie i ci, którym tak bardzo na sprawie Bożej zależy, że są gotowi całą noc się modlić - radują się z mocy w Bogu, której nie można zaprzeczyć. Modlitwa, która nic nie kosztuje - nic nie jest warta. Jest to tylko po prostu jakiś produkt uboczny taniego chrześcijaństwa.

Nowy Testament bardzo często łączy modlitwę z postem. Wstrzymywanie się od przyjmowania pokarmu może być wartościową pomocą w duchowych ćwiczeniach. Z ludzkiej strony powiększa ono jasność umysłu, koncentrację i bystrość myśli w czasie modlitwy. Jeśli chodzi o Pana, wydaje się, że szczególnie chętnie wysłuchuje modlitwę wtedy, jeśli ją stawiamy na pierwszym miejscu, nawet przed koniecznym dla ciała posiłkiem.

6. UNIKAJ SAMOLUBNYCH MODLITW.

"Prosicie a nie otrzymujecie, dlatego, że źle prosicie, abyście to na rozkosze swoje obracali" (Jak. 4,3). Najwyższym naszym pragnieniem w modlitwach powinno być dobro sprawy Pańskiej. Na pierwszym miejscu powinniśmy modlić się tak:

"Przyjdź Królestwo Twoje, bądź wola Twoja, jako w niebie tak i na ziemi". Potem dopiero możemy dodać: "Chleba naszego powszedniego daj nam dzisiaj".

7. POWINNIŚMY ODDAĆ HOŁD BOGU.

Prośmy Go o wielkie sprawy, ponieważ jest wielkim Bogiem. A oto co pisze E. W. Moore cytując równocześnie króciutki wierszyk Johna Newtona: "Miejmy wiarę, aby oczekiwać wielkich rzeczy od Boga".

Bacz, żeś przed królewskim tronem - Proś o wielkie zatem sprawy, Nie odmówi ci pewnością Bóg wszechmocny i łaskawy!

JOHN NEWTON

Jakże często zasmucaliśmy Pana naszego, spodziewając się od Niego tak mało! Byliśmy zadowoleni z otrzymywania maleńkich zwycięstw, małych osiągnięć, słabych pragnień - jeśli chodzi o wyższe sprawy, a tych, którzy nas słuchali, nie przekonaliśmy bynajmniej o tym, że Bóg nasz jest wielkim Bogiem. Nie oddaliśmy Mu chwały w oczach ludzi, którzy poznają Go tylko patrząc na życie Jego wyznawców, a tymczasem życie to było tego rodzaju, że bynajmniej nie wzbudziło w nich pragnienia dowiedzenia się, skąd pochodzi ta moc, która w nich się objawia i która ich podtrzymuje. Niestety, zbyt często nie powiedziano o nas tego, co powiedziano o apostole:

"I chwalili Boga we mnie".

8. PRZED MODLITWĄ POWINNIŚMY UPEWNIĆ SIĘ, ŻE CZYNIMY WOLĘ BOŻĄ.

Potem dopiero powinniśmy się modlić, wierząc, że On nas wysłucha i odpowie na naszą modlitwę. W pierwszym Liście Jana w 5-tym rozdziale w wierszu 14 i 15, czytamy co następuje: "I to jest ufność, którą mamy ku niemu, iż jeśli o co prosimy według woli jego, słyszy nas. A jeśli wiemy, że nas słyszy, o cokolwiek prosimy, tedy wiemy, że mamy od niego to, o co prosiliśmy".

Modlić się w Imieniu Pana Jezusa oznacza modlić się według Jego woli. Jeśli prawdziwie modlimy się w Jego imieniu, to jest to samo, jak gdyby On Sam w tym momencie wypowiadał prośby nasze przed obliczem Boga, Ojca swojego. W Ewangelii Jana 14,13-14 czytamy: "I o cokolwiek, prosić będziecie w imieniu moim, uczynię to, aby był uwielbiony Ojciec w Synu. Jeśli o co prosić będziecie w imieniu moim, ja uczynię". A w Ewangelii Jana 16,23 czytamy: "A dnia onego o nic pytać mnie nie będziecie. Zaprawdę, zaprawdę powiadam wam: o cokolwiek prosilibyście Ojca w imieniu moim, da wam". W Ewangelii Mateusza 18, 19-20 znajdujemy też taką wypowiedź: "Nadto powiadam wam, jeśliby dwaj z was na ziemi uzgodnili swe prośby o jakąkolwiek rzecz, otrzymają ją od Ojca mojego, który jest w niebiesieeh. Albowiem gdzie są dwaj albo trzej zgromadzeni w imię moje tam jestem w pośrodku nich".

Samuel Ridout pisze: "Prosić w Jego Imieniu, oznacza, że sam Pan bierze nas za rękę i prowadzi nas w modlitwie do Boga, lub inaczej (jeśli wolno mi tak powiedzieć), że On sam klęczy obok nas. a Jego pragnienia płyną przez nasze serca. Oto co to znaczy w Jego Imieniu. Imię Jego to jest On Sam - to Jego natura! I dlatego modlić się w Imieniu Jezusa Chrystusa musi oznaczać modlenie się według Jego błogosławionej woli. Czyż mógłbym się modlić o co złego w Imię Syna Bożego? To, o co się modlę, powinno zawsze być w całej pełni wyrazem Jego natury. Czy czynię to, czy mogę uczynić to w modlitwie?  Modlitwa powinna tchnąć mocą Ducha Świętego, odzwierciedlać  umysł  Chrystusowy  i  pragnienie  Chrystusa  w  nas i przez nas. Oby Pan zechciał nas nauczyć coraz więcej, jak się modlić w Jego Imieniu. Nie powinniśmy nawet pomyśleć o tym, aby zakończyć modlitwę bez wypowiedzenia tych słów "w błogosławionym Imieniu naszego Pana", ale też cała nasza modlitwa, cała nasza prośba powinna być przesycona i powinna tchnąć błogosławionym Imieniem Pana Jezusa i wszystko winno się dziać w Jego Imieniu.

9. NASZE ŻYCIE MODLITWY MA BYĆ PRAWDZIWIE SKUTECZNE.

W tym celu musimy żyć na bieżąco - jeśli chodzi o nasze rachunki z Bogiem. Mówiąc to mam na myśli, że grzech musi być zawsze "wyznawany i zaniechany "w momencie, gdy tylko zdajemy sobie sprawę, że wkracza do naszego życia. Psalmista w Psalmie 66,18 tak pisze: "Bym był patrzył na nieprawość w sercu moim, nie wysłuchałby był Pan". Musimy pozostawać w Chrystusie. W Ewangelii Jana 15,7 czytamy: "Jeśli we mnie mieszkać będziecie i słowa moje w was mieszkać będą, czegokolwiek byście chcieli proście, a stanie się wam." Osoba, która mieszka w Chrystusie, przebywa tak blisko Niego, że jest napełniona znajomością woli Bożej. Taki człowiek może się więc modlić z całą świadomością celu modlitwy i być pewnym, że modlitwa jego zostanie wysłuchana. Z drugiej zaś strony pozostawanie w naszym Panu wymaga posłuszeństwa wobec Jego rozkazów. W I Jana 3,22 czytamy: "I o cokolwiek byśmy prosili, otrzymamy od niego, bo przykazania Jego zachowujemy, i czynimy to, co się podoba przed obliczem Jego". Aby modlitwy nasze były usłyszane i wysłuchane, koniecznym jest właściwy stan duszy (I Jana 3,20).

10. BEZ PRZESTANKU SIĘ MÓDLCIE (l Tes. 5.17).

Nie tylko powinniśmy pielęgnować modlitwę w pewnych określonych porach dnia. Powinniśmy rozwinąć w sobie takiego ducha modlitwy, abyśmy spoglądali ku Panu gdy idziemy ulicą, gdy prowadzimy samochód, kiedy pracujemy przy biurku czy w naszych domach. Klasycznym przykładem takiej spontanicznej modlitwy jest Nehemiasz. Czytamy o tym w Neh. 2. "Lepszą jest rzeczą mieszkać w ochronie Najwyższego" (Psalm 91,1), albo jak inaczej można to tłumaczyć - w tajemnym miejscu Najwyższego, aniżeli tylko chwilami, od czasu do czasu składać tam wizyty.                             

11. MODLITWA NASZA POWINNA BYĆ KONKRETNEJ NATURY.

Tylko wtedy jeśli się modlimy o konkretne rzeczy, możemy się spodziewać otrzymania konkretnych odpowiedzi.

Modlitwa jest wspaniałym przywilejem. Dzięki niej możemy (jak powiedział Hudson Taylor) nauczyć się w jaki sposób poruszać innym człowiekiem przez Boga.

J. H. Jbwett pisze: "Jak wielkie usługi są w rękach naszych - czynienie cudów - dzięki kosztownemu i przebogatemu królestwu modlitwy! Dzięki niej możemy zanieść słońce do zimnych i ciemnych miejsc, możemy zapalić lampę nadziei w ciemnicy zwątpienia. Możemy zdjąć kajdany z rąk uwięzionych, możemy zanieść myśli o domu i cieple rodzinnym do dalekich krajów. Możemy zanieść niebiańskie krople orzeźwiające tym, którzy są duchowo omdleni, nawet wtedy, gdy znajdują się daleko od nas za morzami. Cuda dzieją się w odpowiedzi na modlitwę!"

Do tego inny pisarz, imieniem Wenham, dodaje następujące świadectwo: "Głoszenie Słowa jest rzadkim darem, ale modlitwa jest jeszcze rzadszym. Głoszenie Słowa podobne jest do miecza, to jest do broni, którą można używać tylko w bezpośrednim starciu, ale ci, którzy są daleko, nie mogą być tą bronią osiągnięci. Natomiast modlitwa jest jakby moździerzem, który strzela na daleką odległość i dlatego w niektórych okolicznościach jest jeszcze skuteczniejsza".

A oto wiersz Trencha:

Jak wielka, o Panie, zachodzi przemiana,

Gdy przed Twym obliczem uginam kolana;

Jak wielkie z mej duszy spadają ciężary –

Pustynia na ogród przemienia się wiary!

Klękamy- a wszystko ucicha wokoło,

Wstajemy - a zorza otacza nam czoło.

Klękamy w słabości i pełni boleści –

Wstajemy, by z mocą ogłaszać Twe wieści!

Więc czemu się sami i innych krzywdzimy,

I zamiast być mocni, się stale martwimy?

Wzdychamy, że troski nas ciężar przygniata,

Gdy mamy modlitwę - co w Niebo ulata.

Sprawiając i moc, i odwagę, i radość,

Bo Ty naszym prośbom uczynić chcesz zadość!

 

Rozdział 8.

BÓJ

 

Nawet gdybyśmy czytali Nowy Testament tylko od czasu do czasu, to trudno byłoby nie zdawać sobie sprawy z tego, że program Chrystusa na ziemi przedstawiony jest w nim bardzo często w postaci boju. Prawdziwe chrześcijaństwo jest czymś bardzo dalekim od tego, co oglądamy dzisiaj w tak zwanym chrześcijaństwie, które robi wrażenie jakiejś zabawy towarzyskiej. Nie ma w nim niczego z tego życia w luksusie i szukaniu przyjemności, które na każdym kroku się objawiają w życiu naszym obecnie. Chrześcijaństwo jest raczej bojem na śmierć, nieustannym konfliktem z mocami piekła. Nikt nie jest godzien nawet nazywać się uczniem Pańskim, kto nie zdaje sobie z tego sprawy, że nastała bitwa i że nie ma odwrotu. W czasie wojny musi być jedność. Wtedy nie ma czasu na jakieś małe wzajemne kąsanie się, na jakieś partyzantki, zazdrości, na jakieś podzielone gromadki, z których każda trzyma się lojalnie tylko siebie. "Żaden dom, który jest podzielony przeciwko sobie nie może się ostać". Dlatego też żołnierze Chrystusa muszą być zjednoczeni, a droga do jedności prowadzi przez pokorę. O tym uczy całkiem wyraźnie List do Filipian rozdział 2. Jest rzeczą niemożliwą poróżnić się z człowiekiem prawdziwie pokornym. Potrzeba dwóch, aby nastała sprzeczka. "Samą tylko pychą człowiek zwady wszczyna" pisze Salomon. Tam, gdzie nie ma pychy, tam też nie ma miejsca dla sporów.

Wojna wymaga życia surowego i pełnego poświęcenia. Gdy wybucha jakaś wojna o szerokim zakresie oddziaływania, zawsze bywa wprowadzony system ograniczania się, kartek. Już najwyższy czas, aby chrześcijanie zdali sobie z tego sprawę, że jesteśmy w boju i że nasze wydatki muszą zostać ograniczone do minimum w tym celu, aby możliwie wszystkie nasze rezerwy zostały rzucone na szalę zwycięstwa.

Niewielu jest takich, którzy sytuację tę rozumieją tak jasno jak pewien młody uczeń Pański, który się nazywał R.M. W roku 1960 był on wójtem klasy w pewnej chrześcijańskiej szkole w Ameryce. Podczas jego urzędowania zaproponowano, ażeby porobić pewne wydatki w związku z zazwyczaj urządzaną zabawą klasową!... Aby kupić specjalne marynareczki i rozmaite prezenty. Ale R.M. nie zgodził się na to, gdyż takie wydatki, według jego zdania, nie były konieczne, a raczej pragnął, aby te pieniądze mogły zostać obrócone na cele Ewangelii i dlatego zrezygnował ze swego stanowiska wójta. W związku z tym napisał list do swoich współkolegów, który przepisany w szeregu odbitkach dotarł do ręki każdego z nich w dniu, w którym ogłoszona została jego rezygnacja i w którym podał jej przyczyny. List ten brzmiał jak następuje:

"Drodzy Koledzy!

Z chwilą kiedy sprawa zabaw klasowych, ubrań, żakiecików i darów klasowych została przedstawiona zarządowi klasy, ja jako wójt klasy zacząłem zastanawiać się nad stanowiskiem, takie powinien wobec tej sprawy zająć chrześcijanin.

Uważam, że znaleźlibyśmy największą radość, gdybyśmy oddali samych siebie, nasze pieniądze i nasz czas całkowicie Chrystusowi i dla dobra drugich, stwierdzając tym samym prawdziwość Jego słów: "Ten, kto straci życie swoje dla mnie, znajdzie je" (Mat. 10,39).

Każdy chrześcijanin, który by wydawał swoje pieniądze i spędzał swój czas dla rzeczy, które nie mają jako bezpośredniego rezultatu świadectwa w stosunku do niewierzących, albo zbudowania dla dzieci Bożych, popadłby w konflikt ze swoim sumieniem w obliczu faktu, że siedem tysięcy ludzi dziennie umiera z głodu i że przeszło połowa świata jeszcze nigdy nie usłyszała o jedynej Nadziei ludzkości.

O ileż więcej chwały oddalibyśmy naszemu Bogu dopomagając raczej w rozszerzeniu się Ewangelii pomiędzy 60% ludności świata, która jeszcze nigdy nie słyszała o Chrystusie, albo nawet w wielu domach, które sąsiadują z nami bezpośrednio - zamiast tego, aby schodzić się w małych grupkach i ograniczać nasze towarzyskie życie do obcowania z małą gromadką tych, którzy mają podobne poglądy jak my sami, trwoniąc nasze pieniądze i czas dla własnej przyjemności.

Ponieważ zdaję sobie doskonale sprawę z wielu potrzeb, dla których nasze środki finansowe mogłyby być użyte z daleko większą korzyścią ku chwale Pana Jezusa Chrystusa i dopomożeniu naszym bliźnim tutaj i za morzem, nie mogę zgodzić się na to, by nasze fundusze klasowe zostały niepotrzebnie wydane tylko dla naszej przyjemności. Gdybym sam był w tak wielkiej potrzebie jak ci, o których wiem, a których jest tak wielu, to życzyłbym sobie, aby wszyscy, którzy są w stanie mi dopomóc, uczynili rzeczywiście wszystko co jest w ich mocy, aby dotarta do mnie Ewangelia i. pomoc materialna. "Wszystko tedy, co byście chcieli, aby wam ludzie czynili, to wy im czyńcie" (Mat. 7,12).

„A kto ma dostatek w świecie i widzi, że brat jego jest w potrzebie i zamyka serce swoje przed nim, jakże przebywa w nim miłość Boża?” (l Jan 3,17).

A tak z miłością i modlitwą, abyście i Wy mogli zobaczyć, jak Pan Jezus wam się całkowicie oddaje (przeczytajcie 2 Kor. 8,9), przedkładam Wam w tej chwili moją rezygnację ze stanowiska wójta klasy numer 63.

Pozostaję Wasz w Nim R. M."

Wojna wymaga cierpień. Jeżeli młodzi ludzie gotowi są dzisiaj złożyć życie swoje w ofierze za swój kraj, o ileż więcej chrześcijanie winni być gotowi życie swoje oddać za Chrystusa i za Ewangelię! Wiara, która nic nie kosztuje, nic nie jest warta. Jeśli Pan Jezus w ogóle coś dla nas znaczy; to powinien znaczyć wszystko.

Gdy apostoł Paweł usiłował bronić swego apostolstwa przed atakami małodusznych krytyków, bynajmniej nie wskazywał na swoje pochodzenie rodzinne, albo na swoje wykształcenie, czy swoje wielkie osiągnięcia w tym świecie. Raczej wskazywał na swoje cierpienia dla Pana Jezusa Chrystusa. W 2 Kor. 11,23-29 czytamy co następuje: "Sługami Chrystusowymi są? (Głupio mówię) ja bardziej; więcej pracowałem, nad miarę razów odebrałem, częściej byłem w więzieniach, częstokroć w niebezpieczeństwach śmierci. Od Żydów wziąłem pięć razy po czterdzieści plag bez jednej. Trzy razy byłem bity rózgami, raz kamienowany, trzy razy ze mną okręt się rozbił, dzień i noc byłem w głębokości morskiej. W podróżach częstokroć, w niebezpieczeństwach od zbójców, w niebezpieczeństwach od swego narodu, w niebezpieczeństwach od pogan, w niebezpieczeństwach w mieście, w niebezpieczeństwach na puszczy, w niebezpieczeństwach na morzu, .w niebezpieczeństwach między fałszywymi braćmi. W pracy i w utrudzeniu, w niedosypianiu często, w głodzie i w pragnieniu, w postach często, w zimnie i w nagości, pomijając, co prócz tego się zdarza, codzienne zgromadzanie się u mnie, troska o wszystkie zbory".

A wysyłając pod adresem Tymoteusza, syna swego, szlachetny apel, pisze tak: "Przetoż ty cierp, jako dobry żołnierz Jezusa Chrystusa" (2 Tym. 2,3).

Wojna wymaga bezwzględnego posłuszeństwa. Prawdziwy żołnierz będzie wykonywał rozkazy swojego przełożonego bez pytania się i bez zwłoki. Jest rzeczą okropną, aby nawet przypuszczać, że Chrystus zadowoliłby się czymś mniej. Jako Stworzyciel i Odkupiciel ma On wszelkie prawo po temu, aby oczekiwać od tych, którzy idą w ślad za Nim do boju, posłuszeństwa Jego rozkazom, i wykonywania ich prędko i w zupełności.

Wojna wymaga też umiejętności używania broni. Bronią chrześcijanina jest modlitwa i Słowo Boże. Musi on poświęcać się gorącym, pełnym wiary, ustawicznym modlitwom. Tylko w ten sposób mogą fortece wroga zostać zburzone. Dalej musi umieć dobrze władać mieczem Ducha, którym jest Słowo Boże. Wróg uczyni wszystko, co jest w jego mocy, ażeby go wyprowadzić w pole i spowodować, aby opuścił swój miecz. Będzie chciał podać w wątpliwość od Boga pochodzące natchnienie Słowa Bożego, będzie wskazywał na domniemane przeciwności, będzie podsuwał argumenty sprzeciwiające się Słowu ze strony wiedzy, filiozofii i ludzkich tradycji. Ale żołnierz Chrystusowy musi wiernie trwać na posterunku, doświadczając skuteczności swojej broni poprzez używanie jej we dnie i w nocy.

Broń, której używa chrześcijanin w swojej wojnie, wydaje się człowiekowi tego świata śmieszną: Plan, który okazał się skuteczny przy oblężeniu Jerycha wydawałby się wprost śmieszny współczesnym dowódcom wojskowym.

Maleńka armia Gedeona wywołałaby po prostu śmiech. A co powiedzielibyśmy o wyrzuceniu przez Dawida kamienia z tej małej procy, o szczęce wołowej w rękach Samsona i o całej armii tych pozornych głupców, którzy Bogu służyli poprzez całe stulecia? W zmyśle duchowym wiemy, że Bóg nie jest po stronie największych batalionów, że On raczej miłuje słabych, biednych oraz rzeczy pogardzane na tym świecie - bo w nich pragnie się uwielbić.

Wojna wymaga znajomości wroga i jego strategii. Tak jest też i w chrześcijańskiej wojnie. W Liście do Efezjan 6,12 czytamy takie słowa: "Albowiem nie mamy walki przeciwko krwi i ciału, ale przeciwko władzom, przeciwko zwierzchnościom, przeciwko mocarzom ciemności wieku tego, przeciwko duchom złości pod niebiosami".

Wiemy o tym, że sam szatan przyjmuje postać anioła światłości, jak o tym czytamy w 2 Kor. 11,14, a dalej w 15 wierszu jeszcze takie słowa: "Nic przeto wielkiego, jeżeli i sługi jego przyjmują postać sług sprawiedliwości, których koniec będzie podług uczynków ich". Wyćwiczony żołnierz Chrystusowy dobrze wie, że najbardziej zacięty opór nie spotyka go ze strony jakiegoś pijaka, złodzieja albo ulicznicy, ale ze strony tzw. duchownego. To przecież przywódcy religijni przybili Bożego Chrystusa do krzyża. Nikt inny jak właśnie religijni przywódcy prześladowali pierwszych wierzących - wczesny Kościół. Paweł apostoł spotkał się z najgwałtowniejszymi atakami właśnie ze strony tych, którzy wyznawali, że są sługami Bożymi. I tak było poprzez całe wieki: słudzy szatańscy często przemieniali się w aniołów światłości i sługi sprawiedliwości, mówiąc religijnym językiem i nosząc religijną odzież liturgiczną. Zachowywali się tak, jak gdyby byli bardzo pobożni, ale serca ich napełnione były nienawiścią do Chrystusa i do Jego Ewangelii.

Wojna wymaga skoncentrowanego umysłu. W 2 Tym. 2,4 czytamy takie słowa: "Żaden żołnierz nie wiąże się sprawami żywota, aby się podobać, temu, który go do wojska powołał". Uczeń Chrystusa uczy się tego, aby nie tolerować niczego w swoim życiu, co mogłoby stanąć pomiędzy jego duszą, a całkowitym oddaniem się sprawie swego Pana - Jezusa Chrystusa. Jest bezwzględny, chociaż nikomu nie sprawia zgorszenia. Jest stanowczy, bez tego, aby być niegrzecznym. Ta żołnierska służba jest jednakowoż jego jedyną pasją. Wszystko inne musi zostać tei pasji podporządkowane.

Wojna wymaga odwagi w obliczu niebezpieczeństwa. W Liście do Efezjan, 6, 13 i 14 czytamy takie słowa: "Dlatego weźcie zupełną zbroję Bożą, abyście mogli dać odpór w dzień zły i wszystko wykonawszy ostać się. Stójcież tedy przepasawszy biodra swoje prawdą..." Często zwracano na to uwagę, że uzbrojenie chrześcijańskiego żołnierza, tak jak jest przedstawione w szóstym rozdziale do Efezjan w wierszach 13-18, nie daje żadnego zabezpieczenia dla pleców i dlatego nie przewiduje możliwości odwrotu. Ale dlaczegoż miałby w ogóle w rachubę wchodzić odwrót? Przecież "w tym wszystkim przezwyciężamy przez tego, który nas umiłował". Przecież nikt nie może mieć powodzenia w walce przeciwko nam, skoro Bóg jest z nami. Jeśli zwycięstwo jest zapewnione - zanim jeszcze rozpoczęliśmy się bić, jakże moglibyśmy kiedykolwiek myśleć o odwrocie? A oto wiersz zacytowany przez Amy Car-Michael:

Czy ma to znaczenie, czy dział mam z zwycięzcą,

Czy zginąć mam z tym, co upada?

To tchórz tylko grzeszy, lecz ja pragnę męstwo

Okazać - a obcą mi zdrada!

"Wróg z siłą ogromną naciera, a ostrze

Mi pękło u miecza, o Panie!

O dumne ich szyki, o broń się nie troszczę! -

Tyś ze mną - więc spełnię zadanie!

 

Rozdział 9.

PANOWANIE NAD ŚWIATEM

 

Bóg powołał nas do panowania nad światem. Nigdy nie było Jego zamiarem, abyśmy byli tylko "nędznym człowieczkiem", zajmującym się jakąś mało znaczącą sprawą.

Gdy Bóg na początku stworzył człowieka, dał mu panowanie nad całą ziemią. Ukoronował go czcią i chwałą, i wszystkie rzeczy położył w poddaństwie pod nogi jego. Człowiek został przyodziany dostojeństwem - zaledwie odrobinkę mniejszym od aniołów.

Ale gdy Adam zgrzeszył, utracił wiele z tej godności, która przyznana mu została Bożym dekretem. Zamiast władać w niepodzielny sposób, sprawował potem tylko rządy nad królestwem, które nie było w całej pełni jego własnym.

Ale oto w Ewangelii dana nam jest w pewnym sensie możliwość odzyskania tej władzy. Teraz nie chodzi już o kontrolę i władzę nad warczącymi psami albo nad jadowitymi żmijami - ale chodzi raczej o pozyskanie pogan jako naszego dziedzictwa, które ma być aż do kończyn ziemi. A oto co pisze na ten temat J.H. Jowett: "Prawdziwy imperializm - to znaczy władać przez moralną i duchową potęgę; to pozyskać sobie serca i władać poprzez tę ogromną atrakcję, jaką stanowi promieniejące, czyste i Bogu poświęcone życie".

Jeśli chodzi o ścisłość - tego rodzaju dostojeństwo chrześcijańskiego powołania było Adamowi zupełnie nieznane. My bowiem jesteśmy współpracownikami Bożymi w dziele odkupienia świata. Dinsdale T. Young tak pisze: "Naszym posłannictwem jest namaszczanie ludzi w imieniu Pańskim do królewskiego życia, do suwerennej władzy nad swoim "ja", do służby dla prawdziwego Królestwa".

Ale w dzisiejszym życiu w większości wypadków tragedią jest właśnie to, że nie zdajemy sobie sprawy z naszego wysokiego powołania. Jesteśmy przeważnie zadowoleni ze spędzania naszych lat w czynieniu się "ważnym" w stosunku do naszych poddanych, albo aby być "wielkim wśród małych..." My się czołgamy zamiast wzbijać się w przestworza. Jesteśmy niewolnikami, zamiast być królami. Mało jest takich, którzy by mieli wizję, aby żądać całych krajów dla Chrystusa.

Spurgeon był w tym względzie wyjątkiem. Oto pełne dynamicznej mocy słowa, które napisał do swego syna:

"Nie chciałbym, abyś będąc powołanym przez; Boga, by stać się misjonarzem, umarł jako milioner.

Nie podobałoby mi się, gdybyś mając dary po temu, aby stać się misjonarzem, zszedł na marne i skończył będąc tylko królem.

Czyż można bowiem porównać wszystkich królów, wszystkich szlachetnego rodu, wszystkie diademy - wszystko razem... z dostojeństwem pozyskiwania dusz dla Chrystusa, z tym specjalnym honorem budowania dla Chrystusa, i to nie na fundamencie założonym przez kogoś innego, ale opowiadając Chrystusa i Jego Ewangelię w krajach dalekich".

Dalszym wyjątkiem był John Mott, dobrze znany mąż stanu, a równocześnie misjonarz. Gdy prezydent Coolidge poprosił go, aby przyjął stanowisko ambasadora w Japonii, Mott odpowiedział: "Panie Prezydencie! Od kiedy Bóg powołał mnie, aby być Jego ambasadorem, uszy moje są jakby głuche na wszelkie inne propozycje".

Billy Graham opowiada o trzecim wyjątku. A oto jego słowa: "Gdy Standard Oil Company szukało reprezentanta na Dalekim Wschodzie, wybrali sobie na to stanowisko pewnego misjonarza. Zaofiarowali mu dziesięć tysięcy, ale odmówił. Dwadzieścia pięć tysięcy - ale odmówił. Pięćdziesiąt tysięcy - i jeszcze raz odmówił. Wówczas powiedzieli: "Co panu jeszcze nie odpowiada?" A on odpowiedział: "Wasza cena jest dobra, ale wasza praca jest dla mnie za mała. Bóg powołał mnie do pracy misyjnej".

Powołanie chrześcijańskie jest najszlachetniejszym ze wszystkich. Jeśli tylko zdamy sobie sprawę z tego, nasze życie natychmiast stanie się pełne polotu. Nie będziemy więcej mówili o sobie jako o kimś, który ma powołanie, "aby być instalatorem", albo "aby być fizykiem", albo "powołanym, aby być dentystą". Raczej będziemy widzieć samych siebie jako "powołanych, aby być apostołami", a wszystkie inne rzeczy będziemy traktowali Jako skromne środki do życia.

Będziemy widzieli samych siebie jako powołanych do Opowiadania Ewangelii wszystkiemu stworzeniu, aby czynić uczniami wszystkie narody, zewangelizować cały świat.

Jakże więc świat zostanie osiągnięty dla Chrystusa przez Ewangelię w naszym pokoleniu? Odpowiedź - tylko przez mężów i niewiasty, którzy miłują Boga z całego serca i którzy miłują bliźniego swego jak siebie samego. Tylko poświęcenie, tylko oddanie, które płynie z nieśmiertelnej miłości, może w ogóle dokonać tego dzieła.

Tych, których przyciska miłość Chrystusowa, Pan będzie mógł użyć do każdego dzieła, a żadne poświęcenie nie będzie dla nich zbyt wielkie. Będą czynić z miłości dla Niego takie rzeczy, których nigdy by się nie byli podjęli dla ziemskiego zysku. Nie będą nawet życia swego uważali za coś drogiego. Oddadzą wszystko i poświęcą wszystkie siły, byle tylko ludzie mogli zostać uratowani przed zgubą, spowodowaną brakiem znajomości Ewangelii.

A oto krótki wiersz Jamesa A. Stewarta:

Daj, ukrzyżowany Panie, abym umiał szczerze,

Tak jak Ty miłować zawsze dusze martwe w wierze.

Racz zachować nas na codzień w ścisłej społeczności,

Niech Golgota, dla straconych, uczy nas miłości.

Jeśli pobudką wielkiego naszego poczynania nie jest miłość - sprawa jest z góry przegrana! Nic nam nie pomoże. Usługiwanie Słowem staje się niczym więcej jak tylko cymbałem brzmiącym albo miedzią brzęczącą. Gdy jednak miłość jest gwiazdą przewodnią i jeśli ludzie idą do służby Pańskiej ogarnięci płomieniem miłości dla Chrystusa, to żadna moc nie może zatrzymać potężnego postępu Ewangelii.

Wyobraź sobie gromadkę uczniów całkowicie oddanych Jezusowi Chrystusowi, pędzonych miłością dla Niego, przejeżdżających przez lądy i morza jako heroldowie pełnego chwały poselstwa, nieustannie i bez znużenia prących naprzód do nowych okręgów - by w każdym sercu, a którym się spotkają, odnaleźć duszę, dla której Chrystus umarł, chcąc, by każda dusza stała się uwielbiającym członkiem Kościoła Zbawiciela - i to już przez całą wieczność! Jaką metodą posługują się ci ludzie, już będący uczestnikami innego świata, aby obwieszczać Chrystusa?

Nowy Testament wydaje się przedstawiać dwa zasadnicze sposoby osiągania świata Ewangelią: Pierwszym sposobem jest publiczne kazanie, a drugim to osobiste świadczenie o Panu pojedynczym osobom, czyniąc ich uczniami Mistrza.

Jeśli chodzi o ten pierwszy sposób, był on powszechnie używany przez Pana Jezusa i przez Jego uczniów. Gdziekolwiek ludzie się zgromadzali, tam była sposobność po temu, aby opowiadać Dobre Wieści. W ten sposób - widzimy zebrania ewangelizacyjne na placach targowych, w więzieniach, w synagogach, na plażach, a także nad brzegami rzek. Pilność i potężny charakter poselstwa uczynił to rzeczą nie do pomyślenia, aby je ograniczać tylko do tych miejsc, gdzie zazwyczaj się odbywały nabożeństwa.

Drugą metodą propagowania wiary chrześcijańskiej jest osobiste świadczenie poszczególnym ludziom. Tej metody użył Pan Jezus ćwicząc Swoich dwunastu. Powołał sobie tę małą gromadkę mężów, aby byli z Nim, i aby ich wreszcie posłać do pracy. Dzień po dniu pouczał ich o prawdach Bożych, stawiał przed nimi zadanie, do którego byli powołani, ostrzegał ich przed niebezpieczeństwami i trudnościami, z którymi się mieli spotykać, wtajemniczał ich w osobiste, zakryte przed innymi, rady Boże i uczynił ich Swymi współpracownikami w realizowaniu pełnego chwały, a jak trudnego do wykonania Bożego planu. Wreszcie posłał ich jako owce pomiędzy wilki. Napełnieni mocą Ducha Świętego poszli, aby powiedzieć całemu światu o zmartwychwstałym, uwielbionym Zbawicielu, który wstąpił na niebiosa. Skuteczność tej metody została potwierdzona faktem, że ta mała gromadka uczniów, zredukowana do liczby jedenastu (po odpadnięciu zdrajcy), dokonała całkowitego przewrotu na całym świecie - pozyskując go dla Jezusa Chrystusa.

Apostoł Paweł nie tylko sam tę metodę stosował, ale również gorąco prosił Tymoteusza, aby uczynił to samo. "A coś słyszał ode mnie, przy wielu świadkach, to powierz ludziom wiernym, którzy by zdolni byli i innych nauczać" (2 Tym. 2,2). Pierwszym krokiem jest staranny i w modlitwie dokonany wybór wiernych ludzi. Drugim krokiem jest podzielenie się z nimi cudowną wizją. Trzecim zaś jest wysłanie tych właśnie mężów, aby czynili innych uczniami. (Przeczytaj: Mat. 28,19).

Dla tych, którzy pragną wielkich i licznych tłumów, ta metoda będzie się wydawała nudną i zbyt pracochłonną. Ale Bóg wie, co robi, a Jego metody są bez wątpienia najlepsze. Bóg może dokonać więcej przy pomocy kilku całkowicie poświęconych i oddanych Mu uczniów, aniżeli przez wielką firmie zadowolonych z siebie religionistów.

Wychodząc do pracy w imieniu Chrystusa, uczniowie przestrzegają pewnych podstawowych zasad, które są wytyczone w Słowie Bożym. Po pierwsze, są oni mądrzy jako węże, a jednak niewinni i nieszkodliwi jako gołębice. Wszystkie swe potrzeby, a więc zarówno mądrość jak i inne cechy, otrzymują na trudnej swojej drodze bezpośrednio od Boga. Są pokorni i cisi w swoich kontaktach z innymi współbliźnimi. Nikt nie potrzebuje się obawiać jakiegoś aktu przemocy z ich strony. Ludzie mogą się bać tylko i wyłącznie ich modlitw i ich niepokonanego świadectwa.

Tacy uczniowie trzymają się z dala od wszelkiej polityki tego świata. Nie uważają się za powołanych do walczenia z jakąkolwiek formą rządu, albo polityczną ideologią. Mogą działać pod jakąkolwiek formą rządu i być temu rządowi lojalnie poddani - do punktu, w którym by się od nich żądało kompromisu w ich świadectwie, albo zaparcia się swego Pana. Wtedy odmawiają posłuszeństwa i poddają się wynikającym stąd konsekwencjom. Ale nigdy nie konspirują przeciwko jakiemuś ludzkiemu rządowi, ani też nie angażują się w żadnych przewrotowych taktykach. Czyż Pan nie powiedział: "Gdyby królestwo moje było z tego świata, słudzy moi walczyliby!" Ale ci ludzie są ambasadorami niebiańskiego kraju i dlatego przechodzą przez ten świat jako pielgrzymi i jako obcy.

Są oni absolutnie szczerzy i rzetelni we wszystkich swoich poczynaniach. Unikają wszelkiego rodzaju kłamstwa i podstępnych wymówek. Ich "tak" oznacza tak, a ich "nie" oznacza nie. Nie chcą się zgodzić na używanie popularnie przyjętego "kłamstwa z konieczności" i nigdy nie uważają, że cel uświęca środki. Pod żadnym warunkiem nie godzą się na to, aby czynić zło po to, aby stąd wynikło coś dobrego. Każdy z nich jest niejako ucieleśnieniem sumienia i wolałby raczej umrzeć, aniżeli popełnić grzech.

Dalszą zasadą, która nieodmiennie towarzyszy tym ludziom jest to, aby swoją pracę zakotwiczać zawsze w miejscowym zborze. Wychodzą na pole żniwa Bożego tego świata, aby zdobywać dusze dla Pana Jezusa, ale tych, którzy się nawracają, wprowadzają do społeczności miejscowego zboru, gdzie mogą być posileni i zbudowani w najświętszej, Bożej wierze. Prawdziwi uczniowie zdają sobie sprawę z tego, że miejscowy zbór jest Bożym ogniwem tutaj na ziemi, służącym do propagowania wiary, i że najlepsza i najtrwalsza praca jest budowana właśnie w ten sposób.

Uczniowie stosują mądrość poprzez unikanie wszelkiego zaplątywania się w jakiekolwiek związki. Wytrwale odmawiają zezwolenia na kierowanie ich poczynaniami przez jakiekolwiek ludzkie organizacje. Swoje rozkazy otrzymują bezpośrednio z Nieba. Nie znaczy to, że działają bez zaufania i poparcia swej pracy ze strony członków miejscowego zboru. Wręcz przeciwnie. Tego rodzaju poparcie i modlitwy swoich współbraci w zborze uważają za potwierdzenie Bożego powołania ich do służby. Z całym jednak naciskiem twierdzą, że usługiwanie Chrystusowi w posłuszeństwie Jego Słowu i że otrzymywanie kierownictwa wprost od Niego - jest rzeczą najkonieczniejszą.

Wreszcie - uczniowie tacy unikają rozgłosu. Starają się pozostawać zawsze na uboczu. Ich celem jest uwielbianie Chrystusa i rozsławianie Jego Imienia. Nie szukają dla siebie wielkich rzeczy. Nie chcą też objawiać swojej strategii diabłu. Pracują więc cicho i nieostentacyjnie, nie dbając ani o ludzką chwałę, ani o ludzką krytykę, bo wiedzą, że najlepszym i najpewniejszym miejscem, w którym Się dowiedzą o rezultatach swoich prac - będzie Niebo.

 

Rozdział 10.

PROBLEM MAŁŻEŃSTWA W ŻYCIU CHRZEŚCIJANINA

 

"Albowiem są rzezańcy... którzy się sami urzezali dla królestwa niebieskiego. Kto może pojąć, niechaj pojmuje" (Mat. 19.12).

Jednym z najważniejszych pytań w życiu, wobec którego staje każdy uczeń Pański jest to, czy Bóg powołał go do życia w stanie małżeńskim, czy też w celibacie. Sprawa ta jest całkowicie uzależniona od indywidualnego kierownictwa ze strony Pana. Nikt nie może narzucać innym jakichś przepisów w tym względzie, a mieszanie się do tej tak żywotnej sprawy jest rzeczą bardzo niebezpieczną.

Ogólnie mówiąc. Słowo Boże naucza, że małżeństwo zostało ustanowione przez Boga dla rodzaju ludzkiego, przy czym miał On kilka celów na względzie:

1. Zostało ustanowione, aby człowiek miał towarzystwo i przyjemność. Bóg widział, że nie jest dobrze być człowiekowi samemu - jak czytamy w l Mojż. 2,18.

2. Zostało ustanowione w celu zachowania gatunku. Widzimy to z rozkazu, który wydał Pan słowami: "Rozradzajcie się i rozmnażajcie, i napełniajcie ziemię;

i czyńcie ją sobie poddaną" (l Mojż. 1,28).

3. Zostało ono ustanowione w celu zachowania czystości rodziny i społeczeństwa. Apostoł Paweł pisze w l Kor, 7,2: "Ale ze względu na wszeteczeństwo niech każdy ma swoją własną żonę".

Nie ma niczego w Słowie Bożym, co miałoby poddawać myśl, że małżeństwo nie da się pogodzić z czystością, poświęceniem i służbą dla Chrystusa. Wręcz przeciwnie. Słowo Boże przypomina w Liście do Żydów, rozdział 13,4 pierwsza jego część: "Małżeństwo u wszystkich niech będzie poważane i łoże niepokalane". Czytamy też wyraźnie w księdze Przypowieści Salomonowych w rozdziale 18,22, że "kto znalazł żonę, znalazł rzecz dobrą". Słowa, które są zapisane w księdze Kaznodziei Salomonowego w 4 rozdziale wiersz 9, a mianowicie: "Lepiej jest we dwóch być, niż jednemu" często uważa się za odnoszące się właśnie do małżeństwa. Szczególnie w wypadku jeśli tych dwoje ludzi jest połączonych w służbie dla Pana. Powiększona skuteczność takiego wspólnego działania jest treścią 30-go wiersza, 32 rozdziału Księgi 5 Mojż., gdzie czytamy, że "jeden z nich uganiał tysiąc, a dwaj goniliby dziesięć tysięcy".

A jednak, jakkolwiek małżeństwo jest wolą Bożą dla rodzaju ludzkiego ogólnie mówiąc, nie jest ono z konieczności wolą Bożą dla każdego pojedynczego człowieka. Jakkolwiek każdy człowiek niewątpliwie ma prawo wstąpić w związek małżeński, to jednak uczeń Pana Jezusa może zrezygnować z tego prawa w celu oddania się całkowicie i bez żadnej przeszkody służbie Chrystusa.

Jak już wspominaliśmy Pan Jezus zwrócił na to uwagę, że w Jego Królestwie będą tacy, którzy staną się jakoby rzezańcami dla Niego. A oto słowa z rozdziału 19 Ewangelii Mateusza, wiersz 12: "Albowiem są rzezańcy, którzy się tak z żywota matki narodzili, są też rzezańcy, którzy są od ludzi urzezani. Są też rzezańcy, którzy się sami urzezali dla królestwa niebieskiego. Kto może pojąć niechaj pojmuje!"

W takim wypadku jest to całkowicie osobista i dobrowolna ofiara i ślub, który podejmuje jakaś osoba z dwóch powodów:

Po pierwsze, jeśli odczuwa wyraźne kierownictwo Boże, aby pozostać wolnym od związku małżeńskiego, i po drugie, jeśli ma pragnienie oddać się bardziej jeszcze pracy Pańskiej bez dodatkowych obowiązków płynących z życia rodzinnego.

W tym trzeba oczywiście mieć całkowitą pewność, że Bóg nas ku tej sprawie powołuje. (Czytajmy l Kor. 7,7 druga część). Tylko w takim wypadku uczeń może być pewny, że Pan da mu także łaskę potrzebną ku wytrwaniu w tym stanie. Po drugie musi to być sprawa dobrowolności; Wszędzie tam, gdzie celibat jest sprawą kościelnego przymusu, zachodzi bardzo wielkie niebezpieczeństwo nieczystości i niemoralności.

Apostoł Paweł podkreślał wyraźnie, że nieżonaty albo niezamężna niewiasta może poświęcić się bardziej jeszcze służbie Króla. W pierwszym Liście do Koryntian w rozdziale 7, 32.33 czytamy takie słowa: "Ale chcę, abyście byli bez trosk: nieżonaty troszczy się o rzeczy Pańskie, jak się podobać Panu; a żonaty troszczy się o rzeczy tego świata, jak się podobać żonie".

Dla tejże przyczyny apostoł wyraził życzenie, aby ci, którzy nie są jeszcze w związku małżeńskim, względnie wdowy i wdowcy, pozostali w takim stanie, w jakim byli, tzn. nie wstępowali w nowy związek małżeński (proszę przeczytać l Kor. 7,7.8).

Nawet na tych, którzy już są w związku małżeńskim, apostoł nalega, aby ze względu na krótkość naszego czasu podporządkowali wszystko wielkiemu zadaniu zwiastowania dobrych Wieści tj ogłaszania Ewangelii Chrystusowej. Czytamy o tym wyraźnie w l Kor. 7,29-31. "A to mówię, bracia, ponieważ czas pozostały krótki jest, ażeby i ci, którzy żony mają, byli, jakby ich nie mieli, a którzy płaczą, jakby nie płakali, a którzy się radują, jakby się nie radowali, a którzy kupują, jakby nie posiadali, a którzy używają tego świata, jakby go nie używali; bo przemija kształt tego świata".

Z całą pewnością nie oznacza to, aby mąż, który ma żonę i dzieci, albo żona, która ma męża, zaniechali spełniania swoich obowiązków rodzinnych, odeszli od swoich najbliższych i wyruszyli w świat jako misjonarze. Oznacza to jednakowoż, że nie śmią żyć tylko dla przyjemności i satysfakcji życia rodzinnego, że nie wolno używać swojej żony i dzieci jako wymówki, by zostawić Chrystusowi dopiero drugie miejsce w swoim życiu.

C. T. Studd obawiał się, że jego narzeczona może do tego stopnia nim się zająć, że Pan Jezus stałby się dopiero drugim w jej życiu. Ażeby tego uniknąć, ułożył dla niej mały wierszyk, który miała odtąd recytować sobie na każdy dzień. A oto te słowa:

"Ja kocham Cię, Jezu, Ty jesteś mi bliższy I droższy niż Józio, Mój chłopiec najmilszy".

Pamiętajmy o słowach apostoła Pawła: "A to mówię bracia, bo czas pozostały krótki jest, ażeby ci którzy żony mają, byli jakby ich nie mieli".

Tragedią niejednego ucznia Pańskiego było naprędce skojarzone małżeństwo, albo małżeństwo, do którego wszedł bez właściwego kierownictwa Bożego, często bowiem diabeł odwodził w ten sposób od prawdziwej drogi najwydajniejszego życia dla Pana. Wielu tych, którzy pragnęli zostać pionierami, stracili swoją karierę niepodzielnej służby dla Chrystusa przy małżeńskim ołtarzu.

A oto co pisze Gustafson: "Małżeństwo jest gorzkim wrogiem wypełniania woli Chrystusowej, aby wszyscy o Nim słyszeli. Małżeństwo jest oczywiście dane przez Boga, ale jeśli staje się barierą dla wykonywania woli Bożej, wtedy jest użyte źle. Moglibyśmy wymienić wielu, zarówno mężczyzn jak i kobiety, którzy mieli konkretne powołanie, aby pójść na zagraniczne pola misyjne, a nigdy się tam nie znaleźli, ponieważ ich partnerzy (małżonkowie) ich wstrzymali. Nic, nawet przez Boga dane błogosławieństwo posiadania towarzysza życia, nie śmie przeszkodzić człowiekowi w osiąganiu celu, jaki Bóg przed jego życiem postawił. Dzisiaj dusze umierają bez Chrystusa - ponieważ nasi ukochani zajęli pierwsze miejsce przed wolą Bożą".

Celibat byłby więc może rzeczą szczególnie ważną i zalecaną w życiu pioniera. W książeczce pod tytułem: "Ambasadorowie dla Chrystusa" czytamy takie słowa: "Mężowie i niewiasty, którzy idą w straży przedniej, muszą niekiedy odmawiać sobie nawet i konieczności życiowych, już nie mówiąc o jakichś nawet skromnych przyjemnościach. Obowiązkiem ich jest cierpieć złe - jako dobrym żołnierzom Jezusa Chrystusa, którzy nie troszczą się i nie gmatwają się w żadne sprawy tego życia. Są to jakby zawodnicy, którzy nie znoszą, aby im przeszkadzały w biegu jakiekolwiek ziemskie ciężary. Jest to powołanie, jest to szczególna służba, jest to posłannictwo do wypełnienia specjalnych zadań".

Ale ci, którzy takie powołanie od Pana przyjęli - otrzymują szczególną nagrodę. W Ewangelii wg Św. Mateusza rozdz. 19,28.29 czytamy takie słowa: "Zaprawdę powiadam wam, iż wy, którzyście za mną poszli... a każdy który opuścił domy, albo braci, albo siostry, albo ojca, albo matkę, albo żony, albo dzieci, albo rolę dla imienia mego, stokroć tyle weźmie i żywot wieczny odziedziczy".

 

Rozdział 11.

OBLICZANIE NAKŁADU

 

Pan Jezus nigdy nie usiłował zachęcać ludzi, albo przymuszać ich do jakiegoś "byle, byle" wyznawania wiary. Nie starał się też pozyskać wielkich tłumów poprzez głoszenie poselstwa, które by było atrakcyjnym dla mas.

Wręcz przeciwnie. Kiedykolwiek ludzie zaczynali tłumnie iść za Nim, zwykł był zwracać się do nich i przedstawiać im, jak bardzo surowym warunkom musi odpowiadać Jego uczeń, w rezultacie czego bardzo wielu się zniechęcało.

Pewnego razu Pan Jezus rozmawiając z tymi, którzy chcieli iść za Nim, przestrzegł ich, aby najpierw dokładnie obliczyli koszt, obrachowali ile ich to będzie kosztowało i powiedział tak: (czytamy Ew. Łukasza 14,28-32) "Bo któż z was jest, który chcąc zbudować wieżę, nie usiadłby pierwej i nie obrachował nakładu, czy mą to, czym by ją mógł dokończyć? Aby czasem, gdy założy fundament i nie będzie mógł dokończyć, wszyscy, którzy by to widzieli, nie poczęli się naśmiewać z niego, mówiąc: Ten człowiek począł budować i nie mógł dokończyć. Albo, który król jadąc na wojnę potykać się z drugim królem, usiadłszy, nie radzi się pierwej, czy by mógł w dziesięć tysięcy potykać się z tym, który we dwadzieścia tysięcy idzie przeciwko niemu? A jeśli nie, to gdy tamten jeszcze jest daleko, wyprawiwszy posłów do niego, prosi o pokój".

Tutaj życie chrześcijanina Pan Jezus przyrównał do budowania budynku względnie do wyprawy na wojnę.

Byłoby głupstwem rozpocząć budowanie wieży, powiada nasz Pan, jeśli się nie ma dostatecznej ilości pieniędzy, aby ją dokończyć. W przeciwnym bowiem razie niedokończona budowa będzie stała jako pomnik, świadczący o naszym braku przygotowania.

Jakież to jest prawdziwe! To jest zupełnie coś innego powziąć decyzję dla Chrystusa w ciepłej, uczuciowej atmosferze masowego zebrania ewangelizacyjnego, ale zupełnie inną rzeczą jest zaprzeć się samego siebie, wziąć swój krzyż na każdy dzień i iść za Chrystusem. Jakkolwiek nic nas to nie kosztuje, aby się stać chrześcijaninem, to jednak bardzo wiele nas kosztuje, aby dzień za dniem chodzić wytrwale drogą ofiarności, oddzielenia się od świata i cierpienia dla Chrystusa. Jest zupełnie czymś innym dobrze wystartować w chrześcijańskim wyścigu, a wytrwać w tym biegu dzień za dniem, przy pięknej pogodzie i w czasie burz, w okresach powodzenia, ale także i w przeciwnościach, w radości i w smutku.

Patrzy na nas krytyczny świat, a kierowany jakimś dziwnym instynktem zdaje sobie sprawę z tego, że ideały chrześcijanina zasługują na poświęcenie wszystkiego albo niczego. Kiedy widzi człowieka, który całkowicie oddaje się Chrystusowi, może się z niego śmiać, może sarkać, może narzekać, ale wewnętrznie ma dla niego głęboki respekt, jako dla człowieka, który bez względu na następstwa oddaje się całkowicie Chrystusowi. Ale gdy widzi człowieka, który tylko połową serca służy Chrystusowi, to patrzy na niego z pogardą. Wówczas zaczyna się z niego śmiać, mówiąc: "Ten człowiek rozpoczął budować, a nie jest w stanie budowy dokończyć. Zrobił wielki ruch w chwili swego nawrócenia, a teraz jest bardzo do nas wszystkich podobny! Rozpoczął z ogromną szybkością, a teraz ledwie mu się koła obracają!"

Dlatego Zbawiciel powiedział: "Obliczajcie raczej, ile was to będzie kosztowało!"

Jego następna ilustracja przedstawia króla, który właśnie miał zamiar wypowiedzieć wojnę drugiemu królowi. Czyż nie było to słuszne, że najpierw się zastanowił, czy jego dziesięć tysięcy żołnierzy będzie w stanie pokonać armię wroga, dwa razy większą liczebnie? Byłoby to szaleństwem, gdyby najpierw wypowiedział wojnę, a potem dopiero się rozmyślił, że jego armia jest za słaba - gdy już obie armie do siebie się zbliżają. Wtedy miałby tylko jedno wyjście: podnieść białą flagę, poddać się i wysłać parlamentariuszy, którzy by pełzając w prochu, pokornie prosili o warunki pokoju.

Nie jest żadną przesadą, gdy porównujemy życie chrześcijanina do wojny. Są bowiem i tutaj potężne, wrogie siły - jest świat, ciało i diabeł. Są też rzeczy, które nas zniechęcają, jak przelewanie krwi i cierpienia. Są długie, męczące godziny czuwania, jest tęsknota za światłem dziennym, są łzy, ciężka praca i doświadczenia. Jest także na każdy dzień śmierć.

Każdy, który wyrusza za Chrystusem, winien pamiętać o Getsemane, o Gabacie, o Golgocie i obliczyć koszt. Albo chce oddać się całkowicie Chrystusowi, albo będzie musiał się poddawać, a wtedy będzie to dla niego okropną hańbą i poniżeniem.

W tych dwóch przykładach Pan Jezus ostrzega swoich słuchaczy przed pochopnym podejmowaniem decyzji, aby się stać Jego uczniem. On mógł im obiecać tylko prześladowanie, ucisk i wszelkie trudności. Dlatego powinni najpierw obliczyć, ile ich to będzie kosztowało!

A jakim jest ten koszt? Następny wiersz odpowiada na to pytanie:

"Tak i każdy z was, kto by się nie wyrzekł wszystkich majętności swoich, nie może być uczniem moim" (Łuk. 14,33).

Kosztuje to więc "wszystko" co człowiek posiada i kim jest. Tyleż kosztowało i Zbawiciela przyjście tutaj, i nie może to kosztować mniej tych, którzy chcą iść za Nim w ślad. Jeśli On, który będąc ponad wszelki opis bogaty - dobrowolnie stał się ubogim, to czyż uczniowie Jego zdobędą koronę mniejszym kosztem?

Wreszcie Pan Jezus podsumował swój wykład następującymi słowami:

"Dobra jest sól, lecz jeśli sól zwietrzeje, czymże ją naprawić?" (Łuk. 14,34).

Zdaje się, że w czasach biblijnych ludzie nie mieli czystej soli - takiej, jaką my mamy na naszych stołach dzisiaj. Ich sól miała rozmaite zanieczyszczenia - jak piasek itd. W jakiś sposób było to możliwe, że sól traciła swoją słoność, a to, co pozostało, miało tylko jedno przeznaczenie: wyrzucenie na śmietnik. Nawet nie można było tego używać jako nawozu. Niekiedy używano takich odpadków do Wysypywania ścieżek. "Na nic się już nie przyda, tylko aby była precz wyrzuconą i od ludzi podeptaną" (Mat. 5,13).

Przykłady te mają tylko jedno, całkiem jasne znaczenie:

Życie chrześcijanina ma tylko jeden wielki cel, a mianowicie:

aby uwielbiać nim Boga i całkowicie je wylewać dla Niego. Chrześcijanin może stracić swój smak przez gromadzenie skarbów tutaj na ziemi, przez staranie się o swoją własną wygodę, przyjemność, przez staranie się o rozgłos tutaj na tym świecie, przez co w nierządny sposób zużywa swoje życie i talenty dla tego niegodnego świata.

Jeśli wierzący straci z oczu główny cel swego istnienia, to straci wszystko. W takim wypadku nie jest ani pożyteczny, ani nawet nie posiada wartości dekoracyjnej. Jego los - to tak jak los owej soli, która straciła swoją słoność - być podeptanym przez ludzi, przez ich pogardę, wyśmiewiska i przez ich gniew.

Ostatnie słowa w 14-tym rozdziale Łukasza brzmią tak:

"Kto ma uszy ku słuchaniu niechaj słucha". Często, gdy Pan powiedział coś bardzo twardego, zwykł był kończyć tymi słowami; tak jakby wiedział, że nie wszyscy ludzie te słowa przyjmą, że będą tacy, którzy będą usiłowali wyargumentować, wytłumaczyć inaczej to, co powiedział, zmienić sens tej wypowiedzi i stępić ostrze Jego wymagań!

Wiedział jednakowoż także i to, że będą i otwarte serca ludzi młodych i starych, którzy zastosują się do Jego wymagań i którzy uznają je za godne Jego Samego.

A tak pozostawił nam drzwi otwarte. "Kto ma uszy ku słuchaniu, niechaj słucha". Ci, którzy słuchają, to ci właśnie, którzy obliczyli koszt, a jednak powiedzieli:

"Postanowiłem iść w Ślad za Jezusem,

Choćbym miał kroczyć tą drogą samotnie...

Choć świat leży za mną, a przyszłość mnie krzyżem

Obdarzy - to ani nie mów o odwrocie!"

 

Rozdział 12.

CIEŃ MĘCZEŃSTWA

 

Jeśli człowiek całkowicie i prawdziwie odda się Panu Jezusowi Chrystusowi, wówczas wydaje mu się sprawą mało ważną czy żyje, czy umiera. Jedno tylko ma znaczenie, a mianowicie - aby Pan był uwielbiony.

Gdy czytamy książkę pt. "Triumf Jana i Betty Stam" znajdujemy nutę, która przewija się przez całą tę książkę, a mianowicie: "Uwielbiony będzie Chrystus w ciele moim, czy to przez życie, czy przez śmierć" (Filip. 1,20).

Ta sama nuta przewija się w pismach Jima Elliota. Gdy był jeszcze studentem w Wheaton College napisał w swoim dzienniczku takie słowa: "Jestem gotów umrzeć za Indian Aueas".             .

Kiedy indziej zaś napisał tak: "Ojcze, weź moje życie, tak, moją krew nawet, jeśli chcesz, i straw je Twoim wszystko obejmującym ogniem. Nie chcę ich ratować, albowiem nie są moimi ku ratowaniu. Weź je, Panie, weź je w całości! Wylej moje życie jako ofiarę na ołtarzu. Krew ma, tylko wtedy wartość, jeśli płynie przed Twoim ołtarzem".

Wydaje się, że wielu Bożych bohaterów osiągnęło ten punkt w swoich doświadczeniach z Bogiem. Zdali sobie z tego sprawę, że "jeśliby ziarno pszeniczne wpadłszy do ziemi nie obumarło, ono samo jedno pozostaje; lecz jeśliby obumarło, obfity owoc przyniesie" (Jan 12,24). I stali się gotowi być takimi ziarnami pszenicy.

Pan Jezus uczył uczniów Swoich tego samego nastawienia: "Kto straci życie swoje dla mnie, ten je zachowa" (Łuk. 9,24).

Im więcej o sprawie tej myślimy, tym bardziej mądrą i słuszną nam się wydaje.

Po pierwsze, życie nasze i tak do nas nie należy. Należy ono bowiem do Tego, który wartość naszą określił ceną Swojej najdroższej krwi. Czyż możemy samolubnie trzymać się kurczowo tego, co jest własnością kogoś innego? C. T. Studd odpowiedział na to pytanie za siebie tymi słowami:

"Już o tym słyszałem, iż Jezus zmarł za mnie, ale nigdy nie rozumiałem tego, że jeśli On umarł za mnie, to ja już nie należę do samego siebie. Odkupienie - to kupowanie z powrotem, a więc jeśli należę do Niego, byłoby kradzieżą zachowywać to, co nie jest moją własnością, a więc należy całkowicie oddać wszystko Bogu. Gdy uświadomiłem sobie, że Jezus Chrystus umarł za mnie, już mi nie było trudno poświęcić wszystko dla Niego".

Po drugie, my i tak wszyscy umrzemy, jeśli tymczasem nasz Pan nie przyjdzie. Czyż byłoby większą tragedią umrzeć w służbie Króla, aniżeli figurować na liście tych, którzy zginęli w jakimś wypadku? Czyż Jim Elliot nie miał racji, gdy powiedział, że "nie -jest głupcem ten, który oddaje to, czego i tak zachować nie może, aby zdobyć to, czego nie może utracić"?

A po trzecie, jest to niewątpliwie czymś logicznym, że jeśli Pan Jezus umarł dla nas, to my powinniśmy przynajmniej tyle zrobić, aby umierać za Niego. Jeśli sługa nie może być większym aniżeli mistrz jego, czyż mamy prawo do tego, aby iść do Nieba wygodniejszą drogą aniżeli Pan Jezus? Rozważanie tego faktu sprawiło, że Studd powiedział takie słowa: "Jezus Chrystus jest Bogiem i umarł za mnie, a więc żadna ofiara nie jest zbyt wielka, którą ja mógłbym podjąć dla Niego".

I wreszcie na ostatek, jest to wprost karygodną rzeczą, aby czule pielęgnować nasze życie, gdy przez jego obfite i pełne ofiary oddanie, może popłynąć wieczne błogosławieństwo dla naszych współbliźnich. Ludzie często ofiarowują swoje życie w celu dokonania odkryć lekarskich. Inni ryzykują i tracą życie swoje, aby wyratować swych kochanych z palących się budynków. Jeszcze inni umierają na polu bitwy, aby wybawić swój kraj od przemocy wroga. Zapytajmy się więc, jak wielką wartość posiada życie innych ludzi dla nas? Czy możemy powiedzieć z F. W. H. Myers:

"Wszędzie wokoło widzą tak podobne oblicza, mówiące

o hańbie miast chwały,

O zniewoleniu - miast godności, padzie za cieniami,

co szczęściem się zdały! A wtedy w mym sercu się zjawia pragnienie, które mną

wstrząsa jak trąby sygnały: Ach, by ich zbawić, dać życie swe za nich, za żywot ich, żywot poświęcić swój cały!"

Nie od wszystkich wymaga Bóg złożenia życia w sposób męczeński. Stos, włócznia, gilotyna - są zarezerwowane dla stosunkowo niewielu wybrańców. Ale każdy z nas może mieć ducha męczennika, jego gorący zapał i ofiarną gotowość oddania swego życia - cechującą męczennika. Każdy z nas może żyć tak, jak człowiek, który już wszystko, a nawet życie swoje poświęcił dla Chrystusa.

"Niech przyjdzie cokolwiek - czy tęcza, korona,

Czy krzyż albo burza, czy znój i brzemiona –

Mą duszę i ciało dziś składam Ci, Panie,

Jak ziarno - na pełne już ich zaoranie".

 

Rozdział 13.

NAGRODY OCZEKUJĄCE PRAWDZIWEGO UCZNIA

 

Życie, które zostało oddane Panu Jezusowi, ma już samo w sobie wspaniałą nagrodę. Jest nią radość i obfitość słodyczy, którą może dać tylko chodzenie za Jezusem Chrystusem, co jest życiem, w prawdziwym tego słowa znaczeniu.

Zbawiciel często powtarzał te słowa: "Kto straci życie swoje dla mnie, ten .je zachowa". Stwierdzamy, że ta wypowiedź jest jedną z najczęściej pojawiających się wypowiedzi Pana Jezusa (patrz Mat. 10,39; 16,25; Marka 8,35; Łuk. 9,24; 17,33;

Jana 12,25). Dlaczego jest to powtórzone tak często? Czyż nie dlatego, że Pan tutaj przedstawia jedną z najbardziej fundamentalnych zasad życia chrześcijańskiego, a mianowicie to, że życie, o które się dba i nad którym się rozczula, jest życiem zgubionym, ale życie wylane dla Niego jest życiem znalezionym, zbawionym, pełnym radości, życiem, które zachowuje się na całą wieczność?

Być połowicznym chrześcijaninem znaczy nic innego, jak niepełna i pełna biedy egzystencja. Ale całkowite oddanie się Jemu jest najpewniejszym sposobem, aby cieszyć się najlepszą stroną życia.

Być prawdziwym uczniem to znaczy być niewolnikiem Jezusa Chrystusa i znajdować w Jego służbie całkowitą wolność. Wspaniałą wolność widzi się w życiu takich sług, którzy mogą powiedzieć: "Ja kocham mego Mistrza, nie wyjdę od Niego na wolność!".

Prawdziwego ucznia nie łamią rozmaite głupie troski, sprawy przechodzącego świata. Zajęty jest sprawami wieczności i podobnie jak Hudson Taylor cieszy się z luksusu posiadania bardzo małej ilości takich rzeczy, o które musiałby się troszczyć.

Uczeń taki może być nieznany, a jednak bardzo dobrze znany; chociaż ustawicznie umiera, to jednak stale żyje. Jest doświadczany, ale nie zabijany. Nawet w smutku się raduje. Jakkolwiek sam jest ubogi, wielu ubogaca. Sam niczego nie ma, a jednak posiada wszystkie rzeczy. (Przeczytaj 2 Kor. 6,9.10).

I tak jak można z całą pewnością powiedzieć o życiu prawdziwego ucznia Pańskiego, że jest ono duchowo najbardziej zadowalającym życiem na tym świecie, można też z równie wielką pewnością stwierdzić, że jest to życie, które otrzyma największą nagrodę w przyszłym wieku. W 16 rozdziale Mateusza, wiersz 27 czytamy: "Albowiem Syn człowieczy przyjdzie w chwale Ojca swego z Aniołami swoimi, i wtedy odda każdemu według uczynków jego".

Dlatego też mężem prawdziwie błogosławionym i w obecnym czasie i w całej wieczności jest ten, który może powiedzieć wraz z Borden of Yale: "Panie Jezu, ja usuwam ręce swoje od mojego życia. Ciebie chcę posadzić na tronie mego serca. Zmień mnie, oczyść, użyj mnie tak, jak Tobie się to będzie podobało".

 

ZBAWICIEL NASZ NIE CHCIAŁ...

Zbawiciel nasz nie chciał, by zginął ktokolwiek,

Gdy w chwale Swej usiadł na tronie.

Ujrzawszy świat w nędzy, boleści, zginieniu,

Z miłości pochylił się w zgonie.

A tu giną setki, tysiące wokoło,

Od bólu aż serca pękają,

Pan chce ich wybawić - lecz któż im to powie,

Gdy w grzechu się z trwogą słaniają?

Zbawiciel nasz nie chciał, by zginął ktokolwiek,

Więc ciało przyoblekł boleści,

Bóg przyszedł tu szukać zginionych, pocieszać,

Złamanym cudowne nieść wieści.

A tu giną setki - już kończy się żniwo -

Żniwiarzy brak, noc już nadchodzi;

Pan Jezus cię woła, ach, pośpiesz!

Duszami Cennymi cię hojnie nagrodzi!

Dla przyjemności - to nie brak ci czasu,

Lecz nie masz go dla twego Pana;

Masz czas na kłopoty, zabawki - aż grzesznym

Kto wspólnie ma paść na kolana? Kto powie ginącym o szczęściu, wieczności,

Kto zechce głód serc zaspokoić?

Kto mdłych, obciążonych przywiedzie do Zbawcy,

Płaczących - do wiecznej ostoi?

Zbawiciel nasz nie chciał, by zginął ktokolwiek,

A ja. Jego uczeń, czy mogę,

Żyć nadal wygodnie, gdy giną wokoło –

Patrz! W oczach ich łzy widać, trwogę!

Tak! Giną setki, tysiące... ach, proszę,

Me serce ożywić chciej. Panie!

Bym świat zaniedbawszy, z wiecznością na oku,

Wypełnił miłości zadanie!

 

Czytaj codziennie Biblię - Słowo Boże

 

* * *   * * *   * * *

 

Warto przeczytać:

[  Chrystus Umiłował Kościół  ] [  Muzyka uwielbiająca Boga  ] [  Test tłumaczenia Biblii  ] [  Sprawowanie się sługi w Domu Bożym  ]

[  Zbawienie i jego nieutracalność – R Ciarriocca  ] [  Pokój, radość, pewność zbawienia - Kremer  ] [  Czy zbawieni mogą pójść na wieczne potępienie?  ] [  Wąska Droga – AW Pink  ] [  Pewny przewodnik do nieba – J. Aleine  ] [  Raz zbawiony na zawsze zbawiony – C. H. Mackintosh  ] [  Pewność i radość zbawienia – Geo Cutting  ] [  Powtórne przyjście Pana Jezusa i związane z tym wydarzenia – JNDarby+RBrockhaus  ] [  Powtórne przyjście Pana Jezusa Chrystusa – Rene Pache  ] [  2 PRZYJSCIA CHRYSTUSA  ] [  SZAFARSTWA  ] [  1 Koryntian 10:32  ] [  Co nam przyniesie przyszłość?  ] [  Wielki ucisk  ] [  Mieszkania w domu Ojca  ] [  Pochwycenie wszystkich prawdziwych wierzących  ] [  Charakterystyczne punkty czasu  ] [  Rady dla młodych wierzących – J.N. Darby  ] [  Do kogo należysz?  ] [  Pisma Święte – J.N. Darby  ] [  KROKI  ] [  Narodzenie Pana Jezusa Chrystusa  ] [  Wspaniałe Paradoksy Pisma Świętego  ] [  Bój wiary – AW Pink  ] [  Wstaw imię kapitana!  ] [  Jak stać się prawdziwym Chrześcijaninem? – Otto Heit  ] [  Jezus Chrystus jest Panem!  ] [  Na nowo  ] [  Świadectwo nawrócenia x. R. Bennetta  ] [  Powierz Panu drogę swoją a On wszystko dobrze uczyni!  ] [  Dar Zbawienia – świadectwo nawrócenia x. Ch. Chinqui  ] [  5 karciarzy  ] [  Życie za życie  ] [  Bóg i człowiek w Jednej Osobie  ] [  Czy nie ma balsamu w Gileadzie?  ] [  Chrześcijanin a telewizja  ] [  „chrześcijańska” mini-spódniczka  ] [  Człowiek pobożny miłuje Słowo Boże  ] [  Ten Który stworzył wszystko  ] [  Jesteś pomocą czy przeszkodą?  ] [  Krew Chrystusa – jej wielka wartość – LM Grant  ] [  Ojciec i Syn – odwieczny związek – LM Grant  ] [  O uporządkowaniu życia dzieci Bożych  ] [  „Zgubiony! i Znaleziony” – AW Pink  ] [  Przedstawiciele Zgromadzenia Bożego  ] [  Zaproszenie dla Chrześcijan: „Przyjdź i zobacz”  ] [  „Rozkaz Pana i argumenty szatana” – CH Mackintosh  ] [  „Każdy chrześcijanin ma być rybakiem ludzi” – Otto Heit  ] [  Fizyczne aspekty śmierci Jezusa Chrystusa  ] [  „Rzut oka na zbory chrześcijan zgromadzających się do imienia Pana Jezusa Chrystusa” RK Campbell  ] [  „Wcielenie Syna” – WR Dronsfield  ] [  „Listy do Młodych Ludzi” – Heijkoop & Dennet ] [  Łaską zbawieni jesteście  ] [  Tak mówi Pan  ] [  Kto jest prawdziwym Chrześcijaninem?  ]

 

* * *   * * *   * * *

 

Bardzo pomocnym w codziennym studium Biblijnym jest kalendarz z codziennym rozważaniem fragmentów Biblii – obecnie najlepszy na polskim rynku taki kalendarz {Kalendarz Chrześcijański „Dobre Nasienie”} możesz zakupić pod adresem:

RLCh – Rozpowszechnianie Literatury Chrześcijańskiej

Pod adresem: http://www.DobreNasienie.own.pl/ możesz zamówić bezpłatną subskrypcję treści kartek z tego kalendarza na Twoją skrzynkę poczty elektronicznej!

 

***    ***    ***

 

Jeśli pragniesz otrzymać bezpłatnie Nowy Testament Pana Jezusa Chrystusa, rozpocząć regularne poznawanie nauk Pisma Świętego (korespondencyjnie lub spotykając się z Chrześcijanami), albo masz pytania odnośnie Bożych wymagań względem Ciebie, możesz się z nami skontaktować, proszę pisz pod adres:

CMS - Chrześcijańska Misja do Studentów

skryt. poczt. nr 328, PL 50-950 Wrocław 2

 

* * *   * * *   * * *

kontakt przez internet:

http://mat18-20.Jezus.pl/ poczta elektroniczna: mat18_20@wr.onet.pl

inne strony internetowe godne polecenia: http://Judy3.own.pl/

http://Chrystus.Jezus.pl/                                                     http://cms.kdm.pl/

http://NowyTestament.own.pl/                           http://www.Brzeg.own.pl/

http://www.DobreNasienie.own.pl/                    http://www.kki.net.pl/~marnatha

 

* * *   * * *   * * *

 

Kim jesteśmy i w co wierzymy? Zgromadzamy się jako Chrześcijanie, w prostocie tylko do imienia naszego Pana Jezusa Chrystusa, i nie mamy żadnych denominacyjnych powiązań (1 Koryntian 1:9-10). Jesteśmy znani jako "bracia", imię jakiego używał dla nas Sam Pan Jezus (Ew. Łukasza 8:21, Hebrajczyków 2:11-12). Wierzymy, że Biblia jest natchnionym Słowem Bożym (2 Tymoteusza 3:16) w którym On Objawił Siebie i Swoje zamysły - swoim stworzeniom (Hebrajczyków 4:12-13). Wierzymy że każdy potrzebuje Zbawiciela, i że Biblia przedstawia Tego Zbawiciela, Pana Jezusa Chrystusa, Który dokonał doskonałego przebłagania za nasze grzechy na krzyżu Golgoty (Rzymian 3:23, Dzieje Ap. 13:38-39, 1 List Jana 5:12-13). Ponadto, wierzymy, że wszyscy którzy przyjmą poselstwo Ewangelii są "narodzonymi na nowo" (1 List Piotra 1:23), zapieczętowanymi przez Ducha Świętego (Efezjan 1:13), członkami Ciała Chrystusowego (1 Koryntian 12:12-13). Wierzymy, w ponowne przyjście Pana Jezusa Chrystusa, po Jego Oblubienicę, czyli Zgromadzenie. Jego Powrót może nastąpić w każdej chwili (1 Tesaloniczan 4:13-18, Efezjan 5:25-27). Oczekując tej błogosławionej nadziei (Tytusa 2:13), także wierzymy, że największą potrzebą każdego człowieka i całego świata jest powrót do nauki Słowa Bożego, przez którą jedynie jest możliwe duchowe przebudzenie (Hebrajczyków 4:12). Głosimy Chrystusa Ukrzyżowanego za nasze grzechy, Wzbudzonego dla naszego usprawiedliwienia i Powracającego ponownie w celu zabrania Jego Zgromadzenia (Kościoła) do domu Ojca (1 Koryntian 15:3, Rzymian 4:25, 1 Tesaloniczan 4:13-17, Ew. Jana 14:1-3, Hebrajczyków 9:24-28).


Jak mogę być uratowanym od kary piekła? & Jedność wszystkich dzieci Bożych & Słowo Prawdy & Wieczne bezpieczeństwo & Bezpłatny Nowy Testament Pana Jezusa Chrystusa & Pan Jezus Wraca po Swoich & Byłem ślepy - teraz widzę! & Tylko dla owiec & {najbardziej} Niebezpieczne grupy religijne [Centrum Monitorowania Sekt] & Tohu-wa-Bohu [Na początku Pan Jezus Chrystus Stworzył niebo i ziemię] & Dobra Nowina o Panu Jezusie Chrystusie w obrazkach & artykuły różne & przygotowane dla twojego pierwszego taty i jego aniolow& Jesteś w Jego rękach & Droga Zbawienia& Czy jesteś narodzony na nowo? & ALARM DLA NIENAWRÓCONYCH& Wąska droga i ciasna brama& DO KOGO NALEŻYSZ? & rozkaz Pana i argumenty szatana& o tym w jaki sposób GO zamordowales & RLCh-Rozpowszechnianie Literatury Chrześcijańskiej & wąska ścieżka która prowadzi do życia& SPRAWIEDLIWY BÓG I ZBAWICIEL& Prawdziwy charakter rzymskiego katolicyzmu & Zgubiony i Znaleziony& człowiek pobożny miłuje Słowo Boże& Judy3: wiara raz na zawsze przekazana świętym & Mat18-20 & Chrystus.Jezus.pl & czytaj uważnie & Jak stać się chrześcijaninem& Przebaczenie Boże - kto go potrzebuje&http://www.DobreNasienie.own.pl/&

[  Prosty Boży Plan Zbawienia – F Porter  ]

[  Czy jesteś narodzony na nowo? – JC Ryle   ]

[  Przebaczenie Boże KTO GO POTRZEBUJE ... – J. N. Darby  ]

[   Droga Zbawienia – AW Pink   ]

[  http://www.DobreNasienie.own.pl/  ]

Reklama:

 

 

inne lubiane przez nas miejsca w sieci:

http://www.DobreNasienie.own.pl/

http://www.Chrystus.Jezus.pl/

http://www.Judy3.own.pl/

http://www.cms.kdm.pl/

http://www.mat18-20.Jezus.pl/

http://www.Jezus.pl/rlch

http://www.Brzeg.own.pl/

http://www.nowytestament.own.pl/

http://www.cms.own.pl/